7 grudnia 2012

Archipelag odsłona numer 9 !

ARCHIPELAG

Długo wyczekiwany, nowy numer Archipelagu już do pobrania ! Temat przewodni numeru to REWOLUCJE, a w ramach niego przeczytać można m.in :

Potrzeba rewolucji w Nocnym pociągu do Lizbony [Malwina Janas]

W literaturze szukamy pytań, nie odpowiedzi. Rozmowa z Hishamem Matarem [Kamila Kunda]

Głośne rozpady i ciche zepsucia. O kobiecych zdradach w literaturze [Anna Maślanka]

Wyeksploatowany humanitaryzm, czyli (anty)rewolucja według Steinbecka [Monika Długa]

10 książek, jakie powinna przeczytać każda feministka. Rozmowa z Bernadettą Darską
[Stefania Szostok]

Rewolucjonistki ciała [Barbara Stelignowska]

Oprócz artykułów dotyczących tematu przewodniego znaleźć można także recenzje książek, zarówno tych wydanych w Polsce jak i za granicą, wiele ciekawych spotkań z autorami oraz wywiadów, w których lawiną literackich pytań zasypani zostali Joanna Bator czy też Alexander McCall Smith. Na uwagę zasługuje także miniprzewodnik po polskich księgarnio-kawiarniach oraz relacja z Praskiego Festiwalu Pisarzy. Wszystko jak zawsze w pięknej graficznej oprawie! Zachęcam do lektury! ;)

3 czerwca 2012

Archipelag odsłona numer 8 !


ARCHIPELAG


Zapraszam do lektury kolejnego numeru Archipelagu. W ramach tematu przewodniego, którym tym razem jest ILUZJA przeczytać można m.in :

Mali wybrańcy na granicy światów [Anna Maślanka]
W labiryncie snów [Aneta Granda]
Nibymagia. Kilka słów o fantastach i iluzji [Aleksandra Klęczar]
Każdy z nas jest Alicją [Kamila Kunda]
Mieszczańskie iluzje Konstantego [Karolina Osowska-Wolińska]


Oprócz tego wiele innych, jak zawsze ciekawych i inspirujących artykułów, recenzji książek z polskiego podwórka, a także tych niewydanych w Polsce. Wszystko podane w wyśmienitej graficznej oprawie w mnóstwem pięknych fotografii ;) Zachęcam do sięgnięcia w długie, letnie poranki i noce ;)

18 maja 2012

Anna Janko - "Wiersze z cieniem"


Autor: Anna Janko
Tytuł: "Wiersze z cieniem"
Liczba stron: 40


Lubię wiersze, z których wyłowić można pojedyncze zdania, trafne i przeszywające mózg metafory, gry słów, do których powracam. Czasem są to całe wiersze, bo tylko czytane w całości zachowują swój urok i mądrość. Niejednokrotnie także prostota wygrywa z przepychem, bo po co na siłę ubarwiać, plątać i mieszać, skoro sens zawrzeć można w kilku prostych słowach. I takie są wiersze Anny Janko, skromne, ale też niezwykle lekkie i przyjemne w odbiorze. Niestety nie przeszywają mózgu, jedynie lekko go zadrapują, przez co szybko ulatniają się z pamięci, a spowodowane zadrapania goją się zaraz po odłożeniu tomiku. Wynotowałam tylko jedno zdanie, prawdziwie urzekł mnie tylko jeden wiersz.

Annę Janko miałam już okazję poznać jako pisarkę za sprawą „Dziewczyny z zapałkami”, książki, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Byłam oczarowana ilością trafnych spostrzeżeń, pięknych słów, w które autorka oprawiała rzeczywistość kobiety niespełnionej i nieszczęśliwej. Mój egzemplarz potraktowany został ołówkiem w stopniu najwyższym, zaznaczałam, podkreślałam, wyławiałam. Miałam nadzieję, że w przypadku wierszy będzie podobnie, że urzekną mnie i oczarują. Ale może w przypadku Anny Janko proza i poezja to dwa zupełnie inne literackie światy, które chełpią prostotę liryków i bogactwo narracji ?

