<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613</id><updated>2012-01-30T23:08:45.549+01:00</updated><category term='Ian McEwan'/><category term='G.G Marquez'/><category term='Anna Janko'/><category term='Zadie Smith'/><category term='Elżbieta Tabakowska'/><category term='E.-Emmanuel Schmitt'/><category term='Amelie Nothomb'/><category term='Wojciech Kuczok'/><category term='Jostein Gaarder'/><category term='Jerzy Pilch'/><category term='M. Vargas LLosa'/><category term='Jacek Tomasz Roczniak'/><category term='Jeanette Winterson'/><category term='Martin Lindstrom'/><category term='Doris Lessing'/><category term='Barbara Skarga'/><category term='Haruki Murakami'/><category term='Archipelag'/><category term='Aldous Huxley'/><category term='Franz Kafka'/><category term='Yann Martel'/><category term='Jerzy Illg'/><category term='Patrick Suskind'/><category term='Monika Sawicka'/><category term='Lisa See'/><category term='Martin Doerry'/><category term='Goscinny'/><category term='Michel Houellebecq'/><category term='Juan Marse'/><category term='Magda Buraczewska'/><category term='Janusz L. Wiśniewski'/><category term='Wojciech Cejrowski'/><category term='. książkowe nabytki'/><category term='W.Bereś-K.Burnetko'/><category term='Catherine Ryan Hyde'/><category term='Jan Grzegorczyk'/><category term='Irving Stone'/><category term='Alona Kimchi'/><category term='Malcolm Gladwell'/><category term='Wisława Szymborska'/><category term='George Orwell'/><category term='Klaus Brinkbaumer'/><category term='Marek Hłasko'/><category term='J.M Coetzee'/><category term='Sylvia Plath'/><category term='Leszek Kołakowski'/><category term='Marek Edelman'/><category term='Anna Piwkowska'/><category term='Vladimir Nabokov'/><category term='Virginia Woolf'/><category term='Isabel Allende'/><category term='Izabela Szolc'/><category term='Colette'/><category term='Umberto Eco'/><category term='Stanisław Karolewski'/><category term='John Banville'/><category term='Hanna Samson'/><category term='B.Nowacka-Z.Ziątek'/><category term='Michel Schneider'/><category term='Mary Roach'/><title type='text'>bez oprawy</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>105</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-8873873785960649830</id><published>2012-01-30T12:48:00.002+01:00</published><updated>2012-01-30T12:53:45.922+01:00</updated><title type='text'>Gustaw Flaubert - "Pani Bovary"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DFlBoQO1xs8/TyaEw90u5RI/AAAAAAAAAZY/f1wRgj6_2mA/s1600/13513-flaubertgustawpanibo.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 235px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-DFlBoQO1xs8/TyaEw90u5RI/AAAAAAAAAZY/f1wRgj6_2mA/s320/13513-flaubertgustawpanibo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5703391954875639058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Gustaw Flaubert&lt;br /&gt;Tytuł : "Pani Bovary"&lt;br /&gt;Liczba stron: 270&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biorąc pod uwagę warstwę fabularną dobrze znanej „Pani Bovary” można dojść wniosku, że jest ona nadzwyczaj prosta i przewidywalna. Tytułowa bohaterka, Emma Bovary kończy szkołę klasztorną, poślubia felczera Karola Bovary i razem ze swoim mężem zamieszkuje w małym miasteczku. Odtąd prowadzi spokojne życie, wchodzi w rolę przykładnej i kochającej żony. Niestety, miłosna bańka pęka i Emma wewnętrznie buntuje się. Nieszczęśliwa i przyduszona przeciętnością życia zaczyna szukać szczęścia w ramionach innych mężczyzn, wydaje pieniądze na swoje zachcianki, w końcu zaś doprowadza do wielkiej tragedii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Flaubert stworzył portret kobiety nieszczęśliwej i rozpieszczonej, który nie stracił i pewnie jeszcze długo nie straci na ważności. Emma miała kochającego, wiernego i oddanego męża, którego nie potrafiła docenić. Karolowi brakowało jednak temperamentu, a Emmie emocji. Zdecydowanie tych dwoje ludzi nie pasowało do siebie, ale co zrobić kiedy cała sytuacja ma miejsce w drugiej połowie XIX wieku ? Dziś zapewne Emma spakowałaby walizki i wyszła trzaskając drzwiami. Nawet jeśli nie pomogłoby to w rozwiązaniu problemu, jakim była jej wieczna pogoń za niedoścignionym ‘czymś’, to może chociaż Karol nie tkwił by w ślepym zaułku, do którego zaprowadziła go żona. A tak ? Męczy się tych dwoje razem. Emma wpada w błędne koło intryg i kłamstw. O swoim nieszczęśliwym małżeństwie nie może nawet nikomu powiedzieć, bo przecież co by ludzie pomyśleli. Nie ma osoby, która uświadomiłaby Emmie jej problem, pomogła rozwiązać dręczące ją wątpliwości. Nic dziwnego, kiedy nawet sam Flaubert oskarżony został o niemoralność, jakiej dopuścił się pisząc książkę, w której kobieta zdradza swojego męża, w dodatku czerpiąc z tego przyjemność i satysfakcję. Nie ma rozmów, nie ma zrozumienia, nie ma szans na szczęśliwe życie. Ale osobiście, pomimo ewidentnego zepsucia Emmy, współczułam jej i poniekąd starałam się zrozumieć jej zachowanie. Nie darzę jednak takim samym zrozumieniem współczesnych Pań Bovary, bo w wieku wolności, wielu możliwości i pełnej niezależności, bycie taką zepsutą Panią Bovary nie ma żadnego uzasadnienia, jest po prostu pójściem na łatwiznę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak tym, co czyni dzieło Flauberta tak wyjątkowym i ponadczasowym nie jest sama fabuła, a sposób jej przedstawienia. To książka, do której powinno się wiele razy wracać, by dostrzec mistrzostwo języka i narracji. Sama przeczytałam książkę tylko raz, bo moja ciekawość samej historii wzięła górę nad samą techniką. Pełno w książce celowych powtórzeń, powracających motywów, a także gier kolorami. Ponadto, co ważne kiedy mowa o Flaubercie, to nowatorskie zastosowanie różnych formy wypowiedzi przeplatających się ze sobą, tj. mowy zależnej, niezależnej i pozornie zależnej. Zabieg ten stanowi ważny punkt odniesienia jeśli chodzi o interpretacje wypowiedzi, przypisywanie ich konkretnym bohaterom czy też samemu autorowi. Flaubert nie szczędzi także ironii, równie trudnej do uchwycenia, co pozostałe zabiegi.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam szczerze, że książka nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, na jakie byłam nastawiona. Być może właśnie przez to trochę się zawiodłam. Nie przemówił do mnie geniusz Flauberta, być może nie wczułam się w całą historię tak jak powinnam, być może książkę rzeczywiście należy przeczytać parę razy, żeby w pełni docenić jej piękno. Nie wiem. Wiem tylko, że odkładam ją na półkę z lekką nutka zawodu. No cóż, może sama jestem trochę Panią Bovary i marudzę choć nie powinnam ? ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-8873873785960649830?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/8873873785960649830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2012/01/gustaw-flaubert-pani-bovary.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8873873785960649830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8873873785960649830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2012/01/gustaw-flaubert-pani-bovary.html' title='Gustaw Flaubert - &quot;Pani Bovary&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-DFlBoQO1xs8/TyaEw90u5RI/AAAAAAAAAZY/f1wRgj6_2mA/s72-c/13513-flaubertgustawpanibo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3271272824439469242</id><published>2012-01-02T14:19:00.004+01:00</published><updated>2012-01-02T14:34:02.342+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michel Houellebecq'/><title type='text'>Michel Houellebecq - "Cząstki elementarne"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jq9MaByW9bA/TwGwQLMM4pI/AAAAAAAAAYc/AxL2fGCMAmw/s1600/cz%25C4%2585stki%2Belementarne.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-jq9MaByW9bA/TwGwQLMM4pI/AAAAAAAAAYc/AxL2fGCMAmw/s320/cz%25C4%2585stki%2Belementarne.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693025195901379218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł: "Cząstki elementarne"&lt;br /&gt;Autor: Michel Houellebecq&lt;br /&gt;Liczba stron: 364&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może książka ta nie jest najlepszym wyborem na początek nowego roku, który to zawsze stanowi okazję do nowych postanowień, nowych marzeń i nadziei. W „Cząstkach elementarnych” nie ma za grosz pozytywnych emocji, nie ma wiary w lepszą przyszłość. To kolejna już po „Nowym, wspaniałym świecie” przerażająca wizja upadku ludzkości, nawet nieco bardziej realna niż wizja Huxleya, bo mająca miejsce już na przełomie XX i XXI wieku. Zostałam przygnieciona wylewającym się z niej pesymizmem, wizją świata bez wartości, bez wiary, bez szczęścia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównymi bohaterami książki są dwaj przyrodni bracia, Michel, biolog molekularny, którego życiowym celem jest stworzenie idealnej, nieśmiertelnej istoty ludzkiej, oraz Bruno, opętany seksualnym rozpasaniem, nauczyciel, poeta, duch niespokojny. Dzieje obu z nich poznajemy stopniowo, cofamy się do ich młodości, pierwszych miłości, kłopotów i problemów wynikających z wychowywania się bez prawdziwej uwagi rodziców. Ich drogi krzyżują się dopiero po latach, i chociaż ich charaktery tak diametralnie się od siebie różnią, łączy ich żywot człowieka współczesnego, istoty nieszczęśliwej, nie potrafiącej dostrzec sensu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co najbardziej drażni i na początku wręcz zniechęca do dalszej lektury, to wszechobecna iście pornograficzna aura. Opisy czynności jakim poddaje się Bruno by tylko zaspokoić swoje samcze żądze, by nasycić chociaż na chwile swoje puste życie, nie pozbawione są dosadnych, wulgarnych i niesmacznych słów. W końcu seksualna obsesja doprowadza Brunona na skraj obłędu, bo kogo by nie doprowadziła ? Nie jest on jednak jedynym, żyjącym jedynie złudną wizją chwilowego szczęścia osobnikiem. Wolność seksualna, której główne źródło bije w Ameryce lat 60` XX wieku, ogarnia rzesze ludzi, którzy w końcu zatraceni w wyzwoleniu, tracą wszelkie moralne hamulce. Opisy orgii i przelotnych przygód seksualnych zaserwowane bez zdrowego umiaru zdają się jednak być jak najbardziej przemyślanym zabiegiem. Książka miała szokować, miała przerażać, miała prowokować. W końcu, wraz z bohaterami książki zdajemy się znudzeni opisywanymi ekscesami, a po kilku rozdziałach, po prostu nie zwracamy już na nie tak bardzo uwagi. Wszystko, co w nadmiarze, w końcu powszednieje. Tak jak w książce, tak i w życiu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Houellebecq pokazuje świat, w którym nikt już nie wie, co to tradycja, co to rodzina, co to prawdziwa miłość. Główni bohaterowie zdają się bronić przed czymś, co mogłoby ich w jakikolwiek sposób ograniczać, zabrać im swobodę działania. Po latach jednak okazuje się, że to wypełnione rozrywkami życie prowadzi jedynie do samotności i samozagłady. Ktoś może powiedzieć, że jest to wizja bardzo uproszczona, nie każdy bowiem lokuje swoje poczucie szczęścia w posiadaniu rodziny, doświadczeniu takiej czy innej miłości. Osobiście popieram jednak stanowisko Houellebecqa, życie w poczuciu wiecznej wolności, bez jakichkolwiek punktów oparcia, w końcu prowadzić może do życiowej frustracji i zobojętnienia.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cząstki elementarne” były moją pierwszą książką Houellebecqa i na pewno nie ostatnią. Wzbudzająca szereg skrajnych opinii, mnie nie zniechęciła, wręcz przeciwnie, lubię książki kontrowersyjne i zazwyczaj te najbardziej zapadają mi w pamięć. Literacko być może nie jest to wielkie dzieło, czasami czytało się dość ciężko, ale trudne momenty warto przebrnąć, by w końcu dojść do paraliżującego w swojej wymowie zakończenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3271272824439469242?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3271272824439469242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2012/01/czastki-elementarne-michel-houellebecq.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3271272824439469242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3271272824439469242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2012/01/czastki-elementarne-michel-houellebecq.html' title='Michel Houellebecq - &quot;Cząstki elementarne&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-jq9MaByW9bA/TwGwQLMM4pI/AAAAAAAAAYc/AxL2fGCMAmw/s72-c/cz%25C4%2585stki%2Belementarne.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4664571677051321103</id><published>2011-11-20T19:48:00.002+01:00</published><updated>2012-01-02T14:34:17.131+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aldous Huxley'/><title type='text'>Aldous Huxley - "Nowy Wspaniały Świat"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-CajaRo1OjNg/TslM3o2wVXI/AAAAAAAAAYQ/4ytHiszVwEA/s1600/66847.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 212px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-CajaRo1OjNg/TslM3o2wVXI/AAAAAAAAAYQ/4ytHiszVwEA/s320/66847.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677153324020815218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Aldous Huxley&lt;br /&gt;Tytuł: "Nowy, wspaniały świat"&lt;br /&gt;Liczba stron: 268&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem przerażona tym, co w swojej książce w 1931 roku zawarł Huxley, a co dziś powoli staje się rzeczywistością.  Czytałam i nie wierzyłam, że czytam o świecie, w którym przyszło mi żyć.  Kwestią interpretacji  pozostaje jedynie skala, w jakiej wszystkie przedstawione w książce mechanizmy funkcjonują obecnie w naszym konsumpcyjnym i powoli wycofującym się z myślenia, społeczeństwie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Nowy Wspaniały Świat, którego przewodnim hasłem jest „Wspólność, Identyczność, Stabilność” wkraczamy wraz z grupą studentów, którym przedstawione zostają nowe metody „Rozrodu i Warunkowania”.  Dowiadujemy się, że nie istnieje już takie pojęcie jak ‘ciąża’, nie ma ojców, nie ma matek. Ludzi produkuje się niemal taśmowo, identycznych, uwarunkowanych na konkretne funkcję, które później muszą pełnić.  Płód rozwija się w butli, w tak zwanym procesie butlowania, w czasie którego za pomocą odpowiednich substancji warunkuje się przyszłego człowieka. Po odpowiednio zaprogramowanym ciele przychodzi pora na odpowiednie zaprogramowanie mózgu.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznajemy dorosłych osobników, którzy nie wiedzą co to uczucia, co to przywiązanie. W Nowym Wspaniałym Świecie nie ma miejsca na sentymenty, nie wolno myśleć, bo myślenie prowadzi albo do chęci poznania prawdy, albo do niepożądanego w świecie powszechnej szczęśliwości, smutku. Ale nawet jeśli smutek się pojawi, jest na to rada, soma. Podawana w różnych dawkach skutecznie odpędza złe myśli, gwarantując dobre samopoczucie.  Społeczeństwo powinno przecież być szczęśliwe, powinno mieć wszystko, czego tylko zapragnie, powinno korzystać, konsumować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W świecie Huxleya każdy należy do każdego, nie ma związków, nie ma stałości. W efekcie każdy może spędzać upojne noce z kim tylko chce, a najlepiej każdego dnia z kimś innym, żeby uniknąć przywiązania, żeby zbytnio się nie angażować, żeby potem po prostu nie myśleć. Osoby dorosłe pozostają wciąż dziećmi, zaspokajają swoje potrzeby i chwilowe zachcianki bez najmniejszej refleksji. Ale czy można ich za to winić ? Tak przecież zostali uwarunkowani, nie znają innego życia, dla nich to świat idealny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Nowym Świecie nie ma chorób, nie ma starości. Ludzie pozostają w pełni sił do sześćdziesiątego roku życia, piękni, zgrabni i zdrowi. W ich świecie nie ma Boga. Nie ma go,  bo aż do końca ich dni czas wypełniają im liczne rozrywki,  do których w normalnym świecie dostęp mieliby jedynie w młodości. Wraz ze starością myśli się bowiem o śmierci, myśli się o Bogu. W Nowym Świecie zwyczajnie nie ma na to czasu. Od małego także dzieci przyzwyczajane są do obrazu śmierci, zabierane do szpitali, a przy łóżku osoby umierającej częstowane  czekoladą, by śmierć już zawsze kojarzyła im się z czymś dobrym, przyjemnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie skutecznie zniechęcani są do czytania książek czy podziwiania przyrody. Rozrywką, z której czerpią nie lada przyjemność są za to czuciofilmy, które nastawione są na wzbudzanie w widzach euforii, szybkiego i łatwego poczucia szczęścia. Zaś w myśl hasła „dużo łat, nędzny świat” lekko zniszczone ubrania nie podlegają jakiejkolwiek naprawie, po prostu kupuje się nowe.  Ludzie żyją w dostatku i próżnym poczuciu szczęścia nie potrafiąc wyjaśnić  podstawowych zależności, podstawowych faktów z otaczającego ich świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tylko garstka z przedstawionych w książce Huxleya zasad, które tworzą fundamenty Świata Idealnego.  Bardzo bym chciała odebrać całość jako wizję rodem  z science fiction, ale niestety, zbyt wiele złych rzeczy znajduje swoje odzwierciedlenie w obecnych czasach.  Media skutecznie nas warunkują, powtarzane wciąż reklamowe slogany każą w końcu uwierzyć w szczęście jakie da nam taki a taki produkt, tania i szybka rozrywka stoi na porządku dziennym, ludziom coraz trudniej nawiązać trwałe relacje, nie mówiąc o Bogu, który również powoli odchodzi w zapomnienie. Mam tylko nadzieję, że nie wszystkie wizje Huxleya doczekają się swego wypełnienia. Niektóre z nich wydają się naprawdę abstrakcyjne i przerysowane, ale kto tam wie. Książkę przeczytałam w jeden dzień, z fascynacją, niedowierzaniem i strachem jednocześnie. Odłożyłam jednak pełna smutku i kłębiących się w głowie myśli. Dawno chyba nic tak mną nie wstrząsnęło. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4664571677051321103?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4664571677051321103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/11/aldous-huxley-nowy-wspaniay-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4664571677051321103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4664571677051321103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/11/aldous-huxley-nowy-wspaniay-swiat.html' title='Aldous Huxley - &quot;Nowy Wspaniały Świat&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-CajaRo1OjNg/TslM3o2wVXI/AAAAAAAAAYQ/4ytHiszVwEA/s72-c/66847.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-499213323444694121</id><published>2011-11-13T12:33:00.002+01:00</published><updated>2011-11-13T12:39:15.121+01:00</updated><title type='text'>Frances Reilly - "Diabelskie nasienie"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-5_qRb7kh288/Tr-r5GKb-4I/AAAAAAAAAYE/b05yki_vxBk/s1600/102848%25281%2529.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 223px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-5_qRb7kh288/Tr-r5GKb-4I/AAAAAAAAAYE/b05yki_vxBk/s320/102848%25281%2529.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674443052905397122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Frances Reilly&lt;br /&gt;Tytuł: "Diabelskie nasienie"&lt;br /&gt;Liczba stron: 281&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pamiętam kiedy ostatni raz czytałam coś z literatury faktu. Zapewne było to bardzo dawno temu i do tego stopnia zdążyłam już przywyknąć do pięknych literackich opisów, że lektura książki „Diabelskie nasienie” była doświadczeniem niejako wymykających się spod utartych w mojej głowie schematów dotyczących dobrej, porywającej powieści. Nie mogę mieć jednak do nikogo pretensji, w końcu literatura faktu to zupełnie inna bajka, a historia przedstawiona w „Diabelskim nasieniu” to zdecydowanie nie bajka, a istny koszmar. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frances Reilly, wychowanka sióstr zakonnych z sierocińca Ubogich Sióstr z Nazaretu, po wielu latach naznaczonych powracającymi z dzieciństwa wspomnieniami postanowiła opisać życie, jakie toczyło się za murami zakonu, a przede wszystkim pokazać jak okropnymi i bezwzględnymi osobami były same zakonnice, w oczach wielu wzory cnót i dobroci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frances trafiła do zakonu mając zaledwie dwa lata, jej starsza siostra, Loretta, sześć a najmłodsza, Sinead, zaledwie dwa miesiące. Był rok 1956 kiedy wszystkie trzy dziewczynki zostały oddane do zakonu w Belfaście przez własną matkę. Na początku dziewczynki miały nadzieję, że jest to tylko chwila, że mama na pewno po nie wróci. Dlaczego kobieta postanowiła pozbyć się trzech córeczek nie zostaje jednak do końca wyjaśnione, wiadomo tylko, że już nigdy po nie nie wróciła.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczynki musiały przystosować się do nowych warunków, do codziennych modlitw, surowej dyscypliny, okropnych posiłków. Z każdym dniem było jednak coraz gorzej, siostry były traktowane przez zakonnice wyjątkowo okrutnie, bez żadnego powodu bito je i poniżano. Ciągle powtarzano im, że wszystkie trzy noszą w sobie diabła i na pewno będą smażyć się w piekle. Według relacji Frances, to właśnie one, siostry Reilly były głównym obiektem szykan zakonnic. Nadzieją na lepsze życie był dla Frances wyjazd do rodziny, która zgłosiła się do zakonnic z propozycją zabrania jednej z podopiecznych na weekend na swoją farmę. Jak się okazało, na miejscu Frances była wykorzystywana seksualnie przez dwóch mieszkających tam braci. Nie trudno się domyśleć, że po powrocie nikt nie uwierzył Frances, ta zaś za opowiadanie niestworzonych historia została ponownie strasznie pobita. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostry, a także pozostałe dziewczyny mieszkające w zakonie wiele razy próbowały uciekać, za każdym razem jednak były odstawiane przez policjantów z powrotem do zakonu. Nikt nie chciał im uwierzyć, że zakonnice zamieniły ich życie w piekło, że wcale nie są tak święte za jakie się podają. W końcu, po wielu próbach ucieczki Frances i Sinead trafiły do schroniska dla trudnej młodzieży, gdzie warunki życia niewiele różniły się od tych panujących w zakonie. Była tylko jedna istotna różnica, w tym miejscu, oprócz sióstr zakonnych, również mieszkające w nim dziewczyny wymierzały sprawiedliwość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaję sobie sprawę, że tego typu książki już tak bardzo nie szokują. Codziennie słyszy się o wielu miejscach, gdzie przemoc to chleb powszedni. Świętość kleru także już niejednokrotnie została podważona. Autorka książki wspomina jednak, że dzięki spisaniu swoich wspomnień mogła się wreszcie od nich uwolnić, zrozumieć, że to wcale nie ona była winna temu wszystkiemu, co ją spotkało. I chociaż naprawdę trudno mi jest wyobrazić sobie, że to wszystko naprawdę miało miejsce, rozumiem motyw, jaki kierował autorką, szanuję jej pracę i podziwiam za odwagę i chęć walki o prawdę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-499213323444694121?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/499213323444694121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/11/frances-reilly-diabelskie-nasienie.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/499213323444694121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/499213323444694121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/11/frances-reilly-diabelskie-nasienie.html' title='Frances Reilly - &quot;Diabelskie nasienie&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-5_qRb7kh288/Tr-r5GKb-4I/AAAAAAAAAYE/b05yki_vxBk/s72-c/102848%25281%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2823852604255876677</id><published>2011-10-18T22:01:00.003+02:00</published><updated>2012-01-02T14:34:27.185+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><title type='text'>Archipelag  odsłona numer 6 !</title><content type='html'>Zapraszam do zapoznania się z kolejnym już numerem Archipelagu.&lt;br /&gt;Tym razem temat przewodni to TOŻSAMOŚĆ  ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/" target="_blank"&gt;&lt;img src="http://strony.toya.net.pl/%7Eranmar/herbatniki/archipelag-ban.jpg" alt="ARCHIPELAG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę udanej lektury ! ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość do pobrania na stronie http://www.archipelag-magazyn.pl/&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2823852604255876677?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2823852604255876677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/10/archipelag-odsona-numer-6.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2823852604255876677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2823852604255876677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/10/archipelag-odsona-numer-6.html' title='Archipelag  odsłona numer 6 !'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3314595211504569555</id><published>2011-10-04T09:38:00.003+02:00</published><updated>2011-10-10T13:28:21.615+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jeanette Winterson'/><title type='text'>Jeanette Winterson - "Brzemię"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ng8jh1oLEoA/Toq5v21KweI/AAAAAAAAAX8/0KKADYJ44VA/s1600/brzemie3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ng8jh1oLEoA/Toq5v21KweI/AAAAAAAAAX8/0KKADYJ44VA/s320/brzemie3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659540113567957474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Jeanette Winterson&lt;br /&gt;Tytuł: "Brzemię"&lt;br /&gt;Liczba stron : 111&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisałam już, że Jeanette Winterson ma duże szanse znaleźć się na liście moich ulubionych pisarzy. Ostatnio przeczytana przeze mnie książka „Brzmię”, chociaż nie oczarowała mnie w stopniu najwyższym, sprawiła, że zapragnęłam tej wyjątkowej prozy jeszcze bardziej. Sprawiła, że w żołądku czuję literackie motylki, a i usnąć jest mi trudniej widząc na półce kolejne książki pani Winterson ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie fascynowała mnie mitologia. Odkąd zrozumiałam, że wszystkich tych bogów nigdy nie było i że są jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni, nie widziałam sensu zagłębiania się w dzieje poszczególnych mitologicznych bohaterów. Nie da się jednak od mitologii uciec, nie da się nie znać wielu zaczerpniętych z niej opowieści, czy chociażby szeregu pochodzących z niej związków frazeologicznych. Mitologia grecka w znaczący sposób wpłynęła na kulturę europejską i nikt już nie zmieni jej pierwotnej formy. Ale jak w przypadku wielu innych historii, może można się nieco zabawić i spróbować opowiedzieć również i tę historię jeszcze raz ? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką próbę podejmuje w swojej książce Jeanette Winterson. Oczywiście na swój pisarski warsztat bierze jedynie fragment mitologii, wplątuje w swoją powieść czasy współczesne a także nieco wątków autobiograficznych. W efekcie dostajemy ciekawe, nowe i świeże spojrzenie na historie wybranych przez autorkę bogów, a także sporą porcję egzystencjalnych pytań.  Herakles, który w wyniku pomieszania zmysłów przez Herę, zabija szóstkę swoich dzieci, w celu odkupieni win wykonuje szereg zadań, w jedno z nich angażując Atlasa. Atlas zaś, dźwigając na barkach cały świat, na chwilę zrzuca ciążące mu brzemię i ulega prośbom Heraklesa, powierzając mu na chwilę Ziemię. Role zostają więc odwrócone, a losy naszych bohaterów, w tym także samej Ziemi, wystawione na małą próbę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo całego ciężaru jakim naładowana jest ta niewielka książka, opowiedzianą w niej historię czyta się niezwykle lekko. Jak zwykle w przypadku prozy Winterson, całość zamyka się w melancholijnej ramie wypełnionej pytaniami o samotność człowieka, o przypadkowość lub też determinację losu, o wpływ przeszłości na przyszłość każdego z nas. Przy okazji, wraz z Atlasem nie sposób nie zastanowić się nad ogromem otaczającego nas wszechświata, nad siłą, która utrzymuje ten ogrom we względnym porządku. Nad brzemieniem, które ciąży na każdym z nas, brzemieniem świata, losu i dokonywanych wyborów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję, że historia jaką chciała nam opowiedzieć pani Winterson urzekła mnie w swojej prostocie, oczarowała słowem i subtelnymi metaforami. I chociaż nie przepadam za mitologią to ten zreinterpretowany skrawek czytałam z wielką przyjemnością, delektując się każdym zdaniem. Zachęcam do zapoznania się z tą nową historią, do spojrzenia na mitologię z zupełnie innej perspektywy, zarówno dla zabawy jak i dla głębszej refleksji ;)   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Powracam. Inne sprawy przygniotły moje myśli na tyle mocno, że blogowo zamarłam na dwa miesiące. Po tej dość długiej nieobecności zdążyłam jednak zatęsknić za blogiem ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3314595211504569555?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3314595211504569555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/10/jeanette-winterson-brzemie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3314595211504569555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3314595211504569555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/10/jeanette-winterson-brzemie.html' title='Jeanette Winterson - &quot;Brzemię&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ng8jh1oLEoA/Toq5v21KweI/AAAAAAAAAX8/0KKADYJ44VA/s72-c/brzemie3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6435476189013138852</id><published>2011-08-04T11:03:00.003+02:00</published><updated>2011-10-10T13:28:37.145+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vladimir Nabokov'/><title type='text'>Vladimir Nabokov - "Oryginał Laury"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-108Q4im28dQ/Tjpi-pk8JtI/AAAAAAAAAXs/B3MYl-y95lM/s1600/oryginal-laury.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 215px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-108Q4im28dQ/Tjpi-pk8JtI/AAAAAAAAAXs/B3MYl-y95lM/s320/oryginal-laury.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636926712059799250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Vladimir Nabokov&lt;br /&gt;Tytuł: "Oryginał Laury"&lt;br /&gt;Liczba stron : 304&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, wielka szkoda, że ta potężna księga zawiera tak mało treści. Bez wątpienia chciałoby się więcej, bo przedstawiona w książce historia rysuje się na naprawdę ciekawą, i jak zawsze w przypadku Nabokova, pokręconą i pełną aluzji powieść. Jest za to jeden wielki plus, można trochę pogłówkować, samemu spróbować poprzestawiać ‘karteczki’, snuć domysły o cóż to mogło chodzić i jak skończyłaby się ta jedynie fragmentaryczna powieść.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oryginał Laury” to ostatnia, niedokończona książka autorstwa Nabokova. To, co zostało przekazane czytelnikom to raczej luźne szkice, notatki, pomysły. Wszystko spisane na małych karteczkach, gotowych do przetasowania, pomieszania i zrobienia niezłego chaosu w głowie czytelnika. Oczywiście sam Nabokov zapewne poustawiałby je tak, że wszystko miałoby swój sens i zamierzony cel. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z przekazanych nam luźnych notatek autora dowiadujemy się, że głównym szkieletem powieści miał być temat małżeństwa Philipa Wilda i Flory Linde. Gdzieś między pomysłami Nabokova przewija się także motyw zdrady, śmierci, a także odwołanie do głównego wątku „Lolity”. Oprócz tego do czynienia mamy z powieścią w powieści. Flora jest bowiem ‘oryginałem’ wzorowanej na niej Laury, postaci literackiej z książki zatytułowanej „Moja Laura”. Niestety nie do końca wiemy w jakich okolicznościach owa książka powstała, ani co skrywa. Zapewne jest ona dzieckiem zdrady, jakiej dopuściła się Laura i chęci uwiecznienia tej zakazanej relacji przez jej kochanka. Uwagę przykuwają także opisy, z których dowiadujemy się, że Wild pragnie dokonać samobójstwa poprzez wymazywanie siebie samego swoimi myślami. Jest to plan, którego realizacji podejmuje się z rozkoszą. Umieranie, jak sugeruje podtytuł książki, to przecież świetna zabawa. Znając wcześniejsze dokonania pisarza, nie trudno przewidzieć, że zapewne zrobiłby z niej niebanalne, literackie przedstawienie. Jak zawsze, do czynienia mamy z niesamowitym językiem pisarza, dbaniem o każdy szczegół, budowaniem malowniczych opisów. Już na podstawie tych kilku zapisanych fiszek widać, że geniusz Nabokova nie opuszczał go do końca jego życia.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zawsze, bardzo wiele wyjaśnia zamieszczone na końcu powieści posłowie. Oprócz wielu tropów interpretacyjnych, możemy się także dowiedzieć jak wyglądał proces powstawania książek Nabokova. Przeczytać możemy m.in. o tym, że pisarz najpierw wyobrażał sobie powieść, od początku do końca, kompletną, a dopiero później ją spisywał. Proces pisania można śmiało określić mianem mozaiki, zlepkiem wielu z początku nie pasujących do siebie elementów, które na końcu tworzą niesamowity obraz.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa jestem co też tkwiło w głowie Nabokova, jak wyobrażał sobie ową niedokończoną powieść, czym nowym by nas zaskoczył. Czy Wildowi udałoby się dokonać owego samounicestwienia ? Co skrywa ‘Moja Laura’ ? Jak potoczyłyby się losy dwójki głównych bohaterów ? Szkoda, że już nigdy się nie dowiemy. Nabokov zostawił po sobie kawał dobrej tajemnicy, której rozwiązanie bezpowrotnie zabrał ze sobą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest książka dla każdego, niestety. Nie zrozumie jej osoba, która nigdy wcześniej nie miała do czynienia z pisarstwem Nabokova. „Oryginał Laury” to swego rodzaju pamiątka po pisarzu, gratka dla wszystkich, którzy uwielbiają jego twórczość. Pomijam temat tego, czy wydanie książki było aktem moralnym czy też nie, w końcu autor jasno powiedział, że nie chce, aby książka ujrzała światło dzienne jeśli nie uda mu się jej dokończyć. Nie udało mu się, a pomimo to ja właśnie piszę o niej notatkę na blogu. Pomimo wszelkich kontrowersji, jakie towarzyszyły publikacji „Oryginały Laury” cieszę się, że mogłam zobaczyć prawie oryginalne notatki pisarza, jego styl pisma, sposób w jaki przelewał myśli na papier. To, że spisywał swoją powieść ołówkiem na małych fiszkach jest przecież niezwykłe, teraz już nikt tak nie pisze, nikt tak nie dba o papier i mały szary rysik ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6435476189013138852?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6435476189013138852/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/08/vladimir-nabokov-orygina-laury.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6435476189013138852'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6435476189013138852'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/08/vladimir-nabokov-orygina-laury.html' title='Vladimir Nabokov - &quot;Oryginał Laury&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-108Q4im28dQ/Tjpi-pk8JtI/AAAAAAAAAXs/B3MYl-y95lM/s72-c/oryginal-laury.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6128356079192459461</id><published>2011-07-15T12:37:00.010+02:00</published><updated>2011-10-10T13:30:29.705+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><title type='text'>Archipelag odsłona numer 5 !</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/" target="_blank"&gt;&lt;img src="http://strony.toya.net.pl/~ranmar/herbatniki/archipelag-ban.jpg" alt="ARCHIPELAG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam do zapoznania się z nowym numerem Archipelagu ! &lt;br /&gt;Tym razem temat przewodni to DROGA. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość do pobrania ze strony : www.archipelag-magazyn.pl &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę fascynującej lektury ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6128356079192459461?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6128356079192459461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/07/archipelag-odsona-numer-5_15.