9 lutego 2012

Gabriel Garcia Marquez - "Nie wygłoszę tu mowy"


Autor: Gabriel Garcia Marquez
Tytuł: Nie wygłoszę tu mowy
liczba stron: 124


Napisanie dobrej i ciekawej przemowy nie należy do prostych zadań. Zapewne nie każdy potrafiłby przygotować, a potem zaprezentować przemowę, która oczarowałaby słuchaczy i zdołałaby unosić się w powietrzu jeszcze długo po odczytaniu ostatniego zdania. „Nie wygłoszę tu mowy”, powiedział 17-letni Garcia Marquez podczas swojej pierwszej przemowy przygotowanej na zakończenie roku szkolnego w 1944 roku. Od tego czasu jednak wygłaszał przemowy dość często, przy okazji różnych literackich wydarzeń, konkursów, czy też politycznych spotkań.

„Nie wygłoszę tu mowy” to zbiór 21 przemówień, które poruszają ważne dla pisarza, a także świata tematy. Z pierwszych z nich możemy się dowiedzieć, co skłoniło Marqueza do pisania, czemu wybrał zawód pisarza. Muszę przyznać, że przyczyna była nieco przewrotna. W innej, zapewne najważniejszej w całym swoim dorobku, przemowie wygłoszonej w czasie ceremonii wręczania literackiej Nagrody Nobla w 1982, kiedy to sam został jej laureatem, Marquez porusza temat chyba najbliższy jego sercu, zgrabnie ubrany w tytuł „Samotność Ameryki Łacińskiej”. Bardzo prosto, ale jakże mądrze i rozważnie wypowiada się także na temat ludzkości oraz zmian jakie zachodzą w człowieku na przestrzeni ostatnich lat. „Utraciliśmy przez ostatnie sto lat najwartościowsze cechy człowieka XIX wieku : gorączkowy idealizm i pierwszeństwo uczuć – lękamy się miłości”, pisze w swojej przemowie „Słowa na nowe tysiąclecie”, wygłoszonej w 1985 roku, autor Stu lat samotności.

Wiele w pisarstwie Marqueza mądrości, ale także radości i pogody ducha. Jedne krótsze, inne dłuższe, wszystkie przemowy stanowią interesujące źródło światopoglądu Marqueza. Nigdy jednak nie wiadomo, ile w takich ważnych przemowach prawdy, a ile wygładzonych na potrzeby okazji zdań. Jeśli decydujemy się zawierzyć we wszystko, co przedstawia Marquez, bardzo łatwo ulec swoistemu czarowi jego słów. Ale taka już chyba magia pisarza, o czym świadczą nie tyle same przemowy, co znane wielu osobom książki tego kolumbijskiego pisarza. Miłością w czasach zarazy Marquez skradł zapewne nie tylko moje serce.

Przeczytałam wszystkie przemowy z wielkim zainteresowaniem i żałowałam, że jest ich w tej niewielkiej książeczce tak mało. Podobało mi się zdrowe podejście do każdego tematu, wyważone słowa, zwięzłość i towarzyszące przemowom puenty. Były chwile wzruszeń, były chwile kiedy na moich ustach pojawił się uśmiech. Nie brak bowiem Marquezowi także poczucia humoru. W przemowie poświęconej dziennikarstwu, które określa najlepszym zawodem świata, pisarz pisze o sytuacji współczesnego dziennikarza kończącego studia, które tak naprawdę do niczego nie są mu w tym zawodzie potrzebne, bo liczy się przede wszystkim praktyka. „Uniwersytety musiały dojść do wniosku, że proces kształcenia jest obarczony błędami, i stąd powstały szkoły nie tylko dla dziennikarzy prasowych, i słusznie, ale dla dziennikarzy wszystkich mediów . Zlikwidowano nawet skromną nazwę, którą zawód ten nosił od swych początków w wieku XV, i teraz to już nie jest Dziennikarstwo, lecz Nauki Komunikacyjne albo Komunikacja Społeczna. Dla niegdysiejszych dziennikarzy zdobywających doświadczenie w praktyce brzmi to jak spotkanie pod prysznicem z papieżem przebranym za kosmonautę.”