Dla pisarki jednak wciąż najważniejsza pozostaje kobieta, z całym jej emocjonalnym bagażem i torbą pełną marzeń. To do niej głównie skierowane są wiersze, to jej najłatwiej będzie się z nimi zidentyfikować. Większość liryków to melancholijne podróże do przeszłości, wspomnienia wspólnych chwil, które przeminęły i nigdy nie powrócą. Smutne to wiersze, traktujące o utracie, o tęsknocie, wreszcie zaś o śmierci. Wiersze przechodzą przez kobiecą psychikę, co znajduje swoje odzwierciedlenie w wielu sprzecznościach, skrajnych emocjach, które targają autorką. Kroczymy przez labirynty myśli roztrzaskanych, biorących udział jakby w walce o spokój, zrozumienie, szukających bezpiecznej przystani.

Wiersz to twór niezwykle osobisty, dlatego też jakakolwiek ocena nigdy nie będzie obiektywna, a zmienić się może przy każdej kolejnej lekturze. Wydaje mi się jednak, że wiersze Anny Janko spełnią oczekiwania wszystkich tych, którzy cenią sobie prostotę wyrazu, kobiecy punkt widzenia i melancholijne chwile osnute mgiełką miłości i tęsknoty.

.

11 maja 2012

Lew Tołstoj - "Sonata Kreutzerowska"


Autor : Lew Tołstoj
Tytuł: Sonata Kreutzerowska
Liczba stron: 138



Domysły, niedopowiedzenia i niczym nieuzasadnione podejrzenia rodzą paranoje. Kiedy do walki stają racjonalne argumenty i wykreowane przez wyobraźnie czarne scenariusze, zazwyczaj wygrywają te drugie. Zaczyna się niewinnie, ot jedna migawka, jakaś tam nieistotna myśl i spirala zaczyna się nakręcać, wyobraźnia dorzuca coraz to nowe sceny, które w końcu stają się obsesją, prowadzą do obłędu i samo wyniszczenia. Jeśli we właściwym czasie ktoś nie sprowadzi nas na dobre tory, nie uzmysłowi jak bardzo nasze wyobrażenia różnią się od rzeczywistości, jak niewiele mają z nią wspólnego, jak bardzo się mylimy, kroczymy obraną ścieżką i zacierając za sobą ślady racjonalności wpadamy w otchłań. Potem jest już za późno, wszystko przekreślone, wszelkie wątpliwości powoli znikają, tak jesteśmy pewni, na pewno mamy rację, i wtedy staje się najgorsze.

„Nie dość tego, im bardziej się przyglądałem tym urojonym obrazom, tym bardziej wierzyłem w ich realność. Jaskrawość, z jaką mi się przedstawiały te obrazy, była jakby dowodem, że to, co sobie wyobrażam, jest rzeczywistością. Jakiś szatan, jakby wbrew mojej woli, zmyślał i podszeptywał mi najokropniejsze przypuszczenia.”