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6128356079192459461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6128356079192459461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/07/archipelag-odsona-numer-5_15.html' title='Archipelag odsłona numer 5 !'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4544114268696809273</id><published>2011-07-08T15:50:00.003+02:00</published><updated>2011-10-10T13:29:04.463+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Isabel Allende'/><title type='text'>Isabel Allende - "Podmorska wyspa"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-t8lDBnLRAsM/ThcNINbyDfI/AAAAAAAAAW0/u4cSdYtuncs/s1600/Podmorska-wyspa_Isabel-Allende%252Cimages_big%252C1%252C978-83-7495-971-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 209px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-t8lDBnLRAsM/ThcNINbyDfI/AAAAAAAAAW0/u4cSdYtuncs/s320/Podmorska-wyspa_Isabel-Allende%252Cimages_big%252C1%252C978-83-7495-971-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626980694119026162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł : "Podmorska wyspa"&lt;br /&gt;Autor: Isabel Allende&lt;br /&gt;Liczba stron: 524&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele dobrych słów padło już na temat najnowszej książki Isabel Allende. Począwszy od pięknej okładki, a na treści książki skończywszy. I rzeczywiście, chyba nie sposób nie zwrócić uwagi na to niesamowite wydanie, wystarczająco kuszące, by sięgnąć po samą powieść. Nie wiem też jakie to afrykańskie moce maczały w tym palce, ale strony podczas czytania umykają w nadzwyczajnym tempie, szybko i niepostrzeżenie. Wszystko to sprawia, że czas przeznaczona na lekturę „Podmorskiej wyspy” na pewno nie jest czasem straconym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat niewolnictwa i walki o wolność to przewodnie motywy powieści. Pomimo tego, iż nie należą one do najprzyjemniejszych, spomiędzy kart opowiadanej historii przebija się głęboka nadzieja i radość życia głównej bohaterki, Zarite. Na początku mała dziewczynka, a później już dorosła kobieta i matka, przez całe swoje życie zmagać się musi z przypiętą do niej od dnia narodzin metką niewolnicy. Sprzedana jednemu z właścicieli plantacji trzciny cukrowej, Toulouse`owi Valmorainowi, zdana jest na jego łaskę i niełaskę. Jak nie trudno się domyśleć, oprócz codziennych prac domowych, musi usługiwać swojemu panu również w godzinach nocnych. Zarite jest przedmiotem, jest bita i poniżana. Pozbawiona zostaje także własnego dziecka, które sprzedane do innej rodziny, poznaje dopiero po latach rozłąki. Nie może być matką, nie może kochać, nie może normalnie żyć.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Saint-Domingue, francuska kolonia drugiej połowy XVIII wieku - miejsce bogacenia się Europejczyków kosztem zniewolonych czarnych ludzi. Autorka książki, oprócz wątku zniewolonej Zarite, nakreśla także historyczne okoliczności, w których przyszło żyć i umierać tysiącom niewolników. Zupełnie bez powodu, ludziom dobrym i pracowitym, którzy swój los zawdzięczali jedynie kolorowi pokrywającej ich skóry. Z czasem, coraz częstsze ruchy abolicjonistyczne oraz wybuch Rewolucji Francukiej przyczyniły się do mobilizacji części niewolników i ich walki o wolność. Okres buntów i krwawych walk nie ominął także posiadłości, w której mieszkała Zarite. Kobieta potrafiła jednak wykorzystać zamieszanie i uratować swojego pana pod jednym, bardzo ważnym i cennym warunkiem.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo wątków historycznych, które zgrabnie przeplatają się z historią głównej bohaterki książki, jest to powieść, z której przebija się kobieca siła, miłość i poświęcenie nie znające granic. Kobiet takich jak Zarite było zapewne bardzo wiele, walczących o wolność, o swoje szczęście, stających w obronie resztek własnej godności. Skomplikowane koleje losu, tułaczka, niepewność każdego następnego dnia, do tego tęsknota połączona z bezradnością, to wszystko wbrew pozorom dodawało Zarite sił do walki. O tym, jaką była kobietą dowiadujemy się także z fragmentów narracji prowadzonej przez nią samą, wstawek, które dopełniają całość książki, zarówno otwierając jak i zamykając powieść.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Podmorska wyspa” bogata jest w licznych bohaterów, wątki oraz historyczne fakty. To naprawdę kawał dobrej pracy, rzetelnych informacji przeplatanych fikcyjnymi wydarzeniami. Odpowiednie proporcje wszystkich elementów sprawiają, że książkę czyta się z ogromną przyjemnością i równie dużym zaciekawieniem. Polecam ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4544114268696809273?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4544114268696809273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/07/isabel-allende-podmorska-wyspa.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4544114268696809273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4544114268696809273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/07/isabel-allende-podmorska-wyspa.html' title='Isabel Allende - &quot;Podmorska wyspa&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-t8lDBnLRAsM/ThcNINbyDfI/AAAAAAAAAW0/u4cSdYtuncs/s72-c/Podmorska-wyspa_Isabel-Allende%252Cimages_big%252C1%252C978-83-7495-971-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-274101390172847720</id><published>2011-07-05T18:01:00.002+02:00</published><updated>2011-10-10T13:29:29.631+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amelie Nothomb'/><title type='text'>Amelie Nothomb - "Podróż zimowa"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-B73XXZa7ISc/ThM5i8kkhjI/AAAAAAAAAWs/aJSWi0C6_vc/s1600/podrc3b3c5bc-zimowa.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-B73XXZa7ISc/ThM5i8kkhjI/AAAAAAAAAWs/aJSWi0C6_vc/s320/podrc3b3c5bc-zimowa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5625903632053732914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Amelie Nothomb&lt;br /&gt;Tytuł: "Podróż zimowa"&lt;br /&gt;Liczba stron: 94&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawać by się mogło, że opisanie historii nieszczęśliwej miłości na zaledwie dziewięćdziesięciu stronach, to ryzykowny zabieg. Od razu nasuwa się myśl, że temat potraktowany został po macoszemu, do tego powierzchownie i banalnie. Z okładki książki dowiadujemy się bowiem, że dwoje przyszłych - niedoszłych kochanków dopiero ma się spotkać, zupełnie nieoczekiwanie nawiązując dłuższą relację. Autorka musi się więc pośpieszyć, bo męski składnik tego romansu ma zostać wystawiony do wiatru, a następnie złapać ów wiatr w skrzydła samolotu i dokonać zemsty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zoil, główny bohater książki, w czasie inspekcji jednego z paryskich mieszkań poznaje mieszkające w nim dwie kobiety, młodą Astrolab i nieco starszą, dziwnie zachowująca się Alienor. Mężczyzna zakochuje się w pierwszej z nich, drugą spychając gdzieś w kąt swoich zainteresowań. Wraca jeszcze kilka razy do mieszkania w nadziei spędzenia czasu z Astrolab. Jest to cokolwiek trudne przedsięwzięcie, ponieważ kobiety zdają się być nierozłączne. Alienor potrzebuje stałej opieki, nie potrafi sama funkcjonować, do tego potrzebuje osoby, która spisywać będzie jej myśli. Kobieta pomimo swoich ułomności posiada bowiem niesamowitą wyobraźnię, którą dzięki pomocy Astrolab przelewa na karty kolejnych powieści. Sytuacja zaczyna się więc komplikować, każdy chce podążać za swoimi potrzebami, realizować swoje pragnienia. Astrolab nie chce zostawić swojej podopiecznej, w skutek czego oddanie i miłość Zoli zostają odtrącone. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całą historię poznajemy z perspektywy Zoli, który niejako streszczając część swojego życia szykuje się na ostateczne rozegranie. Zoli przelewa swoje myśli na papier, robi ostateczne rozliczenie z własnym życiem. Suche fakty przeplatają się więc z różnymi refleksjami samego opowiadającego, luźno przewijającymi się pomiędzy głównym wątkiem powieści. Pomimo tragedii, jaka ma za chwilę nastąpić, mężczyzna zdaje się być opanowany, pogodzony z  przeszłością oraz spokojny o przyszłość.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proza Amelie Nothomb była mi do tej pory nieznana. „Podróż zimowa” była moim pierwszym spotkaniem, czy też podróżą, z tą belgijską pisarką. Jestem z tej literackiej wycieczki bardzo zadowolona. Podziwiam zwięzłość myśli i formy, przy tak poważnym i ciężkim temacie. Nie było po macoszemu, a już na pewno nie było banalnie. Wręcz przeciwnie, było mądrze, spokojnie i refleksyjnie. To dobrze, że są takie książki, krótkie i zwięzłe, stanowiące idealną odskocznię od grubych, wielowątkowych powieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-274101390172847720?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/274101390172847720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/07/amelie-nothomb-podroz-zimowa.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/274101390172847720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/274101390172847720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/07/amelie-nothomb-podroz-zimowa.html' title='Amelie Nothomb - &quot;Podróż zimowa&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-B73XXZa7ISc/ThM5i8kkhjI/AAAAAAAAAWs/aJSWi0C6_vc/s72-c/podrc3b3c5bc-zimowa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5759016830895637591</id><published>2011-06-29T11:18:00.003+02:00</published><updated>2011-06-29T11:22:46.337+02:00</updated><title type='text'>Sabina Berman "Dziewczyna, która pływała z delfinami"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/--RdI-kXpgms/TgrulMOyrvI/AAAAAAAAAWk/7e8gQxA28dY/s1600/dziewczyna-ktora-plywala-z-delfinami_sabina-berman-99902030939_978-83-240-1766-9_300.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 195px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/--RdI-kXpgms/TgrulMOyrvI/AAAAAAAAAWk/7e8gQxA28dY/s320/dziewczyna-ktora-plywala-z-delfinami_sabina-berman-99902030939_978-83-240-1766-9_300.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5623569407431323378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Sabina Berman &lt;br /&gt;Tytuł: "Dziewczyna, która pływała z delfinami"&lt;br /&gt;Liczba stron: 231&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;            Moja znajomość z Forrestem Gumpem ogranicza się jedynie do obejrzenia ekranizacji słynnej powieści o tym samym tytule. Filmem, jak chyba każdy, byłam poruszona i wzruszona. Na wydanej ostatnio książce „Dziewczyna, która pływała z delfinami” czytamy, że jest to powieść właśnie na miarę bestsellerowego Forresta Gumpa. Nie wiem czy to porównanie było rzeczywiście konieczne, w końcu każda książka skrywa w sobie coś nowego, innego, niepowtarzalnego. Tak też jest z ‘Dziewczyną, która..... zajmowała się tuńczykami’, bo to one, zaraz obok tytułowej dziewczyny, są głównymi bohaterami książki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;           Historię Karen poznajemy za sprawą jej własnych wspomnień. Jako osoba autystyczna postrzega świat przez pryzmat zupełnie innych wartości, jest bardziej wrażliwa, szczera i bezinteresowna. Dzięki swojej ciotce Isabell udaje jej się wyjść z ciemności i zobaczyć piękno otaczającego ją świata. Bardzo szybko odkrywa, że ze światem przyrody łączy ją specyficzna więź, w szczególności zaś z pływającymi w głębinach morza tuńczykami i delfinami. Z zagubionej i przestraszonej dziewczynki, Karen wyrasta na świetnie radzącą sobie kobietę pracującą w przetwórni tuńczyków. Pewnego dnia Karen wystawiona zostaje na jeszcze jedną życiową próbę, z którą musi się zmierzyć. Bo czy połów tuńczyków i ich zabijanie aby na pewno jest działaniem szlachetnym ? Jak pogodzić zapotrzebowanie na tuńczyka, gdy na świecie jest go coraz mniej ? Karen udaje się znaleźć rozwiązanie, którego realizacja staje się sensem jej życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że spodziewałam się po książce czegoś innego. Myślałam, że poznam dziewczynę, która rzeczywiście nie radzi sobie z przystosowaniem się do otaczającego ją świata, a zarysowany jedynie na początku problem autyzmu głównej bohaterki i wynikających z niego problemów bardzo szybko ustąpił miejsca opisom jej biznesowych sukcesów. Jak dla mnie ten przeskok był zdecydowanie za szybki, być może to kwestia tego, że przecież sama książka również do najgrubszych nie należy. Sięgając po ‘Dziewczynę’ miałam nadzieję, że będę mogła zagłębić się w samą postać Karen, że problem autyzmu będzie zdecydowanie lepiej zobrazowany. Sam pomysł na fabułę książki jak najbardziej trafiony i ciekawy, wydaje mi się jednak, że można ją było bardziej poszerzyć i w ten sposób stworzyć kawał dobrej powieści. A tak, do czynienia mamy z przyjemną lekturą na jeden wieczór. „Czytanie wolne od stresu” spełnia swoją rolę znakomicie ;) Podobało mi się jednak zakończenie książki i płynący z niej morał, bardzo jasny i dający do myślenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5759016830895637591?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5759016830895637591/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/06/sabina-berman-dziewczyna-ktora-pywaa-z.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5759016830895637591'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5759016830895637591'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/06/sabina-berman-dziewczyna-ktora-pywaa-z.html' title='Sabina Berman &quot;Dziewczyna, która pływała z delfinami&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/--RdI-kXpgms/TgrulMOyrvI/AAAAAAAAAWk/7e8gQxA28dY/s72-c/dziewczyna-ktora-plywala-z-delfinami_sabina-berman-99902030939_978-83-240-1766-9_300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4162099061830814220</id><published>2011-06-23T18:02:00.002+02:00</published><updated>2011-06-23T18:11:25.225+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jeanette Winterson'/><title type='text'>Jeanette Winterson - "Namiętność"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Ox2MRiprn4s/TgNklntGbGI/AAAAAAAAAWc/LE82K4gIAB0/s1600/namietnosc-b2943.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 305px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ox2MRiprn4s/TgNklntGbGI/AAAAAAAAAWc/LE82K4gIAB0/s320/namietnosc-b2943.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5621447357364595810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Jeanette Winterson&lt;br /&gt;Tytuł: "Namiętność"&lt;br /&gt;Liczba stron: 190&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie moje małe wielkie odkrycie ostatnich miesięcy. To dopiero jedna książka, a ja jestem już niemal pewna, że każda następna sprawi, że Jeanette Winterson szybciutko znajdzie sobie wygodne miejsce pośród moich ulubionych pisarzy. Jestem szczerze urzeknięta prozą tej angielskiej pisarki. Dobrze wyważone, odpowiednie proporcje świata baśniowości oraz elementów z pokładu rzeczywistości sprawiają, że subtelna lewitacja pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co wymyślone, jest po prostu czystą przyjemnością. Ciężko się z tego pół-snu zbudzić, zwłaszcza gdy nadchodzi ten nieunikniony moment zamknięcia książki i odłożenia jej na półkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Europa czasów świetności Napoleona, kolejne podboje i marsze przez kontynent stanowią tło do rozważań na temat namiętności, motoru napędowego każdej miłości, wojny czy hazardu. Główni bohaterowie książki mają do czynienia także z małymi, osobistymi namiętnościami, które nie zawsze pozwalają osiągnąć pełnię szczęścia i satysfakcji. Henri, kucharz na dworze Napoleona, z oddaniem i rzec można powołaniem przygotowuje swojemu panu kolejne porcje kurczaków. Nie walczy, nie zabija. Vilanelle, mieszkanka Wenecji, córka gondoliera z błoną pomiędzy palcami u stóp, zarabia na życie pracując w kasynie. Codziennie zakłada maskę mężczyzny, udając go lub też pokazując swoją prawdziwą naturę. Los sprawia, że tych dwoje, znacznie różniących się od siebie ludzi, spotyka się w Moskwie, by zaraz wspólnie z niej uciec. Pragnienia Henriego oraz Vilanelle zdają się odwracać wartości przypisywane do tej pory mężczyznom i kobietom. Vilanelle to kobieta wolna, przejawiająca homoseksualne upodobania, oddająca się wcześniej namiętnościom z inną kobietą, nie zaprzątająca sobie głowy wizją stabilnego życia. Henri wręcz przeciwnie, jako mężczyzna delikatny i spokojny, pragnie założyć rodzinę, żyć w cieple domowego ogniska. Tych dwoje połączonych uczuciem ludzi błądzi  po uliczkach Wenecji, miasta, którego wodne ścieżki, podobnie jak ścieżki ludzkiego umysłu, nie raz stanowią labirynt nie do pokonania. Po drodze zmierzyć się muszą z wieloma problemami, dokonać trudnych wyborów. Namiętność nie jedno ma imię, tkwi pomiędzy seksem a lękiem, między Bogiem a szatanem, wreszcie, jak twierdzi autorka, jest nie tyle uczuciem, ile przeznaczeniem. A gdzie zaprowadzi każdego z naszych bohaterów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo wielu silnych emocji, proza Winterson emanuje spokojem. Tak jakby ktoś posypał strony książki magicznym proszkiem, który przenosi w inny, osnuty tajemnicą świat. Sposób prowadzenia narracji również odbiega nieco od schematu. Mamy urywane zdania, pojedyncze myśli wrzucone swobodnie gdzieś pomiędzy linijki powieści. Nie wszystko przecież musi być powiedziane wprost, czasem lepiej czegoś nie opisywać, wystarczy rzucić parę słów i dać czytelnikowi nad nimi pomyśleć. Proza Winterson jest także bardzo kobieca, nieco poetycka, a do tego osobliwie delikatna. Świat, w który wprowadziła mnie pisarka jest miejscem, do którego z pewnością będę powracać i zachęcam każdego, kto lubi czasem nieco pobujać w obłokach ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4162099061830814220?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4162099061830814220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/06/jeanette-winterson-namietnosc.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4162099061830814220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4162099061830814220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/06/jeanette-winterson-namietnosc.html' title='Jeanette Winterson - &quot;Namiętność&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Ox2MRiprn4s/TgNklntGbGI/AAAAAAAAAWc/LE82K4gIAB0/s72-c/namietnosc-b2943.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7926473541284991799</id><published>2011-05-21T16:56:00.002+02:00</published><updated>2011-10-10T13:29:44.698+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irving Stone'/><title type='text'>Irving Stone - "Opowieść o Darwinie"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Dq9wLXWvAEs/TdfUzJWGJ6I/AAAAAAAAAWQ/w2LrLaejeTc/s1600/opowiesc-o-darwinie-bprod59690274.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 209px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Dq9wLXWvAEs/TdfUzJWGJ6I/AAAAAAAAAWQ/w2LrLaejeTc/s320/opowiesc-o-darwinie-bprod59690274.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609185836060256162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Irving Stone&lt;br /&gt;Tytuł: "Opowieść o Darwinie"&lt;br /&gt;Liczba stron: 713&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkie umysły zawsze wzbudzały podziw. I nie ważne czy zgadzamy się z ich poglądami czy nie, nie sposób nie zachwycić się ich wielką pasją, siłą i uporem w dążeniu do celu. Jedną z tych ponad przeciętnych osobowości, która zrewolucjonizowała myślenie o początkach świata oraz pochodzeniu człowieka był Karol Darwin, postać znana każdemu. &lt;br /&gt;Kim jednak był w życiu osobistym ? Jakim był człowiekiem kiedy nie pracował nad swoją teorią ewolucji ? Jak udało mu się pogodzić obowiązki naukowca z życiem rodzinnym, w tym z wychowaniem gromadki dzieci ? &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Odpowiedzi na wszystkie te pytania szukał Irving Stone, który z zebranych przez siebie materiałów stworzył biografię – baśń. „Opowieść o Darwinie” zachwyca zarówno swoją obojętnością, jak i szczegółowymi opisami kolejnych etapów życia Karola Darwina. To niesamowita podróż dookoła świata i w jego głąb. Fascynująca próba odkrycia prawdy o życiu przez umysł jednego człowieka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karola Darwina poznajemy w chwili gdy ma zaledwie dwadzieścia dwa lata, i stoi przed szansą swojego życia – wyprawą na statku „Beagle”. Karol, student wyróżniający się nieprzeciętną ciekawością świata i pracowitością, ma być przede wszystkim towarzyszem kapitana statku. Przy okazji ma zbierać cenne szczątki roślin i zwierząt oraz dokładnie je opisywać. Towarzyszmy mu na statku płynącym od jednego kontynentu do drugiego obserwując jak bardzo zmienia się jego spojrzenie na życie, jak początkowa ciekawość świata przeradza się w istną fascynację. Pięć lat podróży owocuje zrodzoną w głowie Karola koncepcją teorii doboru naturalnego, nad którą pracuje do końca swojego życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca ta nie jest jednak łatwa. Karol obraca się w towarzystwie innych naturalistów oraz naukowców, którzy w równym stopniu zarówno odrzucają jak i akceptują jego nowe pomysły. W końcu Karol stanąć musi także przed innym jakże ważnym wyborem – wyborem przyszłej żony. Zanim zdecyduje się poprosić o rękę Emmę Wedgwood, wypisze wszystkie za i przeciw tej decyzji, biorąc pod uwagę swoje naukowe obowiązki, które ciężko pogodzić z życiem rodzinnym. Samotność skłania go jednak do przewartościowania swojego życia i zrobienia w nim miejsca także na normalny dom. Emma jest osobą głęboko wierzącą, co w połączeniu z kiełkującą w umyśle Darwina ideą ewolucjonizmu, nie wróży im długiego i zgodnego małżeństwa. A jednak, udaje się, Emma wspiera swojego męża w pracy i kibicuje mu do końca, stale jednak uczęszczając na msze święte. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karol jawi się nam jako człowiek niezwykle pokorny, silny i cierpliwy. Oprócz nieprzychylnych komentarzy w prasie na temat jego pracy, zmierzyć się musi ze śmiercią dwójki swoich dzieci oraz licznymi chorobami, które uniemożliwiają mu tak intensywną pracę, jakiej by sobie życzył. Umysł chce więcej, a ciało odmawia posłuszeństwa. W końcu ma tylko jedno życie, a i ono zdaje się być zdecydowanie za krótkie, by spisać wszystkie swoje koncepcje i znaleźć wystarczającą ilość dowodów, które by je potwierdzały. Na przeszkodzie stoi także technika. Sam Darwin zainicjować musi stworzenie lepszego mikroskopu, który w końcu udaje mu się otrzymać. Spisywanie swoich koncepcji piórem na papierze także pochłania wiele czasu. Nie jest jednak sam, a rodzina pomaga mu jak tylko może. Karol spieszy się, by zdążyć na czas, by zdążyć przed śmiercią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miał zostać lekarzem, potem kapłanem, w końcu wybrał zupełnie inną drogę. Wydaje się, że był wzorowym ojcem i naukowcem, potrafiącym pogodzić obie te życiowe  role. To, czego nie można mu odmówić, to niesamowita wyobraźnia i otwartość umysłu, która pozwoliła mu dostrzegać rzeczy dla wielu niewidzialne. Sam Darwin zdawał sobie sprawę, że jego prace w pełni docenią dopiero przyszłe pokolenia. Pomimo mojego pełnego zachwytu nad treścią książki, wciąż zadawałam sobie pytanie, ile z tych wydarzeń i emocji naprawdę miało miejsce, a do jakiego stopnia Irving przekoloryzował życie tego wielkiego człowieka ? Nie jest to jednak biografia jako taka, a jak sam tytuł wskazuje, jedynie powieść o życiu Darwina. Irving Stone chciał przybliżyć sylwetkę Darwina w sposób nietuzinkowy, tworząc książkę, w której suche fakty przedstawione zostały za pomocą pięknego języka. Stworzył powieść, którą pomimo sporej objętości czyta się jednym tchem. Historię wyjątkową, przedstawiającą życie Darwina z innej, niezwykle bliskiej nam perspektywy, perspektywy zwykłego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam wszystkim pragnącym zgłębić tajniki życia tego wielkiego człowieka ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7926473541284991799?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7926473541284991799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/05/irving-stone-opowiesc-o-darwinie.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7926473541284991799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7926473541284991799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/05/irving-stone-opowiesc-o-darwinie.html' title='Irving Stone - &quot;Opowieść o Darwinie&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Dq9wLXWvAEs/TdfUzJWGJ6I/AAAAAAAAAWQ/w2LrLaejeTc/s72-c/opowiesc-o-darwinie-bprod59690274.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2965732108101977638</id><published>2011-05-08T15:17:00.002+02:00</published><updated>2011-05-08T15:27:02.672+02:00</updated><title type='text'>"Nagie wiersze" - Krystyna Gucewicz</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-YsmGw5CLnmo/TcaaF4HrtbI/AAAAAAAAAWI/Tf4eKY-liWc/s1600/191255.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 201px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-YsmGw5CLnmo/TcaaF4HrtbI/AAAAAAAAAWI/Tf4eKY-liWc/s320/191255.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604336212063794610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Krystyna Gucewicz&lt;br /&gt;Tytuł: "Nagie wiersze"&lt;br /&gt;Liczba stron: 127&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Jakoś tak&lt;br /&gt;tuż po czwartej&lt;br /&gt;przysiadł na drabinie&lt;br /&gt;Anioł Melancholii.&lt;br /&gt;I machał nogami”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/cytat z wiersza ”Anioł na drabinie”/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok tomiku Krystyny Gucewicz nie da się przejść obojętnie. Myślę, że ze względu na szatę graficzną, przyciąga zarówno damskie jak i męskie spojrzenia. Biorąc pod uwagę tę piękną i niezwykle kobiecą okładkę, śmiało można założyć, że wnętrze także dostarcza wielu estetycznych doznań. I tak też w istocie jest. Słowa wierszy wpisane w kobiece ciało w pełni oddają charakter liryków, które znajdują się w tomiku „Nagie wiersze”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie są to wiersze tylko o miłości, chociaż to ona głównie przewija się gdzieś między linijkami większości liryków. Czy otwarcie się do tego przyznajemy czy nie, to wokół niej przecież krąży mały świat każdego z nas. Ten wciąż niezidentyfikowany obiekt ludzkich nadziei, szczęścia czy cierpienia stale dostarcza umysłowi i sercu najsilniejszych emocji. Zaś miłość przenikająca kobiece źrenice zdaje się być tą, która doskwiera mocniej, osiada głębiej. Któż nie jak kobieta posiada dar nadmiernych analiz, odgrzewania starych myśli, rozdrapywania ran. I właśnie o tych wszystkich powracających emocjach, o słodkich oraz gorzkich chwilach, z miłosną refleksją w tle, pisze w swoich wierszach poetka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie brak też gorzkiej refleksji o straconym czasie, trwaniu w złudzeniach i imitacji codzienności. Wiele z wierszy zdaje się być rozrachunkiem z przeszłością, próbą ukojenia bólu po stracie bliskiej osoby, zamknięciem pewnego rozdziału. Zza tych pełnych melancholii wierszy prześwituje jednak blask nadziei, słowa szukają sensu trwania tu i teraz, czekania na to, co jeszcze przed nami. Bezradność, ulotność oraz kruchość ludzkiego życia skłania poetkę to zatrzymania się, do szukania szczęścia i spokoju w małych, prozaicznych rzeczach, do odwzajemnienia odbijającego się w lustrze uśmiechu życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tomiku odnaleźć możemy także wiele refleksji na temat życia i śmierci, popełnionych jednak z dystansem, a nawet i z lekkim humorem. W jednym z wierszy poetka rozmawia z niebieskim celnikiem, tłumacząc się z jedynego grzechu jaki popełniła, grzechu miłości do świata. Rozrachunek z samym sobą zdaj się więc być najlepszą przepustką do życia wiecznego. Bardzo często poetka odnosi się także do ‘kresu’, do nieuchwytnego punktu pomiędzy tu i teraz a tam i potem. Są to liryki nasiąknięte nostalgią, smutkiem, a może nawet i strachem. Przygnębiające, ale też oczyszczające i kojące niektóre egzystencjalne troski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo łatwo odnaleźć się w wierszach poetki, przenieść jej słowa do swojego życia. Myślę, że nie będzie niestosownym kiedy powiem, że są one bardzo uniwersalne, bardzo ogólne. Nie znaczy to jednak, że są banalne i przewidywalne. Prostota w bardzo wielu przypadkach staje się ich największą zaletą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tomiku „Nagie wiersze” powrócę pewnie jeszcze nie raz. Bardzo lubię poezję, tę nieproporcjonalną ilość słów do przekazu, ten minimalizm myśli, zazwyczaj tak prosty i dosadny. Polecam wszystkim, a szczególnie co wrażliwszym duszom, które Anioł Melancholii odwiedza szczególnie często  ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tytułowa nagość ? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Nagość&lt;br /&gt;jest nieśmiałą prawdą&lt;br /&gt;o mnie w tobie”&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;/ cytat z wiersza „Nagość” / &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2965732108101977638?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2965732108101977638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/05/nagie-wiersze-krystyna-gucewicz.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2965732108101977638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2965732108101977638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/05/nagie-wiersze-krystyna-gucewicz.html' title='&quot;Nagie wiersze&quot; - Krystyna Gucewicz'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-YsmGw5CLnmo/TcaaF4HrtbI/AAAAAAAAAWI/Tf4eKY-liWc/s72-c/191255.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-8792850500231384444</id><published>2011-05-06T12:46:00.004+02:00</published><updated>2011-05-06T13:01:17.239+02:00</updated><title type='text'>Post numer 100 !</title><content type='html'>Niedawno zauważyłam, że zbliżam się do magicznej liczby sto. Postanowiłam więc zachować sobie ten wyjątkowy post na parę własnych przemyśleń. Od jakiegoś czasu męczyła mnie bowiem kwestia tego, jak bardzo zmieniają się moje poglądy na temat danych książek, czy też literatury w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję, że zaczęłam pisać bloga ot tak sobie, żeby spróbować, zobaczyć jak to jest, sprawdzić na jak długo starczy mi sił i zapału. Nie miałam wtedy zbyt dużego rozeznania w literaturze, wciąż szukałam, wciąż błądziłam. Teraz blog jest czymś naturalnym, czymś co po prostu jest, coś nad czym nie muszę się zastanawiać. Tak samo jak codziennie wstawanie, tak samo wchodzenie na bloga, pisanie notek o przeczytanych książkach, czytanie innych blogów, weszło mi po prostu w krew. Nie wyobrażam sobie, aby pewnego dnia jakiś podstępny chochlik zniszczył to wszystko, co tu napisałam ( bardzo często miałam takie myśli, że pewnego dnia wpiszę mój adres a tam .... błąd, pustka, przepaść ;) ) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, lubię to całe blogowanie, to dzielenie się swoimi przemyśleniami, tą ciekawość co też znajdę danego dnia na innych blogach ;) Ale tu pojawia się moje małe zmartwienie. Co począć z własnymi recenzjami, które straciły już nieco na ważności ? Z pewnością nie zachwyciłabym się już  książkami pana J. Wiśniewskiego, którego to twórczość bardzo lubiłam jeszcze na początku swojej blogowej przygody. Oczywiście to tylko przykład, pewnie znalazło by się także parę innych takich książek czy też autorów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając danego bloga bardzo łatwo wyrobić sobie zdanie na temat jego autora, jego czytelniczej postawy, upodobań oraz poglądów. Na ile jednak są one ważne, a raczej na jak długo? Z każdą przeczytaną książką jesteśmy o krok do przodu, co więc począć z tą całą książkową przeszłością ? Zostawić i nie myśleć o tym, że teraz myślimy inaczej ? ;)  Zapewne nikt z was nie powraca już do starych recenzji i ich nie zmienia, w końcu notka na blogu to właśnie chwila luźnych przemyśleń, była, minęła i za chwilę będzie kolejna. Czasem jednak nie daje mi spokoju fakt, że przecież teraz jest już inaczej, teraz o niektórych książkach napisałabym coś zupełnie innego. No, ale to chyba takie kółeczko bez wyjścia. Czy ktoś z was zna może jakiś złoty środek na moje rozterki ? ;)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Post numer 100 chyba nie jest jakimś wielkim osiągnięciem. Osobiście jednak bardzo się z niego cieszę i chociaż nigdy nie obchodziłam blogowych urodzin, ten moment postanowiłam uczcić ;) Nie myślałam, że tak długo uda mi się tu zagościć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim, którzy poświęcają swój skrawek czasu, żeby tu zajrzeć, przeczytać oraz napisać własne zdanie ;) &lt;br /&gt;To dla mnie niesamowita radość i motywacja !  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ładne podsumowanie mojego jakże rzadkiego, prywatnego posta numer 100, cieszący oczy mini stosik :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-HjNgGSLTHmM/TcPUFC-FpRI/AAAAAAAAAWA/hK0Pxw-KhhQ/s1600/IMG_0122.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-HjNgGSLTHmM/TcPUFC-FpRI/AAAAAAAAAWA/hK0Pxw-KhhQ/s400/IMG_0122.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603555544540751122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S Z tej okazji zmieniłam także nazwę bloga, żeby była taka sama jak adres ;) &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-8792850500231384444?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/8792850500231384444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/05/post-numer-100.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8792850500231384444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8792850500231384444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/05/post-numer-100.html' title='Post numer 100 !'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-HjNgGSLTHmM/TcPUFC-FpRI/AAAAAAAAAWA/hK0Pxw-KhhQ/s72-c/IMG_0122.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4769942419083446411</id><published>2011-04-30T20:22:00.006+02:00</published><updated>2011-04-30T20:43:40.309+02:00</updated><title type='text'>Kelly Keaton - "Z ciemnością jej do twarzy"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Wpyjq4MV2Vo/TbxVxJYh50I/AAAAAAAAAVE/lvs_9oSjIQQ/s1600/z-ciemnoscia-jej-do-twarzy-bprod61040094.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Wpyjq4MV2Vo/TbxVxJYh50I/AAAAAAAAAVE/lvs_9oSjIQQ/s320/z-ciemnoscia-jej-do-twarzy-bprod61040094.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601446339362809666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł : "Z ciemnością jej do twarzy"&lt;br /&gt;Autor : Kelly Keaton&lt;br /&gt;Liczba stron : 257&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;         Pisanie książek dla młodzieży w czasach kiedy młodzi ludzie coraz częściej wybierają inne, w ich mniemaniu o wiele bardziej interesujące rozrywki niż czytanie książek, to sztuka niełatwa. Zdaje się jednak, że pomimo tych pesymistycznych wizji, fantastyka jest gatunkiem, po który sięgają oni najczęściej i najchętniej. Seria przygód Harrego Pottera czy niedawny sukces cyklu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zmierzch&lt;/span&gt; okazały się książkami, w których zaczytywał się niemal cały świat. I co ciekawe, obok młodzieży, chętnie sięgali po nie także dorośli. Gdy więc do świata nadprzyrodzonych mocy dołożymy elementy horroru czy romansu, sukces takiej powieści wydaje się niemal pewny.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już niedługo w polskich księgarń zagości książka, która wprowadzi powiew świeżości na półki z powieściami dla młodzieży. 