Ta i wiele innych perełek do znalezienia w przemowach Marquza, które polecam wszystkim bez wyjątku. Do poczytania w autobusie, w domu, pomiędzy wejściem na jednego a drugiego bloga ;)

.

Cytaty : Gabriel Garcia Marquez, Nie wygłoszę tu mowy, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2011

5 lutego 2012

Archipelag odsłona numer 7 !

ARCHIPELAG


Zapraszam do lektury siódmego już numeru magazynu Archipelag.
Tym razem temat przewodni to CIAŁO. W środku ( magazynie ;) ) m. in.

1. Ciało uwięzione [Joanna Janowicz]
2. Ciało pianistki [Monika Drzazgowska]
3. Boskie ciało [Katarzyna Malska]
4. Gargantuiczna radość życia pantagruelistów. O prozie François Rabelais’go [Anna Maślanka]
5. Ciało kobiece w prozie japońskiej [Agnieszka Markiewicz]
6. Moje ciało jest jak bezpański pies. O poezji Haliny Poświatowskiej [Karolina Osowska-Wolińska

Oprócz tego wiele ciekawych i inspirujących tekstów, wywiady, recenzje książek wydanych w Polsce oraz zagranicą, relacje z ważnych wydarzeń literackich, wręczonych nagród.

Czymś nowym i wyjątkowym jest także literackie podsumowanie roku przygotowane przez naszą redakcję ;)

Miłego czytania !

30 stycznia 2012

Gustaw Flaubert - "Pani Bovary"


Autor : Gustaw Flaubert
Tytuł : "Pani Bovary"
Liczba stron: 270


Biorąc pod uwagę warstwę fabularną dobrze znanej „Pani Bovary” można dojść wniosku, że jest ona nadzwyczaj prosta i przewidywalna. Tytułowa bohaterka, Emma Bovary kończy szkołę klasztorną, poślubia felczera Karola Bovary i razem ze swoim mężem zamieszkuje w małym miasteczku. Odtąd prowadzi spokojne życie, wchodzi w rolę przykładnej i kochającej żony. Niestety, miłosna bańka pęka i Emma wewnętrznie buntuje się. Nieszczęśliwa i przyduszona przeciętnością życia zaczyna szukać szczęścia w ramionach innych mężczyzn, wydaje pieniądze na swoje zachcianki, w końcu zaś doprowadza do wielkiej tragedii.

Flaubert stworzył portret kobiety nieszczęśliwej i rozpieszczonej, który nie stracił i pewnie jeszcze długo nie straci na ważności. Emma miała kochającego, wiernego i oddanego męża, którego nie potrafiła docenić. Karolowi brakowało jednak temperamentu, a Emmie emocji. Zdecydowanie tych dwoje ludzi nie pasowało do siebie, ale co zrobić kiedy cała sytuacja ma miejsce w drugiej połowie XIX wieku ? Dziś zapewne Emma spakowałaby walizki i wyszła trzaskając drzwiami. Nawet jeśli nie pomogłoby to w rozwiązaniu problemu, jakim była jej wieczna pogoń za niedoścignionym ‘czymś’, to może chociaż Karol nie tkwił by w ślepym zaułku, do którego zaprowadziła go żona. A tak ? Męczy się tych dwoje razem. Emma wpada w błędne koło intryg i kłamstw. O swoim nieszczęśliwym małżeństwie nie może nawet nikomu powiedzieć, bo przecież co by ludzie pomyśleli. Nie ma osoby, która uświadomiłaby Emmie jej problem, pomogła rozwiązać dręczące ją wątpliwości. Nic dziwnego, kiedy nawet sam Flaubert oskarżony został o niemoralność, jakiej dopuścił się pisząc książkę, w której kobieta zdradza swojego męża, w dodatku czerpiąc z tego przyjemność i satysfakcję. Nie ma rozmów, nie ma zrozumienia, nie ma szans na szczęśliwe życie. Ale osobiście, pomimo ewidentnego zepsucia Emmy, współczułam jej i poniekąd starałam się zrozumieć jej zachowanie. Nie darzę jednak takim samym zrozumieniem współczesnych Pań Bovary, bo w wieku wolności, wielu możliwości i pełnej niezależności, bycie taką zepsutą Panią Bovary nie ma żadnego uzasadnienia, jest po prostu pójściem na łatwiznę.