Bohater Sonaty Kreutzeroskiej Lwa Tołstoja dał się ponieść emocjom i wyobraźni doprowadzając tym samym do tragedii. A to wszystko przez tak zwaną miłość, a dokładniej towarzyszącą jej zazdrość, której wystarczy owa jedna niewinna myśl, malutkie ziarno niepewności, by rozpętać burzę. Bohater Sonaty opowiada historię swoje życia w przedziale pociągu, podczas jednej tylko podróży streszcza od początku do końca losy swoje i swojej wybranki. Teraz jest już mądrzejszy, teraz już wszystko rozumie, z perspektywy czasu wszystko wydaje się być proste i logiczne. Snując swoją opowieść obdziera miłość z wszelkich złudzeń i pięknych przymiotników. Wszakże nie ma czegoś takiego jak zakochanie, jak twierdzi bohater, to tylko zmysłowość, która zaspokojona zaczyna się nudzić i powoli zmienia się we wrogość i wzajemne uprzykrzanie sobie życia. Zadaniem kobiety jest zastawiać sidła, mężczyzny ślepo w nie wpadać. Z czasem motyle w brzuchu zmieniają się w wstrętne robale, które powoli wyniszczają organizm, uwierają, nie dają chwili spokoju. No i zaczyna się wojna, wojna na słowa, na myśli, na racje i nieracje. Potem chwilowe pogodzenie i zabawa zaczyna się od początku, a jeśli jeszcze przy okazji w czasie zawieszenia broni na świecie pojawią się owoce tej wątpliwej miłości - dzieci, o porozumienie i zrozumienie już bardzo trudno. Ale tak działa świat, tak kręci się od lat, i tak będzie jeszcze długo, bo ludzkość potrzebuje tych wielkich miłosnych uniesień i walk, by przetrwać.

Tołstoj również dał się ponieść, według mnie ponieść wręcz mistrzowsko. Monolog mężczyzny z pociągu przesiąknięty jest emocjami, które narastają z każdym słowem i nieuchronnie prowadzą do tragedii. Autor monologu nie pozostawia tym samym czytelnikowi żadnych nadziei, ukazując prawdziwą naturę wszelkich damsko męskich związków, w szczególności zaś związków małżeńskich. Nie sposób nie przyznać mu racji, często zupełnie niepotrzebnie doszukujemy się niesamowitych zbiegów okoliczności, owego magicznego przeznaczenia, podczas gdy zawsze chodzi tylko o zaspokojenie pragnień i żądz. Uśmiechałam się czytając Sonatę, wiele w niej sarkazmu i ironii, która w przypadku tak wdzięcznego tematu jakim jest miłość, pozwala na wszystko spojrzeń z dystansu i z przymrużeniem oka.

Tołstoj w swoich dziełach dąży do odkrycia prawdy, obserwuje rzeczywistości i wyciąga z niej stosowne wnioski. Ciekawa więc jestem czy wszystko, co włożył w usta naszego bohatera zgadza się z jego osobistymi poglądami, czy jest w tym nieco prowokacji. Jakby jednak nie było, chyba zbytnio nie polemizowałabym z monologiem pana z pociągu. Wiele w nim ponadczasowej prawdy.

I jeszcze kilka perełek na zachętę :

„Zdumiewające, jak zupełne bywa złudzenie, że piękno jest dobrem. Ładna kobieta mówi głupoty, my słuchamy i nie dostrzegamy głupoty, lecz mądrość. Mówi i robi rzeczy obrzydliwe, a my widzimy w nich coś miłego. A kiedy nie mówi ani głupstw, ani rzeczy obrzydliwych, a jest przy tym ładna, wówczas nabieramy przekonania, że jest niezwykle mądra i moralna.”


„Dawniej też czułem zakłopotanie, trwogę na widok wyfiokowanej damy w sukni balowej, ale teraz po prostu się boję, widzę w tym po prostu jakieś niebezpieczeństwo dla ludzi, jakieś bezprawie, i gotów jestem wołać policjanta, wzywać pomocy, żądać zabrania, usunięcia niebezpiecznego obiektu.”

„Niekiedy bywały słowa, wyjaśnienia, nawet łzy, lecz niekiedy.. ach, jeszcze do dziś mierzi mnie to wspomnienie; po najokrutniejszych rzucanych sobie słowach – raptem milczące spojrzenia, uśmiechy, pocałunki, uściski... Fuj, ohyda! Jak mogłem wtedy nie widzieć całej tej obrzydliwości.”

„Jak sobie teraz przypominam, wcale mi tak specjalnie nie zależało na bronionych przeze mnie poglądach, żebym się nie mógł ich wyrzec, ale ona była przeciwnego zdania, a ustąpić – jej ustąpić – o nie, na to się zdobyć nie mogłem.”