5 maja będzie miała miejsce premiera powieści &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Z ciemnością jej do twarzy&lt;/span&gt;, autorstwa Kelly Keaton, amerykańskiej pisarki, której twórczość była do tej pory polskiemu czytelnikowi nieznana. Autorka postanowiła połączyć tak częsty wśród młodzieży problem „inności” oraz kształtowania się własnej tożsamości, z elementami fantastyki, wampiryzmu, romansu oraz mitologii. Wszystkie składniki podane zostały z umiarem i w rozsądnych ilościach, co sprawia, że nowość jaką będzie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Z ciemnością jej do twarzy&lt;/span&gt;  w pełni zasługuje na to określenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tytułowego świata ciemności wkraczamy małymi kroczkami. Na początku poznajemy główną bohaterkę książki, siedemnastoletnią Ari, dziewczynę o niezwykłych włosach i elektryzujących, zielonych oczach. Nie trudno się domyślić, że odstaje ona od grupy rówieśników, którzy dostrzegają odmienność swojej koleżanki. Ari wyróżnia się nie tylko wyglądem zewnętrznym, jak na swój wiek, jest dziewczyną bardzo dojrzałą i mądrą. Wiedząc, że wychowujący ją Bruce i Casey nie są jej biologicznymi rodzicami, Ari postanawia dowiedzieć się kim byli jej prawdziwy rodzice i jaka tajemnica skrywa się za jej niespotykanym wyglądem. Okazuje się, że miejscem, które może umożliwić jej poznanie swoich korzeni oraz klątwy, która na niej ciąży, jest Nowy Orlean, zwany również Nowy 2, miejsce przeklęte i słynące z nadprzyrodzonych zdarzeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powoli na kartach powieści zaczynają pojawiać się kolejne tajemnicze postaci. Ari ociera się o śmierć, kiedy po walce z dziwnym stworem nagle z pomocą przychodzi jej Crank, trzynastoletnia dziewczyna ofiarująca transport do Nowego 2 a także nocleg w swoim domu. Ari bardzo szybko przekonuje się, że dom, do którego została sprowadzona nie jest typowym, rodzinnym domem. Mieszkają w nim osoby, które połączyła „inność”. Ari znajduje wśród nich przyjazną duszę, Sebastiana, z którym podąża śladami własnej przeszłości, a także odkrywa piękno pierwszej miłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdarzenia nabierają tempa, Ari przenosi się z miejsca na miejsce, tajemnicze moce targają jej myślami, wydarzenia podsuwają przed oczy kolejne elementy układanki, które pomału ujawniają imię wroga. Ari zostaje wystawiona na próbę, zaczyna walczyć o swoją przyszłość, pragnie zmienić bieg klątwy. W jej zielonych oczach błyszczy chęć zemsty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główna bohaterka książki, Ari, z pewnością zjedna sobie sympatię wielu czytelników. Jest osobą, która dla wielu nastolatków stać się może wzorem do naśladowania. Autorka obdarzyła ją odwagą, determinacją, mądrością, ale także wrażliwością i empatią. Wykreowała postać buntowniczki z dobrym sercem. Towarzyszymy jej w istnym maratonie wydarzeń, w którym pokonuje swoje własne bariery, stawia czoło złu, nie zapominając jednocześnie o przyjaciołach i bliskich osobach. Do tego lubi sobie czasem poprzeklinać ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejną rzeczą, obok wykreowania postaci Ari, która przemawia na korzyść książki jest jej zakończenie. Ostatnia strona powieści nie rozczarowuje, nie niszczy całej historii zbyt łatwym i słodkim rozwiązaniem. Pozostawia jednak czytelnika z nadzieją, że już wkrótce będzie miał okazje przeczytać dalszą część przygód Ari. Sytuacja, w jakiej znajduje się główna bohaterka kiedy czytamy ostatnie zdania powieści, jest punktem, który wróży naprawdę ciekawą kontynuację. Przyznam szczerze, że właśnie to otwarte zakończenie podobało mi się najbardziej. Najważniejsze rzeczy zostały wyjaśnione, pozostawiając jednocześnie wiele pytań bez odpowiedzi. Autorka buduje napięcie przez całą powieść, by na końcu pozostawić czytelnika na samym jego szczycie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a -cfw9ojopqsc="" 4.bp.blogspot.com="" 8sodiusxwfs="" aaaaaaaaau4="" href="http://www.znak.com.pl/" imageanchor="1" s1600="" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" tbxo8jn0bgi="" znak_emotikon%25282%2529.jpg=""&gt;&lt;img border="0" height="48" src="http://4.bp.blogspot.com/-cFW9OjOPQsc/TbXO8Jn0bGI/AAAAAAAAAU4/8sODIuSxWfs/s320/znak_emotikon%25282%2529.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka otrzymałam od wydawnictwa Znak, które pod nową marką Znak Emotikon promuje literaturę dla dzieci i młodzieży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla wszystkich posiadaczy facebooka utworzono także profil „Z ciemnością nam do twarzy”, na którym pojawią się liczne konkursy, promocje oraz informacje o kolejnych książkach. Zapraszam wszystkich zainteresowanych ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4769942419083446411?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4769942419083446411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/04/kelly-keaton-z-ciemnoscia-jej-do-twarzy.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4769942419083446411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4769942419083446411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/04/kelly-keaton-z-ciemnoscia-jej-do-twarzy.html' title='Kelly Keaton - &quot;Z ciemnością jej do twarzy&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Wpyjq4MV2Vo/TbxVxJYh50I/AAAAAAAAAVE/lvs_9oSjIQQ/s72-c/z-ciemnoscia-jej-do-twarzy-bprod61040094.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1138264106618440410</id><published>2011-04-16T19:40:00.005+02:00</published><updated>2011-04-16T20:18:27.470+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='M. Vargas LLosa'/><title type='text'>Mario Vargas Llosa - "Pochwała macochy"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-W3RTU2RYflE/TanVTPWsqrI/AAAAAAAAAUw/5stxBwihiYs/s1600/pochwala-macochy_llosa.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-W3RTU2RYflE/TanVTPWsqrI/AAAAAAAAAUw/5stxBwihiYs/s320/pochwala-macochy_llosa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5596238538500516530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Mario Vargas Llosa&lt;br /&gt;Tytuł: "Pochwała macochy"&lt;br /&gt;Liczba stron: 188&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;         Przeczytałam „Pochwałę macochy” jakiś tydzień temu, zdążyłam więc nieco ochłonąć po tym, co zaserwował moim oczom oraz psychice pan Llosa. To prawda, ta powieść naprawdę jest zbyt rozpasana, perwersyjna i wyuzdana. Od siebie dodałabym jeszcze, że jest dość niesmaczna. Skusiły mnie oczywiście znajdujące się na okładce książki hasła &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Tę powieść powinno się spalić. Nie czytaj jej. Odłóż ją na półkę.&lt;/span&gt;” Pomyślałam sobie, że przecież nie ma takiej historii, która zapisana na kartkach papieru, mogłaby wzbudzić we mnie jakiekolwiek wstręt czy obrzydzenie. A jednak się pomyliłam. Nie oznacza to jednak, że żałuję, że po nią sięgnęłam, ależ nie, wręcz przeciwnie, była to dość ciekawa literacka przygoda ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka ma bardzo interesującą formę. Główny wątek powieści, na który składa się historia trójki bohaterów, don Rigoberta, jego żony doni Lukrecji oraz Fonsita, syna don Rigoberta z pierwszego małżeństwa, przeplata się z rozdziałami, w których znajdujemy ilustracje obrazów adekwatnych do głównego wątku powieści, wraz z obszernymi opisami. Obrazy oraz towarzyszące im analizy uzupełniają całą historię, dodatkowo jeszcze bardziej nasycając całość kipiącym już zewsząd erotyzmem. Ten z kolei traci swoją delikatność oraz subtelność, gdy zaczyna pojawiać się w relacjach pomiędzy macochą a jej pasierbem. Fonsito ciekawy świata, mały chłopiec, niespodziewanie zakochuje się w don Lukrecji. Jest to oczywiście pierwsza miłość Fonsita, pierwsza chłopięca fascynacja, która powoli zaczyna przeradzać się w romans z własną macochą. Donia Lukrecja zaś, kobieta dojrzała, po czterdziestce, zdaje się na nowo przeżywać miłosne uniesienia czerpiąc satysfakcję z aktów adoracji małego chłopca. Wszystko ma jednak swoje granice, które w swojej powieści Llosa gwałtownie przekracza, puszczając wszelkie hamulce i odstawiając gdzieś w kąt poczucie przyzwoitości. Nie można jednak nie zauważyć, że w całym tym szale wyobraźni, autor zostawił sobie małą furtkę, która usprawiedliwia poniekąd jego zuchwałe czyny. Bo jak czytamy na okładce książki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Mario Vargas Llosa musiał pisać tę książkę z uśmieszkiem wyrafinowanego oszusta, którego nic tak nie cieszy jak naciąganie czytelnika.”  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojawia się jednak pytanie po co to wszystko, skąd pomysł na taką fabułę ? Z chęci pokazania czegoś nowego, zakazanego, o czym nikt wcześniej nie odważył się napisać ? Czy kryje się za tym coś więcej ? Akceptuję wersję, jakoby celem autora było pokazanie, że młodość, nawet ta bardzo wczesna, nie zawsze idzie w parze w niewinnością. Napisałam, że akceptuję, bo pomimo wszystko nie do końca mnie ta interpretacja satysfakcjonuje. Myślę, że po skończeniu książki, jedyne co pozostaje w głowie czytelnika to sceny z erotycznego życia macochy i pasierba, które skutecznie spychają wszelkie mądre interpretacje na drugi plan. No chyba, że tylko ja jestem jakimś ukrytym zboczeńcem ;) Jedno trzeba jednak Llosie przyznać, zaciekawił, zachęcił, a dodatkowo zrobił to w taki sposób, że już chyba do końca życia będę pamiętać o czym była „Pochwała macochy”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo całego mojego zniesmaczenia, zachęcam do przeczytania. Wachlarz emocji gwarantowany ! ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1138264106618440410?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1138264106618440410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/04/mario-vargas-llosa-pochwaa-macochy.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1138264106618440410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1138264106618440410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/04/mario-vargas-llosa-pochwaa-macochy.html' title='Mario Vargas Llosa - &quot;Pochwała macochy&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-W3RTU2RYflE/TanVTPWsqrI/AAAAAAAAAUw/5stxBwihiYs/s72-c/pochwala-macochy_llosa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1731830934207697736</id><published>2011-04-07T23:42:00.000+02:00</published><updated>2011-10-10T13:30:41.281+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><title type='text'>Archipelag odsłona 4</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/" target="_blank"&gt;&lt;img src="http://strony.toya.net.pl/~ranmar/herbatniki/archipelag-ban.jpg" alt="ARCHIPELAG" border="0"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tematem przewodnim kolejnego numeru Archipelagu jest PRZEMIJANIE. &lt;br /&gt;Zachęcam do zapoznania się z jego, jak zawsze, bogatym wnętrzem ;) &lt;br /&gt;Przeczytać można m.in o : &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Koniec epoki cudów. O przemijaniu dzieciństwa w literaturze&lt;br /&gt;- W cieniu przemijającego piękna O przemijaniu w japońskiej literaturze&lt;br /&gt;- Hans Fallada — Samotny jako człowiek i jako pisarz&lt;br /&gt;- Dotykając niemożliwego — system pisania Louisa Braille’a&lt;br /&gt;- Dziewczyna z Bostonu - Sylvia Plath&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tego, jak zawsze, recenzje książek wydanych w Polsce oraz zagranicą, m.in. :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Julio Cortazar - Wielkie wygrane&lt;br /&gt;- Herman Melville - Moby Dick&lt;br /&gt;- Orhan Pamuk - Cevdet Bej i synowie&lt;br /&gt;- Horst Bienek - Pierwsza polka&lt;br /&gt;- Barbara Demick - Nothing to Envy&lt;br /&gt;- Michel Houllebecq - La carte et le territoire&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę miłej lektury ! ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1731830934207697736?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1731830934207697736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/04/archipelag-odsona-4.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1731830934207697736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1731830934207697736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/04/archipelag-odsona-4.html' title='Archipelag odsłona 4'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6519061638586991023</id><published>2011-04-02T15:13:00.004+02:00</published><updated>2011-04-03T13:39:46.142+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vladimir Nabokov'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='. książkowe nabytki'/><title type='text'>Vladimir Nabokov - "Przezroczyste przedmioty"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Pk6vHBAmwec/TZciDNAyuuI/AAAAAAAAAUo/lwIYrN9qJF4/s1600/przezroczyste-przedmioty-bprod59660140.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Pk6vHBAmwec/TZciDNAyuuI/AAAAAAAAAUo/lwIYrN9qJF4/s320/przezroczyste-przedmioty-bprod59660140.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5590974900831697634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Vladimir Nabokov&lt;br /&gt;Tytuł: "Przezroczyste przedmioty"&lt;br /&gt;Liczba stron: 125&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Dzieła rąk ludzkich, jak i dzieła natury, same w sobie bezczynne, lecz ustawicznie używane przez nonszalancki czas” &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubi namieszać ten Nabokov, oj lubi. Sprytnie zaciąga czytelnika w grę, której za każdym razem okazuje się niekwestionowanym zwycięzcą. Najpierw dyskretnie wprowadza  w stworzony przez siebie świat, już od pierwszego zdania dając do zrozumienia, że nie będzie łatwo i nie wszystko będzie jasne i oczywiste. Potem chwyta słowa, rozkłada je na malutkie kawałeczki, żongluje, podstępnie przerabia, zamienia, wywraca do góry nogami, by w końcu zostawić biednego czytelnika na pustej planszy. Ani się obejrzysz, a znowu przegrałeś ;) Muszę jednak przyznać, że jest to najlepsza przegrana jaka może się przytrafić. Nie tylko dlatego, że przegrywasz z samym mistrzem słowa, ale dlatego, że przegrana ta utwierdza Cię w przekonaniu, że właśnie skończyłeś czytać książkę, która warta była każdego strąconego pionka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przedmioty przezroczyste” to przedostatnia powieść Vladimira Nabokova, wydana w 1972 roku. Przedstawiona w niej historia zdaje się być stosunkowo prosta. Już na samym początku poznajemy głównego bohatera całego widowiska, którego imię oraz nazwisko oczywiście nie może być przypadkowe. Hugo Persona, bo tak nazywa się „nasza persona” przyjeżdża po raz czwarty do górskiego uzdrowiska w Szwajcarii. Nie trudno się domyślić, że przywiodły go tu dawne wspomnienia, przeszłość, którą powoli, krok po kroczku poznajemy. Motyw przewodni – przedmioty przezroczyste – przenosi nas na drugi poziom całej powieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Gdy my koncentrujemy się na dowolnym obiekcie materialnym, obojętne gdzie umieszczonym, sam akt skupienia uwagi może nas doprowadzić do mimowolnego zapadnięcia się w historię tegoż obiektu. Nowicjusze muszą się nauczyć ślizgać po powierzchni materii, jeżeli chcą, aby materia trwała dokładnie na poziomie chwili obecnej. Ech, rzeczy przezroczyste, przez które prześwituje przeszłość!”&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne każdy z nas zastanawiał się chociaż przez chwilę nad jakimś przedmiotem, nad jego historią, nad tym ile osób i czasu było potrzebne, aby go stworzyć, powołać do życia. Przedmioty przezroczyste to te, przez które potrafimy dostrzec ich historię. Narrator powieści, który do samego końca pozostaje zagadką, patrząc na ołówek zabiera czytelnika w podróż do przeszłości, do miejsca gdzie powstał grafit, do lasu, z którego pochodzi drewniana oprawa ołówka. Swego rodzaju prześwietleniu poddane zostaje także życie naszego bohatera, Hugona. Jego pierwszy przyjazd do Szwajcarii z ojcem, praca w wydawnictwie, miłość spotkana w pociągu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narrator, jak zwykle ma to miejsce w powieściach Nabokova, bawi się formami przekazu, oddaje głos osobom z otoczenia Hugona, wtrąca swoje komentarze, do końca ukrywając swoją tożsamość. Miłośnicy prozy Nabokova odnajdą w książce także nawiązania do jego poprzednich powieści. Wątek zakazanej miłości, tak dobrze znany z Lolity, w nieco dyskretniejszej formie pojawia się także w „Przedmiotach przezroczystych”. Jest jednak wątkiem pobocznym, nie dotyczy bowiem Hugona, a pana R., z którym współpracuje Hugon. Wiele do powiedzenia miałby także sam Freud, gdyż problemy ze snem, które męczą od dzieciństwa Hugona, powracają także w jego dorosłym życiu. Sposobem na radzenie sobie z bezsennością w dzieciństwie było wyobrażanie sobie gry w tenisa, wizja ta uspokajała Hugona i gwarantowała mu głęboki sen. Niestety, problemy powróciły, a wraz z nimi dziwne sny, które przyczyniły się do wielkiej tragedii naszego bohatera. Tragedii, która sprawiła, że zjawił się on w Szwajcarii po raz czwarty, ostatni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielowarstwowość powieści Nabokova sprawia, że wiele rzeczy umyka podczas pierwszego czytania. Bardzo pomocne okazuje się posłowie Leszka Engelkinga, zamieszone na końcu książki. To przeładowanie symboli, motywów oraz tematów, jakie poruszył w tej stosunkowo krótkiej powieści Nabokov, przerosło moje możliwości interpretacyjne. Każde zdanie okazuje się istotne, każda zmiana narratora, każde wtrącenie, każda uwaga. Trudno także znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie, o czym tak naprawdę jest ta książka ? O skrywanych pragnieniach, mijającym czasie, o życiu i śmierci, o przezroczystości naszego istnienia ? Zastanawiać się można bez końca, układając w głowie szereg możliwych rozwiązań i ustawień. Ale cóż, gra z Nabokovem nigdy nie należy do łatwych ;)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytaty : Nabokov Vladimir, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przezroczyste przedmioty&lt;/span&gt;, wyd. Muza 2011&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6519061638586991023?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6519061638586991023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/04/vladimir-nabokov-przezroczyste.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6519061638586991023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6519061638586991023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/04/vladimir-nabokov-przezroczyste.html' title='Vladimir Nabokov - &quot;Przezroczyste przedmioty&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Pk6vHBAmwec/TZciDNAyuuI/AAAAAAAAAUo/lwIYrN9qJF4/s72-c/przezroczyste-przedmioty-bprod59660140.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2982412844753633301</id><published>2011-03-13T20:51:00.011+01:00</published><updated>2011-03-17T22:36:08.281+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ian McEwan'/><title type='text'>Ian McEwan - "Betonowy ogród"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0ksETZ_nZtQ/TX0l0-To0uI/AAAAAAAAAUg/qh9Z7kPaLWw/s1600/betonowy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 311px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-0ksETZ_nZtQ/TX0l0-To0uI/AAAAAAAAAUg/qh9Z7kPaLWw/s320/betonowy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583660705018073826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Autor : Ian McEwan&lt;br /&gt;Tytuł : "Betonowy ogród"&lt;br /&gt;Liczba stron : 197&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po książkę &lt;em&gt;Betonowy ogród&lt;/em&gt; sięgnęłam nie wiedząc o niej prawie nic. Wabikiem był jedynie opis znajdujący się na okładce książki :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Betonowy ogród&lt;/span&gt; to gęsta, intensywna opowieść o czwórce dzieci, które po odejściu rodziców stopniowo przejmują ich role. Zawieszone pomiędzy światem dzieciństwa i dorosłości dryfują przez dni sennego, upalnego lata. W pełnej erotycznego napięcia atmosferze odizolowanego domu dojrzewają do własnej tożsamości, odkrywają seksualność i próbują odnaleźć się w relacjach z sobą i światem." &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czemu od tego zaczynam ? Bo bardzo dobrze się stało, że nie wiedziałam nic o fabule, którą skrywa książka. Kluczowym dla całej powieści jest jedno wydarzenie, które powinno pozostać dla każdego tajemnicą zanim sięgnie po książkę. W nim bowiem tkwi całe zaskoczenie, towarzyszące mu oburzenie i wewnętrzny sprzeciw. Wokół niego także rośnie napięcie, które narasta z każdym kolejnym rozdziałem. Gdybym wiedziała od początku, co też nasi bohaterowie  planują, czego się dopuszczą, tak ważny w tym wypadku element zaskoczenia przepadłby bezpowrotnie. Bo zamknięcie tego nieludzkiego aktu w jednym zdaniu nigdy nie odda tego, jak przedstawione ono zostało w książce. Zdaje sobie jednak sprawę, że &lt;em&gt;Betonowy ogród&lt;/em&gt; jest powieścią dość popularną, wzbudzającą wiele kontrowersji, odważną, a jak wiadomo, o takich książkach bardzo często się słyszy i dyskutuje, dlatego też pewnie nie zdołam już nikogo uchronić przed skrywaną w niej tajemnicą. Jest jednak kilka rzeczy, o których można a nawet należy powiedzieć. Wydarzenie, o którym wspomniałam, pociąga bowiem za sobą szereg zdarzeń mających ogromne znaczenie dla bohaterów książki.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwórka rodzeństwa, Julia, Sue, Tom i Jack, próbują ponownie odtworzyć rodzinę, której dwa główne filary bezpowrotnie upadły. Świeży podmuch wolności, jaki zawitał w progi domu po śmierci rodziców, bardzo szybko przeradza się w smród nie do zniesienia. Zdaje się, że odór jaki unosi się w domu, znieczula całą czwórkę, która pomimo wielkiej straty zdaje się funkcjonować zupełnie normalnie, jakby nic się nie stało. Julia, najstarsza z rodzeństwa przejmuje rolę matki, biorąc pod swoje pseudo-matczyne skrzydła najmłodszego Toma. Ten zaś, dopiero co kształtujący swoją osobowość miota się pomiędzy noszeniem spódniczek a spodni. Jack, który prowadzi całą narrację, z pożądaniem spogląda na Julię, onanizując się po każdym bliższym kontakcie z siostrą. W domu, do którego wkraczamy zdecydowanie coś jest nie tak. Czwórka młodych ludzi narzucających sobie obce role, igrających z własną osobowością, a do tego erotycznie się wyniszczających to rzecz, obok której nie da się przejść obojętnie. Opisy ich codziennego życia, potrzeba akceptacji i miłości oraz jednoczesne emocjonalne zagubienie, wzbudzają zarówno przerażenie jak i współczucie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co wyróżnia książkę to język, którym posługuje się autor, dosadny i pozbawiony &lt;br /&gt;nacechowanego emocjami słownictwa wzbogaca siłę przekazu. Nie ma zbędnego owijania &lt;br /&gt;w bawełnę, nie ma pięknych metafor, świat jest jaki jest, a bardzo często przypomina &lt;br /&gt;po prostu tytułowy beton. Szary, zimny, pocierany oddaje w powietrze chmurę kurzu, która powoli osiada na wszystkich ludzkich uczuciach, uniemożliwiając jasną ocenę zdarzeń i szersze spojrzenie na świat. Beton miał być dla czwórki rodzeństwa początkiem nowego, lepszego życia, a stał się przyczyną ich upadku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam wszystkim, zarówno tym, którzy wiedzą nieco więcej o książce, jak i tym, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać fabuły &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Betonowego ogrodu&lt;/span&gt;. O tej książce po prostu nie da się nie myśleć i niestety/stety nie da się również zapomnieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2982412844753633301?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2982412844753633301/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/03/ian-mcewan-betonowy-ogrod.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2982412844753633301'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2982412844753633301'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/03/ian-mcewan-betonowy-ogrod.html' title='Ian McEwan - &quot;Betonowy ogród&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-0ksETZ_nZtQ/TX0l0-To0uI/AAAAAAAAAUg/qh9Z7kPaLWw/s72-c/betonowy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1138486644319885284</id><published>2011-02-26T00:13:00.003+01:00</published><updated>2011-02-26T00:20:36.452+01:00</updated><title type='text'>Jakub Małecki - "Dżozef"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-G1jCGcEq6LI/TWg4rjU9w6I/AAAAAAAAAUY/blTW9RiQhQc/s1600/MaleckiDzozef-ost.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-G1jCGcEq6LI/TWg4rjU9w6I/AAAAAAAAAUY/blTW9RiQhQc/s320/MaleckiDzozef-ost.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577770459367064482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Jakub Małecki&lt;br /&gt;Tytuł : "Dżozef"&lt;br /&gt;Liczba stron : 379&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwny twór z tego „Dżozefa”. Dziwny literacko, bo czyż mieszanie klasyki, fantastyki oraz podwórkowego żargonu to aby na pewno dobry pomysł ? Wydawać by się mogło, że nie koniecznie, a jednak przyznać trzeba, że Jakub Małecki podołał temu zadaniu. Na dodatek, jest w tej stworzonej dziwności coś ponadprzeciętnego, coś co wciąga i sprawia, że lektura „Dżozefa” to czysta przyjemność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można powiedzieć, że Grzesio Bednar, główny bohater książki, to człowiek z sąsiedztwa. Ukończenie szkoły zawodowej i brak perspektyw na przyszłość czynią go smutnym uosobieniem wszystkie tego, co polskie. Grzesio to prosty chłopak, lubi sobie trochę ponarzekać, czasem dobitnie przekląć. Nie jest jednak głupi, być może nie grzeszy elokwencją, za to z całą pewnością bawi poczuciem humoru, dystansem i wyczuciem sytuacji, przez co wygłaszane przez niego komentarze to czysta uczta błyskotliwej ironii. Okazją, by bliżej poznać życie Grzesia jest jego niefortunny wypadek kiedy to na ulicy, w zamian za telefon, Grzesio dostaje prezent w postaci złamanego nosa. Prezent ten to jednak istna Puszka Pandory. Po złamanym nosie przychodzi czas na wizytę w szpitalu, stratę pracy, a niedługo potem odejście dziewczyny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W całym tym smutku towarzyszą Grzesiowi koledzy ze szpitalnej sali, Kurz, Maruda oraz Czwarty. To, co z początku łączy całą czwórkę, to wspólne oglądanie telewizji oraz narzekanie na szpitalne warunki i jedzenie. Od grupy odstaje jednak Czwarty, który zafascynowany twórczością Josepha Conrada, wciąż pochłania jego książki. Z czasem proza Conrada zaczyna wpływać także na pozostałych mężczyzn. Wkracza w ich życie  niespodziewanie, pod dość osobliwą postacią, w dodatku pociągając za sobą szereg dziwnych zdarzeń. Do tego drugiego świata salowi towarzysze wprowadzeni zostają przez opowiadania Czwartego, który w gorączkowych powijakach snuje tajemniczą, wręcz baśniową historię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tej chwili do czynienia mamy z dwoma zupełnie różnymi narracjami, różnym środowiskiem oraz bohaterami. Poznajemy także, kim jest okładkowy kozioł, co takiego uczynił i jak wpłynął na życie małego Stasia. Przeskakiwanie pomiędzy tymi dwoma światami to zabieg nieco dziwny, aczkolwiek bardzo udany. Elementem łączącym oba światy jest proza Conrada. Czwarty rozpływa się nad każdą linijką napisaną przez autora „Jądra ciemności”. W pewnej chwili jednak nie wiemy, czy wszystko to, co opowiada, to prawda czy istne szaleństwo. To ostatnie dopada z kolei Grzesia, który ma wrażenie, że szpital zaczyna się kurczyć, łóżka znikają a szpitalne sale stają się coraz mniejsze. Razem z Kurzem zaczynają się zastanawiać co się dzieje i czy ma to jakiś związek z opowiadaną przez Czwartego historią. Wszystko jednak ma swoją przyczynę i skutek, o czym dowiemy się, gdy tylko dobrniemy do końca powieści „ Dżozef”.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zamyśle autora pomiędzy dwoma odrębnymi narracjami kryć się miała także mała lekcja, po odszyfrowaniu której, nasze życie, podobnie jak życie bohaterów książki, powinno zostać nieco przewartościowane. Niestety, mam wrażenie, że zabieg ten nieco nadszarpnął całością. Bo o ile połączenie fantastyki, klasyki i dresiarskiego żargonu sprawdziło się wyśmienicie, o tyle dodany do tego jeszcze wątek miłosny oraz moralizatorski nieco mi zawadzał. W końcu, co za dużo to niezdrowo ;) Nie zmienia to jednak faktu, że autorowi należą się brawa za pomysł, kreację bohaterów oraz ich dialogi. Grzesia po prostu nie da się nie polubić. Całość zaś czyta się z dużym zainteresowaniem, a strony znikają równie szybko co szpitalne sale w oczach naszego Grzesia ;)     &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1138486644319885284?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1138486644319885284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/02/jakub-maecki-dzozef.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1138486644319885284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1138486644319885284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/02/jakub-maecki-dzozef.html' title='Jakub Małecki - &quot;Dżozef&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-G1jCGcEq6LI/TWg4rjU9w6I/AAAAAAAAAUY/blTW9RiQhQc/s72-c/MaleckiDzozef-ost.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4180164978912954040</id><published>2011-02-13T13:44:00.003+01:00</published><updated>2011-02-13T13:56:03.633+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='M. Vargas LLosa'/><title type='text'>"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" - M. Vargas LLosa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-62PjMVolK_I/TVfS9mkhmSI/AAAAAAAAAUQ/uQsYfTcJk5E/s1600/szelmostwa_niegrzecznej_dziewczynki.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 280px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-62PjMVolK_I/TVfS9mkhmSI/AAAAAAAAAUQ/uQsYfTcJk5E/s320/szelmostwa_niegrzecznej_dziewczynki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573155019661875490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Mario Vargas LLosa&lt;br /&gt;Tytuł: "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki"&lt;br /&gt;Liczba stron: 380&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;           Są takie książki, które gdyby nie zmęczenie oczu i nieunikniony sen,  można by przeczytać jednym tchem. Niewiele ich spotkałam na mojej dotychczasowej czytelniczej ścieżce, ale „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” bez wątpliwości do nich należą. Bo chociaż przedstawiona w książce historia to kolejna z serii tych nierealnych, wręcz baśniowych, opisujących miłość i oddanie nie znające granic, to niestety, w mojej naiwności porwała mnie i zauroczyła na tyle, by nie móc się od niej oderwać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;            Zawsze ciężko wybrać książkę od której należałoby/wypadałoby/najlepiej by było zacząć swoją przygodę z twórczością danego autora. „Szelmostwa” to moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Llosy. Bez problemu więc dałam się oczarować przedstawioną w niej historią, nie mając w głowie żadnych porównań ani oczekiwań co do tego, jak powinna wyglądać dobra powieść noblisty. Przyjemność czytania o Niegrzecznej Dziewczynce oraz jej wiernym adoratorze Chudopachołku sprawiła, że zgasły w mojej głowie wszystkie, podtrzymujące racjonalne myślenie, żarówki. Bo jak to możliwe, że dwójka głównych bohaterów spotyka się w najmniej spodziewanych momentach, na każdym z kontynentów, ot tak przypadkiem ? Niemożliwe, ale jakże fascynujące. Wyłączyłam więc racjonalne myślenie i oddałam się lekturze, w końcu od tego mamy książki, żeby trochę pomarzyć.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ricardo poznaje Niegrzeczną Dziewczynkę będąc jeszcze młodym chłopcem. Tajemnicza Chilijeczka zjawia się w Peru, rodzinnym kraju Ricarda, robiąc niemałe zamieszanie w życiu mieszkańców małego Miraflores. Największe ma jednak uczynić w życiu samego Ricardo, który oczarowany piękną dziewczyną, zwyczajnie traci dla niej głowę. Ta pozostaje jednak nieugięta, raz za razem odrzucając miłość Ricarda. Z czasem, ciężka sytuacja polityczna jaka panuje w Peru, ruchy rewolucyjne, brak perspektyw na przyszłość, utwierdzają Ricarda w realizacji jego marzeniu o życiu w Paryżu. Opuszcza więc rodzinne miasto i udaje się do Europy i ukochanego Paryża. Jakże wielkie musi być jego zaskoczenie gdy pewnego dnia, po wielu latach, przed jego oczami staje jeszcze piękniejsza, wciąż zadziorna i pełna temperamentu Chilijeczka. Ricardo zaczyna pogoń za uciekającym króliczkiem po raz drugi, potem po raz trzeci, czwarty, by w końcu biec tak już do końca życia.     &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Towarzyszymy tej trwającej ponad pięćdziesiąt lat gonitwie, co chwilę łudząc się, że w końcu będzie dobrze, że niegrzeczna dziewczynka dorośnie, że zrozumie czego chce i umniejszy cierpień wiernemu Ricardowi. Na próżno jednak, niegrzeczna dziewczynka wciąż ucieka, by za chwilę wrócić, obsypać Ricarda pocałunkami, podarować parę chwil rozkoszy, i znowu zniknąć. Koleje losy sprawiają, że wraz z Ricardem podążamy ulicami Paryża, Londynu, chwilę potem Tokio i wreszcie Madrytu, z niegrzeczną dziewczyną jak cieniem, obsesją, zjawą. Jak jednak kończy się ta nieustanna gonitwa, i za czym tak naprawdę goni Ricardo ? Za prawdziwą miłością, zwykłym pożądaniem, a może jedynie za nieuchwytnym celem, który nadaje jego życiu sens ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” to książka prosta, ale napisana bardzo subtelnie, płynnie, z silnie erotycznym zabarwieniem. Główna bohaterka chwilami denerwuje, drażni swoim zachowaniem, by za chwile wzbudzić współczucie i zrozumienie. W końcu to bardzo kobiece nie wiedzieć czego się chce, szukać i błądzić. Samemu Ricardowi nie można zaś nic zarzucić, czeka, pomaga, kocha, czasem tylko chce się mu wykrzyczeć „człowieku, daj już sobie spokój”. Mamy więc kolejną historię o miłości, miłości nie tyle nieszczęśliwej co destrukcyjnej, toksycznej, dającej nadzieję i brutalnie ją niszczącej. Historii nieprzewidywalnej, pełnej emocji i wciągającej do ostatniego słowa.  &lt;br /&gt;                   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4180164978912954040?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4180164978912954040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/02/szelmostwa-niegrzecznej-dziewczynki-m.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4180164978912954040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4180164978912954040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/02/szelmostwa-niegrzecznej-dziewczynki-m.html' title='&quot;Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki&quot; - M. Vargas LLosa'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-62PjMVolK_I/TVfS9mkhmSI/AAAAAAAAAUQ/uQsYfTcJk5E/s72-c/szelmostwa_niegrzecznej_dziewczynki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-8218408440420182299</id><published>2011-02-11T10:40:00.003+01:00</published><updated>2011-04-02T15:29:58.150+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='. książkowe nabytki'/><title type='text'>Stosikowo</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-OFrN6U4qok8/TVUEYiIWzBI/AAAAAAAAAUI/i8x8xR1hcts/s1600/stosik.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 399px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-OFrN6U4qok8/TVUEYiIWzBI/AAAAAAAAAUI/i8x8xR1hcts/s400/stosik.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572364933466082322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno niczego nie wrzucałam, dlatego też postanowiłam nadrobić zaległości ;)&lt;br /&gt;Najbardziej cieszę się z książki „Ada albo Żar”, wciąż nie mogę uwierzyć, że udało mi się ją zdobyć i do tego za jedyne 27 zł ( oczywiście na Allegro ;) ) Odwiedzanie małych, nikomu nieznanych antykwariatów również popłaca, „Podróże z Ryszardem Kapuścińskim” udało mi się kupić za jedyne 4 zł (!) a książka nie jest w żaden sposób zniszczona. Reszta to zbieg różnych równie kuszących okoliczności, a także zaległe prezenty ;)   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-8218408440420182299?