Jednak tym, co czyni dzieło Flauberta tak wyjątkowym i ponadczasowym nie jest sama fabuła, a sposób jej przedstawienia. To książka, do której powinno się wiele razy wracać, by dostrzec mistrzostwo języka i narracji. Sama przeczytałam książkę tylko raz, bo moja ciekawość samej historii wzięła górę nad samą techniką. Pełno w książce celowych powtórzeń, powracających motywów, a także gier kolorami. Ponadto, co ważne kiedy mowa o Flaubercie, to nowatorskie zastosowanie różnych formy wypowiedzi przeplatających się ze sobą, tj. mowy zależnej, niezależnej i pozornie zależnej. Zabieg ten stanowi ważny punkt odniesienia jeśli chodzi o interpretacje wypowiedzi, przypisywanie ich konkretnym bohaterom czy też samemu autorowi. Flaubert nie szczędzi także ironii, równie trudnej do uchwycenia, co pozostałe zabiegi.


Przyznam szczerze, że książka nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, na jakie byłam nastawiona. Być może właśnie przez to trochę się zawiodłam. Nie przemówił do mnie geniusz Flauberta, być może nie wczułam się w całą historię tak jak powinnam, być może książkę rzeczywiście należy przeczytać parę razy, żeby w pełni docenić jej piękno. Nie wiem. Wiem tylko, że odkładam ją na półkę z lekką nutka zawodu. No cóż, może sama jestem trochę Panią Bovary i marudzę choć nie powinnam ? ;)

.

2 stycznia 2012

Michel Houellebecq - "Cząstki elementarne"


Tytuł: "Cząstki elementarne"
Autor: Michel Houellebecq
Liczba stron: 364


Być może książka ta nie jest najlepszym wyborem na początek nowego roku, który to zawsze stanowi okazję do nowych postanowień, nowych marzeń i nadziei. W „Cząstkach elementarnych” nie ma za grosz pozytywnych emocji, nie ma wiary w lepszą przyszłość. To kolejna już po „Nowym, wspaniałym świecie” przerażająca wizja upadku ludzkości, nawet nieco bardziej realna niż wizja Huxleya, bo mająca miejsce już na przełomie XX i XXI wieku. Zostałam przygnieciona wylewającym się z niej pesymizmem, wizją świata bez wartości, bez wiary, bez szczęścia.

Głównymi bohaterami książki są dwaj przyrodni bracia, Michel, biolog molekularny, którego życiowym celem jest stworzenie idealnej, nieśmiertelnej istoty ludzkiej, oraz Bruno, opętany seksualnym rozpasaniem, nauczyciel, poeta, duch niespokojny. Dzieje obu z nich poznajemy stopniowo, cofamy się do ich młodości, pierwszych miłości, kłopotów i problemów wynikających z wychowywania się bez prawdziwej uwagi rodziców. Ich drogi krzyżują się dopiero po latach, i chociaż ich charaktery tak diametralnie się od siebie różnią, łączy ich żywot człowieka współczesnego, istoty nieszczęśliwej, nie potrafiącej dostrzec sensu.