.

9 kwietnia 2012

Lew Tołstoj - "Anna Karenina"


Autor: Lew Tołstoj
Tytuł: Anna Karenina
Liczba stron: 895


Jeżeli ktoś chce odciąć się od teraźniejszości, zanurzyć w zupełnie innym świecie, dać się ponieść słowom, i całkowicie odpłynąć na kartach dobrej powieści, powinien sięgnąć po Annę Kareninę. Na książkę tego pokroju musi jednak przyjść odpowiedni czas i miejsce, to bardzo ważne, po w przeciwnym razie powieść może zostać niesprawiedliwie odrzucona i niedoceniona. Do mnie trafiła w najlepszym czasie, chociaż chyba trafniej będzie jak powiem, że to czas mnie odnalazł, ten właściwy, który sprawił, że Anna Karenina pochłonęła mnie całkowicie.

Zastanawiam się ile osób zna treść Anny. Ja znałam jej losy już dużo wcześniej, jeszcze zanim sięgnęłam po książkę. Widziałam nawet film, co w moim przypadku powinno być równoznaczne z odrzuceniem książki, skoro wiem co się zdarzy, to po co czytać ? Jaka w tym przyjemność, jaka pasja, jaka tajemnica do odkrycia ? Jednak pomimo tych wszystkich wiadomości, jakie udało się mojemu umysłowi nagromadzić dużo wcześniej, przyjemność i emocje jakie towarzyszyły mi podczas czytania Anny były ogromne. Nie miało znaczenia, że zakończenie było już mi znane, mam nawet wrażenie, że fakt ten nawet dodatkowo potęgował napięcie, niepewności i ciekawość.

To, co najbardziej mnie urzekło, to język. Konstrukcja i budowa zdań, słowa, których obecnie już się nie używa, wszystko to wytworzyło cudowny klimat. Ponadto zarys dziejów i historii, przyjętych konwenansów, moralnych zasad, wszystkie te elementy rzeczywistości, ubrane w tak lekkie i jednocześnie głębokie zdania, mnie po prostu zaczarowały. Nie wiem czy to najlepsze określenie, bo Anna Karenina to przecież nie baśń, to dramat kobiety, która miota się i gubi, kocha i nie kocha, ucieka i wraca, toczy codzienną walkę z samą sobą.

Oprócz Anny i jej miłosnych oraz życiowych rozterek, poznajemy także inne pary, inne rodziny. Ich losy potwierdzają główną myśl Tołstoja, która rozpoczyna książkę, a która jest już chyba dobrze znanym i często cytowanym mottem autora. Wiele prawdy tkwi w tym, że „wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.” Czytając Annę Kareninę nie sposób tego nieszczęścia nie zauważyć, po chwilowych przebłyskach szczęścia, chwilach stąpania po chmurach, wszystko zaczyna się znowu psuć, złe myśli rodzące się w głowach bohaterów zaczynają przejmować nad nimi kontrolę, co zwiastować może tylko pasmo niepotrzebnych, dręczących wątpliwości, podejrzeń i fałszywych wniosków. Ludzi umysł zdaje się być największą niszczącą bronią.

Anna Karenina to powieść psychologiczna, pokazująca labirynty ludzkich myśli, ślepych zaułków, rodzących się paranoi. Myślę, że pomimo upływu tylu lat, to książka wciąż aktualna, przynajmniej w warstwie ludzkich zachowań. Podobnie jak Pani Bovary, Anna Karenina prezentuje typ kobiet, które wciąż można spotkać, uwodzących, błądzących, wciąż niezdecydowanych. Ktoś może powiedzieć, że Anna jest nieszczęśliwa na własne życzenie. Według mnie zaś ocena jej postępowania nie jest tak prosta, mam wrażenie, że wiele rzeczy, które zrobiła, słów, które wypowiedziała, gestów, które uczyniła, nie było zrobionych z premedytacją. To było coś, co było ponad nią. Chyba każda kobieta ma w swoim życiu większe lub mnie paranoje, myśli zupełnie niepotrzebne, nie mające żadnego rozsądnego potwierdzenia w rzeczywistości. Tym, które takowych nie mają, szczerze zazdroszczę ;)

