
Autor : Jeanette Winterson
Tytuł: "Brzemię"
Liczba stron : 111
Pisałam już, że Jeanette Winterson ma duże szanse znaleźć się na liście moich ulubionych pisarzy. Ostatnio przeczytana przeze mnie książka „Brzmię”, chociaż nie oczarowała mnie w stopniu najwyższym, sprawiła, że zapragnęłam tej wyjątkowej prozy jeszcze bardziej. Sprawiła, że w żołądku czuję literackie motylki, a i usnąć jest mi trudniej widząc na półce kolejne książki pani Winterson ;)
Nigdy nie fascynowała mnie mitologia. Odkąd zrozumiałam, że wszystkich tych bogów nigdy nie było i że są jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni, nie widziałam sensu zagłębiania się w dzieje poszczególnych mitologicznych bohaterów. Nie da się jednak od mitologii uciec, nie da się nie znać wielu zaczerpniętych z niej opowieści, czy chociażby szeregu pochodzących z niej związków frazeologicznych. Mitologia grecka w znaczący sposób wpłynęła na kulturę europejską i nikt już nie zmieni jej pierwotnej formy. Ale jak w przypadku wielu innych historii, może można się nieco zabawić i spróbować opowiedzieć również i tę historię jeszcze raz ?
Taką próbę podejmuje w swojej książce Jeanette Winterson. Oczywiście na swój pisarski warsztat bierze jedynie fragment mitologii, wplątuje w swoją powieść czasy współczesne a także nieco wątków autobiograficznych. W efekcie dostajemy ciekawe, nowe i świeże spojrzenie na historie wybranych przez autorkę bogów, a także sporą porcję egzystencjalnych pytań. Herakles, który w wyniku pomieszania zmysłów przez Herę, zabija szóstkę swoich dzieci, w celu odkupieni win wykonuje szereg zadań, w jedno z nich angażując Atlasa. Atlas zaś, dźwigając na barkach cały świat, na chwilę zrzuca ciążące mu brzemię i ulega prośbom Heraklesa, powierzając mu na chwilę Ziemię. Role zostają więc odwrócone, a losy naszych bohaterów, w tym także samej Ziemi, wystawione na małą próbę.
Pomimo całego ciężaru jakim naładowana jest ta niewielka książka, opowiedzianą w niej historię czyta się niezwykle lekko. Jak zwykle w przypadku prozy Winterson, całość zamyka się w melancholijnej ramie wypełnionej pytaniami o samotność człowieka, o przypadkowość lub też determinację losu, o wpływ przeszłości na przyszłość każdego z nas. Przy okazji, wraz z Atlasem nie sposób nie zastanowić się nad ogromem otaczającego nas wszechświata, nad siłą, która utrzymuje ten ogrom we względnym porządku. Nad brzemieniem, które ciąży na każdym z nas, brzemieniem świata, losu i dokonywanych wyborów.
Przyznaję, że historia jaką chciała nam opowiedzieć pani Winterson urzekła mnie w swojej prostocie, oczarowała słowem i subtelnymi metaforami. I chociaż nie przepadam za mitologią to ten zreinterpretowany skrawek czytałam z wielką przyjemnością, delektując się każdym zdaniem. Zachęcam do zapoznania się z tą nową historią, do spojrzenia na mitologię z zupełnie innej perspektywy, zarówno dla zabawy jak i dla głębszej refleksji ;)
P.S. Powracam. Inne sprawy przygniotły moje myśli na tyle mocno, że blogowo zamarłam na dwa miesiące. Po tej dość długiej nieobecności zdążyłam jednak zatęsknić za blogiem ;)
.
Nie słyszałem o tej książce :-)
OdpowiedzUsuń na zawszeCieszę się, że wracasz, bo brakowało mi Twoich książkowych opinii :).
OdpowiedzUsuń na zawszeMi też brakowało twoich recenzji, tę książkę przeczytam napewno bo uwielbiam mitologię oraz wszelkie jej wariacje :)
OdpowiedzUsuń na zawszeMiło usłyszeć, że komuś brakowało mojej obecności ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeraczej nie przeczytam, to nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuń na zawszeNie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale za szczególnie interesującą uważam końcówkę książki, w której Winterson konfrontuje temat mitologiczny ze swoimi przeżyciami i niełatwymi życiowymi doświadczeniami.
OdpowiedzUsuń na zawszeA poza tym - fajny blog:)
Pozdrawiam:)
A mnie przeciwnie, od zawsze fascynowała mitologia, a fakt, że to wszystko, ta dokładna genealogia, wspaniałe, urzekające historie, niezwykłe postaci i ich przygody, jest tylko i wyłącznie tworem ludzkiego rozumu i wyobraźni sprawia, że poznawanie tychże historii sprawiało i nadal sprawia niebywałą przyjemność :) Dlatego też "Brzemię" jawi się w moich oczach naprawdę pozytywnie a wszechogarniająca melancholia, o której wspominasz, dodatkowo zachęca. Taki czas, że pragnę jedynie powoli snutych opowieści, pełnych pięknego języka i treści. A Twoje słowa świadczą o tym, że sięgając po prozę pani Winterson, właśnie to otrzymam :)
OdpowiedzUsuń na zawszePozdrawiam ciepło,
Ala
O, jak się ucieszyłam, gdy zobaczyłam Cię u Padmy (wcześniej nie znałam Twojego bloga), zerknęłam na całokształt i zobaczyłam "Brzemię", książkę z bardzo bardzo ciekawej serii Znaku. O książce pisałam tu http://mcagnes.blogspot.com/2010/01/brzemie-jeanette-winterson.html
OdpowiedzUsuń na zawszeGorąco polecam Ci całą serię!