To, co najbardziej drażni i na początku wręcz zniechęca do dalszej lektury, to wszechobecna iście pornograficzna aura. Opisy czynności jakim poddaje się Bruno by tylko zaspokoić swoje samcze żądze, by nasycić chociaż na chwile swoje puste życie, nie pozbawione są dosadnych, wulgarnych i niesmacznych słów. W końcu seksualna obsesja doprowadza Brunona na skraj obłędu, bo kogo by nie doprowadziła ? Nie jest on jednak jedynym, żyjącym jedynie złudną wizją chwilowego szczęścia osobnikiem. Wolność seksualna, której główne źródło bije w Ameryce lat 60` XX wieku, ogarnia rzesze ludzi, którzy w końcu zatraceni w wyzwoleniu, tracą wszelkie moralne hamulce. Opisy orgii i przelotnych przygód seksualnych zaserwowane bez zdrowego umiaru zdają się jednak być jak najbardziej przemyślanym zabiegiem. Książka miała szokować, miała przerażać, miała prowokować. W końcu, wraz z bohaterami książki zdajemy się znudzeni opisywanymi ekscesami, a po kilku rozdziałach, po prostu nie zwracamy już na nie tak bardzo uwagi. Wszystko, co w nadmiarze, w końcu powszednieje. Tak jak w książce, tak i w życiu.

Houellebecq pokazuje świat, w którym nikt już nie wie, co to tradycja, co to rodzina, co to prawdziwa miłość. Główni bohaterowie zdają się bronić przed czymś, co mogłoby ich w jakikolwiek sposób ograniczać, zabrać im swobodę działania. Po latach jednak okazuje się, że to wypełnione rozrywkami życie prowadzi jedynie do samotności i samozagłady. Ktoś może powiedzieć, że jest to wizja bardzo uproszczona, nie każdy bowiem lokuje swoje poczucie szczęścia w posiadaniu rodziny, doświadczeniu takiej czy innej miłości. Osobiście popieram jednak stanowisko Houellebecqa, życie w poczuciu wiecznej wolności, bez jakichkolwiek punktów oparcia, w końcu prowadzić może do życiowej frustracji i zobojętnienia.

„Cząstki elementarne” były moją pierwszą książką Houellebecqa i na pewno nie ostatnią. Wzbudzająca szereg skrajnych opinii, mnie nie zniechęciła, wręcz przeciwnie, lubię książki kontrowersyjne i zazwyczaj te najbardziej zapadają mi w pamięć. Literacko być może nie jest to wielkie dzieło, czasami czytało się dość ciężko, ale trudne momenty warto przebrnąć, by w końcu dojść do paraliżującego w swojej wymowie zakończenia.

.

20 listopada 2011

Aldous Huxley - "Nowy Wspaniały Świat"


Autor: Aldous Huxley
Tytuł: "Nowy, wspaniały świat"
Liczba stron: 268


Jestem przerażona tym, co w swojej książce w 1931 roku zawarł Huxley, a co dziś powoli staje się rzeczywistością. Czytałam i nie wierzyłam, że czytam o świecie, w którym przyszło mi żyć. Kwestią interpretacji pozostaje jedynie skala, w jakiej wszystkie przedstawione w książce mechanizmy funkcjonują obecnie w naszym konsumpcyjnym i powoli wycofującym się z myślenia, społeczeństwie.

W Nowy Wspaniały Świat, którego przewodnim hasłem jest „Wspólność, Identyczność, Stabilność” wkraczamy wraz z grupą studentów, którym przedstawione zostają nowe metody „Rozrodu i Warunkowania”. Dowiadujemy się, że nie istnieje już takie pojęcie jak ‘ciąża’, nie ma ojców, nie ma matek. Ludzi produkuje się niemal taśmowo, identycznych, uwarunkowanych na konkretne funkcję, które później muszą pełnić. Płód rozwija się w butli, w tak zwanym procesie butlowania, w czasie którego za pomocą odpowiednich substancji warunkuje się przyszłego człowieka. Po odpowiednio zaprogramowanym ciele przychodzi pora na odpowiednie zaprogramowanie mózgu.

Poznajemy dorosłych osobników, którzy nie wiedzą co to uczucia, co to przywiązanie. W Nowym Wspaniałym Świecie nie ma miejsca na sentymenty, nie wolno myśleć, bo myślenie prowadzi albo do chęci poznania prawdy, albo do niepożądanego w świecie powszechnej szczęśliwości, smutku. Ale nawet jeśli smutek się pojawi, jest na to rada, soma. Podawana w różnych dawkach skutecznie odpędza złe myśli, gwarantując dobre samopoczucie. Społeczeństwo powinno przecież być szczęśliwe, powinno mieć wszystko, czego tylko zapragnie, powinno korzystać, konsumować.