Cieszę się, że znalazł mnie ten odpowiedni czas, i chwile spędzone z Anną Kareniną należą do tych najlepszych. Upływający czas sprawia, że niektóre książki nabierają jeszcze więcej mocy, są jeszcze dojrzalsze, piękniejsze. Myślę, że do takich książek należy właśnie Anna Karenina, a jej ponowna lektura za kilkanaście lat przyniesie jeszcze większe emocje, ponowne, głębsze spojrzenie. Póki co, zawdzięczam jej niesamowitą podróż do wnętrza własnych uczuć i pragnień, smutków i radości. Bardzo dobra, warta każdej minuty powieść, którą polecam każdemu.

„Na czym to ja stanęłam ? Na tym, że nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której życie nie byłoby męczarnią, że wszyscy jesteśmy na to stworzeni, by się zamęczać, że wszyscy o tym wiemy i wszyscy szukamy środków, by się łudzić. Ale jeśli się raz pozna prawdę, co wtedy począć?”


.

cytat : Lew Tołstoj, Anna Karenina, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986, str. 839

9 lutego 2012

Gabriel Garcia Marquez - "Nie wygłoszę tu mowy"


Autor: Gabriel Garcia Marquez
Tytuł: Nie wygłoszę tu mowy
liczba stron: 124


Napisanie dobrej i ciekawej przemowy nie należy do prostych zadań. Zapewne nie każdy potrafiłby przygotować, a potem zaprezentować przemowę, która oczarowałaby słuchaczy i zdołałaby unosić się w powietrzu jeszcze długo po odczytaniu ostatniego zdania. „Nie wygłoszę tu mowy”, powiedział 17-letni Garcia Marquez podczas swojej pierwszej przemowy przygotowanej na zakończenie roku szkolnego w 1944 roku. Od tego czasu jednak wygłaszał przemowy dość często, przy okazji różnych literackich wydarzeń, konkursów, czy też politycznych spotkań.

„Nie wygłoszę tu mowy” to zbiór 21 przemówień, które poruszają ważne dla pisarza, a także świata tematy. Z pierwszych z nich możemy się dowiedzieć, co skłoniło Marqueza do pisania, czemu wybrał zawód pisarza. Muszę przyznać, że przyczyna była nieco przewrotna. W innej, zapewne najważniejszej w całym swoim dorobku, przemowie wygłoszonej w czasie ceremonii wręczania literackiej Nagrody Nobla w 1982, kiedy to sam został jej laureatem, Marquez porusza temat chyba najbliższy jego sercu, zgrabnie ubrany w tytuł „Samotność Ameryki Łacińskiej”. Bardzo prosto, ale jakże mądrze i rozważnie wypowiada się także na temat ludzkości oraz zmian jakie zachodzą w człowieku na przestrzeni ostatnich lat. „Utraciliśmy przez ostatnie sto lat najwartościowsze cechy człowieka XIX wieku : gorączkowy idealizm i pierwszeństwo uczuć – lękamy się miłości”, pisze w swojej przemowie „Słowa na nowe tysiąclecie”, wygłoszonej w 1985 roku, autor Stu lat samotności.

Wiele w pisarstwie Marqueza mądrości, ale także radości i pogody ducha. Jedne krótsze, inne dłuższe, wszystkie przemowy stanowią interesujące źródło światopoglądu Marqueza. Nigdy jednak nie wiadomo, ile w takich ważnych przemowach prawdy, a ile wygładzonych na potrzeby okazji zdań. Jeśli decydujemy się zawierzyć we wszystko, co przedstawia Marquez, bardzo łatwo ulec swoistemu czarowi jego słów. Ale taka już chyba magia pisarza, o czym świadczą nie tyle same przemowy, co znane wielu osobom książki tego kolumbijskiego pisarza. Miłością w czasach zarazy Marquez skradł zapewne nie tylko moje serce.