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/8218408440420182299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/02/stosikowy-mix.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8218408440420182299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8218408440420182299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/02/stosikowy-mix.html' title='Stosikowo'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-OFrN6U4qok8/TVUEYiIWzBI/AAAAAAAAAUI/i8x8xR1hcts/s72-c/stosik.png' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6020226386162142685</id><published>2011-02-05T13:53:00.005+01:00</published><updated>2011-02-05T14:07:45.489+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='George Orwell'/><title type='text'>George Orwell - "Folwark zwierzęcy"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TU1J31F9j1I/AAAAAAAAAUA/8g6doKStKPA/s1600/Folwark-zwierzecy_George-Orwell%252Cimages_big%252C23%252C978-83-7495-401-3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TU1J31F9j1I/AAAAAAAAAUA/8g6doKStKPA/s320/Folwark-zwierzecy_George-Orwell%252Cimages_big%252C23%252C978-83-7495-401-3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5570189537620889426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : George Orwell&lt;br /&gt;Tytuł: "Folwark zwierzęcy"&lt;br /&gt;Liczba stron: 135&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;          Nie wiem czy dobrym pomysłem było czytanie „Folwarku” zaraz po lekturze „Roku 1984”. Wciągnięta już w Orwellowski świat, chyba nieco znieczuliłam się na „Folwark zwierzęcy”. Przeczytałam, ale bez większych emocji, a na pewno nie takich jakie towarzyszyły mi w czasie poznawania Wielkiego Brata obserwującego każdy ruch Winstona Smitha. Trochę szkoda, bo „Folwark zwierzęcy” to kolejna historia pokazująca jak prymitywne są mechanizmy ludzkiego myślenia, stała chęć władzy i dominacji nad innymi. Jak łatwo jest zaplątać się we własnych zasadach i nagminnie je naginać, by uzyskać przewagę nad innymi i poustawiać sobie wszystko dookoła według własnych potrzeb. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      Akcja książki rozgrywa się w folwarku dworskim, gdzie zwierzęta, niezadowolone z warunków w jakich żyją, postanawiają przeprowadzić rewolucje, wygnać z folwarku swojego pana i zacząć lepsze życie. Same pragną zagwarantować sobie godne warunki bytu, wprowadzić rządy idealne, oparte na równości i sprawiedliwości. Folwark dworski zmienia się więc w folwark zwierzęcy, a na czele wszystkich mieszkańców staje świnia o imieniu Major. Hasła jakie propaguje Major szybko znajdują swoich zwolenników wśród wszystkich zwierząt. Życie zaczyna być lepsze, wszystko idzie zgodnie w planem, zwierzęta są wreszcie szczęśliwe. Niestety Major umiera, a jego rolę przejmują kolejno inne świnie. Wizja folwarku jaką stworzył Major zaczyna stopniowo upadać, ukazując przebiegłość świń, kłamstwa i manipulację jakiej dopuszczają się względem innych zwierząt. Zasady, które spisane zostały i wywieszone w folwarku, nakazujące równość wszystkich jego obywateli, zostają podstępnie zmieniane, a wszelkie uwagi zwierząt pokrętnie wyjaśniane. Kolejna utopia upada, ukazując smutne koleje rewolucji, w której po obaleniu jednego tyrana, władzę przejmuje kolejna grupa ludzi po cichu wspinających się po drabinie władzy. Świnie powoli upodabniają się do człowieka, uczą się pisać, chodzić na dwóch łapach, śpią w wygodnej pościeli i piją whisky. Pozostałe zwierzęta pokornie patrzą na całą sytuację, tak naprawdę pozostając bezradnymi i  niepostrzeżenie zgarniętymi pod skrzydła nowej dyktatury.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      Ta krótka powieść, pomimo założonej przez autora aluzji do rządów ZSRR i rewolucji październikowej, jest jednak dziełem uniwersalnym i ponadczasowym. „Wszystkie zwierzęta są równe ale niektóre są równiejsze od innych”, hasło które przyświecać zaczęło nowym władcom w folwarku to słowa, które niejednokrotnie znajdowały swoje potwierdzenie w historii, i niestety znajdują nadal. I oczywiście wcale nie o zwierzętach jest tu mowa. Trudno jednak nie współczuć bohaterom folwarku, którzy w swojej naiwności wierzyli w głoszone przez świnie słowa, żyjąc w błogiej nieświadomości tego co się wokół nich dzieje. I tak, z początkowego dobrobytu i równości, zepchnięte zostały na margines ich zwierzęcego życia. Przestroga czy też lekcja historii jaką Orwell pragnął przekazać za pomocą metafory zwierząt i bajecznego folwarku jest prosta i w swojej prostocie po prostu smutna. Jak sam zresztą pisał „nie można robić rewolucji, jeśli nie robi się jej dla siebie; nie ma czegoś takiego jak dobrotliwa dyktatura”.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      Póki co kończę moją ‘przygodę’ z panem Orwellem. „Rok 1984” zdecydowanie bardziej mi się podobał, jeśli takie określenie jest w ogóle stosowne przy tego typu książkach. Czas jednak poczytać coś lżejszego i przenieść się do nieco przyjemniejszego świata ;)     &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6020226386162142685?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6020226386162142685/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/02/george-orwell-folwark-zwierzecy.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6020226386162142685'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6020226386162142685'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/02/george-orwell-folwark-zwierzecy.html' title='George Orwell - &quot;Folwark zwierzęcy&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TU1J31F9j1I/AAAAAAAAAUA/8g6doKStKPA/s72-c/Folwark-zwierzecy_George-Orwell%252Cimages_big%252C23%252C978-83-7495-401-3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2650495696466056417</id><published>2011-01-14T16:56:00.004+01:00</published><updated>2011-01-14T17:07:28.419+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='George Orwell'/><title type='text'>George Orwell - "Rok 1984"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TTBz3Q8O4tI/AAAAAAAAAT0/NO8ecf7xAac/s1600/41654.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 211px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TTBz3Q8O4tI/AAAAAAAAAT0/NO8ecf7xAac/s320/41654.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562072933080163026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : George Orwell&lt;br /&gt;Tytuł : "Rok 1984"&lt;br /&gt;Liczba stron : 354&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       Bardzo długo żyłam w nieświadomości, że to właśnie ta książka była inspiracją dla twórców sławnego reality show „Big Brother”. Potem, gdy już posiadłam tą wiedzę, czekałam na moment, w którym będę mogła ją w końcu przeczytać. Wreszcie po skończeniu ostatniej strony, ogarnęła mnie smutna refleksja, nie tylko na temat historii przedstawionej w książce, ale także nad fenomenem wspomnianego już „BB”. Bo chociaż książka niewiele ma wspólnego z rozrywkowym charakterem „BB”, a wręcz jest jej zupełnym przeciwieństwem, również pokazuje świat, w którym każdy ruch jest obserwowany, wszystko rejestrowane, nie ma miejsca na szczere uczucia. Różnica tylko w tym, że za złamanie zasad panujących w „BB” grozi co najwyżej wyrzucenie z programu, zaś w świecie wykreowanym przez Orwella, tortury i śmierć w męczarniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      Z perspektywy czasu, cała produkcja „BB” wydaje mi się nie do pojęcia. Jak tak prymitywny pomysł wsadzenia kilkunastu osób do jednego domu i codziennego ich podglądania zyskał aż taką popularność ? Wstyd czy nie wstyd się przyznać, sama również uczestniczyłam w tych niedzielnych relacjach z domu Wielkiego Brata. Byłam jednak te kilkanaście lat młodsza, dlatego odbiór tego, co dzieje się w tym budynku nie wzbudzał we mnie żadnych skrajnych emocji. Ale przecież program oglądały także osoby dorosłe, wykształcone, mądre, zresztą przecież to ta grupa stworzyła całą produkcję. Nie potrzeba było jednak programu, aby wiedzieć jak to jest żyć w świecie, gdzie każdy ruch jest obserwowany, gdzie ludzie są w stosunku do siebie nieufni, podejrzliwi i fałszywi. Historia zaserwowała nam do tej pory już wiele takich prawdziwych ‘show’. A jednak ta niewytłumaczalna potrzeba stworzenia drugiego świata, świata w świecie, wygrała, i tak oto przez parę lat byliśmy świadkami wielkiego szału, jaki opanował cały kraj. Na szczęście „BB” był i minął. Chociaż atrakcyjność samej idei chyba nie do końca umarła. Jeszcze nie dawno była mowa o „BB”, w którym uczestnikami miały być dzieci. W końcu jednak do tego, pewnie tragicznego w swoich skutkach show, nie doszło, i mam nadzieję, że nigdy nie dojdzie. Nie wiem czemu, ale właśnie lektura książki „1984” pozwoliła mi spojrzeć na całą sprawę nieco inaczej, a przede wszystkim zastanowić się nad tym co przez tyle lat miało miejsce w polskiej telewizji. Dobrze jednak, że nikt nie wpadł na pomysł dokładnego w każdym szczególe odwzorowania tego, o czym mowa w książce „1984”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;         To zadziwiające, że tworząc swoją antyutopię w 1949 roku, George Orwell z tak dużym prawdopodobieństwem przewidział sytuację, do której doprowadzić może komunizm i rządy jednej partii. Nie dziwi więc fakt, że książka przez długie lata była pozycją zakazaną. Demaskowała bowiem wszystkie „zalety” komunizmu, pokazując w jak niebywały sposób ludzkość może być oszukiwana, prześladowana, jak łatwo zmienić myślenie przeciętnego człowieka, aby ten uwierzył w cudowność systemu, w którym żyje, wychwalał swojego przywódcę, a wręcz był gotów oddać swoje życie w walce o dobre imię partii. Świat przedstawiony w książce Orwella cały pogrążony jest  w tyranii, istnieją w nim trzy główne siły, które rywalizują między sobą o panowanie nad całym światem, są to Oceania, w której rozgrywa się akcja książki, Eurazja oraz Wschódazja. Sojusze jednak wciąż się zmieniają, w rzeczywistości nie dochodzi do żadnych walk, wszystkie dane dotyczące owej wojny owiane są tajemnicą. W tym dziwnym i zamkniętym świecie poznajemy głównego bohatera książki, Winstona Smitha, pracownika Ministerstwa Prawdy. Jego zadaniem jest weryfikowanie artykułów, które mogą się ukazać w prasie, zmienianie starych faktów na nowe, ciągła manipulacja informacjami. Jak niewiele osób z jego środowiska, Winston zdaje sobie sprawę z mechanizmu, w który został złapany, z kłamstwa jakim kieruje się partia. Cóż, nie może jednak zrobić nic, bo WIELKI BRAT PATRZY, obserwuje go nawet w domu z wmontowanego w ścianę ekranu. Winston boi się nawet własnych myśli, bo i one mogą zostać wykryte. W świecie wykreowanym przez Orwella nie ma również miejsca na żadne emocje, nie można kochać, bo zabronione jest przywiązywanie się do drugiego człowieka. Najważniejsza jest praca na rzecz kraju, wierność partii i sumienne wypełnianie swoich obowiązków. Dzieci od małego uczone są szpiegowania, w efekcie czego donoszą nawet na własnych rodziców. To świat straszny, ponury, odrażająco zepsuty. W końcu Winston, zmęczony kłamstwem, w którym żyje, podejmuje próbę walki z partią, chce udowodnić innym, że istnieje inna rzeczywistość, że świat posiada inną historię. Jakie jednak są konsekwencje przeciwstawienia się partii ? Czy jest w ogóle możliwe dotarcie do ludzi, których mózgi zaprogramowane są na życie w ciągłym strachu, samotności i miłości do Wielkiego Brata ? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;        To straszne, że istnieją jeszcze na świecie miejsca, gdzie książka Orwella to nie tylko fikcyjna wizja, ale codzienna rzeczywistość. Nie sposób nie pomyśleć tu o Korei Północnej, funkcjonującej wciąż na zasadach kultu jednostki. Sytuacja, która tam panuje również w swoim założeniu miała być tą idealną, gwarantującą szczęście i dobrobyt. „Rok 1984”, w którym rzekomo mają miejsce wszystkie opisane wydarzenia, pokazuje, że gdyby książka zatytułowana została 2010, wcale nie straciłabym na swojej aktualności. Jest to lektura szokującą, przygnębiającą, odsłaniającą najgorsze ludzkie instynkty, chęć dominacji, upodlania, przewagi nad drugim człowiekiem. Zastanawia mnie więc, co skłoniło twórców „BB” do ponownego stworzenia tego obrazu kontroli i braku wolności, co prawda na nieco innych warunkach, ale jednak. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w niedalekiej przyszłości już nigdzie nie będzie żadnego Wielkiego Brata, chociaż może to tylko kolejna utopia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      Nieco zboczyłam tym razem z głównego tematu, jakim miała być książka i jej treść. Jakkolwiek to jednak zabrzmi, polecam „Rok 1984”, a sama zabieram się za kolejną książke Orwella, „Folwark zwierzęcy”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2650495696466056417?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2650495696466056417/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/01/george-orwell-rok-1984.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2650495696466056417'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2650495696466056417'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2011/01/george-orwell-rok-1984.html' title='George Orwell - &quot;Rok 1984&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TTBz3Q8O4tI/AAAAAAAAAT0/NO8ecf7xAac/s72-c/41654.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2310826036703878112</id><published>2010-12-31T11:43:00.002+01:00</published><updated>2011-10-10T13:30:59.155+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><title type='text'>Archipelag odsłona 3</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.archipelag-magazyn.pl/" target="_blank"&gt;&lt;img src="http://archipelag-magazyn.pl/logo.jpg" alt="ARCHIPELAG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam do zapoznania się z trzecim już numerem ARCHIPELAGU. &lt;br /&gt;Tematem przewodnim jest tym razem MIASTO, podążamy więc literackimi szlakami&lt;br /&gt;Paryża, Pragi, Londynu, Berlina, i wielu innych miast ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tego czeka na was m.in. :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panteon: &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Jacek Dehnel. Bycie pisarzem nigdy mnie nie pociągało"&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Spotkanie z autorem: &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Ciekawość według Amosa Oza"&lt;br /&gt;"No właśnie, co? Spotkanie z Antonim Liberą"&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wokół książki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej. Literatura wspomnieniowa"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ulotnie: &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Daleko wysunięta placówka liryczna. Marcin Świetlicki - 49 wierszy o wódce i papierosach" &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A także recenzje książek wydanych w Polsce oraz zagranicą, m.in. : &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Doris Lessing - Piąte Dziecko &lt;br /&gt;Jacek Dehnel - Balzakiana &lt;br /&gt;Marcin Bruczkowski - Bezsenność w Tokio &lt;br /&gt;Hillary Mantel - Eight Month on Ghazzah Street &lt;br /&gt;Howard Jacobson - The Finkler Question &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I wiele wiele innych równie ciekawych artykułów, piękne fotografie, konkursy ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam i życzę miłej lektury !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2310826036703878112?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2310826036703878112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/12/archipelag-odsona-3.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2310826036703878112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2310826036703878112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/12/archipelag-odsona-3.html' title='Archipelag odsłona 3'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-8241216212090218717</id><published>2010-12-23T20:02:00.005+01:00</published><updated>2010-12-23T20:48:12.510+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='G.G Marquez'/><title type='text'>"Miłość w czasach zarazy" - G.G Marquez</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TROeC-7FAvI/AAAAAAAAATo/-iaUFNJ_V-0/s1600/Milosc-w-czasach-zarazy_Gabriel-Garcia-Marquez%252Cimages_big%252C25%252C978-83-7495-910-0.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TROeC-7FAvI/AAAAAAAAATo/-iaUFNJ_V-0/s320/Milosc-w-czasach-zarazy_Gabriel-Garcia-Marquez%252Cimages_big%252C25%252C978-83-7495-910-0.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5553956539565671154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł : " Miłość w czasach zarazy"&lt;br /&gt;Autor: Gabriel Garcia Marquez&lt;br /&gt;Liczba stron: 504&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cudo ! Po moim niepowodzeniu w czytaniu „Stu lat samotności” oraz dość średniemu wrażeniu po lekturze książki „Rzecz o mych smutnych dziwkach”, nie przypuszczałam, że „Miłość w czasach zarazy” tak bardzo mnie oczaruje. Pięknie, lekko i z wdziękiem opowiedziana historia trudnej, ale jakże fascynującej miłości. Miłości, która na swoje samo-spełnienie musiała czekać ponad pięćdziesiąt lat, bo mniej więcej tyle czasu zajęło Florentinie Arizie zdobywanie wybranki swojego serca, Ferminy Dazy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Miłość w czasach zarazy” pod swoją skorupką nieszczęśliwej miłości skrywa jednak wiele innych, wartych uwagi tematów. Jest to powieść o pięknej starości, przemijaniu, wielkiej determinacji w walce o marzenia, błądzeniu i odnajdywaniu swojego celu, wreszcie o trudnej sztuce złamania własnych zasad, oderwania się od przyjętych konwenansów. Wszystko zaś w atmosferze egzotycznych Karaibów, odpływających z portów Morza Karaibskiego statków oraz opisów brudnych uliczek w czasie panującej zarazy, z którą walczą mieszkańcy miasta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z osób starającą się uchronić ludzi przed zarazą jest doktor Urbino, znany i szanowany w całym mieście lekarz, mąż Ferminy Dazy. Poznajemy go na samym początku powieści, będącego już w podeszłym wieku, mającego swoje przyzwyczajenia oraz starcze zwyczaje. Jak się później dowiadujemy jest on największą przeszkodą stojąca na drodze do szczęścia Ferminy Dazy oraz Florentina Arizo. Jest mężczyzną, którego Fermina poślubiła z rozsądku, z wygody, a może także ze strachu przed szaleńczym uczuciem, które zasiał w jej sercu wiele lat wcześniej Florentino. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Florentino Ariza i Fermina Daza poznali się we wczesnej młodości, on romantyk i prosty chłopak pracujący jako telegrafista, ona rozsądna, pochodząca z dobrego domu panienka. Wystarczyło jedno spojrzenie na młodziutką i czarującą dziewczynę by jedynym celem w życiu Florentina stało się zrobienie wszystkiego, co w jego mocy, aby poślubić piękną Ferminę. Godziny spędzane przed domem dziewczyny, tony wysyłanych listów, bezsenne noce, lata rozmyślań i ciągłych porażek. W końcu najboleśniejsza próba zapomnienia, wdawanie się w przelotne romanse z przypadkowymi kobietami, oszukiwanie samego siebie. Chwilowe szczęście i zapomnienie jednak szybko mijały, na wierzch wciąż wypływało wspomnienie Ferminy, miłości niedostępnej. W końcu jednak los uśmiechnął się do Florentina, pozwolił mu stoczyć jeszcze jedną, ostateczną walkę o Ferminę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chciałabym psuć osobom, które jeszcze nie czytały, przyjemności odkrywania kolejnych etapów historii, przeplatających się ze sobą wspomnień oraz nakładających się na siebie wątków, gdyż to właśnie sposobowi w jaki prowadzona jest narracja, książką zawdzięcza swoją niesamowitą aurę. Powoli bowiem odkrywa się przed nami cała historia, powoli rozumiemy coraz więcej, poznajemy kolejne wydarzenia z przeszłości głównych bohaterów, wciąż czekając na więcej i więcej. Dzięki bardzo dokładnym opisom oraz słownictwem mocno chwytającym za serce, nie sposób nie współczuć i jednocześnie nie podziwiać Florentina. Było mi go niesamowicie żal, kibicowałam mu z całego serca, wybaczałam wszystkie zdrady, prostackie zachowania. Zdobył moje serce zdecydowanie szybciej niż serce Ferminy ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo wielkich emocji, jakie towarzyszą bohaterom książki, przebija się przez kartki powieści spokój, cisza pozwalająca głęboko wdychać kolejne strony powieści. "Miłość w czasach zarazy" nie jest banalną miłosną powiastką, to zdecydowanie coś większego, ważniejszego, porywającego i urzekającego. Dla wszystkich romantycznych ( chociaż nie tylko ) dusz to pozycja obowiązkowa. Jeszcze raz się powtórzę, cudo ! ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Jego marzenia jaskółeczkom ciemnym wiły gniazda na balkonach, wydawały szmery pocałunków i skrzydłami motylimi trzepotały w martwocie sjesty”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-8241216212090218717?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/8241216212090218717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/12/miosc-w-czasach-zarazy-gg-marquez.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8241216212090218717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8241216212090218717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/12/miosc-w-czasach-zarazy-gg-marquez.html' title='&quot;Miłość w czasach zarazy&quot; - G.G Marquez'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TROeC-7FAvI/AAAAAAAAATo/-iaUFNJ_V-0/s72-c/Milosc-w-czasach-zarazy_Gabriel-Garcia-Marquez%252Cimages_big%252C25%252C978-83-7495-910-0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2573546231551278850</id><published>2010-12-03T19:06:00.002+01:00</published><updated>2010-12-11T21:59:43.493+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='J.M Coetzee'/><title type='text'>"Foe" - J.M Coetzee</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TPkyW3o0ZlI/AAAAAAAAATg/62B_eNOK0vQ/s1600/foe-b2612682.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 203px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TPkyW3o0ZlI/AAAAAAAAATg/62B_eNOK0vQ/s320/foe-b2612682.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5546519784557143634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł: "Foe"&lt;br /&gt;Autor: J.M Coetzee&lt;br /&gt;Liczba stron: 159&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie na bezludnej wyspie to motyw doskonale znany każdemu, zarówno z literatury jaki i kinematografii. Wszyscy wiemy z jakimi przeciwnościami muszą się zmierzyć bohaterowie, którzy z niezależnych od nich przyczyn wylądowali na skrawku lądu otoczonego wodami oceanu. Temat wydaje się więc ogólnie znany, wyśmienity dla miłośników literatury przygodowej, dla innych zaś nieco prosty i przewidywalny. Rozczarują się jednak zarówno jedni jak i drudzy sięgając po powieść „Foe”. Coetzee bowiem sprytnie wykorzystał ów motyw rozbitka, serwując czytelnikom swoistą grę narracyjną, pełną pytań i nie do końca jasnych odpowiedzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść „Foe” to historia powracającej z Brazylii, Susan Barton, która wyrzucona przez załogę statku ląduje na brzegu bezludnej wyspy. Na lądzie spotyka dwójkę innych rozbitków, pana Kruzo oraz jego czarnego niewolnika Piętaszka. Kobieta nie rozumie stosunków panujących na wyspie, dziwnej relacji między mężczyznami. Susan nie może się także nadziwić czemu Kruzo nie spisuje swoich wspomnień, czemu nie notuje tego wszystkiego co dzieje się na wyspie. Wydaje się jej bowiem logiczne, że jeśli przetrwa i kiedyś wróci do domu, będzie chciał opowiedzieć o wszystkim swojej rodzinie, jeśli zaś nie przetrwa, zostawi po sobie pamiątkę na wyspie, którą być może ktoś kiedyś odnajdzie. Kruzo jednak zupełnie to nie interesuje, nie ma zamiaru niczego spisywać. Piętaszek, który wiernie mu służy również nie może nic zrobić, nie potrafi bowiem ani pisać ani mówić. Susan jest przerażona gdy okazuje się, że niewolnikowi odcięto język. Nie wiadomo jednak dokładnie co się stało, czym sobie na to zasłużył ani kto dopuścił się takiego bestialskiego czynu. Wszystkie wspomnienia Kruzo dotyczące wyspy są nieściśle, trudno rozróżnić prawdę od kłamstwa. Po ponad rocznym pobycie na wyspie w końcu nadchodzi pomoc. Statek płynący koło wyspy zabiera na swój pokład Susan, Piętaszka oraz jego pana Kruzo, który niestety nie przeżył podróży. Po powrocie do kraju kobieta pragnie opowiedzieć swoją historię, w zasadzie już od początku książki ją opowiada. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I właśnie w tym momencie rozpoczyna się właściwa ‘akcja’ książki, zabawa narracją, igranie z czytelnikiem. Susan chce bowiem, aby książkę ze wspomnieniami napisał dla niej ktoś inny, ktoś kto zna się na pisaniu powieści, na kreowaniu bohaterów oraz zdarzeń. Zwraca się więc  z prośbą do pana Foe, pisarza, który wyraził chęć pomocy Susan. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że pan Foe w pewnym momencie znika z naszej powieści, ta jednak toczy się dalej. Susan wysyła do Foe listy, w których pyta o przebieg pracy nad książką, dodatkowo dorzucając coraz to nowe fakty i przemyślenia. Pojawiają się więc kolejne pytania o to, co już jest książką, a co nie, co jest prawda, a co literacką fikcją ? Susan pragnie też przemówić w imieniu Piętaszka, którym stale opiekuje się po opuszczeniu wyspy. Poza całym zamieszaniem i brakiem pewności co do narracji, wszystko ma oczywiście swój logiczny ciąg oraz sens. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść „Foe”, chociaż swoim tytułem oraz tematem nawiązuje do znanej powieści Daniela Defoe „Przypadki Robinsona Kruzoe”, porusza zdecydowanie inny temat – istotę narracji. To powieść, która poprzez opisywane wydarzenia, stawia pytanie o granicę pomiędzy prawdą a wyobraźnią. To też ciekawy zabieg, w którym do głosu dochodzi bohater samej powieści, dający swojemu autorowi wskazówki co do zawartości książki. Susan boi się bowiem, że jej historia pozbawiona będzie emocji, że nikt jej nie przeczyta, że będzie po prostu nudna. Foe stara się ją jednak przekonać, że opisując coś, można zrobić po prostu wszystko. Jest więc „Foe” niejako traktatem na temat pisarstwa, zabiegów literackich oraz roli narratora w kreowaniu powieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo dość przyjemnego tematu, książka nie należy do łatwych. Wydaje mi się, że pełne zrozumienie tego co chciał nam przekazać, pokazać, uświadomić Coetzee wymaga więcej niż jednej lektury. Wciąż jestem mocno zdezorientowana jeśli chodzi o samo zakończenie powieści i wciąż mam co do niego wątpliwości. Gryzie mnie to i męczy, ale może znajdzie się ktoś kto podzieli się swoimi refleksjami na temat zakończenia ? ;) Niemniej jednak, książka warta lektury, chociażby z powodu swojej oryginalności w podejściu do tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2573546231551278850?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2573546231551278850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/12/foe-jm-coetzee.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2573546231551278850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2573546231551278850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/12/foe-jm-coetzee.html' title='&quot;Foe&quot; - J.M Coetzee'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TPkyW3o0ZlI/AAAAAAAAATg/62B_eNOK0vQ/s72-c/foe-b2612682.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6426827488370245787</id><published>2010-11-19T22:59:00.007+01:00</published><updated>2010-11-26T23:31:38.663+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Juan Marse'/><title type='text'>"Dziewczyna w złotych majtkach" - Juan Marse</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TOb3Isd0FfI/AAAAAAAAATY/WwOODuu916s/s1600/Dziewczyna_zlotych_4380164.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TOb3Isd0FfI/AAAAAAAAATY/WwOODuu916s/s320/Dziewczyna_zlotych_4380164.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5541388120273196530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł : "Dziewczyna w złotych majtkach"&lt;br /&gt;Autor : Juan Marse&lt;br /&gt;Liczba stron : 203&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kusząca, zarówno okładką jak i tematem, książka Juana Marse, „Dziewczyna w złotych majtkach”, to proza niebanalna, ciepła i subtelnie erotyczna. Tajemnicza aura wokół której toczy się akcja powieści oraz dość specyficzni bohaterowie wraz ze swoimi specyficznymi dialogami, sprawiają, że chęć odłożenia książki walczy z pokusą doczytania jej do końca. W ostatecznej rozgrywce wygrywa jednak wspomniana wyżej pokusa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor powieści, Juan Marse, co ciekawe, z zawodu jubiler, to ceniony pisarz hiszpańskojęzyczny, należący do tego samego pokolenia co Eduardo Mendoza oraz Manuel Vazquez Montalban. W Polsce wydaje się być mało znany, chociaż nowe wydanie jego „Dziewczyny w złotych majtkach” być może chociaż na chwilę przysporzyło mu zainteresowania polskich czytelników. Bo ta „pełna erotyzmu opowieść o rodzinnej tajemnicy” z pewnością uwodzi, kusi i nęci każdego poszukiwacza zakazanej prozy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Luys Forest, starszy mężczyzna, postanawia resztę swojego życia spędzić na przechadzkach po piaszczystej plaży i słuchaniu szumu morza. Nadmorska posiadłość, w której mieszka, a także cisza i spokój, które go otaczają, wydają się idealnymi warunkami do spisywania wspomnień. Niespodziewanie progi domu Luysa przekracza młoda, szalona i frywolna Mariana, siostrzenica mężczyzny. Jak się później okaże, odgrywała i nadal odgrywa ona niebanalną rolę w życiu głównego bohatera. Dziewczyna chce przeprowadzić z wujkiem wywiad do gazety, deklaruje jednak, że zostanie i pomoże mu w spisywaniu jego wspomnień. Powieść o dziewczynie w złotych majtkach, oprócz głównej fabuły zawiera więc także rozdziały, które stanowią zarys przyszłej książki Luysa. Powoli składają się one w całość serwując czytelnikowi kolejne fakty z życia rodziny i tym samym zbliżając go do odkrycia rodzinnej tajemnicy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała sytuacja z pewnością nie stanowiłaby wystarczająco interesującego tematu, gdyby nie fakt, że nad dwójką bohaterów zaczyna unosić się coraz gęstsza, erotyczna atmosfera. Mariana, która sprowadza do domu swoich dziwnych znajomych, okazuje się bardzo otwartą i pozbawioną skrupułów dziewczyną. Powiew świeżości jaki wnosi do domu Mariana,  sprawia, że również w Luysie budzą się młodzieńcze żądze i pragnienia. Podczas gdy dziewczyna doskonale bawi się w domu wuja, ten pracuje nad kolejnymi rozdziałami do swojej książki. Pretekstem do wspólnych spotkań są konsultacje dotyczące treści książki. Mariana kusi wuja, pyta o pikantne szczegóły z jego życia, nie ma żadnych zahamowań co do swojego zachowania oraz rzucanych wujowi podtestów. Luys stara się ignorować dziewczynę oraz jej erotyczne sugestie, chociaż przychodzi mu to z wielkim trudem. W końcu jednak Mariannie udaje się  przejąć stery statku pożądania i wytyczyć swój własny kurs. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może to dziwne, ale nawet nie tyle bardzo chciałam przeczytać tą książkę, co po prostu ją mieć. Gdyby nie okładka, kto wie, czy zwróciłabym na nią uwagę. Skusiłam się jednak bo temat też wydawał się interesujący, a raczej zachęcający. Po skończeniu miałam jednak nieco mieszane uczucia, z jednej strony nie sposób powiedzieć, że książka nie jest warta lektury, z drugiej jednak nie wzbudziła we mnie zbyt intensywnych emocji. Gdzieś w połowie powoli rodziła się w mojej głowie myśl, że chyba za dużo po niej oczekiwałam, ale to co autor zaserwował swoim czytelnikom na zakończenie warte było doczytywania do końca. Musze przyznać, że bardzo zaskoczył mnie finał rodzinnej tajemnicy, trochę szokujący, trochę niesmaczny, ale na tyle uderzający, by pozostać w pamięci i zamykając ostatnią stronę książki móc powiedzieć „noo, a jednak było warto” ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6426827488370245787?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6426827488370245787/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/11/dziewczyna-w-zotych-majtkach-juan-marse.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6426827488370245787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6426827488370245787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/11/dziewczyna-w-zotych-majtkach-juan-marse.html' title='&quot;Dziewczyna w złotych majtkach&quot; - Juan Marse'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TOb3Isd0FfI/AAAAAAAAATY/WwOODuu916s/s72-c/Dziewczyna_zlotych_4380164.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5675491042492765101</id><published>2010-10-10T21:53:00.003+02:00</published><updated>2010-12-11T21:59:49.640+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='. książkowe nabytki'/><title type='text'>Stosik</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TLIcGibWYyI/AAAAAAAAASw/PsCMJZRhw0w/s1600/IMG_0039.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TLIcGibWYyI/AAAAAAAAASw/PsCMJZRhw0w/s320/IMG_0039.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5526510591383331618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skromny liczbowo, chociaż pieniężnie już nie do końca, niestety. Ale czego się nie robi, czy raczej nie wydaje dla książek "must have" ;). Tą must have była tym razem "Biblia dziennikarstwa", na która czekałam od chwili gdy pojawiła się w zapowiedziach Znaku. A że promocje w Znaku kuszące, udało mi się przy okazji nabyć "Dziewczynę w złotych majtkach" oraz gratisowo "Autoportret reportera". I tak oto powiększa się książkowa kolejka..  ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5675491042492765101?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5675491042492765101/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/10/stosik.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5675491042492765101'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5675491042492765101'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/10/stosik.html' title='Stosik'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TLIcGibWYyI/AAAAAAAAASw/PsCMJZRhw0w/s72-c/IMG_0039.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5881968108686638645</id><published>2010-10-07T16:24:00.003+02:00</published><updated>2010-10-07T17:01:13.011+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marek Hłasko'/><title type='text'>Marek Hłasko - "Pierwszy krok w chmurach"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TK3gFJ90xEI/AAAAAAAAASo/aGggsC9k_wk/s1600/MH_Pierwszy_krok_w_chmurach.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 206px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TK3gFJ90xEI/AAAAAAAAASo/aGggsC9k_wk/s320/MH_Pierwszy_krok_w_chmurach.