W świecie Huxleya każdy należy do każdego, nie ma związków, nie ma stałości. W efekcie każdy może spędzać upojne noce z kim tylko chce, a najlepiej każdego dnia z kimś innym, żeby uniknąć przywiązania, żeby zbytnio się nie angażować, żeby potem po prostu nie myśleć. Osoby dorosłe pozostają wciąż dziećmi, zaspokajają swoje potrzeby i chwilowe zachcianki bez najmniejszej refleksji. Ale czy można ich za to winić ? Tak przecież zostali uwarunkowani, nie znają innego życia, dla nich to świat idealny.

W Nowym Świecie nie ma chorób, nie ma starości. Ludzie pozostają w pełni sił do sześćdziesiątego roku życia, piękni, zgrabni i zdrowi. W ich świecie nie ma Boga. Nie ma go, bo aż do końca ich dni czas wypełniają im liczne rozrywki, do których w normalnym świecie dostęp mieliby jedynie w młodości. Wraz ze starością myśli się bowiem o śmierci, myśli się o Bogu. W Nowym Świecie zwyczajnie nie ma na to czasu. Od małego także dzieci przyzwyczajane są do obrazu śmierci, zabierane do szpitali, a przy łóżku osoby umierającej częstowane czekoladą, by śmierć już zawsze kojarzyła im się z czymś dobrym, przyjemnym.

Ludzie skutecznie zniechęcani są do czytania książek czy podziwiania przyrody. Rozrywką, z której czerpią nie lada przyjemność są za to czuciofilmy, które nastawione są na wzbudzanie w widzach euforii, szybkiego i łatwego poczucia szczęścia. Zaś w myśl hasła „dużo łat, nędzny świat” lekko zniszczone ubrania nie podlegają jakiejkolwiek naprawie, po prostu kupuje się nowe. Ludzie żyją w dostatku i próżnym poczuciu szczęścia nie potrafiąc wyjaśnić podstawowych zależności, podstawowych faktów z otaczającego ich świata.

To tylko garstka z przedstawionych w książce Huxleya zasad, które tworzą fundamenty Świata Idealnego. Bardzo bym chciała odebrać całość jako wizję rodem z science fiction, ale niestety, zbyt wiele złych rzeczy znajduje swoje odzwierciedlenie w obecnych czasach. Media skutecznie nas warunkują, powtarzane wciąż reklamowe slogany każą w końcu uwierzyć w szczęście jakie da nam taki a taki produkt, tania i szybka rozrywka stoi na porządku dziennym, ludziom coraz trudniej nawiązać trwałe relacje, nie mówiąc o Bogu, który również powoli odchodzi w zapomnienie. Mam tylko nadzieję, że nie wszystkie wizje Huxleya doczekają się swego wypełnienia. Niektóre z nich wydają się naprawdę abstrakcyjne i przerysowane, ale kto tam wie. Książkę przeczytałam w jeden dzień, z fascynacją, niedowierzaniem i strachem jednocześnie. Odłożyłam jednak pełna smutku i kłębiących się w głowie myśli. Dawno chyba nic tak mną nie wstrząsnęło.

.

13 listopada 2011

Frances Reilly - "Diabelskie nasienie"


Autor: Frances Reilly
Tytuł: "Diabelskie nasienie"
Liczba stron: 281


Nie pamiętam kiedy ostatni raz czytałam coś z literatury faktu. Zapewne było to bardzo dawno temu i do tego stopnia zdążyłam już przywyknąć do pięknych literackich opisów, że lektura książki „Diabelskie nasienie” była doświadczeniem niejako wymykających się spod utartych w mojej głowie schematów dotyczących dobrej, porywającej powieści. Nie mogę mieć jednak do nikogo pretensji, w końcu literatura faktu to zupełnie inna bajka, a historia przedstawiona w „Diabelskim nasieniu” to zdecydowanie nie bajka, a istny koszmar.

