
Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł: "Pochwała macochy"
Liczba stron: 188
Przeczytałam „Pochwałę macochy” jakiś tydzień temu, zdążyłam więc nieco ochłonąć po tym, co zaserwował moim oczom oraz psychice pan Llosa. To prawda, ta powieść naprawdę jest zbyt rozpasana, perwersyjna i wyuzdana. Od siebie dodałabym jeszcze, że jest dość niesmaczna. Skusiły mnie oczywiście znajdujące się na okładce książki hasła „Tę powieść powinno się spalić. Nie czytaj jej. Odłóż ją na półkę.” Pomyślałam sobie, że przecież nie ma takiej historii, która zapisana na kartkach papieru, mogłaby wzbudzić we mnie jakiekolwiek wstręt czy obrzydzenie. A jednak się pomyliłam. Nie oznacza to jednak, że żałuję, że po nią sięgnęłam, ależ nie, wręcz przeciwnie, była to dość ciekawa literacka przygoda ;)
Książka ma bardzo interesującą formę. Główny wątek powieści, na który składa się historia trójki bohaterów, don Rigoberta, jego żony doni Lukrecji oraz Fonsita, syna don Rigoberta z pierwszego małżeństwa, przeplata się z rozdziałami, w których znajdujemy ilustracje obrazów adekwatnych do głównego wątku powieści, wraz z obszernymi opisami. Obrazy oraz towarzyszące im analizy uzupełniają całą historię, dodatkowo jeszcze bardziej nasycając całość kipiącym już zewsząd erotyzmem. Ten z kolei traci swoją delikatność oraz subtelność, gdy zaczyna pojawiać się w relacjach pomiędzy macochą a jej pasierbem. Fonsito ciekawy świata, mały chłopiec, niespodziewanie zakochuje się w don Lukrecji. Jest to oczywiście pierwsza miłość Fonsita, pierwsza chłopięca fascynacja, która powoli zaczyna przeradzać się w romans z własną macochą. Donia Lukrecja zaś, kobieta dojrzała, po czterdziestce, zdaje się na nowo przeżywać miłosne uniesienia czerpiąc satysfakcję z aktów adoracji małego chłopca. Wszystko ma jednak swoje granice, które w swojej powieści Llosa gwałtownie przekracza, puszczając wszelkie hamulce i odstawiając gdzieś w kąt poczucie przyzwoitości. Nie można jednak nie zauważyć, że w całym tym szale wyobraźni, autor zostawił sobie małą furtkę, która usprawiedliwia poniekąd jego zuchwałe czyny. Bo jak czytamy na okładce książki „Mario Vargas Llosa musiał pisać tę książkę z uśmieszkiem wyrafinowanego oszusta, którego nic tak nie cieszy jak naciąganie czytelnika.”
Pojawia się jednak pytanie po co to wszystko, skąd pomysł na taką fabułę ? Z chęci pokazania czegoś nowego, zakazanego, o czym nikt wcześniej nie odważył się napisać ? Czy kryje się za tym coś więcej ? Akceptuję wersję, jakoby celem autora było pokazanie, że młodość, nawet ta bardzo wczesna, nie zawsze idzie w parze w niewinnością. Napisałam, że akceptuję, bo pomimo wszystko nie do końca mnie ta interpretacja satysfakcjonuje. Myślę, że po skończeniu książki, jedyne co pozostaje w głowie czytelnika to sceny z erotycznego życia macochy i pasierba, które skutecznie spychają wszelkie mądre interpretacje na drugi plan. No chyba, że tylko ja jestem jakimś ukrytym zboczeńcem ;) Jedno trzeba jednak Llosie przyznać, zaciekawił, zachęcił, a dodatkowo zrobił to w taki sposób, że już chyba do końca życia będę pamiętać o czym była „Pochwała macochy”.