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525318697032664130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Marek Hłasko&lt;br /&gt;Tytuł: "Pierwszy krok w chmurach"&lt;br /&gt;Liczba stron: 190&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Dla mnie jest oczywiste, że stanowię produkt czasu wojny, głodu i terroru. Stąd bierze się nędza intelektualna moich opowiadań; ja po prostu nie potrafię wymyślić opowiadania, które nie kończyłoby się śmiercią, katastrofą, samobójstwem czy też więzieniem. Nie ma w tym żadnej pozy na silnego człowieka, o co posądzają mnie niektórzy”&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Cytat ten, to słowa samego Marka Hłaski. Pisarz wypowiadał się na temat swojej twórczości dość powściągliwie, z jednej strony skromnie, z drugiej zaś prawdziwie i naturalnie. Nędza intelektualna, o której wspomina, ma wbrew pozorom ogromną wartość. Nie jest to bowiem nędza, której należy się bać, omijać i postrzegać jako rzecz gorszą . Bo nie o ubytkach literackich tu mowa, a o emocjonalnej biedzie świata, której doświadczają bohaterowie jego opowiadań. Wartością jest zaś czerpana z nich wiedza, świadomość, lekcja życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odcięcie się od idealistycznej prozy socrealistycznej i pokazywanie świata takim jakim jest naprawdę, wraz z całym jego brudem, złem i niesprawiedliwością to główne idee przyświecające Markowi Hłasce. Spotkamy więc w jego opowiadaniach zwykłych ludzi, prostych pracowników, przeciętne rodziny. Bo chociaż przytoczony wyżej cytat odnosi się do całej twórczości Marka Hłaski, znajduje swoje potwierdzenie również w zbiorze szesnastu opowiadań zawartych w tomie „Pierwszy krok w chmurach”. I chociaż nie wszystkie z nich kończą się śmiercią, samobójstwem czy więzieniem, wszystkie wiąże ta sama, gruba nić melancholii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każde opowiadanie ma swojego głównego bohatera, on sam zaś posiada zarówno swoje wady jak i zalety, grzechy oraz marzenia. Niejednokrotnie jednak mierzyć się musi z otoczeniem, w którym dominuje chłód i nihilizm. Stosunki między bohaterami opowiadań zdają się być zupełnie obojętne, oparte na złych emocjach, kreujące niedopowiedzenia i nieporozumienia. Pisarz bez zbędnych komentarzy przedstawia obraz społecznych nizin, w których panuje beznadzieja i cynizm. Rzeczywistość oraz aura towarzysząca rozgrywającym się zdarzeniom również nie należy do przyjemnych. Otoczenie jawi się przed oczami czytelnika jako zupełnie nieprzyjazne, brudne, przesiąknięte przygnębieniem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polubiłam opowiadania. Pomimo tego, że kończą się równie szybko jak się zaczynają, i niejednokrotnie w brutalny sposób rozdzielają nas z bohaterami, to stanowią kondensacje tego co chce nam pokazać i być może także nauczyć autor. Marek Hłasko jest w swoim pisarstwie niezwykle spokojny, ułożony i prosty. Te trzy składniki połączone są jednak ze sobą w sposób, który sprawia, że opowiadania czyta się płynnie, z uwagą i pełnym zrozumieniem. To, co przebija się przez wszystkie z nich to niesamowity spokój, cisza przed przysłowiową burzą. Bywają jednak chwile sprzeciwu, kiedy nie sposób nie zadać sobie pytania co kieruje ludźmi postępującymi tak a nie inaczej. Bo zazwyczaj pod słowem ‘tak’ kryją się czyny niemoralne, odrzucające, godzące w podstawową wartość poszanowania drugiej osoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowe opowiadanie „Pierwszy krok w chmurach” , w którym w brutalny sposób zdeptana zostaje intymność dwójki kochanków, pokazuje jak istniejące jeszcze w niektórych ludziach prostactwo i chamstwo potrafi zniszczyć marzenia. Jak okrutna może być rzeczywistość i zachowania, których nie sposób zrozumieć, ale też nie sposób ich uniknąć. Marek Hłasko i jego nędza intelektualna opowiadań zdecydowanie nie pozwala o sobie zapomnieć, stanowiąc naprawdę wartościową lekturę codziennego życia.   &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5881968108686638645?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5881968108686638645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/10/marek-hasko-pierwszy-krok-w-chmurach.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5881968108686638645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5881968108686638645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/10/marek-hasko-pierwszy-krok-w-chmurach.html' title='Marek Hłasko - &quot;Pierwszy krok w chmurach&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TK3gFJ90xEI/AAAAAAAAASo/aGggsC9k_wk/s72-c/MH_Pierwszy_krok_w_chmurach.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1392275282183087049</id><published>2010-10-04T22:13:00.004+02:00</published><updated>2011-10-10T13:30:59.158+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><title type='text'>Archipelag odsłona 2</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TKo4_08HCdI/AAAAAAAAASg/4UdmR9dNFFk/s1600/okladka2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TKo4_08HCdI/AAAAAAAAASg/4UdmR9dNFFk/s320/okladka2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5524290562117011922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam do lektury drugiego numeru Archipelagu, którego tematem &lt;br /&gt;przewodnim jest DOM. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w nim między innymi :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Świadomość bycia według Nabokova&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;- "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mistrz opowieści. Londyńskie spotkanie z Pawłem Huelle&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;- "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fin de siecle domu XX wieku&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;- "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Poezja z koreańskimi korzeniami - Ko Un 'Raptem deszcz'&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;- "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wszystko czego nie chcielibyście wiedzieć o autorach książek&lt;br /&gt;   dla dzieci&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;- "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Komiksowa codzienność Nowego Jorku Willa Eisnera&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto recenzje książek wydanych w Polsce jak i za granicą, zdjęcia&lt;br /&gt;domów znanych pisarzy, warszawskie antykwariaty, relacja z Targów &lt;br /&gt;Książki w Warszawie, quiz literacki i wiele wiele innych ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Adres : http://www.archipelag-magazyn.pl/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłej lektury ! ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1392275282183087049?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1392275282183087049/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/10/archipelag-odsona-2.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1392275282183087049'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1392275282183087049'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/10/archipelag-odsona-2.html' title='Archipelag odsłona 2'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TKo4_08HCdI/AAAAAAAAASg/4UdmR9dNFFk/s72-c/okladka2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7766245857196858496</id><published>2010-09-17T12:03:00.002+02:00</published><updated>2010-09-17T12:23:34.151+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='G.G Marquez'/><title type='text'>"Rzecz o mych smutnych dziwkach" - G.G Marquez</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TJM-3f0hBxI/AAAAAAAAASQ/rmCICWjs6wg/s1600/ggm_recz_o_mych_small.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 184px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TJM-3f0hBxI/AAAAAAAAASQ/rmCICWjs6wg/s320/ggm_recz_o_mych_small.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517823091614484242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Gabriel Garcia Marquez&lt;br /&gt;Tytuł: "Rzecz o mych smutnych dziwkach"&lt;br /&gt;Liczba stron: 110&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zabawne, ale wątek zabaw damsko-męskich, w dodatku tych niedozwolonych i niemoralnych, chyba nie bardzo chce mnie opuścić. Tym razem miałam ‘przyjemność’ obcować z nim za sprawą książki „Rzecz o mych smutnych dziwkach” Marqueza. A z racji tego, że jestem dość świeżo po lekturze „Lolity”, nie sposób było mi nie porównywać historii przedstawionych w obu książkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„W roku mych dziewięćdziesiątych urodzin chciałem sprawić sobie w prezencie szaloną noc miłosną z nieletnią dziewicą”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takim oto pikantnym wyznaniem rozpoczyna się opowieść Marqueza. Na samym marzeniu staruszka jednak się nie kończy, jak postanowił, tak też zrobił. Spędził jednak nie jedną, a nawet kilka nocy z młodą dziewczyną z burdelu. Historia wydawać by się więc mogła prosta i banalna. Jak nie trudno się domyślić, na pewno do takich nie należy. A i nocom, które główny bohater spędza ze swoją nową kochanką, daleko do seksualnych rytuałów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O czym jest więc ta która ( a nawet za krótka ) powieść Marqueza ? O potrzebie miłości, o niespełnionych marzeniach, o poszukiwaniu celu i sensu życia, o zwątpieniach i nadziejach. Samotna starość jest czymś przerażającym, czymś czego chyba nikt z nas nie chciałby doświadczyć. Bohater książki, pomimo sędziwego wieku, nie ma nikogo obok siebie. Jedynym jego zajęciem jest czytanie oraz pisanie cotygodniowych felietonów. Wydawać by się mogło, że niewiele więcej może już światu zaofiarować, że za stary jest na jakiekolwiek zmiany. A jednak, wciąż tli się w nim życie, serce wciąż bije, w żyłach płynie krew. W spełnieniu marzenia pomaga mu zaprzyjaźniona właścicielka domu publicznego. Nasz krzepki bohater zostaje telefon, że już czego na niego czysta, niewinna, młodziutka dziewica. Jak potoczy się ich spotkanie, jakie wrażenie wywrze na starcu dziewczyna ? Czy oprócz nocnej towarzyszki, starzec odnajdzie uczucie, którego tak bardzo brakowało mu przez całe życie ? W książce oprócz wątku głównego, lekko ocieramy się także o życie jakie toczy się w burdelu, z usług którego korzysta starzec. Nie sposób nie zastanowić się chociaż przez chwilę nad losem dziewczyn, które się w nim znajdują. Nad ich smutnym losem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwołując się do „Lolity”, o której wspomniałam na wstępie, bez wątpienia wspólnym mianownikiem obu historii jest fascynacja młodością, zakazanym owocem. Każdy z panów kontempluje jednak swoją wybrankę na swój sposób, poszukuje w niej czegoś innego, oczekuje spełnienia na zupełnie różnych płaszczyznach. W obu przypadkach miłość opisana zostaje bez zbędnych wulgaryzmów, w subtelnie erotyczny sposób, gdzie strefa duchowości króluje nad cielesnością. Mając w głowie historię Lolity, opowieść Marqeuza nie zrobiła na mnie już tak dużego wrażenia. Zdaje sobie sprawę, że pewnie nie należy tych historii zbyt mocno do siebie porównywać, że być może zrobiłam błąd czytając je jedna po drugiej. Niemniej jednak „Rzecz o mych smutnych dziwkach” zbyt szybko mi się czytało, a przez to nieco brakowało mi treści. Co prawda, to nie grubość stanowi o wartości książki, jednak w tym przypadku czuję pewien niedosyt. Być może to kolejna książka, której nie należy czytać tylko raz i może nie „na raz” ;) Pozostaje więc z nieco mieszanymi uczuciami.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S Wczoraj obejrzałam film „American Beauty”.  Nie muszę więc mówić, że chyba mam lekki przesyt. Pomimo tego, że film bardzo mi się podobał, już chyba najwyższa pora zmienić klimat, jednak co za dużo to nie zdrowo ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7766245857196858496?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7766245857196858496/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/09/rzecz-o-mych-smutnych-dziwkach-gg.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7766245857196858496'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7766245857196858496'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/09/rzecz-o-mych-smutnych-dziwkach-gg.html' title='&quot;Rzecz o mych smutnych dziwkach&quot; - G.G Marquez'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TJM-3f0hBxI/AAAAAAAAASQ/rmCICWjs6wg/s72-c/ggm_recz_o_mych_small.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3275138187078452382</id><published>2010-09-13T14:01:00.003+02:00</published><updated>2011-10-23T18:19:22.606+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vladimir Nabokov'/><title type='text'>Vladimir Nabokov -  "Lolita"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TI4UOsrMGlI/AAAAAAAAASI/s1E3FatIHZw/s1600/loo.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 181px; height: 280px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TI4UOsrMGlI/AAAAAAAAASI/s1E3FatIHZw/s320/loo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5516368836318468690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Autor : Vladimir Nabokov&lt;br /&gt;Tytuł: "Lolita"&lt;br /&gt;Liczba stron: 412 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Lolito, światłości mojego życia, ogniu moich lędźwi. Grzechu mój, moja duszo. Lo-li-to: koniuszek języka robi trzy kroki po podniebieniu, przy trzecim stuka w zęby. Lo.Li.To.”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowa te, stanowiące początek całej powieści, zdają się być również jej końcem. Trudno bowiem odłożyć książkę, nie powtarzając wciąć w myślach sylab słowa Lolita. Trochę z niedowierzaniem przy Lo, ze zdumieniem przy Li i w końcu z oczarowaniem przy To. Nie sposób bowiem nie ulec urokowi tego słowa, nie sposób zapomnieć jaką pożywką było dla serca i umysłu Humberta, którego największą miłością, pasją i pożądaniem była młoda Lolita.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy romans pomiędzy dwunastoletnią dziewczynką a czterdziestoletnim mężczyzną nie powinien być czymś, co odrzuca, wzbudza niechęć, oburzenie i pogardę ? Owszem, powinien. Jest jednak osoba, która jedynie za pomocą słów sprawia, że nic już nie jest takie oczywiste. Tą osobą jest Vladimir Nabokov. Bo jak inaczej wytłumaczyć żal i współczucie skierowane do pedofila, a zupełną neutralność do wykorzystywanej dziewczynki ? Nie wiem czemu, ale właśnie w ten sposób ulokowałam swoje uczucia względem głównych bohaterów. To trochę straszne, trochę niesamowite, ale jednak prawdziwe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając pierwsze zdanie powieści, słowa skierowane bezpośrednio do Lolity, wiemy, że do czynienia będziemy mieć z miłością wyjątkową, jak się jednak później okaże, niezwykle trudną, patologiczną i zakazaną. Humbert, główny bohater, jak i narrator całej powieści przyznaje się, że Lolita nie jest jego pierwszą tego typu miłością. Jest jednak najmocniejszą, najgorętszą i najbardziej obezwładniającą. Snując swoją opowieść, zwraca się do czytelników słowami „Panie sędziny, panowie sędziowie”, wiedząc, że każdy wyda na niego swój wyrok. Nie usprawiedliwia się jednak niczym, przytacza kolejne zdarzenia ze swojego życia, które doprowadziły do poznania, a następnie do tragicznej miłości skierowanej do nieletniej Lo. Opisy, które wydawać by się mogły gorszące, zupełnie nimi nie są. Fascynacja i pożądanie, miłość i szaleństwo, wszystko to, opisane w niesamowicie oddany, czarujący sposób, sprawia, że wierzymy w uczucia mężczyzny. Powoli z potencjalnego pedofila, przekształca się w oczach czytelnika w oddanego i kierującego się szczerym uczuciem kochanka. Lolita zaś, na początku zlękniona i bezbronna, zaczyna wykorzystywać miłość Humberta, rozpoczyna z nim grę. Doprowadza mężczyznę do obłędu, później zaś do poświęcenia i uległości. Role zostają niejako odwrócone, sytuacja zaś zaczyna się komplikować.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie sposób opisać wrażenia jakie pozostawi po sobie historia Lolity, jak bardzo wsiąka w umysł czytelnika, jak sprzeczne emocje wywołuje. Wydaje się, że Nabokov manipuluje swoim czytelnikiem tak jak mu się podoba, udaje mu się to jednak rewelacyjnie. Podążając pięknymi słowami, w które ubrana została cała historia, zatracamy gdzieś powoli poczucie rzeczywistości, przyzwoitości i moralności. Osobiście kibicowałam Humbertowi, w pewnym momencie zapomniałam o jego wieku, myślałam jedynie o tym jak nieszczęśliwym jest człowiekiem, jak wielka jest jego miłość, która z góry skazana była na niepowodzenie. W całej swojej beznadziejności, jest to historia piękna, językowo zaś subtelna i wyważona. Nic nie jest powiedziane wprost, opisy pozostawiają luki, które wypełnić może jedynie nasza wyobraźnia. I już od nas samych zależy czy ujrzymy w Humbercie potwora, a w Lolicie  niewinne dziecko, czy też zupełnie odwrotnie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkim tym, którzy jeszcze nie czytali, gorąco polecam ! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3275138187078452382?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3275138187078452382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/09/vladimir-nabokov-lolita.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3275138187078452382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3275138187078452382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/09/vladimir-nabokov-lolita.html' title='Vladimir Nabokov -  &quot;Lolita&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TI4UOsrMGlI/AAAAAAAAASI/s1E3FatIHZw/s72-c/loo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7690826599777904262</id><published>2010-08-15T01:21:00.002+02:00</published><updated>2010-08-23T11:11:51.687+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vladimir Nabokov'/><title type='text'>Vladimir Nabokov - "Kęs życia.. i inne opowiadania"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TGcq4nLQ2cI/AAAAAAAAAR4/kyVyJOwv_Wk/s1600/kess.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 179px; height: 275px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TGcq4nLQ2cI/AAAAAAAAAR4/kyVyJOwv_Wk/s400/kess.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505416221560986050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Vladimir Nabokov&lt;br /&gt;Tytuł: "Kęs życia i inne opowiadania"&lt;br /&gt;Liczba stron : 717&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz pierwszy byłam świadkiem tak pięknie dobranych słów, zdań po brzegi wypełnionych emocjami, niesamowitych metafor, spojrzeń zupełnie nietuzinkowych na rzeczy z pozoru proste i banalne. Zaczynam od takich pochwał, bo trudne znaleźć mi inne słowa, które mogłyby pasować na ten kilkuzdaniowy wstęp. Zaczarował mnie pan Nabokov, zupełnie niespodziewanie, serwując mi prawdziwą czytelniczą ucztę. I chociaż „Kęs życia..” to druga część zbioru opowiadań autorstwa Vladimira Nabokova, dla mnie była pierwszym spotkaniem z jego twórczością. I tak oto zaczarowana, pochłonęłam ponad siedemset stron w zaledwie kilka dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co trochę martwi i smuci, to fakt, że nie sposób zapamiętać każdego z opowiadań. Dodatkowo, czytając je niemal hurtowo, nie mogąc się od nich oderwać, w umyśle pozostała mi jedna wielka mieszanka wątków, postaci i zdarzeń. Są jednak opowiadania, które zrobiły na mnie największe wrażenie i które dzięki temu dobrze pamiętam. Na okładce książki przeczytać możemy, że najbardziej cenione przez samego pisarza były opowiadania „Wiosna w Fialcie” , „Siostry Vane” oraz „Obłok, jezioro, zamek”, dla samych krytyków zaś „Sygnały i symbole”. Spośród nich jedynie „Sygnały i symbole” uzyskały w moich oczach swego rodzaju wyróżnienie. Opowiadanie to przepełnione jest specyficznym strachem i napięciem, które z każdym nowym elementem przybliża nas do tragicznego finału. Takich tragicznych w swojej wymowie zakończeń jest z pozoru u Nabokova znacznie więcej. Jednak to, co łączy wiele z tych, jakby się mogło wydawać, nieszczęśliwych historii, to magia otwartych zakończeń, pozostawiających pole do niezliczonych manewrów, których wynik końcowy zależy od samego czytelnika. Z racji moich pesymistycznych uwarunkowań, osobiście większość z zakończeń przepełniało mnie dziwnym i niejednoznacznym smutkiem. Mam jednak na uwadze, że w wielu przypadkach nie taki był główny zamysł autora.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tematyka, którą zajmuje się Nabokov wydaje się nieskończenie szeroka, wielowarstwowa, stale zazębiająca się o siebie nawzajem. Motywem powtarzającym się w pierwszych z opowiadań jest życie rosyjskich emigrantów w Niemczech ( do których należał sam pisarz), ich relacje z innymi ludźmi, zwyczajnie problemy dnia codziennego. Kolejny temat to ten, którego nie dało się pominąć, a mianowicie temat miłości, zarówno tej spełnionej i jak tragicznej, nieszczęśliwej, naznaczonej zarówno tęsknotą jak i zdradą. Nie brak też wzmianek historycznych jak i opisów dalekich podróży, zarówno tych rzeczywistych jak i tych zupełnie abstrakcyjnych, mających miejsce jedynie w głowie samego bohatera. Tematem, który Nabokov prezentuje wyjątkowo subtelnie, na swój literacki sposób zaś przytłaczająco pięknie, jest temat śmierci i życia pozagrobowego. Nic nie zostaje jednak powiedziane wprost, nic nie jest dane czytelnikowi od razu. Ubolewam nad faktem, że wiele z historii po prostu nie zrozumiałam, nie zdołałam uchwycić tego, co było w nich najważniejsze. Niektóre z opowiadań naprawdę stanowią ciężki orzech do zgryzienia, orzech do którego być może dopiero wielokrotne powroty pozwoliłyby na rozbicie twardej skorupki i wydobycie ukrytego pod nią sensu i znaczenia. To poczucie niepewności jednak w pewien nie dający się wytłumaczyć sposób, stanowi o niezwykłej magii opowiadań Nabokova. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co najbardziej zostaje pobudzone w czasie lektury, tej notabene pięknie wydanej książki, to przede wszystkim wyobraźnia, i to przez duże W. Nie wiem jak to możliwe, ale opisanie zupełnie prozaicznej czynności jaką jest chociażby przekroczenie progu drzwi, w oczach Nabokova, a raczej w papierowym odbiciu ich widoku, urasta do czynności, której poświęcić można całą stronę. Co ważne jednak, nie zanudzając, a wręcz przeciwnie, wciągając w meandry opisu oraz zastosowanych przy tej okazji porównań i odwołań. Zdania, których używa pisarz, nie kończą się jedynie na dwóch linijkach, czasami ciągną się niemal przez pół strony, nie tracąc nic na swojej logiczności oraz zrozumiałości. Zdawać by się mogło, że każdy przedmiot rozważań rozłożony zostaje do części atomowych, powoli, dokładnie i precyzyjnie przekazując obrazy czytelnikowi. Jeszcze nigdy dotąd nie włożyłam tyle wysiłku w próbę wyobrażenia sobie tych wszystkich poszczególnych elementów, jeszcze nigdy wcześniej aż tak bardzo nie pobudziłam swojej wyobraźni. Jak przebudzona z niemal zimowego snu, odżyła i prosi o więcej ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje czytelnicze plany chyba znów ulegną zmianie podążając za falą fascynacji, jaką wprawił w ruch pan Nabokov,. Już nie mogę się doczekać książek „Lolita” oraz „Ada albo żar”, mam tylko nadzieję, że przy okazji ich lektury, wspomniana wyżej fala nie zaleje i nie utopi mojego zachwytu  ;)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec mały fragment wybrany spośród wielu zaznaczonych. &lt;br /&gt;Opowiadanie pt. „Mademoiselle O”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Widziany przez te magiczne szkiełka ogród stawał się osobliwie nieruchomy i daleki. Jeśli patrzyło się przez granatową szybę, piasek zmieniał się w popiół, a atramentowe drzewa pływały w tropikalnym niebie. Żółta szyba tworzyła bursztynowy świat, zalany mocno naciągniętą herbatą słonecznego światła. W czerwonej szybce liście ociekały rubinowym mrokiem ponad koralową ścieżką. Zielona nasączała zieleń jeszcze zieleńszą zielonością. A kiedy po takim bogactwie doznań zwracało się wzrok na kwadracik normalnego, pozbawionego smaku szkła, z samotnym komarem albo kulawą komarnicą, było to jak łyk wody, kiedy nie ma się pragnienia – widziało się jakże rzeczową białą ławeczkę pod dobrze znanymi drzewami. Ale właśnie przez tę szybkę pragnęła w późniejszych latach spojrzeć wycieńczona upałem nostalgia.” &lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7690826599777904262?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7690826599777904262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/08/vladimir-nabokov-kes-zycia-i-inne.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7690826599777904262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7690826599777904262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/08/vladimir-nabokov-kes-zycia-i-inne.html' title='Vladimir Nabokov - &quot;Kęs życia.. i inne opowiadania&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TGcq4nLQ2cI/AAAAAAAAAR4/kyVyJOwv_Wk/s72-c/kess.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7085117549041865291</id><published>2010-08-05T08:44:00.003+02:00</published><updated>2010-08-23T11:12:47.687+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stanisław Karolewski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jerzy Illg'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='. książkowe nabytki'/><title type='text'>Angielskie zdobycze ;)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TFpg0H4AsXI/AAAAAAAAARw/PZbCJK2ES7k/s1600/IMG_0004.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TFpg0H4AsXI/AAAAAAAAARw/PZbCJK2ES7k/s400/IMG_0004.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5501816343369920882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto skromny wynik mojego miesięcznego pobytu w Londynie i jednocześnie&lt;br /&gt;usprawiedliwienie mojej długiej nieobecności tutaj ;) Zasób księgarń i antykwariatów nie raz wprawiał mnie w zachwyt, jednakże zdołałam opanować żądze posiadania wszystkich znajdujących się w nich książek. I aby nie stracić wszystkich zarobionych  pieniędzy, zakupiłam jedynie kilka. Te, co do których jestem pewna, że nie tylko będą zdobić półkę, ale również zostaną przeczytane ;) Bo książek, które kusiły pięknymi wydaniami również było bez liku. Podsumowując, powoli wracam do polskiej rzeczywistości i reanimuje mojego zakurzonego bloga !  ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7085117549041865291?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7085117549041865291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/08/angielskie-zdobycze.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7085117549041865291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7085117549041865291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/08/angielskie-zdobycze.html' title='Angielskie zdobycze ;)'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TFpg0H4AsXI/AAAAAAAAARw/PZbCJK2ES7k/s72-c/IMG_0004.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2355744740457545639</id><published>2010-06-30T12:40:00.002+02:00</published><updated>2010-06-30T12:42:59.414+02:00</updated><title type='text'>Laura Whitcomb - "Światła pochylenie"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TCsfpf7EpBI/AAAAAAAAARo/7fHJ_S5-azI/s1600/swiatla_pochylenie_large.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TCsfpf7EpBI/AAAAAAAAARo/7fHJ_S5-azI/s200/swiatla_pochylenie_large.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488515368685446162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Laura Whitcomb&lt;br /&gt;Tytuł : "Światła pochylenie"&lt;br /&gt;Ilość stron: 231&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka „Światła pochylenie” to debiutancka powieść Laury Whitcomb. Ciężko o jednoznaczną klasyfikacje przedstawionej w niej historii. Trochę w niej fantastycznych elementów, rozważań na temat życia po śmierci, do tego zwyczajne problemy nastolatków, wreszcie zaś wątek romansowy, wielka miłość pomiędzy dwójką głównych bohaterów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już od początku wiadome jest, że do czynienia mamy z tematem dość niezwykłym, z materią, która dla przeciętnego człowieka jest niedostrzegalna. Helen, główna bohaterka książki określą samą siebie jako „Światło”. Helen jest duchem, ale duchem, który potrzebuje opiekuna, gospodarza. Można by rzec, że jest swego rodzaju aniołem stróżem dla osoby z którą przebywa. Towarzyszy swojemu gospodarzowi do póki ten nie odejdzie z tego świata. W jednym z przypadków jest nawet głównym źródłem natchnienia dla swojego opiekuna, który stara się napisać książkę. Helen nie ma ciała, ale nie znaczy to, że jest zupełnie pozbawiona uczuć. Wręcz przeciwnie, bardzo pragnie, aby ktoś ją dostrzegł, by poczuł jej obecność. W końcu udaje jej się nawiązać kontakt wzrokowy z jednym z uczniów swojego gospodarza. Okazuje się, że chłopiec również jest, a raczej był „Światłem”. Udało mu się jednak znaleźć ciało, w które mógł wstąpić i poniekąd przejąć życie jego właściciela. Od tej pory, głównym celem zauroczonej w sobie dwójki bohaterów jest znalezienie ciała dla Helen, aby i ona mogła przebywać w świecie żywych, a co najważniejsze, by mogła poczuć Jamesa. W końcu Helen znajduje ciało, w które może wstąpić. Jak się jednak okazuje, nie jest to wcale początek wspólnego, szczęśliwego życia. Przed Helen i Jamesem wiele przygód oraz niemałych kłopotów. Jak długo bowiem można udawać kogoś kim się nie jest, żyć w ciele, które należy do kogoś innego ? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę czyta się łatwo i szybko. Nie jest jednak lekturą porywającą, za dużo w niej nierealnych sytuacji i banalnych zdarzeń. Nie zachwycił mnie także język jakim posługuje się autorka. Mam wrażenie, że gdyby zdania nie były tak proste, a słownictwo choć trochę bogatsze, atmosfera i klimat jaki starała się stworzył, zdecydowanie bardziej by do mnie przemówił. A tak, przeczytałam i odłożyłam na półkę, było minęło. Książka zdecydowanie dla młodszej grupy czytelniczej,  przynajmniej ja mam takie odczucia. Z tego co zauważyłam zbiera jednak same pozytywne opinie, nie wiem więc czemu, ale mnie niestety nie zachwyciła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2355744740457545639?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2355744740457545639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/06/laura-whitcomb-swiata-pochylenie_30.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2355744740457545639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2355744740457545639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/06/laura-whitcomb-swiata-pochylenie_30.html' title='Laura Whitcomb - &quot;Światła pochylenie&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TCsfpf7EpBI/AAAAAAAAARo/7fHJ_S5-azI/s72-c/swiatla_pochylenie_large.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-620646080125089045</id><published>2010-06-30T12:32:00.002+02:00</published><updated>2010-06-30T12:39:57.441+02:00</updated><title type='text'>„Anima Vilis” - Krzysztof T. Dąbrowski</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TCse870iVmI/AAAAAAAAARg/Agq6TSAqKYc/s1600/okladka-200.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 138px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TCse870iVmI/AAAAAAAAARg/Agq6TSAqKYc/s200/okladka-200.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488514603080111714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Krzysztof T. Dąbrowski&lt;br /&gt;Tytuł: "Anima Vilis"&lt;br /&gt;Ilość stron: 369&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbiór opowiadań grozy, „Anima Vilis”,  Krzysztofa T. Dąbrowskiego to książka trudna do oceny. Z jednej strony kojarzy się z bardzo słabą fantastyką, mało mroczną i pozbawioną jakiegokolwiek klimatu grozy, a jednak nie sposób nie doczytać książki do końca. Zalety tej pozycji są bardzo widoczne, prostota dająca dużo rozrywki, a tym samym łatwość czytania. Nie jest to jednak w żadnym wypadku książka, którą wzbudza w czytelniku poczucie strachu, a same opowiadania bardzo często raczej śmieszą i bawią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie lektury do czynienia mamy z wydarzeniami paranormalnymi, światem umarłych oraz atmosferą o zabarwieniu fantastycznym. Dobrym dodatkiem jest wieś, zarówno współczesna jak i sprzed kilkuset lat. Wszystko to powinno być przepisem na dobry horror, a jednak czegoś tutaj brakuje. Być może taki był zamysł autora, być może opowiadania te nie miały na celu całkowitego sparaliżowania czytelnika. Językowi, którym posługuje się autor również daleko do budowania niepewności czy napięcia. W czasie lektury możemy wcielić się w psa czy dziewczynkę, chociaż tak naprawdę czegoś tu brakuje, aby móc w pełni stać się chociaż przez chwilę jedną z tych postaci.  Jedna z bohaterek opowiadań, Martynka i jej przesadnie dziecięce wypowiedzi troszkę drażnią. Być może jest do próba przedstawienia świata w wersji bardziej strasznej, tej widzianej oczami dziecka, które jeszcze wiele nie rozumie i boi się prawie wszystkiego. Kolejna z postaci, która wzbudziła we mnie mieszane uczucia to Święty Mikołaj. Osadzenie naszego dobrego Mikołaja w fantastycznym świecie to rzecz trochę dziwna, aczkolwiek nie można nie uznać jej za pomysłową. Autor opowiadań pokusił się również o próbę imitacji wiejskiego żargonu. Teoretycznie przypomina on gwarę, ale właściwie nie wiadomo jaką. Ciężko się nie uśmiechnąć, szczególnie jeśli ma się do czynienia z gwarą i społeczeństwem wiejskim. I tak, z obiecywanej czytelnikowi „[...] szczypty czarnego humoru, groteski i cynizmu”, do czynienia mamy przede wszystkim z groteską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Anima Vilis” poleciłabym każdemu, kto chce coś poczytać coś ‘lekkiego’ w autobusie czy pociągu. . Książka nie wymaga zbytniego wysiłku intelektualnego, czyta się szybko i całkiem przyjemnie. I to właśnie z tego powodu nie można jej jednoznacznie określić jako słabej, bo mimo wszystko przyjemność czytania gwarantowana. Na wakacje w pobliżu przyrody nadaje się w sam raz. Z resztą, może wtedy bardziej mrozi krew w żyłach? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-620646080125089045?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/620646080125089045/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/06/anima-vilis-krzysztof-t-dabrowski.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/620646080125089045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/620646080125089045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/06/anima-vilis-krzysztof-t-dabrowski.html' title='„Anima Vilis” - Krzysztof T. Dąbrowski'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TCse870iVmI/AAAAAAAAARg/Agq6TSAqKYc/s72-c/okladka-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5373322537455787083</id><published>2010-06-20T12:26:00.003+02:00</published><updated>2010-06-20T12:55:35.440+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Colette'/><title type='text'>Colette - "Czyste, nieczyste"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TB3y3gGAqtI/AAAAAAAAARQ/5HLOnz8oGzg/s1600/Czyste-nieczyste_Colette,images_big,29,978-83-7414-595-4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TB3y3gGAqtI/AAAAAAAAARQ/5HLOnz8oGzg/s200/Czyste-nieczyste_Colette,images_big,29,978-83-7414-595-4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5484806956529003218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Colette&lt;br /&gt;Tytuł: "Czyste, nieczyste"&lt;br /&gt;Ilość stron : 167&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Colette opowiada o erotyzmie. W najróżniejszych jego odmianach. Pisze o ludziach, których znała. Duchowych hermafrodytach, biseksualistach, homoseksualistach, lesbijkach. O ich miłosnych fascynacjach. O smutku. I o pragnieniu czystości.”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednorazowa lektura książki „Czyste, nieczyste” to zdecydowanie za mało. I nie chodzi tu o mój zachwyt nad pisarstwem pani Colette, a pewien czytelniczy niedosyt. Mam wrażenie, że trudno wyciągnąć z treści wszystko, co zostało tam skrzętnie zawarte, już po pierwszym czytaniu. Chyba dopiero wielokrotna lektura pozwala dostrzec wszystkie meandry myślowe autorki, a tym samym odnaleźć się w klimacie, który stworzyła na kartach „Czystych, nieczystych”. Nie można jednak oprzeć się wyjątkowej delikatności i zmysłowości narracji, jaką już od pierwszych stron prowadzi Colette.