Frances Reilly, wychowanka sióstr zakonnych z sierocińca Ubogich Sióstr z Nazaretu, po wielu latach naznaczonych powracającymi z dzieciństwa wspomnieniami postanowiła opisać życie, jakie toczyło się za murami zakonu, a przede wszystkim pokazać jak okropnymi i bezwzględnymi osobami były same zakonnice, w oczach wielu wzory cnót i dobroci.

Frances trafiła do zakonu mając zaledwie dwa lata, jej starsza siostra, Loretta, sześć a najmłodsza, Sinead, zaledwie dwa miesiące. Był rok 1956 kiedy wszystkie trzy dziewczynki zostały oddane do zakonu w Belfaście przez własną matkę. Na początku dziewczynki miały nadzieję, że jest to tylko chwila, że mama na pewno po nie wróci. Dlaczego kobieta postanowiła pozbyć się trzech córeczek nie zostaje jednak do końca wyjaśnione, wiadomo tylko, że już nigdy po nie nie wróciła.

Dziewczynki musiały przystosować się do nowych warunków, do codziennych modlitw, surowej dyscypliny, okropnych posiłków. Z każdym dniem było jednak coraz gorzej, siostry były traktowane przez zakonnice wyjątkowo okrutnie, bez żadnego powodu bito je i poniżano. Ciągle powtarzano im, że wszystkie trzy noszą w sobie diabła i na pewno będą smażyć się w piekle. Według relacji Frances, to właśnie one, siostry Reilly były głównym obiektem szykan zakonnic. Nadzieją na lepsze życie był dla Frances wyjazd do rodziny, która zgłosiła się do zakonnic z propozycją zabrania jednej z podopiecznych na weekend na swoją farmę. Jak się okazało, na miejscu Frances była wykorzystywana seksualnie przez dwóch mieszkających tam braci. Nie trudno się domyśleć, że po powrocie nikt nie uwierzył Frances, ta zaś za opowiadanie niestworzonych historia została ponownie strasznie pobita.

Siostry, a także pozostałe dziewczyny mieszkające w zakonie wiele razy próbowały uciekać, za każdym razem jednak były odstawiane przez policjantów z powrotem do zakonu. Nikt nie chciał im uwierzyć, że zakonnice zamieniły ich życie w piekło, że wcale nie są tak święte za jakie się podają. W końcu, po wielu próbach ucieczki Frances i Sinead trafiły do schroniska dla trudnej młodzieży, gdzie warunki życia niewiele różniły się od tych panujących w zakonie. Była tylko jedna istotna różnica, w tym miejscu, oprócz sióstr zakonnych, również mieszkające w nim dziewczyny wymierzały sprawiedliwość.

Zdaję sobie sprawę, że tego typu książki już tak bardzo nie szokują. Codziennie słyszy się o wielu miejscach, gdzie przemoc to chleb powszedni. Świętość kleru także już niejednokrotnie została podważona. Autorka książki wspomina jednak, że dzięki spisaniu swoich wspomnień mogła się wreszcie od nich uwolnić, zrozumieć, że to wcale nie ona była winna temu wszystkiemu, co ją spotkało. I chociaż naprawdę trudno mi jest wyobrazić sobie, że to wszystko naprawdę miało miejsce, rozumiem motyw, jaki kierował autorką, szanuję jej pracę i podziwiam za odwagę i chęć walki o prawdę.

.

18 października 2011

Archipelag odsłona numer 6 !

Zapraszam do zapoznania się z kolejnym już numerem Archipelagu.
Tym razem temat przewodni to TOŻSAMOŚĆ ;)


ARCHIPELAG

Życzę udanej lektury ! ;)



Całość do pobrania na stronie http://www.archipelag-magazyn.pl/

4 października 2011

Jeanette Winterson - "Brzemię"


Autor : Jeanette Winterson
Tytuł: "Brzemię"
Liczba stron : 111


Pisałam już, że Jeanette Winterson ma duże szanse znaleźć się na liście moich ulubionych pisarzy. Ostatnio przeczytana przeze mnie książka „Brzmię”, chociaż nie oczarowała mnie w stopniu najwyższym, sprawiła, że zapragnęłam tej wyjątkowej prozy jeszcze bardziej. Sprawiła, że w żołądku czuję literackie motylki, a i usnąć jest mi trudniej widząc na półce kolejne książki pani Winterson ;)