Pomimo całego mojego zniesmaczenia, zachęcam do przeczytania. Wachlarz emocji gwarantowany ! ;)
.
ojjj ale mnie zachęciłaś tą recenzją, ale narazie mam inną książkę tego autora w planach :)
OdpowiedzUsuń na zawszeNie miałam jeszcze przyjemności zapoznać się z żadną powieścią autora, ale już niedługo sięgnę po "Szelmostwa...", więc jestem również ciekawa moich wrażeń. Nie do końca wiem, czy sięgnę po powieść przez Ciebie zrecenzowaną, zobaczymy :)
OdpowiedzUsuń na zawszePozdrawiam serdecznie :)
Jak dla mnie bomba!
OdpowiedzUsuń na zawszeDzieci to też istoty seksualne i nie są tak niewinne i nieświadome jak się powszechnie uważa albo raczej chce uważać.
Na pewno przeczytam, bo lubię nieprzyzwoitość, a życie nie zawsze jest subtelne i ładne ;).
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń na zawsze"Pochwała macochy" jakoś mnie nie przekonała.
OdpowiedzUsuń na zawszeMagda, może to nawet lepiej, że zaczniesz od innej ;)
OdpowiedzUsuń na zawszepandorcia, "Szelmostwa" zdecydowanie bardziej mi się podobały ;)
Maya, temat może i faktycznie ciekawy, ale opisy nie musiały być aż tak szczegółowe ;) Zresztą przekonasz się sama jak to wygląda ;)
elwika, czyli rozumiem, że czytałaś ? ;)
Cóż, moje odczucia były krańcowo różne.
OdpowiedzUsuń na zawszeDostałem tę nowelkę jako gratis do zamówienia, bodajże z Wydawnictwa Muza. Trochę ponad 150 stron małego formatu, wbite bezsensownie w twardą oprawę. Całość skutecznie zniechęciła mnie do sięgnięcia po inne książki tego autora i ostatecznie podkopała wiarę w komitet noblowski. I wcale nie chodzi mi o to, że „Pochwała…” jest perwersyjna (UWAGA MOŻLIWY SPOILER - czy aby na pewno? Proszę niech ktoś sprawdzi, ale wydaje mi się, że w treści nigdzie nie podano wieku tego „dziecka”, być może na tym opiera się autorskie „oszustwo”?), ale o to, że poza zniesmaczeniem („fascynujący” opis wypróżniania się) nie zaoferowała mi ona nic więcej. Fabułę odebrałem jako całkowicie pozbawioną napięcia. Wydawałoby się, że jego zbudowanie w oparciu o taki trójkąt nie powinno być trudne, a jednak! Przedstawione mi postacie są na tyle karykaturalne, że nie byłem wstanie się z nimi w jakikolwiek sposób zidentyfikować. Tym samym rozwój akcji śledziłem bez większych emocji, a przecież bez nich ciężko mówić o jakimkolwiek erotyzmie. To tyle męskiego punktu widzenia.
Do Llosy dochodzę małymi kroczkami...:D
OdpowiedzUsuń na zawszeO tak Pochwała macochy gwarantuje cały wachlarz emocji! Jak to zaczęłam czytać to nie wiedziałam jak sięustosunkować, a później ton samej książki pozwolił mi się "odseparować"
OdpowiedzUsuń na zawszehttp://smietankaliteracka.blox.pl/2009/12/Pochwala-macochy.html
książka jest niesamowita, tak jak napisalaś, wywołuje mnóstwo skrajnych emocji i choćby dlatego warto przeczytać!
OdpowiedzUsuń na zawszeNałogowy czytacz, myślę, że wiele osób łapie się na tym, że można od "Pochwały macochy" zacząć, bo jest krótka i wtedy zdecydować czy czytać coś jeszcze Llosy. Gdybym pierwszą przeczytała "Pochwałę" pewnie również nie wyrobiłabym sobie zbyt dobrego zdania o Llosie. Na szczęście wcześniej czytałam "Szelmostwa.." i pozostawiła ona we mnie sporo pozytywnych uczuć. Nie zrażaj się do noblisty ;) Ja pomimo pewnego zniesmaczenia, na pewno jeszcze będę go czytać ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeScathach, kroczek do kroczka ;)
bsmietanka, ja się "odseperowałam" dopiero po pewnym czasie ;)
amanteteilibri, warto, a nawet jeśli nie, to na pewno nie zaszkodzi ;)