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Colette, kobieta wyzwolona i odważna w swoich poglądach, znana jest przede wszystkim ze swojego cyklu powieści „Klaudyna”. Książkę „Czyste, nieczyste” uważa jednak za najlepszą w całym swoim pisarskim dorobku. Wydana po raz pierwszy w 1932 roku pod tytułem „Te rokosze...” zdecydowanie nie pasowała do czasów, w których temat homoseksualności okryty był jeszcze grubym płaszczem skrępowania. Colette, której nie była jednak obca miłość damsko-damska, pokazuje jej ukryte piękno i specyficzną naturę. Książka stanowi częściowo autobiografię autorki, łącząc w sobie zarówno jej własne wspomnienia, jak i historie ludzi, których spotkała na swojej drodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją opowieść Colette zaczyna od wizyty w palarni opium. Obserwacja znajdujących się tam ludzi, skłania autorkę do refleksji na temat ludzkich pragnień i potrzeb, których nie sposób nasycić. Znajomy, którego spotyka, obdarzony przydomkiem Don Juana opowiada o swoich miłosnych podbojach, zmęczeniu obecnymi kochankami. Typ mężczyzny rozchwytywanego, który mógł wybierać, przebierać, brać i odrzucać przyznaje się jednak do swojego poczucia niedosytu, zazdrości kobietom rozkoszy, której on nigdy w pełni nie doświadczył. Poznajemy także jedną z kochanek Colette, Chevaliere, tajemniczą kobietę, z którą Colette opuszcza palarnię. Colette widzi w niej uosobienie figury hermafrodyty, twierdząc iż „istota o niepewnej lub ukrytej płci posiada niesłychaną moc uwodzenia”. Wśród wielu bohaterów i ich miłosnych perypetii, przypadek „Ladies of Llangolen” wydaje się w całej opowieści Colette najważniejszym, ale też i najciekawszym. Sarah i Eleanor, para kochanek sprzed dwustu lat, skazana na ucieczkę z powodu presji społeczeństwa, wiodła wspólne życie przez ponad pięćdziesiąt lat. Colette opowiada ich historię, przytaczając także fragmenty dziennika jednej z nich, przepełnione ciepłymi słowami i szczerymi wyrazami miłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Colette nie ocenia swoich bohaterów, nie wywyższa także homoseksualności,  przedstawia ją jako coś naturalnego, bez skrępowania, ale też bez narzucania swoich poglądów. Jawi się Colette jako dobra słuchaczka, pilna obserwatora swojego otoczenia, dociekająca relacji między płciami, opisująca miłości wszelakie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama przeczytałam „Czyste, nieczyste” tylko raz,  nie zachwyciła mnie tak jak myślałam, ale też nie rozczarowała. Zwyczajnie zapomniałam, że nie należy oczekiwać po książce napisanej w pierwszej połowie XX wieku, dodatkowo poruszającej tak delikatne wówczas tematy, czegoś niesamowitego i powalającego. Opisy, które być może wtedy były swoistym wykroczeniem poza granice przyzwoitości, teraz są czymś zupełnie naturalnym, niemal codziennym. Myślę, że gdyby Colette wydała swoją książkę w XXI wieku, pozwoliłaby sobie na więcej dosadności i bezpośredniości. Nie można jednak odmówić książce uroku, a samej Colette wyczucia i dobrego smaku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem kim jest kobieta na okładce, próbowałam to sprawdzić, ale niestety bez efektu. Nie wydaje mi się, aby była to pani Colette ( chociaż może się mylę ). Pomimo tego, okładka cudowna ! Kobiecość i zmysłowość w czarno-białej oprawie, super ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5373322537455787083?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5373322537455787083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/06/colette-czyste-nieczyste.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5373322537455787083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5373322537455787083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/06/colette-czyste-nieczyste.html' title='Colette - &quot;Czyste, nieczyste&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/TB3y3gGAqtI/AAAAAAAAARQ/5HLOnz8oGzg/s72-c/Czyste-nieczyste_Colette,images_big,29,978-83-7414-595-4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5838922937814949809</id><published>2010-05-21T22:16:00.002+02:00</published><updated>2010-05-21T22:22:06.365+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Izabela Szolc'/><title type='text'>"Martwy punkt" - Izabela Szolc</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S_bq9wbZZqI/AAAAAAAAARA/ryXnU5gJ_o0/s1600/92176_martwy-punkt_200.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 135px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S_bq9wbZZqI/AAAAAAAAARA/ryXnU5gJ_o0/s200/92176_martwy-punkt_200.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5473820743808149154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł: "Martwy punkt"&lt;br /&gt;Autor: Izabela Szolc&lt;br /&gt;Ilość stron: 189&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam bogatych doświadczeń jeżeli chodzi o kryminały, dlatego też ciekawa byłam czy książka Izabeli Szolc „Martwy punkt” zwiększy czy też zmniejszy mój apetyt na tego typu powieści. Moje miłe wspomnienia z lektury niezwykle kobiecych opowiadań ze zbioru „Naga” zderzyły się z zupełnie innych, zimnym i brutalnym tematem morderstw. I niestety, albo i stety, o wiele bardziej podobała mi się autorka w tej pierwszej wersji.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jednak do książki „Martwy punkt”, z racji tego, że jest ona kontynuacją historii „Cichy zabójca”, której niestety nie czytałam, brakowało mi pewnych informacji o życiu głównej bohaterki. Nie wiem, czy są one w pełni podane w poprzedniej części, czy też nie i pewnie już się nie dowiem. Utwierdziło mnie to jednak w przekonaniu, że wszelkie kontynuacje wypada, z czystej, czytelniczej ciekawości, czytać tak jak należy, czy zwyczajnie po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główna bohaterka, komisarz Anna Hwierut, pracuje nad sprawą tajemniczych zabójstw młodych dziewczyn. Jak nie trudno się domyśleć, wszystkie historie są w pewien sposób ze sobą powiązane, jeden trop prowadzi do drugiego. Obok życia, które toczy się na posterunku i biurze, w którym pracuje Anna, do czynienia mamy także z prywatnym życiem głównej bohaterki. Jej sytuacja oraz problemy idealnie wpasowują się w klimat, który stworzyła autorka. W pracy, jak na panią komisarz przystało, surowa, zimna i profesjonalna, po skończonej dniówce, udająca się na wizyty do psychologa, wciąż poszukująca miłości, samotna kobieta. Mieszanka środowisk, które przeplatają się na kartach powieści to świat prostytucji, nocnych klubów, porządnych rodzin, a także zakonnic. Oprócz tego kilka zagadek, wątpliwości i niedopowiedzeń. Historię przeplatają także wstawki, cytaty z książek traktujących o zabójstwach i psychice samych morderców. Niby trochę wepchane na siłę, ale w gruncie rzeczy nie przeszkadzają, a nawet urozmaicają lekturę.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł na książkę, pomimo, iż wydawać by się mógł mało oryginalny, to jednak jest dobry na tyle, aby stworzyć trzymający w napięciu kryminał. Niestety, tego napięcia u Izabeli Szolc jest bardzo mało, rzeczy dzieją się bardzo szybko, wątki kończą się jeszcze zanim zdąża się rozwinąć. Nie poruszyła mnie przedstawiona w książce historia, zabrakło odpowiedniej dawki emocji, by mogła na dłużej zapisać się w pamięci. Zdecydowanie wole kobiece wydanie pisarstwa pani Szolc ;)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5838922937814949809?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5838922937814949809/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/05/martwy-punkt-izabela-szolc.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5838922937814949809'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5838922937814949809'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/05/martwy-punkt-izabela-szolc.html' title='&quot;Martwy punkt&quot; - Izabela Szolc'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S_bq9wbZZqI/AAAAAAAAARA/ryXnU5gJ_o0/s72-c/92176_martwy-punkt_200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2688214073059497647</id><published>2010-05-07T19:51:00.004+02:00</published><updated>2010-05-07T19:59:55.800+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Goscinny'/><title type='text'>"Nowe przygody Mikołajka" - Gościnny, Sempe</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S-RUdf60dpI/AAAAAAAAAQ4/sig53TjTc1c/s1600/mikolajek.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 143px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S-RUdf60dpI/AAAAAAAAAQ4/sig53TjTc1c/s200/mikolajek.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5468588713295771282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Goscinny, Sempe&lt;br /&gt;Tytuł : "Nowe przygody Mikołajka"&lt;br /&gt;Ilość stron: 625&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przesympatyczny chłopczyk z tego Mikołajka ! &lt;br /&gt;Wysunął się nawet na prowadzenie przed niżej prezentowanym stosikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;        Przez jakiś czas był jedną z najbardziej rzucających się w oczy postaci na półkach każdego Empiku, a mimo to do tej pory nie miałam okazji dowiedzieć się, czym takim ten mały bohater zjednał sobie serca tylu ludzi. Teraz już wiem i bardzo jestem z tej wiedzy rada. Trzeba przyznać, że pomimo swojego dziecięcego rozumku, chociaż chyba właśnie dzięki niemu, Mikołajek potrafi zdziałać wiele – bawić, wzruszyć, a mnie nawet niejednokrotnie rozczulić. Świat widziany oczami małego chłopczyka, w sprytny sposób potrafiącego wytłumaczyć sobie wszystko co dzieje się wokół  ( nie ważne, że niejednokrotnie nijak to się ma do rzeczywistości ) urzeka swoją niewinnością. Bo pomimo wielu wybryków, krzyków i płaczów, Mikołajek to dobry chłopiec, myślący bardzo prosto i mający zawsze z dobre intencje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      Nie można pominąć także wspaniałych rysunków pana Sempe, które uzupełniają każdą z przygód naszego małego bohatera. Proste i zabawne w swojej wymowie szkice jeszcze bardziej zbliżają czytelnika z Mikołajkiem, pokazując jak cudownym i zabawnym jest każdy dzień jego życia. Każda, nawet najmniejsza okazja, tak prozaiczne już dla nas dorosłych posiłki czy wyjście do znajomych, jest kolejną, bardzo ważną dla Mikołajka lekcją. A wyciąganie czasem wręcz absurdalnych wniosków z każdej z nich, nie pozwala zapomnieć, że wciąż mamy do czynienia z małym chłopcem, którego wyobraźnia stale pracuje na najwyższych obrotach ! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      "Mikołajek" to książka uniwersalna, sprawiająca przyjemność zarówno dzieciom ( dla których głównie jest skierowana ) ale także i dorosłym. Myślę, że nawet pan z siwym wąsem miał by przy lekturze opowiadań nie lada gratkę. Warto więc wracać do przygód Mikołajka, by nie zapomnieć jak to fajnie było być kiedyś takim małym dzieckiem, ‘no bo co w końcu kurczę blade’  ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2688214073059497647?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2688214073059497647/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/05/nowe-przygody-mikoajka-goscinny-sempe.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2688214073059497647'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2688214073059497647'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/05/nowe-przygody-mikoajka-goscinny-sempe.html' title='&quot;Nowe przygody Mikołajka&quot; - Gościnny, Sempe'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S-RUdf60dpI/AAAAAAAAAQ4/sig53TjTc1c/s72-c/mikolajek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1739546129438102085</id><published>2010-05-05T15:03:00.004+02:00</published><updated>2011-10-10T13:30:59.161+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Archipelag'/><title type='text'>Archipelag - magazyn literacki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S-Fs3nNzL6I/AAAAAAAAAQo/jmToylK4d-o/s1600/Archipelag.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 283px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S-Fs3nNzL6I/AAAAAAAAAQo/jmToylK4d-o/s400/Archipelag.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467771125279960994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam do lektury Archipelagu! Nowego, niezależnego magazynu literackiego.&lt;br /&gt;O książkach, pisarzach, miejscach literackich podróży, sztuce i filmie oczami nas, wytrwałych w tworzeniu pisma miłośniczek słowa ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość oraz możliwość ściągnięcia na stronie : &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.archipelag-magazyn.pl/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1739546129438102085?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1739546129438102085/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/05/archipelag-magazyn-literacki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1739546129438102085'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1739546129438102085'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/05/archipelag-magazyn-literacki.html' title='Archipelag - magazyn literacki'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S-Fs3nNzL6I/AAAAAAAAAQo/jmToylK4d-o/s72-c/Archipelag.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4611783749875869866</id><published>2010-04-28T16:21:00.005+02:00</published><updated>2010-05-21T22:22:30.486+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='. książkowe nabytki'/><title type='text'>To, co lubimy najbardziej - Stosik ;)</title><content type='html'>Uwielbiam kwiecień, &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urodziny + Światowy Dzień Książki = stosik nowych książek ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S9hE4UeTljI/AAAAAAAAAQg/wzeH7NmIHQ0/s1600/IMG_0067.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S9hE4UeTljI/AAAAAAAAAQg/wzeH7NmIHQ0/s400/IMG_0067.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5465193882173281842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dołu :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1)&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Vladimir Nabokov – „Kęs życia” &lt;/span&gt;( Moje pierwsze spotkanie z jego twórczością, cudowna okładka ;)  )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2)&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gabriel Garcia Marquez – „Rzecz o mych smutnych dziwkach”&lt;/span&gt; ( Wciąż mam w pamięci niedokończone ‘sto lat samotności’, mam nadzieję, że z tą książką pójdzie łatwiej ) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3)&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Marek Hłasko – „Pierwszy krok w chmurach”&lt;/span&gt; ( Wiele o niej słyszałam i czytałam, więc dobra okazja by wreszcie samemu przeczytać :) ) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4)&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Colette – „Czyste, nieczyste”&lt;/span&gt; ( Póki co, treść tej właśnie książki kusi mnie najbardziej, pewnie pójdzie na pierwszy ogień. Rzecz o erotyzmie, homoseksualizmie i miłosnych fascynacjach,  ;) )  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5)&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mary Roach – „Bzyk”&lt;/span&gt;  ( Tematyka podobna do pozycji poprzedniej, chociaż ujęta chyba w nieco inny sposób. Mam nadzieję, że ‘naukowość’ nie odbierze jej charakterku ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6)&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;J.M Coetzee – „Chłopięce lata”&lt;/span&gt; ( Moja druga po ‘Hańbie’ książka pana Coetzee, strasznie podoba mi się wydanie wszystkich jego książek, może kiedyś uda się zebrać całą kolekcję )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7)&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Izabela Szolc – „Martwy punkt” &lt;/span&gt;( Również drugie spotkanie z jej pisarstwem, po pierwszym byłam pozytywnie zaskoczona, więc mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie ) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8)I na koniec trochę poezji, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Marcin Świetlicki – „ 49 wierszy o wódce i papierosach” &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4611783749875869866?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4611783749875869866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/04/to-co-lubimy-najbardziej-stosik.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4611783749875869866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4611783749875869866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/04/to-co-lubimy-najbardziej-stosik.html' title='To, co lubimy najbardziej - Stosik ;)'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S9hE4UeTljI/AAAAAAAAAQg/wzeH7NmIHQ0/s72-c/IMG_0067.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6834971617929456335</id><published>2010-04-20T20:47:00.003+02:00</published><updated>2010-05-21T22:22:22.471+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Izabela Szolc'/><title type='text'>"Naga" - Izabela Szolc</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S83441Tp3lI/AAAAAAAAAQY/yjNxfYIZRm4/s1600/7f640ff9bdef19fca2fba06e29c083a2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S83441Tp3lI/AAAAAAAAAQY/yjNxfYIZRm4/s200/7f640ff9bdef19fca2fba06e29c083a2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5462295578336157266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł : "Naga"&lt;br /&gt;Autor: Izabela Szolc &lt;br /&gt;Ilość stron: 153&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Naga” pod swoją niezwykle wymowną okładką skrywa bardzo prawdziwe i niezwykle kobiece opowiadania. Dziesięć opowiadań to dziesięć różnych kobiet. Każda z nich boryka się z innym problemem, stoi przed ważnym wyborem, próbuje zrozumieć swoje uczucia czy też odnaleźć się w nowej sytuacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznajemy fragment z życia kochanki, kobiety która na co dzień musi borykać się z wieloma wewnętrznymi sprzecznościami i skrajnymi uczuciami. Dalej mamy okazję towarzyszyć emocjom, które budzą się w kobiecie wraz z rozwijającym się w jej łonie dzieckiem. Macierzyństwo w opowiadaniach Izabeli Szolc pokazane zostaje z dwóch stron, kobiety oczekującej dziecka, jak i dorosłej już kobiety i jej relacji z matką. Nie są to jednak typowe, uporządkowane stosunki oparte na bezwarunkowej miłości. Autorka dotyka także tematów bardzo delikatnych i nieprzyjemnych. Otwarcie traktuje temat gwałtu, a także śmierci i samotności, zagubienia się kobiety i prób uporządkowania swojego życia na nowo, odnalezienia sensu i spokoju. Opowiadanie, które najbardziej utkwiło mi w pamięci to ostatnie, dziesiąte, traktujące o transseksualizmie. Zagubienie się głównej bohaterki/bohatera i pokonywanie wielu przeszkód na drodze do swojego szczęścia najbardziej porusza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez kartki wszystkich opowiadań przewija się rzecz najważniejsza dla każdej z kobiet – miłość. Miłość mająca wiele odcieni, szukająca spełnienia, zraniona, ale także ta zmieniona w nienawiść. W gruncie rzeczy są to smutne opowiadania, pomimo często szczęśliwego zakończenia, ma się wrażenie ciągłej melancholii i zadumy. Pisane czasami bardzo  potocznie, czasami poetycko i metaforycznie. Z pewnością trafią do kobiet zaczytanych w twórczości Emilii Dickinson oraz Sylvii Plath. Fragmenty ich utworów pojawiają się w bowiem w opowiadaniach, idealnie wpasowując się w klimat jaki tworzy zbiór „Naga”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6834971617929456335?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6834971617929456335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/04/naga-izabela-szolc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6834971617929456335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6834971617929456335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/04/naga-izabela-szolc.html' title='&quot;Naga&quot; - Izabela Szolc'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S83441Tp3lI/AAAAAAAAAQY/yjNxfYIZRm4/s72-c/7f640ff9bdef19fca2fba06e29c083a2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5270742759698127723</id><published>2010-04-14T00:07:00.003+02:00</published><updated>2010-04-14T00:13:30.322+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mary Roach'/><title type='text'>Mary Roach - "Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S8TsBt2XgRI/AAAAAAAAAQI/Zpn0BGFEUZw/s1600/Duch-Nauka-na-tropie-zycia-pozagrobowego_Mary-Roach,images_big,23,978-83-240-1297-8.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S8TsBt2XgRI/AAAAAAAAAQI/Zpn0BGFEUZw/s200/Duch-Nauka-na-tropie-zycia-pozagrobowego_Mary-Roach,images_big,23,978-83-240-1297-8.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5459748162511536402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tytuł: "Duch.Nauka na tropie życia pozagrobowego"&lt;br /&gt;Autor: Mary Roach&lt;br /&gt;Ilość stron: 272&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat życia po śmierci nigdy jakoś specjalnie mnie nie interesował. Owszem, wierzę, że nasze życie nie kończy się wraz ze śmiercią, ale nigdy nie potrzebowałam na to żadnych naukowych dowodów. Do kwestii istnienia duchów zaś podchodzę dość sceptycznie. Nigdy nie miałam tego typu doświadczeń i jakoś specjalnie nie ubolewam nad tym faktem. Po książkę Mary Roach sięgnęłam jednak z czystej ciekawości. Miłym zaskoczeniem już na początku lektury jest sposób w jaki prowadzona jest narracja, nie brakuje lekkiego humoru i co najważniejsze, obiektywnego podejścia do tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorka zaczyna swoje rozważania na temat życia po śmierci od  tematu wiary w reinkarnacje, cieszącą się ogromną popularnością w Indiach. Tam również udaje się w celu znalezienia „żywych” dowodów owego procesu, opisując przy okazji przekonania i postawy tamtejszej ludności wobec reinkarnacji. Zajmuje się także sławnymi 21 gramami, rzekomą wagą ludzkiej duszy. Opisuje także inne próby, jakich podejmowali się badacze, aby potwierdzić lub też zakwestionować uzyskane wyniki. Eksperymenty, które przeprowadzano nigdy jednak nie potwierdziły żadnej konkretnej wagi. Skoro jednak zakładano, że dusza istnieje i wraz ze śmiercią opuszcza ludzkie ciało, czym tak naprawdę jest? To z jakiej materii może być złożona i gdzie dokładnie ma się znajdować w ludzkim ciele, to kolejne tematy, którym poświęca swoją uwagę pani Roach. To, co należy uznać za duży plus to fakt, że często sama żartuje z przytaczanych przez siebie danych i naukowych spekulacji. Poddaje także swojej osobistej analizie seanse spirytystyczne, które to zazwyczaj kojarzą nam się z ustawianiem się w kole, zapalaniem świeczek i głośnym nawoływanie duchów. Są jednak osoby, które przekonane są o swoich nadzwyczajnych zdolnościach w tym temacie i im również przygląda się autorka książki. Tematem, który zainteresował mnie najbardziej, a któremu poświęcono najmniej miejsca jest śmierć kliniczna. Relacje ludzi, którzy widzieli swoje ciała leżące na łóżkach a sami unosili się gdzieś ponad również zostają dokładnie przeanalizowane, wraz ze wszystkimi towarzyszącymi im okolicznościami. Pomimo kilkakrotnych prób podejmowanych na różnych osobach, odpowiedzi na wiele pytań związanych ze śmiercią kliniczną niestety wciąż brak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobało mi się podejście autorki do tematu, naukowo i poważnie ale również z lekkim przymrużeniem oka. Nie umniejsza to jednak wysiłkowi jaki poświęciła na zbieranie materiału do swojej publikacji i zaangażowania w swoją pracę. Mary Roach nie próbuje także nikogo przekonywać do czegokolwiek, pozostawiając czytelnika z czystymi faktami i miejscem na własne wnioski. Lektura odpowiednia zarówno dla osób wierzących i jak i nie wierzących w duchy oraz wszelkie inne formy życia po życiu ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec fragment, który wywołał lekki uśmiech na mojej twarzy :      &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;„Ostatnio często zastanawiam się nad mechanizmami tej niezgłębionej mieszanki metafizyki i embriologii. Jak to się dzieje, że nagle bezdomna dusza zagnieżdża się w nowym miejscu ? W jaki sposób duch, żeby użyć może bardziej precyzyjnego słowa, wnika w grudkę komórek mnożących się po cichu w macicy? Jak się tam dostaje?”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5270742759698127723?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5270742759698127723/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/04/mary-roach-duch-nauka-na-tropie-zycia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5270742759698127723'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5270742759698127723'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/04/mary-roach-duch-nauka-na-tropie-zycia.html' title='Mary Roach - &quot;Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S8TsBt2XgRI/AAAAAAAAAQI/Zpn0BGFEUZw/s72-c/Duch-Nauka-na-tropie-zycia-pozagrobowego_Mary-Roach,images_big,23,978-83-240-1297-8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3248451767420701628</id><published>2010-03-30T17:12:00.002+02:00</published><updated>2010-03-30T17:19:44.473+02:00</updated><title type='text'>"Trendologia" - James Harkin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S7IWeYklicI/AAAAAAAAAQA/dNrAngsZVsw/s1600/Harkin_Trendologia_500pcx.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S7IWeYklicI/AAAAAAAAAQA/dNrAngsZVsw/s200/Harkin_Trendologia_500pcx.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454446809946884546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : James Harkin &lt;br /&gt;Tytuł : "Trendologia"&lt;br /&gt;Ilość stron : 192&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Trendologia” , kolejna książka z serii „punkty przełomowe” już nie tylko prowokuje do zmiany sposobu myślenia, ale przede wszystkim poszerza naszą wiedzę. Przełomowe idee, którym przygląda się i opisuje w swojej książce James Harkin, współpracownik „Guardiana” oraz „Financial Timesa” ujęte zostały w zgrabne i przystępne eseje. Każdy z nich poświęcony jest jednej idei, przedstawia okoliczności, w których doszło do jej powstania, a także odautorski krótki komentarz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pośród siedemdziesięciu dwóch esejów znajdziemy wyjaśnienie wielu pojęć, które na pewno brzmią nam znajomo, jednak być może nie są w pełni zrozumiałe. Wiele nazw idei zaczerpniętych zostało także z języka angielskiego. I tak na przykład dowiadujemy się, że „crowd – sourcing” to nic innego jak „żerowanie na wiedzy tłumów” , które najlepiej spisuje się w czasie stawiania zakładów czy też w powstawaniu znanej każdemu Wikipedii. Innym przykładem jest „nadzór peer –to – peer” , który w dzisiejszych czasach staje się coraz bardziej widoczny oraz wykorzystywany. Dzięki wielu nośnikom umożliwiającym zapisywanie informacji, prawie na każdym kroku ktoś nas nagrywa czy podsłuchuje. Nadzór ten jednak w bardzo łatwy sposób może obrócić się przeciwko nam, o czym przestrzega nas Harkin. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok pojęć z dziedziny socjologii czy marketingu, w książce znajdziemy także wiele pojęć z dziedziny ekonomii czy polityki. Przedstawione zostały one jednak w bardzo przystępny sposób, tłumacząc m.in. pojęcia takie jak „ ekonomia doświadczenia „ czy „ekonomia wsparcia” .Ta pierwsza to nic innego jak coraz częstsza zmiana sposobu myślenia, dzięki któremu zamiast dóbr materialnych, o wiele chętniej gromadzimy w swoim życiu, doświadczenia, które rzeczywiście sprawiają, że stajemy się bogatsi. „Ekonomia wsparcia” zaś powoli wypiera myślenie „zrób to sam” i zastępuje go poszukiwaniem pomocy u innych. Okazuje się, że konsumentów coraz częściej przytłacza ogromna liczba wyborów i z przyjemnością skorzystają z usługi „zrobimy to za ciebie”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie sposób wspomnieć o wszystkich tematach poruszanych przez autora książki. &lt;br /&gt;Eseje w niej zawarte są jednak dobrym punktem do dalszych poszukiwań i już samodzielnego zgłębiania danego tematu. „Trendologia” to swego rodzaju pigułka przełomowych idei XXI wieku. Warto więc w wolnych chwilach podczytywać co i w jaki sposób kształtuje nasz XXI wiek ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3248451767420701628?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3248451767420701628/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/03/trendologia-james-harkin.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3248451767420701628'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3248451767420701628'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/03/trendologia-james-harkin.html' title='&quot;Trendologia&quot; - James Harkin'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S7IWeYklicI/AAAAAAAAAQA/dNrAngsZVsw/s72-c/Harkin_Trendologia_500pcx.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1038881153572828214</id><published>2010-03-21T13:08:00.003+01:00</published><updated>2010-03-21T13:26:47.733+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jacek Tomasz Roczniak'/><title type='text'>Jacek Tomasz Roczniak - "Woodward"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S6YOQubg0DI/AAAAAAAAAP4/BCO29nWeg0o/s1600-h/447263_8.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 131px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S6YOQubg0DI/AAAAAAAAAP4/BCO29nWeg0o/s200/447263_8.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451060079482687538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Jacek Tomasz Roczniak&lt;br /&gt;Tytuł : "Woodward"&lt;br /&gt;Ilość stron : 718&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponad siedemset stron książki „Woodward”, przez które dzielnie i długo się przedzierałam, wzbudzało we mnie skrajne emocje. Od wielkiego zaciekawienia na początku lektury, poprzez uczucie znużenia i znudzenia, zaś na poczuciu niesamowitości opowiedzianej  historii kończąc. Autor książki podejmuje się bowiem tematu trudnego, nietuzinkowego, a w dodatku jak twierdzi, popartego materiałami policyjnymi i zdarzeniami, które naprawdę miały miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;„W latach osiemdziesiątych, w północnej części Hammersmith miała miejsce seria prób samobójczych, dokonanych przez nastoletnie dzieci. Żadna z nich nie skończyła się śmiercią, za to każde z dzieci zapadło w śpiączkę. Po jakimś czasie wszystkie trafiły do tego samego szpitala. Dopiero po dwunastu latach śledztwa okazało się, że były pod opieką tego samego lekarza. Jak się okazało, wszystkie dzieci przed samobójstwem, wraz z rodzicami wynajmowały tę samą willę pewnego starca.”&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po takim wstępie, dodatkowo wspartym kilkoma archiwalnymi fotografiami z sierocińca, w którym spędził swoje dzieciństwo wspomniany starzec, wraz z komentarzami odnośnie jego wynaturzonej osobowości, trudno nie mieć nadziei, że czytając książkę będziemy świadkami niesamowitych i tajemniczych zdarzeń. Początkowe, lekko psychologiczne i kryminalne zabarwienie, zdecydowanie robi wrażenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznajemy więc głównego bohatera książki, Maxa Woodwarda, typowego nastolatka, sprawiającego mniejsze jak i większe problemy wychowawcze. Wraz z rodzicami mieszka on w willi wynajętej od starca Banarego, który jak się później okazuje, zamontował w domu kamery, przez które cały czas obserwuje życie rodziny. Ojciec Maxa jawi się nam jako despotyczny pan i władca domu, wciąż niszczący plany i marzenia swojego syna. Matka zaś, w której Max stara się szukać oparcia, w końcu zawsze staje po stronie męża alkoholika. Nie trudno się więc domyśleć, że panująca w domu sytuacja sprawia, że Max pragnie popełnić samobójstwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Max zapada w śpiączkę, rozpoczynając wędrówkę po nieznanej Krainie, do której trafiają wszystkie dzieci, które podobnie jak on chciały pozbawić się życia. Rozpoczyna się więc baśniowa i trochę fantastyczna część książki. Max przechodzi przez korytarze, przenika przez różne poziomy, żyje jakby we śnie, nie do końca zdając sobie sprawę ze swojego położenia. &lt;br /&gt;W Krainie spotyka nowych przyjaciół jak i strażników, cały szereg postaci o wymyślnych imionach, którym musi stawić czoła, by móc wychodzić i wchodzić ponownie do wybranych przez siebie miejsc. W końcu zaś musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy chce wracać do normalnego świata czy pozostać w Krainie. Walczy ze sobą samym, wspomina przeszłość, analizuje i zdaje się, że sam gubi się w swoich rozmyślaniach. Za wszystkim wydarzeniami, które dzieją się w Krainie stoi Banary, który steruje umysłami dzieci, a w końcu zaś sam zapada w śpiączkę i przenosi się do ich świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opisy Krainy i wszystkich rytuałów, które miały w niej miejsce momentami bardzo się dłużyły, nie wnosząc niczego konkretnego do całości fabuły. Kłopot sprawiało mi również wyobrażenie sobie tego wszystkiego, co działo się Krainie. Nie wiem czy to kwestia języka i niezbyt dobrych opisów czy mojego umysłu, nie potrafiącego ogarnąć opisów tego drugiego świata. Pomimo tego, iż spodziewałam się zupełnie czegoś innego, książka zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Oczywiście kwestia tego czy opisywane zdarzenia naprawdę miały miejsce pozostaje jak dla mnie trochę w sferze „archiwum x”. Zakończenie książki jednak sprawia, że bardzo chciało by się wierzyć, że przedstawione w niej zdarzenia są prawdziwe.  „Woodward” zaś zamiast kryminalnej opowieści, jaką zdaje się być na początku,  skrywa pod okładką magiczną, pełną fantastycznych elementów baśń dla wszystkich głodnych wrażeń, dużych [ ! ] dzieci ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1038881153572828214?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1038881153572828214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/03/jacek-tomasz-roczniak-woodward.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1038881153572828214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1038881153572828214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/03/jacek-tomasz-roczniak-woodward.html' title='Jacek Tomasz Roczniak - &quot;Woodward&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S6YOQubg0DI/AAAAAAAAAP4/BCO29nWeg0o/s72-c/447263_8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4304895257675347245</id><published>2010-02-19T23:31:00.004+01:00</published><updated>2010-03-21T13:26:19.534+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Janusz L. Wiśniewski'/><title type='text'>Janusz L. Wiśniewski - "Czy mężczyźni są światu potrzebni ?"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S38Trl9wEnI/AAAAAAAAAPw/XytJIWj3dyU/s1600-h/wisniewski.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S38Trl9wEnI/AAAAAAAAAPw/XytJIWj3dyU/s200/wisniewski.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440088514533266034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor : Janusz L. Wiśniewski&lt;br /&gt;Tytuł: "Czy mężczyźni są światu potrzebni?"&lt;br /&gt;Ilość stron : 132&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawiła i intrygowała mnie owa książka już do chwili jej ukazania się. Parę razy nawet chciałam ją zakupić, gdyż ciągle nie mogłam jej złapać w bibliotece. W końcu mi się jednak udało i niestety trochę się rozczarowałam. Nie wiem czemu posiada tak wysokie oceny na wszelkich portalach. Trąci trochę banałem, powielaniem informacji, które są powszechnie dostępne i raczej przez większość osób znane. Takie odkrywaniem prawd na temat mężczyzn, które to prawdy odkryte zostały już dawno. Znajdzie się parę ciekawostek, oprócz tego mnóstwo liczb i statystycznych danych z przeróżnych ankiet i badań.