Nigdy nie fascynowała mnie mitologia. Odkąd zrozumiałam, że wszystkich tych bogów nigdy nie było i że są jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni, nie widziałam sensu zagłębiania się w dzieje poszczególnych mitologicznych bohaterów. Nie da się jednak od mitologii uciec, nie da się nie znać wielu zaczerpniętych z niej opowieści, czy chociażby szeregu pochodzących z niej związków frazeologicznych. Mitologia grecka w znaczący sposób wpłynęła na kulturę europejską i nikt już nie zmieni jej pierwotnej formy. Ale jak w przypadku wielu innych historii, może można się nieco zabawić i spróbować opowiedzieć również i tę historię jeszcze raz ?

Taką próbę podejmuje w swojej książce Jeanette Winterson. Oczywiście na swój pisarski warsztat bierze jedynie fragment mitologii, wplątuje w swoją powieść czasy współczesne a także nieco wątków autobiograficznych. W efekcie dostajemy ciekawe, nowe i świeże spojrzenie na historie wybranych przez autorkę bogów, a także sporą porcję egzystencjalnych pytań. Herakles, który w wyniku pomieszania zmysłów przez Herę, zabija szóstkę swoich dzieci, w celu odkupieni win wykonuje szereg zadań, w jedno z nich angażując Atlasa. Atlas zaś, dźwigając na barkach cały świat, na chwilę zrzuca ciążące mu brzemię i ulega prośbom Heraklesa, powierzając mu na chwilę Ziemię. Role zostają więc odwrócone, a losy naszych bohaterów, w tym także samej Ziemi, wystawione na małą próbę.

Pomimo całego ciężaru jakim naładowana jest ta niewielka książka, opowiedzianą w niej historię czyta się niezwykle lekko. Jak zwykle w przypadku prozy Winterson, całość zamyka się w melancholijnej ramie wypełnionej pytaniami o samotność człowieka, o przypadkowość lub też determinację losu, o wpływ przeszłości na przyszłość każdego z nas. Przy okazji, wraz z Atlasem nie sposób nie zastanowić się nad ogromem otaczającego nas wszechświata, nad siłą, która utrzymuje ten ogrom we względnym porządku. Nad brzemieniem, które ciąży na każdym z nas, brzemieniem świata, losu i dokonywanych wyborów.

Przyznaję, że historia jaką chciała nam opowiedzieć pani Winterson urzekła mnie w swojej prostocie, oczarowała słowem i subtelnymi metaforami. I chociaż nie przepadam za mitologią to ten zreinterpretowany skrawek czytałam z wielką przyjemnością, delektując się każdym zdaniem. Zachęcam do zapoznania się z tą nową historią, do spojrzenia na mitologię z zupełnie innej perspektywy, zarówno dla zabawy jak i dla głębszej refleksji ;)


P.S. Powracam. Inne sprawy przygniotły moje myśli na tyle mocno, że blogowo zamarłam na dwa miesiące. Po tej dość długiej nieobecności zdążyłam jednak zatęsknić za blogiem ;)

.

4 sierpnia 2011

Vladimir Nabokov - "Oryginał Laury"


Autor: Vladimir Nabokov
Tytuł: "Oryginał Laury"
Liczba stron : 304



Szkoda, wielka szkoda, że ta potężna księga zawiera tak mało treści. Bez wątpienia chciałoby się więcej, bo przedstawiona w książce historia rysuje się na naprawdę ciekawą, i jak zawsze w przypadku Nabokova, pokręconą i pełną aluzji powieść. Jest za to jeden wielki plus, można trochę pogłówkować, samemu spróbować poprzestawiać ‘karteczki’, snuć domysły o cóż to mogło chodzić i jak skończyłaby się ta jedynie fragmentaryczna powieść.

