
Autor : Ian McEwan
Tytuł : "Betonowy ogród"
Liczba stron : 197
Po książkę Betonowy ogród sięgnęłam nie wiedząc o niej prawie nic. Wabikiem był jedynie opis znajdujący się na okładce książki :
"Betonowy ogród to gęsta, intensywna opowieść o czwórce dzieci, które po odejściu rodziców stopniowo przejmują ich role. Zawieszone pomiędzy światem dzieciństwa i dorosłości dryfują przez dni sennego, upalnego lata. W pełnej erotycznego napięcia atmosferze odizolowanego domu dojrzewają do własnej tożsamości, odkrywają seksualność i próbują odnaleźć się w relacjach z sobą i światem."
A czemu od tego zaczynam ? Bo bardzo dobrze się stało, że nie wiedziałam nic o fabule, którą skrywa książka. Kluczowym dla całej powieści jest jedno wydarzenie, które powinno pozostać dla każdego tajemnicą zanim sięgnie po książkę. W nim bowiem tkwi całe zaskoczenie, towarzyszące mu oburzenie i wewnętrzny sprzeciw. Wokół niego także rośnie napięcie, które narasta z każdym kolejnym rozdziałem. Gdybym wiedziała od początku, co też nasi bohaterowie planują, czego się dopuszczą, tak ważny w tym wypadku element zaskoczenia przepadłby bezpowrotnie. Bo zamknięcie tego nieludzkiego aktu w jednym zdaniu nigdy nie odda tego, jak przedstawione ono zostało w książce. Zdaje sobie jednak sprawę, że Betonowy ogród jest powieścią dość popularną, wzbudzającą wiele kontrowersji, odważną, a jak wiadomo, o takich książkach bardzo często się słyszy i dyskutuje, dlatego też pewnie nie zdołam już nikogo uchronić przed skrywaną w niej tajemnicą. Jest jednak kilka rzeczy, o których można a nawet należy powiedzieć. Wydarzenie, o którym wspomniałam, pociąga bowiem za sobą szereg zdarzeń mających ogromne znaczenie dla bohaterów książki.
Czwórka rodzeństwa, Julia, Sue, Tom i Jack, próbują ponownie odtworzyć rodzinę, której dwa główne filary bezpowrotnie upadły. Świeży podmuch wolności, jaki zawitał w progi domu po śmierci rodziców, bardzo szybko przeradza się w smród nie do zniesienia. Zdaje się, że odór jaki unosi się w domu, znieczula całą czwórkę, która pomimo wielkiej straty zdaje się funkcjonować zupełnie normalnie, jakby nic się nie stało. Julia, najstarsza z rodzeństwa przejmuje rolę matki, biorąc pod swoje pseudo-matczyne skrzydła najmłodszego Toma. Ten zaś, dopiero co kształtujący swoją osobowość miota się pomiędzy noszeniem spódniczek a spodni. Jack, który prowadzi całą narrację, z pożądaniem spogląda na Julię, onanizując się po każdym bliższym kontakcie z siostrą. W domu, do którego wkraczamy zdecydowanie coś jest nie tak. Czwórka młodych ludzi narzucających sobie obce role, igrających z własną osobowością, a do tego erotycznie się wyniszczających to rzecz, obok której nie da się przejść obojętnie. Opisy ich codziennego życia, potrzeba akceptacji i miłości oraz jednoczesne emocjonalne zagubienie, wzbudzają zarówno przerażenie jak i współczucie.
To, co wyróżnia książkę to język, którym posługuje się autor, dosadny i pozbawiony
nacechowanego emocjami słownictwa wzbogaca siłę przekazu. Nie ma zbędnego owijania
w bawełnę, nie ma pięknych metafor, świat jest jaki jest, a bardzo często przypomina
po prostu tytułowy beton. Szary, zimny, pocierany oddaje w powietrze chmurę kurzu, która powoli osiada na wszystkich ludzkich uczuciach, uniemożliwiając jasną ocenę zdarzeń i szersze spojrzenie na świat. Beton miał być dla czwórki rodzeństwa początkiem nowego, lepszego życia, a stał się przyczyną ich upadku.
Polecam wszystkim, zarówno tym, którzy wiedzą nieco więcej o książce, jak i tym, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać fabuły Betonowego ogrodu. O tej książce po prostu nie da się nie myśleć i niestety/stety nie da się również zapomnieć.
.
książki iana mcewana są na mojej liście do przeczytania. póki co czytałam tylko 'na plaży w chesil', ale chcę więcej ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeJa jeszcze nigdzie recenzji tej książki nie czytała, także czuję się ochroniona przez Ciebie by nie wiedzieć za wiele. Chętnie po nią sięgnę w swoim czasie:)
OdpowiedzUsuń na zawszetola, a ja niestety nic więcej McEwana nie czytałam, chociaż w najbliższym czasie czeka mnie "Pokuta" ;)
OdpowiedzUsuń na zawszePaula, cieszę się, że chociaż jedna osoba ochroniona ;)
To była pierwsza jego powieść jaką przeczytałam, ciężka i lepka, ale wspaniała. Chyba do dziś uważam ją za jego najlepszą (chociaż nie wszystko jeszcze czytałam tego autora).
OdpowiedzUsuń na zawszeCały McEwan... Niektóre jego książki niemal fizycznie bolą - widzisz, że zbliża się coś bardzo złego, i czujesz, że w żaden sposób nie możesz temu zapobiec. Świetny pisarz, choć nie czyta go się zbyt łatwo.
OdpowiedzUsuń na zawszeZ całą pewnością przeczytam:)
OdpowiedzUsuń na zawszeNiesamowita książka... Wywarła na mnie ogromne wrażenie.
OdpowiedzUsuń na zawszeTrochę mnie jednak przeraża ta wizja składania rodziny i zabawy w dorosłość przez czwórkę rodzeństwa...
OdpowiedzUsuń na zawszepani Katarzyno, ciężka i lepka to bardzo trafne określenia ;)
OdpowiedzUsuń na zawszecuyahoga, jestem ciekawa jak to wygląda w innych książkach,
scathach, zachęcam ;)
Kala, na mnie również ;)
Futbolowa, owszem jest to przerażające, ale warte przeczytania ;)
serdecznie zapraszam na http://nocni-nocni2.blogspot.com/ ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeBrzmi zachęcająco, choć może to niewłaściwe słowo w kontekście dość morcznej (jak wnoszę z recenzji) fabuły. Co zaś do pozostałych prac McEwana, to gorąco polecam "Amsterdam" - trochę o polityce, trochę o sztuce, a trochę o moralności, z dodatkiem czarnego humoru.
OdpowiedzUsuń na zawszePozdrawiam,
Asia.