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka to zbiór felietonów mających odpowiedzieć na pytania dotyczące męskiej natury, na co mężczyźni zwracają uwagę u kobiet, jak pożądają, w jakim stopniu pozostają wierni swojej partnerce i czemu dopuszczają się zdrady. To co najbardziej utkwiło mi w pamięci do ciągłe powracanie do wątku podwyższonego poziomu testosteronu u mężczyzn i ciągłe podkreślanie ogromnego znaczenia tego faktu. No, ale to chyba od dawna wiadomo ;) . W swoich rozważaniach autor zestawia i porównuje cechy mężczyzn i kobiet, „udowadniając” , że Ci pierwsi posiadają gorzej rozwinięte zmysły słuchu czy węchu, mają mniejsze poczucie empatii, są bardziej agresywni niż kobiety. Bardzo często powraca także do uwarunkowań ewolucyjnych, które wpłynęły na życie i role jakie spełniają w świecie obie płcie, co również nie jest nowym odkryciem. Przytacza jednak liczy i dane nad którymi chyba rzadko się zastanawiamy, jak np. ilość nasienia produkowana przez wszystkich mężczyzn dziennie czy skuteczności viagry. Oczywiście nie brakuje masy nazw chemicznych substancji i ich roli jakie spełniają w ludzkim organizmie, oczywiście na płaszczyźnie damsko-męskich kontaktów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy książka miała szokować, ciekawić czy sprowokować do otwartej dyskusji na poruszane przez autora tematy. U mnie pozostawiła jednak uczucie obojętności.&lt;br /&gt;A odpowiedzi na postawione w tytule pytanie oczywiście łatwo się domyśleć, tak tak, mężczyźni są światu potrzebni. Książkę czyta się jednak łatwo i szybko, w miarę przyjemnie, ot takie proste czytadełko ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4304895257675347245?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4304895257675347245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/02/janusz-l-wisniewski-czy-mezczyzni-sa.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4304895257675347245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4304895257675347245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/02/janusz-l-wisniewski-czy-mezczyzni-sa.html' title='Janusz L. Wiśniewski - &quot;Czy mężczyźni są światu potrzebni ?&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S38Trl9wEnI/AAAAAAAAAPw/XytJIWj3dyU/s72-c/wisniewski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-775283798867332521</id><published>2010-02-07T13:03:00.004+01:00</published><updated>2010-08-23T11:12:26.024+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jerzy Illg'/><title type='text'>Jerzy Illg - "Mój znak"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S26wdA2WDXI/AAAAAAAAAPg/wb07XLDjZeA/s1600-h/07,53,8.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 139px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S26wdA2WDXI/AAAAAAAAAPg/wb07XLDjZeA/s200/07,53,8.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435475812773399922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Autor: Jerzy Illg&lt;br /&gt;Tytuł: "Mój znak"&lt;br /&gt;Ilość stron: 457&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;     Wielka, bo bogata w treść i masę niebanalnych wspomnień, książka Jerzego Illga „Mój znak” to niewątpliwie rodzaj pamiętnika, który chciałby móc napisać chyba każdy, kto interesuje się szeroko pojętym życiem literackim, książkami, a przede wszystkim kulturalną stroną Krakowa. Bardzo osobiste wspomnienia, z którymi dzieli się z czytelnikami naczelny wydawnictwa Znak, pokazują jak barwne, pełne przygód oraz humoru jest życie osoby, która na co dzień ma kontakt z pisarzami. Nie są to jednak jedynie czysto służbowe kontakty i właśnie z tego powodu jest czym podzielić się z innymi. To co wielokrotnie podkreśla autor książki, to wielka przyjaźń jaka łączy go z pisarzami, wspólne spotkania, a nawet wakacje. Wiadomo, z perspektywy czasu pamięta się jedynie te dobre chwile, dlatego też głównie im poświęca swoją publikację, omijając wszelkie niepowodzenia, którym zapewne też wiele razy musiał stawiać czoła. To co nietrudno wyczuć czytając książkę to ogromna pasja, wielkie zaangażowanie w swoją pracę i co najważniejsze, pełna satysfakcja z własnego życia autora „Mojego Znaku”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoje wspomnienia rozpoczyna Illg od chwili gdy wyrzucony z Uniwersytetu Śląskiego, za „niewłaściwą realizację zadań socjalistycznej szkoły wyższej”, znalazł swoje miejsce w krakowskim środowisku „Tygodnika Powszechnego” i Znaku, które dzielnie walczyło z komunistycznymi władzami i dbało o kulturalne zaplecze Krakowa. Tu właśnie swój początek bierze przygoda, jaką niewątpliwie jest i nadal jest praca w wydawnictwie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największą przyjemność sprawiła mi część, w której Jerzy Illg poświęca każdemu z ważnych dla niego pisarzy osobny podrozdział, opowiadając o ich życiu z perspektywy tego co wspólnie dane było im przeżyć. I tak kolejno dowiadujemy się o Czesławie Miłoszu, jego tęsknocie za krajem, życzliwości, którą tak trudno było mu czasem okazywać, o ostatnich dniach jego życia. Dalej kreśli Illg portret Wisławy Szymborskiej, osoby o niesamowitym poczuciu humoru, stroniącej od życia publicznego, nie lubiącej medialnego szumu. Oprócz talentu poetyckiego, dowiadujemy się także o jej zamiłowaniu do tworzenia zabawnych kolaży, których liczne przykłady zostały umieszczone w książce. Swój rozdział we wspomnieniach Illga posiada także Stanisław Barańczak, mistrz przekładu, któremu nie straszny jest żaden wiersz i żadna okoliczność tłumaczenia. Nieco krótsze, ale także pełne ciepła rozdziały poświęcone zostały pełnemu góralskiej charyzmy, księdzu Józefowi Tischerowi oraz dobremu Janu Twardowskiemu. Wreszcie zaś przeczytać możemy o mistrzu Leszku Kołakowskim, o którym rozdział napisany został jeszcze za jego życia, a także o Ryszaradzie Kapuścinskim, noszącym w sobie książkę o własnym życiu reportera- wędrowca, której nie zdążył przelać na papier. Oprócz polskich pisarzy, w gronie osób bliskich Illgowi jest także Seamous Heaney oraz Norman Davies, z kórymi łączy go równie przyjacielska więź, wiele wspólnie spędzonych chwil, dyskusji i wspólnych podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osoby rozdział poświęca autor wspomnień także pismu „NaGłos”, jego kulisom podziemnej działalności, wieczorów  „mówionych” , które były czymś, jak sam autor określa, pośrednim pomiędzy teatrzykiem, salonem literackim, kabaretem i happeningiem. I o ile poprzedni rozdział, poprzez traktowanie o znanych osobistościach jest czymś ciekawym i porywającym, pisząc o „NaGłosie” Jerzy Illg przytacza wiele okoliczności oraz nazwisk osób, które niewiele mówią komuś, kto nie jest zorientowany w działalności „NaGłosu”. Kończy zaś swoje wspomnienia Illg opowiadając o kulisach kabaretu Znaku, o którego inicjatywie jak i istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Imprez o podobnych charakterze, gdzie głównymi gwiazdami na scenie, umiejętnie wczuwającymi się w rolę byli sami pisarze, było zgoła więcej. Naczelny Znaku pragnie pokazać, że życie jakie kręci się wokół wydawnictwa to coś więcej niż praca redakcyjna, napięte terminy, pośpiech i nerwy. To także chwile zabawy, wspólnych wieczorów, potrzeba szerzenia kultury i zarażania pasją do szeroko pojętego życia literackiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa tylko jestem, jak na przytaczane opowieści, nieraz bardzo osobiste, zareagowali lub też zareagowali by sami pisarze. Na podstawie książki wysnuć jednak można wniosek, że krakowskie towarzystwo nie jest pozbawione poczucia humoru, więc chyba nikt się nie obraził ;) Niewątpliwie to co bardzo wzbogaca książkę to ogromna ilość zdjęć, fotografii zupełnie prywatnych, a przez to zabawnych i dość nietypowych jak na zasób do jakiego dostęp mamy na co dzień my, czytelnicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjemna i ciekawa w odbiorze, niebagatelna publikacja, którą osobiście polecam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Czytałam opinie, że autor zdecydowanie za bardzo przechwala się w swoich wspomnieniach, wywyższa i uważa za kogoś niesamowitego. Parę razy również odniosłam takie wrażenie, drażniła mnie przede wszystkim tendencja do alkoholowych wspomnień. Jednak to jego „pamiętnik” , jego subiektywna perspektywa. Przy niesamowitym ładunku ciekawostek, anegdotek z życia pisarzy i nietuzinkowych historii, wrażenie przechwalania się umyka, pozostaje wręcz cieniutka niteczka zazdrości ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-775283798867332521?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/775283798867332521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/02/jerzy-illg-moj-znak.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/775283798867332521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/775283798867332521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2010/02/jerzy-illg-moj-znak.html' title='Jerzy Illg - &quot;Mój znak&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/S26wdA2WDXI/AAAAAAAAAPg/wb07XLDjZeA/s72-c/07,53,8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-287913563277566685</id><published>2009-12-30T16:51:00.004+01:00</published><updated>2009-12-30T17:13:49.713+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malcolm Gladwell'/><title type='text'>Malcolm Gladwell - "Błysk !"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Szt5CO4BX4I/AAAAAAAAAPE/w8gjCudWqAg/s1600-h/10432565.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 157px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Szt5CO4BX4I/AAAAAAAAAPE/w8gjCudWqAg/s200/10432565.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5421059655730290562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Autor: Malcolm Gladwell&lt;br /&gt;Tytuł:"Błysk! Potęga przeczucia"&lt;br /&gt;Ilość stron: 219&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne każdemu z nas przytrafia wielokrotnie się owy „błysk” , krótki impuls wpływający na nasze decyzje oraz działania. Bardzo często jednak nie potrafimy wytłumaczyć czemu postąpiliśmy w danej sytuacji tak a nie inaczej. Nie mając logicznych argumentów, powołujemy się więc na przeczucie lub też intuicję. Autor „Błysku!” Malcolm Gladwell stara jednak udowodnić, że zamiast słowa „intuicja”, która zakłada brak logiki i racjonalności, o wiele lepszym, w przypadku podejmowania szybkich decyzji jest zwrot „natychmiastowe poznanie”. O tym jak bardzo przydatnym ale równie niebezpiecznym narzędziem naszego umysłu jest owo „natychmiastowe poznanie” opowiada w swojej książce „Błysk! Potęga przeczucia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydana po raz pierwszy w 2005 roku, przyniosła autorowi niekwestionowany sukces, stale utrzymując się na liście bestellerów USA. W ramach serii „Punkty przełomowe” została wydana przez wydawnictwo Znak już po raz drugi, tym razem w nowej szacie graficznej. Książka wypełniona jest, jak inne publikacje pana Gladwella, nie suchą teorią a sporym ładunkiem przykładów zaczerpniętych z codziennych sytuacji, dokonanych przez autora obserwacji i wyciąganych na ich podstawie wniosków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sam autor przyznaje, przyczyną napisania książki stał się fakt, że zapuścił włosy. I nie chodzi bynajmniej o fakt, że wraz z włosami, wyrosły z głowy Malcolma nowe pomysły i idee. Stało się wręcz coś przeciwnego, zmiany objawiły się w częstszych zatrzymaniach przez policję, dokładniejszych kontrolach na lotniskach, zupełnie innym, gorszym podejściem ludzi do jego osoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to jeden z punktów wyjściowych rozważań autora, dotyczących wyrabiania sobie zdania na temat drugiego człowieka, książki czy wydarzenia w przeciągu kilku sekund. &lt;br /&gt;Przy pomocy stworzonej przez siebie teorii „cienkich plasterków” , czyli krojenia swojego doświadczenia ( oceny treści, tonacji głosu, mimiki twarzy), nie musimy poznawać kogoś miesiącami, aby poznać w pełni jego charakter. Za przykład podaje Malcolm eksperyment z parami małżeńskimi, gdzie na podstawie trzyminutowej rozmowy można przewidzieć czy związek ma szanse na długi staż. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Złą stroną „cienkich plasterków” są jednak siedzące w każdym z nas stereotypy i  uprzedzenia. Na podstawie załączonych do książki testów skojarzeń, sami możemy się przekonać, że nawet jeśli się tego wypieramy, myślimy schematycznie. Przykładem jest stosunek ludzi do amerykanów pochodzenia europejskiego oraz afrykańskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawym przykładem potęgi przeczucia jaki podaje Gladwell jest współpraca między członkami teatru improwizacji, gdzie spontaniczność i podejmowanie szybkich decyzji bez jakiegokolwiek scenariusza to cała sztuka prowadzonych na scenie dialogów. Aktorzy teatru improwizacji zaznaczają jednak, że spontaniczność nie jest przypadkowa, ale podobnie jak gra w koszykówkę, wymaga wielogodzinnych treningów. Mając takie zaplecze, można później przy podejmowaniu błyskawicznych decyzji polegać już jedynie na swoim wyczuciu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce przeczytać możemy także o trudnej sztuce czytania w myślach drugiej osoby. Niejednokrotnie jednak, zły odyczyt prowadził do tragedii, głównie w czasie policyjnych pościgów i akcji z użyciem broni. Czytanie w myślach wiąże się nierozerwalnie z mimiką twarzy, która zawsze wyraża wszelkie nasze emocje, sztuką jest jednak dokonanie ich odpowiedniej interpretacji. Dopiero poprzez analizę każdego najdrobniejszego mięśnia twarzy, a nie tylko na podstawie całości wyrazu, możemy wyczytywać prawdziwe uczucia drugiej osoby. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przesłaniem jakie chciał przekazań swoim czytelnikom Malcolm Gladwell poprzez swoją książkę jest niewątpliwie fakt, że przy podejmowaniu wielu decyzji powinnimy zdecydowanianie bardziej ufać naszym odczuciom, intuicyjnym, niewerbalnym sygnałom, które niejednokrotnie są lepszym doradcą niż zbyt wnikliwa analiza. Nie są one bowiem tak zupełnie pozbawione logiki i sensu. „Błysk!” , podobnie jak pozostałe książki Malcolma Gladwella napisany jest prosto ale i ciekawie, a przytaczane przez autora niebanalne przykłady, jak zawsze wciągają i niejednokrotnie, bardzo zaskakują.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-287913563277566685?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/287913563277566685/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/12/malcolm-gladwell-bysk.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/287913563277566685'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/287913563277566685'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/12/malcolm-gladwell-bysk.html' title='Malcolm Gladwell - &quot;Błysk !&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Szt5CO4BX4I/AAAAAAAAAPE/w8gjCudWqAg/s72-c/10432565.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4170616413560885149</id><published>2009-12-22T21:04:00.003+01:00</published><updated>2009-12-22T21:12:09.582+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Monika Sawicka'/><title type='text'>Monika Sawicka - "7 kolorów tęczy"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SzEnY_JhVHI/AAAAAAAAAO8/XQ3331EaOFQ/s1600-h/7+kolor%C3%B3w.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SzEnY_JhVHI/AAAAAAAAAO8/XQ3331EaOFQ/s200/7+kolor%C3%B3w.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418155136925127794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Autor: Monika Sawicka&lt;br /&gt;Tytuł: "7 kolorów tęczy"&lt;br /&gt;Ilość stron: 458&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak można przeczytać na okładce książki „7 kolorów tęczy” , każdy czytelnik jest dla autorki całym światem i właśnie dlatego otrzymuje od niej prezent w postaci napisanej przez nią książki. Po skończeniu lektury powinien ujrzeć świat we wszystkich kolorach tęczy, odważnie kroczyć przez życie, wierzyć w moc miłości, potęgę pozytywnego myślenia, brać życie takim jakie jest, w końcu nie od dziś wiemy, że „nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest po prostu inne”.  Piękne zapewnienia, piękna okładka, nawet obrazki w środku książki wydają się sympatyczne, ale niestety, dostrzec w rzeczy najważniejszej, a więc samej treści coś głębszego, to zgoła trudne zadanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła książki, wręcz niezdrowo przeładowana cytatami, przypisami z adresami stron internetowych, blogów, a nawet  portalu ściąga.pl ( ! ), pomimo swojej lekkości i dobrych intencji samej autorki, staje się z każdą stroną coraz bardziej irytująca. Wciąż nasuwało mi się pytanie, ile w tej książce jest tak naprawdę treści napisanej przez samą autorkę ? No i niestety, bardzo niewiele. Niestety, bo gdyby wziąć pod uwagę właśnie te fragmenty i jedynie z nich stworzyć opowieść, to chociaż ckliwa, z pewnością mogłaby pokrzepić nie jedno, kobiece serce.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historie dwóch kobiet poszukujących miłości i szczęścia, Hanki i Mariji, prowadzone są równolegle, wątki przeplatają się, by po kolei odsłaniać przed czytelnikiem kolejne fakty z życia obu pań. Hanka, żyjąca jedynie z córką Tolą, kobieta z ciężkim bagażem doświadczeń,  nawiązuje tajemniczą relację z nieznajomym z Internetu. Mężczyzna powoli staje się powiernikiem jej uczuć, leków i myśli, by w końcu wkroczyć do jej życia w żywej postaci. Wkracza, by z marszu, na pierwszym spotkaniu wyłożyć Hance fragmenty z książki „Siedem duchowym praw sukcesu, żyć godnie i w dostatku. Podstawowe prawa obfitości i bogactwa.” D. Chopra. Druga z kobiet, Marija, poznaje na wakacjach miłość swojego życia, niestety miłość posiadająca żonę oraz dzieci. Rozmowy z przyjaciółką Ąśką, momentami zabawne i błyskotliwe, po raz kolejny zaburzone zostają sztucznymi dialogami na temat afirmacji oraz wykładami na temat chemii mózgu. Jedyną pozytywną rzeczą jest zakończenie książki, które pomimo lekkiej banalności, w pewien sposób zaskakuje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że ulubionym pisarzem Moniki Sawickiej jest Paulo Coelho a cała książką utrzymana jest w podobnym, charakterystycznym dla brazylijskiego pisarza, klimacie. Z kolei odwoływania się do dziedzin chemii oraz biologii, wplecione w rozważania na temat motywacji ludzkich działań, przywołują na myśl twórczość Janusza Wiśniewskiego. O ile pierwszego z nich omijam szerokim łukiem, a drugiego dążę odrobiną sympatii, o tyle mieszanka w wykonaniu Moniki Sawickiej, zupełnie do mnie nie trafiła. Może trafi do kogoś, kto odnajduje motywację w kilku banalnych prawdach (w końcu nie raz zdarza nam się o nich po prostu zapominać ) lub jakimś trafem jeszcze o nich nie słyszał ;). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezent w postaci książki został mi podarowany przez wydawnictwo „Magia słów”. &lt;br /&gt;Niestety, nie był trafiony ( no, ale jak to bywa z prezentami - nie każdy przecież musi być ;) )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4170616413560885149?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4170616413560885149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/12/monika-sawicka-7-kolorow-teczy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4170616413560885149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4170616413560885149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/12/monika-sawicka-7-kolorow-teczy.html' title='Monika Sawicka - &quot;7 kolorów tęczy&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SzEnY_JhVHI/AAAAAAAAAO8/XQ3331EaOFQ/s72-c/7+kolor%C3%B3w.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5032118579454434708</id><published>2009-12-05T15:03:00.005+01:00</published><updated>2010-08-23T11:12:47.689+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stanisław Karolewski'/><title type='text'>Stanisław Karolewski - "W piaskownicy światów"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SxppvbLoR5I/AAAAAAAAAO0/kR6Rtk0b5sA/s1600-h/wpiaskownicy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SxppvbLoR5I/AAAAAAAAAO0/kR6Rtk0b5sA/s200/wpiaskownicy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5411754165710374802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Autor: Stanisław Karolewski&lt;br /&gt;Tytuł:"W piaskownicy światów"&lt;br /&gt;Ilość stron : 200&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Debiutancka powieść Stanisława Karolewskiego to zarówno przeniknięty sentymentalizmem obraz Wrocławia, jak i spacer po labiryncie równolegle istniejących światów, wykreowanych w umyśle samego autora. Wspomnienia głównego bohatera mieszają się na kartach powieści z rzeczywistością, sprawiając, że podążając uliczkami miasta, nie raz podążamy za wyobraźnią autora, schodząc w podziemia jego umysłu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękny Wrocław, Michał oraz dwie kobiety, Alicja i Julia to główne tematy powieści. Wyruszając na spacer ulicami miasta, dowiadujemy się o uczuciach Michała zarówno do jednej jaki drugiej kobiety, tych minionych i tych wciąż żywych. Wspomnienia czasami męczą, by później ukoić i uspokoić serce naszego bohatera. Odwiedza on wrocławskie bary, galerie, targi książki, wszystkie miejsca pobudzają go do refleksji i chwilowej zadumy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość powieści utrzymana jest w melancholijnej, baśniowej atmosferze, momentami trochę ciężkiej i przytłaczającej. Snute przez narratora wspomnienia nie mają swojej chronologii, całość pozbawiona jest konkretnej fabuły. Oderwanie od realności sprawia, że czasem ciężko się odnaleźć w tym labiryncie myśli, znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Można się domyślać, na swój sposób utożsamiać, jednak niekiedy ciężko zrozumieć co ‘autor miał na myśli’. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobał mi się jednak język powieści. Wiele odwołań do współczesnej, masowej kultury opatrzonych błyskotliwymi komentarzami, jak i partie traktujące o życiu i miłości ubrane w metaforyczne słowa. Bardzo ciepło i z wielkim zaangażowaniem opowiada także narrator o swoim uwielbieniu do Julii, o zachwycie nad każdym detalem jej ciała i osobowości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec dwa cytaty, które zaznaczyłam w czasie lektury książki : &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„A myślałem o niej nieustannie, wybierałem kamień. Gdy mój wzrok odszukał odpowiedni kształt, otaczałem go pięścią, ważąc go, wmyślając się w każdą chropowatość i odcisk na mojej skórze po to, by cisnąć go w wodę. Przyglądałem się potem okrągłym falom, znaczącym wieczny spoczynek w głębinie, daleko pod nimi. Rzuciłem na Ciebie kamień w wodę.”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;em&gt;Nas cechowała niewiara w przeciętność i codzienność. Za każdym razem, gdy odkręcaliśmy tubkę, nie byliśmy pewni czy wewnątrz znajdziemy pastę, a nie dziurę lub fortepian z żółtego sera.”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5032118579454434708?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5032118579454434708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/12/stanisaw-karolewski-w-piaskownicy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5032118579454434708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5032118579454434708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/12/stanisaw-karolewski-w-piaskownicy.html' title='Stanisław Karolewski - &quot;W piaskownicy światów&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SxppvbLoR5I/AAAAAAAAAO0/kR6Rtk0b5sA/s72-c/wpiaskownicy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-8614865006474783185</id><published>2009-11-21T11:07:00.002+01:00</published><updated>2009-11-21T11:19:05.562+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alona Kimchi'/><title type='text'>Alona Kimchi - "Płacząca Zuzanna"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Swe9bGaRpSI/AAAAAAAAAOc/KTZrIqbPkRI/s1600/zuzanna.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406498150956508450" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 126px; CURSOR: hand; HEIGHT: 206px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Swe9bGaRpSI/AAAAAAAAAOc/KTZrIqbPkRI/s320/zuzanna.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Autor : Alona Kimchi&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;Tytuł: "Płacząca Zuzanna"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;Ilość stron: 404&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ambiwalentne są moje odczucia po lekturze książki„Płacząca Zuzanna” Alony Kimchi.Podobnie zresztą jak postać Suzanny, głównej bohaterki powieści, miotającej się między szarym życiem, w którym trwa, a pragnieniem zmian, na które nie ma odwagi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Suzanna ma trzydzieści trzy lata i pomimo swojego wieku wciąż mieszka z matką, która poprzez swoją toksyczną miłość, krzywdzi córkę . Suzanna jest odizolowana od społeczeństwa, krępuje ją każdy kontakt z drugim człowiekiem, panicznie boi się świata. Poruszające opisy lęków, strachu przed wszystkim co związane z cielesnością oraz kontaktami międzyludzkimi, nakreślają psychologiczny portret osoby wewnętrznie upośledzonej, jednocześnie zaś bardzo wrażliwej i delikatnej, zdominowanej przez osobę najbliższą, własną matkę.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdy do świata Suzanny wkracza niespodziewany Gość, daleki krewny, wspólne życie pod jednym dachem staje się dla dziewczyny niemal życiowym wyzwaniem. Jedynym uczuciem jakie towarzyszy jej w czasie obcowania z nieznajomym, jest chęć natychmiastowego i trwałego zapadnięcia się pod ziemie. Strach przed wspólnymi posiłkami, pójściem do toalety, czy wzięciem wieczornego prysznica to tylko przykłady skutków nadopiekuńczości matki. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Jakie obrzydliwe, szkaradne jest ludzkie ciało. Wszystko to każe mi nieustannie wracać do myśli o moim własnym ciele przypominającym pasikonika z cienkimi nogami i zgarbionym grzbietem. Ciele, o którego istnieniu i związku ze mną staram się nie pamiętać nawet pod prysznicem, jak gdyby było rzeczą, o którą trzeba od czasu do czasu zadbać tak, jak o robot kuchenny, sedes czy pralkę. Myję je sprawnie i szybko, tłumiąc w zarodku wszelką myśl o nim.”&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie trudno się domyśleć, że Gość odegra w życiu Suzanny istotną rolę, a początkowy strach i niechęć do mężczyzny z czasem zaniknie, a nawet zamieni się w nieznane do tej pory dziewczynie uczucie. I tu pojawiają się moje pozytywno-negatywne odczucia względem dalszej fabuły. Aby nie zdradzać przebiegu zdarzeń ( bo wbrew pozorom nie są one tak oczywiste ) pozwolę sobie tylko powiedzieć, że jak dla mnie trochę za szybko potoczyły się dalsze losy Suzanny, zbyt dużo się zdarzyło w zbyt krótkim czasie. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie wciągnęła mnie „Płacząca Zuzanna” również z innego względu. Mając w pamięci historię „Pianistki” Jelinek Elfriede, która oparta jest na podobnej problematyce, pokazującej skutki toksycznych relacji z własnym rodzicem, postać Suzanny nie zrobiła już na mnie tak dużego wrażenia. Zdecydowanie bardziej wstrząsnęła mną historia bohaterki „Pianistki”.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Odczytałam jednak całą powieść nieco inaczej. Pomimo moich negatywnych uczuć co do przemiany Suzanny, powieść utwierdziła mnie w przekonaniu o tym, że każda osoba, którą spotykamy w naszym życiu czegoś nas uczy, nie pojawia się zupełnie przypadkiem. Bo chociaż Gość jest zwykłym człowiekiem, można spojrzeć na niego jak na dobrego ducha, który zjawił się, by uświadomić Suzannie pewne rzeczy, a przez to już jej samej pomóc wyrwać się z świata w którym tkwi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I tak ją zapamiętam ;) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-8614865006474783185?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/8614865006474783185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/11/alona-kimchi-paczaca-zuzanna.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8614865006474783185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8614865006474783185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/11/alona-kimchi-paczaca-zuzanna.html' title='Alona Kimchi - &quot;Płacząca Zuzanna&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Swe9bGaRpSI/AAAAAAAAAOc/KTZrIqbPkRI/s72-c/zuzanna.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3068092295241738463</id><published>2009-11-01T19:03:00.005+01:00</published><updated>2009-11-01T19:29:49.038+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Elżbieta Tabakowska'/><title type='text'>Elżbieta Tabakowska - "Tłumacząc się z tłumaczenia"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Su3QoalmSUI/AAAAAAAAAOM/HZnWccVHLiU/s1600-h/10209609.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399200921037457730" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 147px; CURSOR: hand; HEIGHT: 212px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Su3QoalmSUI/AAAAAAAAAOM/HZnWccVHLiU/s320/10209609.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Elżbieta Tabakowska&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: "Tłumacząc się z tłumaczenia"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;Ilość stron&lt;/span&gt;: 160&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;O tym, jak trudna i czasochłonna jest praca tłumacza, nie trzeba przekonywać chyba nikogo. Dowodem na to, że tłumaczenie tekstu to ciężki kawałek chleba jest także nowa książka Elżbiety Tabakowskiej „Tłumacząc się z tłumaczenia”. Autorka przybliża czytelnikom charakter swojej pracy, pokazując jednocześnie jak wiele uwagi trzeba poświęcić z pozoru łatwemu do przetłumaczenia zdaniu, do ilu źródeł zajrzeć, a przede wszystkim jak wiele rzeczy już wiedzieć, by stworzyć dobry przekład. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Znana przede wszystkim z tłumaczeń książek Normana Daviesa, na przykładzie przekładów dzieł „Powstanie 44” oraz „Wyspy”, pokazuje jak wiele problemów oraz dylematów przysparza tłumaczowi praca nad tekstem. Różnice kulturowe pomiędzy odbiorcami oryginału, a odbiorcami dzieła już przetłumaczonego, różnice między światem rzeczywistym a światem przedstawionym w książce, wreszcie zaś szereg pułapek językowych, czy też słów nie mających swojego odpowiednika w innym języku, to tylko niektóre z wyzwań którym sprostać musi tłumacz. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ciekawym wydaje się być problem ‘udomowiania’ dzieł, który to przysparza tłumaczom zawsze wiele wątpliwości. Posługując się przykładem książki „Powstanie 44” gdzie wszystkie niemal nazwy miejscowe i nazwy własne zostały przez Normana Daviesa przetłumaczone na język angielski, Tabakowska stawia pytanie o sens i cel takich językowych zabiegów. W wersji anglojęzycznej książki mamy bowiem do czynienia z nazwami dzielnic brzmiących nam zupełnie obco, np. Jolibord (Żoliborz), czy Riverside District (Powiśle). Wszystko zaś po to, aby anglojęzyczny czytelnik mógł rzekomo lepiej utożsamić się z miejscami o których czyta. Rozszyfrowanie angielskich wersji polskich nazw przysporzyło, jak sama tłumaczka przyznaje, zarówno jej jak i redakcji nie lada kłopotu. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Autorka porusza także kwestię dokładności i szczegółowości podawanych informacji oraz stosowania przypisów objaśniających niektóre zagadnienia. Ustosunkowanie się do wiedzy jaką przyszły czytelnik książki posiada lub też nie, a która odgrywa istotną rolę w zrozumieniu czytanego tekstu to również nie lada wyczyn. Inaczej bowiem odczyta tekst „Wysp” przeciętna gospodyni domowa, a inaczej profesor uniwersytetu. Jak więc usatysfakcjonować obojga z nich ? Nie można podać ani za mało, ani za dużo informacji. W pierwszym przypadku czytelnik zareagować może pytaniem „a niby skąd ja to mam wiedzieć ?” , w drugim zaś „czy on mnie bierze za idiotę?”. A złotego środka niestety brak. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W swojej książce Elżbieta Tabakowska pokazuje również przykłady pomyłek, jakie popełniła w czasie swojej pracy, a które z kolei wychwycili czytelnicy jej książek. Przyznaje się do swoich przeoczeń, nikt nie jest przecież nieomylny. Czym jednak jest jeden błąd w obliczu tysiąca przetłumaczonych stron? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wydaje mi się, że książka może być nie lada gratką dla osób, którym nie jest obca treść książek „Wyspy” oraz „Powstanie 44”. Przy okazji lektury „Tłumacząc się z tłumaczenia” dowiedzieć się można wielu ciekawostek, problemów jakie pojawiały się na kolejnych etapach ich przekładu, szczegółów na które zapewne niewiele osób zwróciło uwagę czytając oba dzieła. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Oczywistym jest, że książka Tabakowskiej to nie poradnik „Jak być dobrym tłumaczem”. To raczej zbiór ciekawych, bo ukrytych jakby za kulisami, szczegółów pracy tłumacza. Pozycja przydatna jednak dla wszystkich, którzy interesują się przekładem lub tez myślą o profesji tłumacza. Jednak uwaga ! Ogrom kunsztowności i odpowiedzialności jaki wyłania się z książki Tabakowskiej, a stanowi chleb powszedni każdego tłumacza, może nie jedną osobę skutecznie przestraszyć ;) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3068092295241738463?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3068092295241738463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/11/elzbieta-tabakowska-tumaczac-sie-z.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3068092295241738463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3068092295241738463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/11/elzbieta-tabakowska-tumaczac-sie-z.html' title='Elżbieta Tabakowska - &quot;Tłumacząc się z tłumaczenia&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Su3QoalmSUI/AAAAAAAAAOM/HZnWccVHLiU/s72-c/10209609.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7510716261538559625</id><published>2009-10-18T16:54:00.006+02:00</published><updated>2009-11-01T19:30:10.693+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malcolm Gladwell'/><title type='text'>Malcolm Gladwell - "Punkt przełomowy"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/StsuImjMoQI/AAAAAAAAAOE/Ox-THRSZMvU/s1600-h/Punkt-przelomowy-O-malych-przyczynach-wielkich-zmian_Malcolm-Gladwell,images_big,11,978-83-240-1203-9.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5393955704028307714" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 144px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/StsuImjMoQI/AAAAAAAAAOE/Ox-THRSZMvU/s200/Punkt-przelomowy-O-malych-przyczynach-wielkich-zmian_Malcolm-Gladwell,images_big,11,978-83-240-1203-9.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#993399;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Malcolm Gladwell&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#993399;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: "Punkt przełomowy"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#993399;"&gt;Ilość stron&lt;/span&gt;: 262&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wciągnęła mnie seria książek „punkty przełomowe” wydawnictwa Znak. Nowe wydanie książki Malcolma Gladwella to kolejny zbiór wielu ciekawostek z dziedziny psychologii, socjologii oraz marketingu. Malcolm Gladwell korzystając z zasobów historii oraz powyższych dziedzin próbuje uchwycić i zobrazować momenty przełomowe, czyli decyzje, zdania, niewielkie zmiany, które przyczyniają się do wybuchów epidemii czy też popularności pewnych marek. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jak sam autor przyznaje, do napisania „Punktu przełomowego” zachęcił go fenomen poczty pantoflowej, przekazu ustnego, który obecnie staje się niemal głównym, bo najefektywniejszym źródłem pozyskiwania klientów. Najważniejszą rolę odgrywają tu osoby określane jako „łącznicy”. To oni posiadają największą sieć kontaktów towarzyskich, dzięki czemu sami w sobie stają się niewyczerpalnym źródłem informacji a przez to kreowania ogólnej opinii.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Od przekazu ustnego, który stać się może punktem przełomowym, przechodzi Gladwell w swoich rozważaniach do bardziej złożonych relacji, powodujących zmiany w systemie myślenia najpierw jednej osoby, a później całej grupy ludzi. Analizie poddaje m.in. metody zwalczania wandalizmu czy zachęcania ludzi do szczepień przeciwko tężcowi. Pokazując jak niewiele dają tradycyjne metody, czyli karanie ludzi za malowanie graffiti czy też straszenie konsekwencjami braku szczepienia ochronnego, podaje przykłady niewielkich zmian w podejściu do ludzkich zachowań, przynoszących jednocześnie niewiarygodnie pozytywne skutki.