Przeczytałam wszystkie przemowy z wielkim zainteresowaniem i żałowałam, że jest ich w tej niewielkiej książeczce tak mało. Podobało mi się zdrowe podejście do każdego tematu, wyważone słowa, zwięzłość i towarzyszące przemowom puenty. Były chwile wzruszeń, były chwile kiedy na moich ustach pojawił się uśmiech. Nie brak bowiem Marquezowi także poczucia humoru. W przemowie poświęconej dziennikarstwu, które określa najlepszym zawodem świata, pisarz pisze o sytuacji współczesnego dziennikarza kończącego studia, które tak naprawdę do niczego nie są mu w tym zawodzie potrzebne, bo liczy się przede wszystkim praktyka. „Uniwersytety musiały dojść do wniosku, że proces kształcenia jest obarczony błędami, i stąd powstały szkoły nie tylko dla dziennikarzy prasowych, i słusznie, ale dla dziennikarzy wszystkich mediów . Zlikwidowano nawet skromną nazwę, którą zawód ten nosił od swych początków w wieku XV, i teraz to już nie jest Dziennikarstwo, lecz Nauki Komunikacyjne albo Komunikacja Społeczna. Dla niegdysiejszych dziennikarzy zdobywających doświadczenie w praktyce brzmi to jak spotkanie pod prysznicem z papieżem przebranym za kosmonautę.”

Ta i wiele innych perełek do znalezienia w przemowach Marquza, które polecam wszystkim bez wyjątku. Do poczytania w autobusie, w domu, pomiędzy wejściem na jednego a drugiego bloga ;)

.

Cytaty : Gabriel Garcia Marquez, Nie wygłoszę tu mowy, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2011

5 lutego 2012

Archipelag odsłona numer 7 !

ARCHIPELAG


Zapraszam do lektury siódmego już numeru magazynu Archipelag.
Tym razem temat przewodni to CIAŁO. W środku ( magazynie ;) ) m. in.

1. Ciało uwięzione [Joanna Janowicz]
2. Ciało pianistki [Monika Drzazgowska]
3. Boskie ciało [Katarzyna Malska]
4. Gargantuiczna radość życia pantagruelistów. O prozie François Rabelais’go [Anna Maślanka]
5. Ciało kobiece w prozie japońskiej [Agnieszka Markiewicz]
6. Moje ciało jest jak bezpański pies. O poezji Haliny Poświatowskiej [Karolina Osowska-Wolińska

Oprócz tego wiele ciekawych i inspirujących tekstów, wywiady, recenzje książek wydanych w Polsce oraz zagranicą, relacje z ważnych wydarzeń literackich, wręczonych nagród.

Czymś nowym i wyjątkowym jest także literackie podsumowanie roku przygotowane przez naszą redakcję ;)

Miłego czytania !

30 stycznia 2012

Gustaw Flaubert - "Pani Bovary"


Autor : Gustaw Flaubert
Tytuł : "Pani Bovary"
Liczba stron: 270


Biorąc pod uwagę warstwę fabularną dobrze znanej „Pani Bovary” można dojść wniosku, że jest ona nadzwyczaj prosta i przewidywalna. Tytułowa bohaterka, Emma Bovary kończy szkołę klasztorną, poślubia felczera Karola Bovary i razem ze swoim mężem zamieszkuje w małym miasteczku. Odtąd prowadzi spokojne życie, wchodzi w rolę przykładnej i kochającej żony. Niestety, miłosna bańka pęka i Emma wewnętrznie buntuje się. Nieszczęśliwa i przyduszona przeciętnością życia zaczyna szukać szczęścia w ramionach innych mężczyzn, wydaje pieniądze na swoje zachcianki, w końcu zaś doprowadza do wielkiej tragedii.