„Oryginał Laury” to ostatnia, niedokończona książka autorstwa Nabokova. To, co zostało przekazane czytelnikom to raczej luźne szkice, notatki, pomysły. Wszystko spisane na małych karteczkach, gotowych do przetasowania, pomieszania i zrobienia niezłego chaosu w głowie czytelnika. Oczywiście sam Nabokov zapewne poustawiałby je tak, że wszystko miałoby swój sens i zamierzony cel.

Z przekazanych nam luźnych notatek autora dowiadujemy się, że głównym szkieletem powieści miał być temat małżeństwa Philipa Wilda i Flory Linde. Gdzieś między pomysłami Nabokova przewija się także motyw zdrady, śmierci, a także odwołanie do głównego wątku „Lolity”. Oprócz tego do czynienia mamy z powieścią w powieści. Flora jest bowiem ‘oryginałem’ wzorowanej na niej Laury, postaci literackiej z książki zatytułowanej „Moja Laura”. Niestety nie do końca wiemy w jakich okolicznościach owa książka powstała, ani co skrywa. Zapewne jest ona dzieckiem zdrady, jakiej dopuściła się Laura i chęci uwiecznienia tej zakazanej relacji przez jej kochanka. Uwagę przykuwają także opisy, z których dowiadujemy się, że Wild pragnie dokonać samobójstwa poprzez wymazywanie siebie samego swoimi myślami. Jest to plan, którego realizacji podejmuje się z rozkoszą. Umieranie, jak sugeruje podtytuł książki, to przecież świetna zabawa. Znając wcześniejsze dokonania pisarza, nie trudno przewidzieć, że zapewne zrobiłby z niej niebanalne, literackie przedstawienie. Jak zawsze, do czynienia mamy z niesamowitym językiem pisarza, dbaniem o każdy szczegół, budowaniem malowniczych opisów. Już na podstawie tych kilku zapisanych fiszek widać, że geniusz Nabokova nie opuszczał go do końca jego życia.

Jak zawsze, bardzo wiele wyjaśnia zamieszczone na końcu powieści posłowie. Oprócz wielu tropów interpretacyjnych, możemy się także dowiedzieć jak wyglądał proces powstawania książek Nabokova. Przeczytać możemy m.in. o tym, że pisarz najpierw wyobrażał sobie powieść, od początku do końca, kompletną, a dopiero później ją spisywał. Proces pisania można śmiało określić mianem mozaiki, zlepkiem wielu z początku nie pasujących do siebie elementów, które na końcu tworzą niesamowity obraz.

Ciekawa jestem co też tkwiło w głowie Nabokova, jak wyobrażał sobie ową niedokończoną powieść, czym nowym by nas zaskoczył. Czy Wildowi udałoby się dokonać owego samounicestwienia ? Co skrywa ‘Moja Laura’ ? Jak potoczyłyby się losy dwójki głównych bohaterów ? Szkoda, że już nigdy się nie dowiemy. Nabokov zostawił po sobie kawał dobrej tajemnicy, której rozwiązanie bezpowrotnie zabrał ze sobą.

To nie jest książka dla każdego, niestety. Nie zrozumie jej osoba, która nigdy wcześniej nie miała do czynienia z pisarstwem Nabokova. „Oryginał Laury” to swego rodzaju pamiątka po pisarzu, gratka dla wszystkich, którzy uwielbiają jego twórczość. Pomijam temat tego, czy wydanie książki było aktem moralnym czy też nie, w końcu autor jasno powiedział, że nie chce, aby książka ujrzała światło dzienne jeśli nie uda mu się jej dokończyć. Nie udało mu się, a pomimo to ja właśnie piszę o niej notatkę na blogu. Pomimo wszelkich kontrowersji, jakie towarzyszyły publikacji „Oryginały Laury” cieszę się, że mogłam zobaczyć prawie oryginalne notatki pisarza, jego styl pisma, sposób w jaki przelewał myśli na papier. To, że spisywał swoją powieść ołówkiem na małych fiszkach jest przecież niezwykłe, teraz już nikt tak nie pisze, nikt tak nie dba o papier i mały szary rysik ;)

.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...