Flaubert stworzył portret kobiety nieszczęśliwej i rozpieszczonej, który nie stracił i pewnie jeszcze długo nie straci na ważności. Emma miała kochającego, wiernego i oddanego męża, którego nie potrafiła docenić. Karolowi brakowało jednak temperamentu, a Emmie emocji. Zdecydowanie tych dwoje ludzi nie pasowało do siebie, ale co zrobić kiedy cała sytuacja ma miejsce w drugiej połowie XIX wieku ? Dziś zapewne Emma spakowałaby walizki i wyszła trzaskając drzwiami. Nawet jeśli nie pomogłoby to w rozwiązaniu problemu, jakim była jej wieczna pogoń za niedoścignionym ‘czymś’, to może chociaż Karol nie tkwił by w ślepym zaułku, do którego zaprowadziła go żona. A tak ? Męczy się tych dwoje razem. Emma wpada w błędne koło intryg i kłamstw. O swoim nieszczęśliwym małżeństwie nie może nawet nikomu powiedzieć, bo przecież co by ludzie pomyśleli. Nie ma osoby, która uświadomiłaby Emmie jej problem, pomogła rozwiązać dręczące ją wątpliwości. Nic dziwnego, kiedy nawet sam Flaubert oskarżony został o niemoralność, jakiej dopuścił się pisząc książkę, w której kobieta zdradza swojego męża, w dodatku czerpiąc z tego przyjemność i satysfakcję. Nie ma rozmów, nie ma zrozumienia, nie ma szans na szczęśliwe życie. Ale osobiście, pomimo ewidentnego zepsucia Emmy, współczułam jej i poniekąd starałam się zrozumieć jej zachowanie. Nie darzę jednak takim samym zrozumieniem współczesnych Pań Bovary, bo w wieku wolności, wielu możliwości i pełnej niezależności, bycie taką zepsutą Panią Bovary nie ma żadnego uzasadnienia, jest po prostu pójściem na łatwiznę.

Jednak tym, co czyni dzieło Flauberta tak wyjątkowym i ponadczasowym nie jest sama fabuła, a sposób jej przedstawienia. To książka, do której powinno się wiele razy wracać, by dostrzec mistrzostwo języka i narracji. Sama przeczytałam książkę tylko raz, bo moja ciekawość samej historii wzięła górę nad samą techniką. Pełno w książce celowych powtórzeń, powracających motywów, a także gier kolorami. Ponadto, co ważne kiedy mowa o Flaubercie, to nowatorskie zastosowanie różnych formy wypowiedzi przeplatających się ze sobą, tj. mowy zależnej, niezależnej i pozornie zależnej. Zabieg ten stanowi ważny punkt odniesienia jeśli chodzi o interpretacje wypowiedzi, przypisywanie ich konkretnym bohaterom czy też samemu autorowi. Flaubert nie szczędzi także ironii, równie trudnej do uchwycenia, co pozostałe zabiegi.


Przyznam szczerze, że książka nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, na jakie byłam nastawiona. Być może właśnie przez to trochę się zawiodłam. Nie przemówił do mnie geniusz Flauberta, być może nie wczułam się w całą historię tak jak powinnam, być może książkę rzeczywiście należy przeczytać parę razy, żeby w pełni docenić jej piękno. Nie wiem. Wiem tylko, że odkładam ją na półkę z lekką nutka zawodu. No cóż, może sama jestem trochę Panią Bovary i marudzę choć nie powinnam ? ;)

.

2 stycznia 2012

Michel Houellebecq - "Cząstki elementarne"


Tytuł: "Cząstki elementarne"
Autor: Michel Houellebecq
Liczba stron: 364


Być może książka ta nie jest najlepszym wyborem na początek nowego roku, który to zawsze stanowi okazję do nowych postanowień, nowych marzeń i nadziei. W „Cząstkach elementarnych” nie ma za grosz pozytywnych emocji, nie ma wiary w lepszą przyszłość. To kolejna już po „Nowym, wspaniałym świecie” przerażająca wizja upadku ludzkości, nawet nieco bardziej realna niż wizja Huxleya, bo mająca miejsce już na przełomie XX i XXI wieku. Zostałam przygnieciona wylewającym się z niej pesymizmem, wizją świata bez wartości, bez wiary, bez szczęścia.

Głównymi bohaterami książki są dwaj przyrodni bracia, Michel, biolog molekularny, którego życiowym celem jest stworzenie idealnej, nieśmiertelnej istoty ludzkiej, oraz Bruno, opętany seksualnym rozpasaniem, nauczyciel, poeta, duch niespokojny. Dzieje obu z nich poznajemy stopniowo, cofamy się do ich młodości, pierwszych miłości, kłopotów i problemów wynikających z wychowywania się bez prawdziwej uwagi rodziców. Ich drogi krzyżują się dopiero po latach, i chociaż ich charaktery tak diametralnie się od siebie różnią, łączy ich żywot człowieka współczesnego, istoty nieszczęśliwej, nie potrafiącej dostrzec sensu.

To, co najbardziej drażni i na początku wręcz zniechęca do dalszej lektury, to wszechobecna iście pornograficzna aura. Opisy czynności jakim poddaje się Bruno by tylko zaspokoić swoje samcze żądze, by nasycić chociaż na chwile swoje puste życie, nie pozbawione są dosadnych, wulgarnych i niesmacznych słów. W końcu seksualna obsesja doprowadza Brunona na skraj obłędu, bo kogo by nie doprowadziła ? Nie jest on jednak jedynym, żyjącym jedynie złudną wizją chwilowego szczęścia osobnikiem. Wolność seksualna, której główne źródło bije w Ameryce lat 60` XX wieku, ogarnia rzesze ludzi, którzy w końcu zatraceni w wyzwoleniu, tracą wszelkie moralne hamulce. Opisy orgii i przelotnych przygód seksualnych zaserwowane bez zdrowego umiaru zdają się jednak być jak najbardziej przemyślanym zabiegiem. Książka miała szokować, miała przerażać, miała prowokować. W końcu, wraz z bohaterami książki zdajemy się znudzeni opisywanymi ekscesami, a po kilku rozdziałach, po prostu nie zwracamy już na nie tak bardzo uwagi. Wszystko, co w nadmiarze, w końcu powszednieje. Tak jak w książce, tak i w życiu.

Houellebecq pokazuje świat, w którym nikt już nie wie, co to tradycja, co to rodzina, co to prawdziwa miłość. Główni bohaterowie zdają się bronić przed czymś, co mogłoby ich w jakikolwiek sposób ograniczać, zabrać im swobodę działania. Po latach jednak okazuje się, że to wypełnione rozrywkami życie prowadzi jedynie do samotności i samozagłady. Ktoś może powiedzieć, że jest to wizja bardzo uproszczona, nie każdy bowiem lokuje swoje poczucie szczęścia w posiadaniu rodziny, doświadczeniu takiej czy innej miłości. Osobiście popieram jednak stanowisko Houellebecqa, życie w poczuciu wiecznej wolności, bez jakichkolwiek punktów oparcia, w końcu prowadzić może do życiowej frustracji i zobojętnienia.

„Cząstki elementarne” były moją pierwszą książką Houellebecqa i na pewno nie ostatnią. Wzbudzająca szereg skrajnych opinii, mnie nie zniechęciła, wręcz przeciwnie, lubię książki kontrowersyjne i zazwyczaj te najbardziej zapadają mi w pamięć. Literacko być może nie jest to wielkie dzieło, czasami czytało się dość ciężko, ale trudne momenty warto przebrnąć, by w końcu dojść do paraliżującego w swojej wymowie zakończenia.

.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...