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wszystkie przykłady pokazują jak stosunkowo niewielka zmiana jednego z elementów środowiska wywiera ogromny wpływ na zachowania i postawy ludzi. Jeden z eksperymentów na grupie kleryków, pokazał, że wystarczy powiedzieć, że spóźnieni są na umówione spotkanie, a połowa z nich przejdzie obojętnie obok człowieka potrzebującego pomocy. Innym przykładem wpływu środowiska jest „reguła sto pięćdziesiąt”. Autor książki dowodzi, że ludziom znacznie lepiej pracuje się w grupie liczącej do 150 osób, gdy jest ich więcej praca nie przebiega tak sprawnie, ludzie oddalają się i tworzą podziały. Podobno nie da się dobrze poznać i przywiązać emocjonalnie z większą liczbą osób niż magiczne 150. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ciekawą kwestią poruszoną w książce jest także fenomen programu dla dzieci „Ulica Sezamkowa”, który swojego czasu cieszył się przecież ogromną popularnością. Był pierwszym tego typu edukacyjnym programem telewizyjnym, oglądanym zarówno przez dzieci i dorosłych. Czemu jednak zawdzięczał tak wielki sukces ? Gladwell porównuje go także do innego, opartego na podobnych zasadach programie „Śladem Blue” który z kolei swój sukces zawdzięczał rzeczy, która wydawała się niemożliwa – powtarzaniu jednego odcinka po pięć razy. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jak pisze sam autor :&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;"Punkty przełomowe są ostatecznym potwierdzeniem możliwości dokonania zmiany i siły racjonalnego działania. Rozejrzyjmy się wokół siebie. Choć nasz świat wydaje się nieruchomy i nieugięty jak skała, w rzeczywistości wcale takie nie jest. Wystarczy go lekko popchnąć – byleby w odpowiednim miejscu – i się poruszy"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czytając książkę mamy więc okazje poznać ‘zaplecze’ społecznych epidemii, popularności pewnych trendów czy odnoszenia sukcesów przez programy telewizyjne, a więc rzeczy które przyjmujemy za naturalne, nie zastanawiając się nad powodem ani źródłem ich fenomenu. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I mała psychologiczna ciekawostka na koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Spośród telewizyjnych reklam największą skuteczność osiągną te, które obrazem skłonią odbiorców do wykonania kilku pionowych ruchów głową ( np. prowadzenie wzrokiem odbijającej się piłki ). Okazuje się, że proste ruchy i zaobserwowane sygnały wywierają ogromny wpływ na nasze emocje i sposób myślenia.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kiwamy – podświadomie akceptujemy – kupujemy ;) &lt;/div&gt;&lt;div&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7510716261538559625?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7510716261538559625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/10/malcolm-gladwell-punkt-przeomowy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7510716261538559625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7510716261538559625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/10/malcolm-gladwell-punkt-przeomowy.html' title='Malcolm Gladwell - &quot;Punkt przełomowy&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/StsuImjMoQI/AAAAAAAAAOE/Ox-THRSZMvU/s72-c/Punkt-przelomowy-O-malych-przyczynach-wielkich-zmian_Malcolm-Gladwell,images_big,11,978-83-240-1203-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1421619199319791502</id><published>2009-10-04T13:00:00.005+02:00</published><updated>2009-11-01T19:30:31.480+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Virginia Woolf'/><title type='text'>Virginia Woolf - "Flush"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SsiBjVOk-QI/AAAAAAAAAN8/iNkJ40OQsVY/s1600-h/flush.jpg"&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5388699398142490882" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 163px; CURSOR: hand; HEIGHT: 223px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SsiBjVOk-QI/AAAAAAAAAN8/iNkJ40OQsVY/s320/flush.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Autor&lt;/span&gt; : Virginia Woolf&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: "Flush"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Ilość stron&lt;/span&gt;: 128&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przewrotna, momentami zabawna i lekka w odbiorze. Taka właśnie jest biografia „Flusha”, cocer spaniela, którego pieskie życie stało się głównym tematem książki Virginii Woolf. O autentycznym istnieniu Flusha świadczą listy, które w drugiej połowie dziewiętnastego wieku pisali do siebie brytyjska poetka Elizabeth Barret i jej mąż Robert Browning. Jak widać nie tyle sam romans, co przewijająca się w korespondencji kochanków postać Flusha, najbardziej zainteresowała panią Woolf. Czemu więc nie dać się ponieść wyobraźni i spróbować spojrzeć na świat z psiej perspektywy ? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Flush jest bowiem psem wyjątkowym. Podarowany jeszcze jako szczeniak przez pannę Mitfort pannie Barret, w bardzo krótkim czasie staje się jej najlepszym przyjacielem. Wydaje się, że rozumie i czuje więcej niż nie jeden człowiek, skłonny jest do refleksji, uczuć miłości czy zazdrości. Z czasem między nim a panną Barett zawiązuje się bardzo silna więź, oczywistym staje się, że jedno nie może być bez drugiego. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Edukacja podobna do tej pobieranej w sypialni na tyłach domu przy Wimpole Street przemówiłaby nawet do zwyczajnego psa. Ale Flush nie był zwyczajnym psem. Był pełen wigoru, a jednocześnie skłonny do zadumy; psi, ale również wrażliwy na ludzkie uczucia. Do takiego psa atmosfera sypialni na tyłach domu przemawiała ze szczególną siłą. Nie możemy winić go za to, że jego wrażliwość została wykształcona kosztem cech bardziej męskich. To naturalne, że leżąc z głową opartą na greckim leksykonie, przestał z czasem lubić szczekanie i kąsanie; wybrał milczenie kota zamiast hałaśliwości psa, a ludzką sympatię cenił bardziej niż psią.”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie trudno nie dostrzec w książce typowych dla Virginii prób zagłębiania się w psychikę swoich bohaterów. Tym razem zabieg ten przyjmuje dość przewrotny charakter, bo analizie poddany zostaje psi umysł. To zaś sprawia, że powaga tematu ustępuje miejsca dobrej zabawie i nieraz wywołuje uśmiech. Jawi się bowiem czytelnikowi Flush jako pies nad wyraz delikatny, sentymentalny i wrażliwy, wyczulony na każdy dźwięk oraz ruch powietrza. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Widać było, jak obraca się klamka ; drzwi istotnie otwierały się, ktoś wchodził. Jak dziwnie zmieniał się wtedy wygląd otoczenia ! Jakie zaczynały krążyć niezwykłe wiry dźwięków i zapachów ! Jak omywały nogi stołów i zderzały się z ostrymi krawędziami szafy !”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Równolegle z biografią Flusha, poznajemy panujące w Londynie obyczaje, także te dotyczące pozycji i znaczenia psów w społeczeństwie. Prowadzany po londyńskich ulicach na łańcuszku, Flush może czuć się zaszczycony, to łańcuszek sprawia, że nie jest zwykłym psem, że jest bezpieczny. Uliczki dziewiętnastowiecznego Londynu to bowiem obok klas bogatych, także dzielnice biedy, przestępców i złodziei. I również z nimi pewnego dnia przyjdzie się zmierzyć pannie Barett oraz jej pupilowi. Do głosu doją wówczas utarte przez społeczeństwo obyczaje i zasady, których podważać nie wypada, bo wstyd, bo hańba. Presja rodziny, uczucia Barett i znaczenie Flusha w życiu poetki, w końcu wystawione zostaną na kilka prób. Sytuacje, w których znajdzie się panna Barett wymagać będą dokonania ciężkich wyborów i podjęcia nieodwracalnych decyzji, ważnych zarówno dla ludzkiego jak i pieskiego życia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pozytywna i ciepła atmosfera, jaką stworzyła w swojej książce Virginia sprawia, że biografię Flusha czyta się niezwykle przyjemnie. Szkoda tylko, że przyjemność ta trwa tak krótko. Prawdę mówiąc niewielu przygodom Flusha mamy okazje towarzyszyć. Niektóre zaś można by zdecydowanie bardziej rozwinąć i poszerzyć. Bardzo szybko bowiem Flush zdobywa naszą sympatię i szkoda się z nim rozstawać. Któż bowiem nie chciałby mieć takiego sympatycznego wrażliwca u swych stóp w zbliżające się jesienne wieczory ? ;) &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1421619199319791502?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1421619199319791502/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/10/virginia-woolf-flush.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1421619199319791502'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1421619199319791502'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/10/virginia-woolf-flush.html' title='Virginia Woolf - &quot;Flush&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SsiBjVOk-QI/AAAAAAAAAN8/iNkJ40OQsVY/s72-c/flush.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4534181375421343295</id><published>2009-09-25T23:15:00.006+02:00</published><updated>2009-11-01T19:30:49.755+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klaus Brinkbaumer'/><title type='text'>Klaus Brinkbaumer - "Afrykańska odyseja"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sr01A0_JlFI/AAAAAAAAAN0/-UP_EeeLwV4/s1600-h/z6761273X.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385519017744766034" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 123px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sr01A0_JlFI/AAAAAAAAAN0/-UP_EeeLwV4/s200/z6761273X.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Klaus Brinkbaumer&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: Afrykańska odyseja&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Ilość stron&lt;/span&gt;: 258&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Afrykańska odyseja z pewnością nie jest podróżą, w którą ktokolwiek chciałby wyruszyć. Towarzyszą jej strach, głód i ciągła niepewność co do miejsca finiszu. Niestety, dla wielu mieszkańców Afryki to jedyna możliwość by przeżyć, znaleźć pracę i godnie żyć.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W taką afrykańską odyseję wyruszył czternaście lat temu John Ampanem, uchodźca w Ghany. Należy do grupy szczęśliwców, którym udało się dotrzeć do 'europejskiego raju', znaleźć pracę i ułożyć sobie życie na nowo. Po latach rozłąki z rodziną, powraca jednak do opuszczonej Afryki. Wraz z niemieckim reporterem Klausem Brinkbaumerem wyrusza w swoją odyseję raz jeszcze i podążając tą samą trasą, pokazuje jak ciężkim i ryzykownym jest ona przedsięwzięciem. Efektem wspólnej wyprawy jest naładowany ogromem informacji reportaż, który porusza problem coraz powszechniejszej wśród mieszkańców Afryki emigracji. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jako czytelnicy towarzyszymy Johnowi w jego powitaniu z rodziną w Ghanie, obserwujemy zachowania i zwyczaje tamtejszych mieszkańców. Pomimo tęsknoty i tak długiego czasu rozłąki, John musi jednak wracać do Europy by móc dalej przesyłać rodzinie pieniądze na utrzymanie. Kierujemy się więc na północ, kolejno przemierzając Togo, Benin, Nigerie, Niger, Algierie i Maroko. W każdym z tych miejsc napotykamy szereg problemów, obserwujemy biedę , chaos, brak kompetentnych urzędników. Po drodze dowiadujemy się od Johna jak ta podróż wyglądała kilkanaście lat temu, ile odwagi i determinacji wymagała. Teraz jest łatwiej, bo mając u boku białego człowieka i odpowiednią ilość pieniędzy jest się spokojniejszym i bez wątpienia bezpieczniejszym.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;John Ampan przy okazji swojej powtórnej podróży prezentuje także szereg niepisanych praw jakimi rządzi się Afryka, zatytułowanych przewrotnie „afrykański dla początkujących”. Wśród nich wymienia on wszechobecną korupcja, która jest częścią afrykańskiej kultury i codzienności, ważność statusu o którym świadczyć ma posiadanie rodziny, wiara w magię i rzucanie klątw, uprzedmiotowianie miłości, interesowność w kontaktach z innymi ludźmi, w tym również z rodziną. To wszystko składa się na negatywny obraz mieszkańców Afryki, którzy pomimo narzekania na swój los, nie robią nic by go zmienić. Nie potrafią odpowiednio wykorzystać ani przysłowiowej ryby ani wędki.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W reportażu poruszone zostają także kwestie znaczenia Afryki w świecie, tego jak postrzegają ją inne kraje. Odgórna polityka, która narzucona była krajom Afryki, czas kolonializmu, niewolnictwa i wykorzystywania jej słabości wciąż zbiera swoje żniwa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Afryka ? Zacofana i tępa, zgięta wpół i usłużna, brudna i prymitywna – nazbyt często właśnie tak widzi się ten kontynent. I tak opisuje. I w ten sposób traktuje. Już samo utrzymywanie kolonii europejskie państwa uzasadniały rzekomą niezdolnością Afryki do samodzielnego rządzenia. Po czterech stuleciach , gdy zyski ciągnęli z niego wyłącznie inni, kontynent afrykański był rozdarty i zhańbiony.”&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dzisiejsze problemy Afryki wynikają jednak przede wszystkim z powszechnej tam nierówności, obejmowaniem władzy przez ludzi głodnych pieniędzy, niekompetentnych i skorumpowanych urzędników. Gdy inne państwa mogą się rozwijać, Afryka „&lt;em&gt;wciąż jest jak sparaliżowana, bo leżała na ziemi skuta łańcuchami, gdy inni gotowali się do startu, aby rozpocząć bieg do nowoczesności.”&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie dziwi więc, że Europa dla wielu afrykańskich emigrantów wydaje się więc być rajem, gdzie miejsc pracy jest zawsze pod dostatkiem, gdzie ludzie nie wiedzą co do głód i żyją tak jak zasługuje na to człowiek. W konfrontacji z rzeczywistością jednak bardzo często czar pryska, pozostawiając po sobie jedynie gorzkie rozczarowanie. Wielu uchodźców ma żal, że deportuje się ich z powrotem do Afryki, że wciąż wyczuwa się ich niższość, traktuje jako ludzi drugiej kategorii, gorszych i nie wartych uwagi. Pomimo tego, kierunek północ, świat po drugiej stronie morza, jest tym do którego wciąż zmierzają. Niektórym się udaje, tak jak Johnowi, który po czterech latach tułaczki wreszcie odnalazł w Europie spokój i pracę, założył nową rodzinę. Inni zaś próbują całe życie, ryzykują po kilka razy bez skutku. Bardzo często walka kończy się śmiercią. Z powodu braku pieniędzy dla nielegalnych przewoźników, z wycieńczenia, w końcu z braku wody i jedzenia nigdy nie udaje im się opuścić Afryki. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ciężko sobie wyobrazić wszystko to, co opisuje w swojej książce Klaus Brinkbaumer. Jeśli nawet nie o samą wyobraźnie chodzi, to o fakt uświadomienia sobie zacofania i jednocześnie różnorodności Afryki. Rzut kamieniem i z miasta gdzie ludzie umierają z głodu, żyjąc w prymitywnych szałasach, przenosimy się do miejsca gdzie rozwinięta jest infrastruktura, ludzie chodzą do pracy, toczy się normalne życie. Zapewne komuś kto nigdy nie był na afrykańskim kontynencie, nie widział tego na własne oczy trudno będzie wyzbyć się poczucia fikcji. Dla mnie to wciąż abstrakcja, chociaż wiem, że przecież to wszystko fakty, przykra prawda, codzienność milionów ludzi. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I chociaż nie jest to podróż marzeń, to właśnie dla poszerzenia własnych horyzontów i podniesienia świadomości, polecam. ( oczywiście jedynie wersję książkową ;) ) &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4534181375421343295?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4534181375421343295/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/09/klaus-brinkbaumer-afrykanska-odyseja_25.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4534181375421343295'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4534181375421343295'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/09/klaus-brinkbaumer-afrykanska-odyseja_25.html' title='Klaus Brinkbaumer - &quot;Afrykańska odyseja&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sr01A0_JlFI/AAAAAAAAAN0/-UP_EeeLwV4/s72-c/z6761273X.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3525582275765107924</id><published>2009-09-18T14:24:00.004+02:00</published><updated>2009-11-01T19:31:13.091+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haruki Murakami'/><title type='text'>Haruki Murakami - "Na południe od granicy, na zachód od słońca"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SrN9hE4gY_I/AAAAAAAAANc/JBn3Dtw_Ols/s1600-h/Na-poludnie-od-granicy-na-zachod-od-slonca_Haruki-Murakami,images_big,12,83-7319-359-6.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5382783986837775346" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 173px; CURSOR: hand; HEIGHT: 257px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SrN9hE4gY_I/AAAAAAAAANc/JBn3Dtw_Ols/s320/Na-poludnie-od-granicy-na-zachod-od-slonca_Haruki-Murakami,images_big,12,83-7319-359-6.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Autor: Haruki Murakami&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Tytuł: "Na południe od granicy, na zachód od słońca"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Ilość stron: 231&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Wydawało nam się, że wiele wspólnie zbudowaliśmy, ale nie udało nam się osiągnąć ani jednej rzeczy. Byliśmy zbyt szczęśliwi.”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Podobają mi się te krótkie cytaty umieszczane na okładkach książek Murakamiego. Niby małe, niby ledwo widoczne, a jednak proszące się o przeczytanie i co ważne, wbijające się w pamięć. I właśnie tych kilka prostych słów sprawiło, że sięgnęłam po książkę „Na południe od granicy, na zachód od słońca”. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Główny bohater powieści, Hajime, bardzo szczegółowo oraz otwarcie odsłania przed czytelnikiem kolejne etapy swojego życia uczuciowego. Jego początkiem, a zarazem okresem, który zostawi największy ślad w duszy Hajime, są wczesne lata szkolne. To właśnie wtedy poznaje Shimamoto, dziewczynę, z którą dyskusje na temat książek i wspólne słuchanie płyt stają się niemal rytuałem. Spędzane razem popołudnia sprawiają, że pomiędzy dwojgiem młodych ludzi nawiązuje się bardzo silna więź, balansująca na granicy przyjaźni i miłości. Niestety przeprowadzka Hajime do innego miasta i zmiana szkoły powodują, że tak bliski do tej pory kontakt pomiędzy obojgiem, urywa się. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mijają lata, Hajime spotyka na swojej drodze kolejne dziewczyny, jednak wspomnienie o Shimamoto wciąż nie przemija. Pomimo założonej rodziny, wspaniałej żony oraz stabilnej pracy, Hajime nie czuje się szczęśliwy. Wszystko, co do tej pory udało mu się osiągnąć nie daje satysfakcji ani poczucia spełnienia. Skorupa pod którą żyje Hajime pęka gdy pewnego dnia, po ponad dwudziestu latach, próg baru, w którym pracuje Haijme przekracza piękna Shimamoto. Zaczyna się walka, walka pomiędzy tym co czuje, o czym marzy, co chciałbym zrobić, a tym co do tej pory zbudował, co powinien robić, co narzuca mu rola męża i ojca. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Proza Murakamiego nie grzeszy bogactwem, ani pod względem językowym, ani fabularnym. Nie to jest jednak najważniejsze, to nie kwiecistość języka świadczyć ma o wartości przesłania, jakie zawiera książka. Bo podobnie jak przy cytacie, proste słowa i tutaj w zupełności wystarczają. A dodatkowo w tym przypadku sprawiają, że książkę czyta się błyskawicznie, bo równie błyskawicznie pragnie się poznać koniec historii. Koniec, który jednak pozostawił u mnie lekki niedosyt. Chyba za bardzo nastawiona byłam na inne zakończenie, ale cóż, przeszłości nie da się zmienić, a puzzli życia poukładać na nowo wedle naszych marzeń. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I nie wiem, czy to co teraz napiszę przemawia na korzyść czy na niekorzyść autora, ale odniosłam wrażenie, że książkę można czytać dosłownie wszędzie. Hałas, szum, rozmowy innych osób, tłok, pośpiech, nic nie było w stanie odwrócić mojej uwagi od lektury, a co najważniejsze, sprawić abym zgubiła wątek. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Haruki to dobry autor do autobusowych jak i pociągowych podróży. Bo przy większości innych książek cisza, spokój i skupienie to u mnie podstawa ;)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Lekturze książki towarzyszył mi także ukryty gdzieś w podświadomości głos lektora, który to serwował wcześniej moim uszom „Norwegian wood”. Nie było rady, ten sam styl prowadzenia narracji sprawił, że nie mogłam przestawić się na swój sposób czytania. Jakoś tak bezwiednie mój umysł intonował zdania podobnie jak lektor z „Norwegian wood” . Na fakt ten jednak nie narzekam, gdyż pan lektor miał bardzo ciepły, głęboki i przekonujący głos. Obawiam się jednak, że będę go słyszeć przy każdej kolejnej książce Murakamiego. ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3525582275765107924?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3525582275765107924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/09/haruki-murakami-na-poudnie-od-granicy.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3525582275765107924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3525582275765107924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/09/haruki-murakami-na-poudnie-od-granicy.html' title='Haruki Murakami - &quot;Na południe od granicy, na zachód od słońca&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SrN9hE4gY_I/AAAAAAAAANc/JBn3Dtw_Ols/s72-c/Na-poludnie-od-granicy-na-zachod-od-slonca_Haruki-Murakami,images_big,12,83-7319-359-6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-837923975618952370</id><published>2009-09-15T00:46:00.006+02:00</published><updated>2009-11-01T19:31:31.182+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Magda Buraczewska'/><title type='text'>Magda Buraczewska - "Słone paluszki"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sq7JEPOFu9I/AAAAAAAAANU/nrz5urY8s1g/s1600-h/slone-paluszki_magdaburaczewska.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381459679396608978" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 162px; CURSOR: hand; HEIGHT: 232px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sq7JEPOFu9I/AAAAAAAAANU/nrz5urY8s1g/s320/slone-paluszki_magdaburaczewska.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;Autor : Magda Buraczewska&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;div&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;Tytuł: "Słone paluszki"&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;Ilość stron: 53&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Emocje głęboko ukryte, przykurzone, odpychane, jednak proszące się o chwilę uwagi, o parę słów. Przelać je na papier jest nie lada sztuką, a swoją techniką, subtelną w słowach i precyzyjną w ich doborze, urzeka w swoim tomiku Magda Buraczewska.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wiersze poetki sprawiają wrażenie dialogów prowadzonych między dwójką bliskich sobie osób, owej bliskości w życiu każdego z nich jest jednak z dnia na dzień jakby coraz mniej. Mieszanka perspektyw, liryczne ‘ja’ mówiące raz w męskiej, raz w żeńskiej formie, w wielu wierszach łączy się w jedno, liryczne ‘my’. Wspomnienia rzeczy prozaicznych, których piękno dostrzega się dopiero gdy już ich w naszym życiu nie ma, wspólne tematy, które przeminęły, fascynacja sobą i tęsknota za jednością, to oś wokół której krążą słowa poetki.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Lektura literek poetki wprowadza w lekko melancholijny nastrój, uderza w umysł, podaje jak na tacy smutne aspekty przemijalności i nietrwałości ludzkiego świata. Nie tylko tego, który nas otacza, ale przede wszystkim tego, który budujemy każdego dnia w swoim wnętrzu, sercu i umyśle. A który może zaboleć, gdy dzielony z drugą osobą, wraz z jej odejściem dostaje brutalnie zburzony. W wierszach wyczuwa się trochę żalu, trochę tęsknoty, trochę niespełnienia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;To co wyróżnia i przyciąga uwagę, to krótkie, zazwyczaj dwuwersowe motta poprzedzające każdy liryk. Motta autorstwa samem poetki. Oderwane od wiersza rządzą się swoją logiką, skłaniają do refleksji nad ich prostotą i głęboką wymownością jednocześnie. W kontekście całego wiersza zaś, są jakby od niego oderwane. Doszukać się jednak można między nimi cienkiej niteczki łączącej emocje obu z nich, motta i znajdującego się pod nim wiersza.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Słowa dla wrażliwców, szukających wierszy traktujących o miłości nieco inaczej. Nie wprost, bez górnolotnych słów. Poezja dla osób lubiących doszukiwać się tego drugiego, trzeciego, a nawet czwartego dna. Oczekujących od prostych słów czegoś więcej, czegoś, w co ubrać je może tylko poezja.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I pozostają tytułowe słone paluszki, których dosłowne znaczenie, z każdym wierszem nabierało dla mnie zgoła innego znaczenia. Słone paluszki, słone bo wycierające słone łzy, łzy po osobie której nie ma, która odeszła, po wspomnieniach, łzy z tęsknoty za czymś czego wciąż nam w życiu brak ? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-837923975618952370?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/837923975618952370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/09/magda-buraczewska-sone-paluszki.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/837923975618952370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/837923975618952370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/09/magda-buraczewska-sone-paluszki.html' title='Magda Buraczewska - &quot;Słone paluszki&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sq7JEPOFu9I/AAAAAAAAANU/nrz5urY8s1g/s72-c/slone-paluszki_magdaburaczewska.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2108846949565738579</id><published>2009-09-07T13:24:00.004+02:00</published><updated>2009-11-01T19:31:49.265+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Leszek Kołakowski'/><title type='text'>Leszek Kołakowski - "Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania"</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SqT6Jq5QPOI/AAAAAAAAANM/sC5dEfSFFGA/s1600-h/Czy-Pan-Bog-jest-szczesliwy-i-inne-pytania_Leszek-Kolakowski,images_big,21,978-83-240-1258-9.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378698899027410146" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 141px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SqT6Jq5QPOI/AAAAAAAAANM/sC5dEfSFFGA/s200/Czy-Pan-Bog-jest-szczesliwy-i-inne-pytania_Leszek-Kolakowski,images_big,21,978-83-240-1258-9.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Leszek Kołakowski&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: "Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Ilość stron&lt;/span&gt;: 297&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dłużyło mi się i dłużyło. Dobrze jednak, że wytrwale uskuteczniałam to przedłużanie, aż wreszcie dotarłam do końca. Zdecydowanie było warto. Gdyby nie moja czytelnicza ciekawość, przegapiłabym wiele mądrych i cennych informacji oraz trafnych komentarzy do wielu zjawisk społecznych, do historii oraz aktualnych stosunków międzynarodowych. Tytuł książki może być bowiem nieco mylący, bo nie o samym Bogu i jego domniemanym szczęściu traktuje w swoich rozważaniach prof. Kołakowski.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ostatnia książka prof. Kołakowskiego to zbiór esejów oraz artykułów poświęconych filozofii, Bogu, światu, prawdzie oraz metafizyce. I tak, jak rozdział poświęcony filozofii Kartezjusza, Leibniza, Heidegera, Nietzschego, Jaspersa może być nie lada gratką dla wielbicieli oraz pasjonatów ich nauk, tak w przypadku mojej osoby wymagał sprawdzania wielu rzeczy, doczytywania z innych źródeł założeń ich filozofii. Porównania oraz odwołania, które przytacza w swoich esejach prof. Kołakowski wymagają już pewnej wiedzy, bez ich elementarnej znajomości łatwo się pogubić w sensie i przesłaniu tego co czytamy. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Szukając jednak odpowiedzi na pytanie czy Pan Bóg jest szczęśliwy, już swobodnie możemy ponieść się rozważaniom prof. Kołakowskiego. Te czysto teoretyczne rozważania nad samą naturą Boga, skłaniają do zadania sobie pytania w jaki sposób go pojmujemy, czy jest dla nas siłą wyższą, osobą czy też czystą abstrakcją. Sam prof. Kołakowski nie zamyka się co do jednej postawy. Jako filozof rozważa każdą z opcji, pytając przy okazji czym jest nasza wiara. Zaznacza także, że kwestia ta zawsze będzie wzbudzać w ludzkości szereg wątpliwości, nic w naszym życiu nie jest bowiem wolne od pytań. Nie bez komentarza pozostawia także kwestie wojny, holocaustu, obozów śmierci, w obliczu których często stawiamy sobie pytanie, ‘gdzie był wówczas Bóg’ ?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Wolną od domysłów oraz retorycznych pytań jest część książki poświęcona światu, a od siebie dodałabym, że także ludzkiemu życiu. Któż z nas bowiem będąc dzieckiem nie chciał być już osobą dorosłą, później zaś marzył o powrocie do dzieciństwa ? Obie te postawy są zrozumiałe i jak przyznaje prof. Kołakowski zgodne z naszą naturą, a ponieważ cenimy sobie zarówno wolność i bezpieczeństwo, dobra te często ograniczają się wzajemnie. I tak oto przechodzimy do rozważań nad historią świata, nad systemami politycznymi, które miały ludzkości zagwarantować bezpieczeństwo (totalitaryzm) jak i dać wolność (anarchia), a które nie mogą w pełni zagwarantować ani jednego ani drugiego.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Wciąż jednak marzymy o społeczeństwie jak i świecie doskonałym. Organizacje międzynarodowej czy szybki rozwój techniki mają nam pomóc te marzenia urzeczywistnić. Kwestie takie jak genetyka czy nanotechnologia wzbudzają jednak u wielu osób więcej strachu niż ciekawości. I to właśnie im, a więc tematom wciąż aktualnym, poświęca prof. Kołakowski wiele miejsca, serwując nam wykłady lepsze niż nie jedne artykuły popularnonaukowe. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Rzeczą łączącą wszystkie eseje jest przede wszystkim bardzo obiektywne podejście do wszystkich poruszanych w książce tematów, bez zbędnego moralizatorstwa, wskazywania na to co dobre a co złe, bez narzucania czytelnikowi czegokolwiek. Łącząca się z tym faktem, kwestia istnienia jednej Prawdy czy istoty Wolności to bowiem temat, który również został poruszony w książce. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak pisze sam Kołakowski to książka o wszystkim, o dobru i złu, o Bogu i szatanie, o rozumie i nierozumie, o niepokojach naszego czasu. Sam także, chyba nieco skromnie, przyznaje, że nie znaczy to, że pisanie to jest dobre lub mądre. A jest i to jak najbardziej, szczególnie o obecnych czasach, kiedy coraz trudniej o głębsze przemyślenia i wartościowe refleksje. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2108846949565738579?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2108846949565738579/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/09/leszek-koakowski-czy-pan-bog-jest.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2108846949565738579'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2108846949565738579'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/09/leszek-koakowski-czy-pan-bog-jest.html' title='Leszek Kołakowski - &quot;Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SqT6Jq5QPOI/AAAAAAAAANM/sC5dEfSFFGA/s72-c/Czy-Pan-Bog-jest-szczesliwy-i-inne-pytania_Leszek-Kolakowski,images_big,21,978-83-240-1258-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2877563823821272805</id><published>2009-08-29T14:04:00.005+02:00</published><updated>2009-11-01T19:32:29.927+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Virginia Woolf'/><title type='text'>Virginia Woolf - "Pani Dalloway"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SpkfwmCaqkI/AAAAAAAAALc/raa9TgdZo8w/s1600-h/IMG_0009.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375362549948262978" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 178px; CURSOR: hand; HEIGHT: 227px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SpkfwmCaqkI/AAAAAAAAALc/raa9TgdZo8w/s200/IMG_0009.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Autor: &lt;span style="color:#6600cc;"&gt;Virginia Woolf&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;Tytuł: &lt;span style="color:#6600cc;"&gt;"Pani Dalloway"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;Ilość stron: &lt;span style="color:#6600cc;"&gt;230&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Po raz pierwszy, przyjęta chronologia zapoznawania się w pierwszej kolejności z książką, a dopiero później z jej ekranizacją, została u mnie zaburzona. Tym razem to film „Godziny” przyczynił się do sięgnięcia przeze mnie po książkę Wirginii Woolf pt. „Pani Dalloway”. I kolejności tej nie żałuję. Relacja książka –film w tym przypadku wygląda bowiem nieco inaczej. W filmie przedstawione zostały sylwetki trzech kobiet, pierwszą z nich jest sama Virginia Woolf, drugą Laura, typowa pani domu, która namiętnie czyta napisaną przez Woolf „Panią Dalloway”, trzecią zaś jest sama bohaterka książki, Klarysa. Trzy perspektywy i trzy historie, które w niebanalny sposób łączy książka „Pani Dalloway”. Co jednak dokładnie kryje się pod okładką książki, która tak często pokazywana jest w filmie, a przez którą Laura wylewa morze łez ? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Główną bohaterkę książki, tytułową panią Dalloway, już starszą kobietę, poznajemy w czasie ostatnich przygotowań do organizowanego przez nią, wieczornego przyjęcia. W tym też dniu spotyka ona Piotra, swojego dawnego kochanka, który po długiej nieobecności powraca z Indii do Anglii. Wraz z nim powracają wspomnienia przeszłości, niespełnionej miłości, refleksji nad tym co było, a czego zmienić już nie można. W domu czeka na nią jednak córka Elżbieta oraz mąż Ryszard, wobec którego Klarysa nie żywi jednak zbyt gorących uczuć. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„ Choć była kiedyś taka śliczna, przychodziły jednak chwile – na przykład wtedy na rzece, w lasach Cliveden - kiedy przez tę oziębłość, tę wrodzoną dziewiczość Klarysa zrobiła mu zawód. A potem w Konstantynopolu i jeszcze dużo, dużo razy. Wiedziała, czego jej było brak. Miała pod dostatkiem urody, inteligencji. Było jej brak czegoś w środku, co promieniuje; czegoś ciepłego, co przebija przez zewnętrzną powłokę i rozprasza zimno panujące między mężczyzną i kobietą albo między kobietami.”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Postać Klarysy jawi się czytelnikowi jako osoba nie do końca szczęśliwa, nie potrafiąca przystosować się do otaczającej jej rzeczywistości, widząca niezwykłość rzeczy zupełnie prozaicznych, do tego zima i oschła wobec innych. Wydaje mi się, że sporo w postaci Klarysy samej Virginii Woolf, jej osobistych odczuć i przemyśleń. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Oprócz Klarysy oraz jej rodziny, poznajemy także Septimusa, trzydziestoletniego weterana wojennego, pogrążającego się w coraz większej depresji. Swoim smutkiem zaraża także żonę Lukrecję, która mimo wszystko stara się pomóc mężowi wrócić do życia. Samobójstwo, o którym staje myśli mężczyzna, w najmniej oczekiwanym momencie połączy losy Septimusa oraz Klarysy. Stanowić będzie niewidzialną nić, łącząca oba wątki. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Śmierć jest wyzwaniem. Śmierć jest próbą porozumienia się podejmowaną wtedy, kiedy ludzie zdają sobie sprawę z niemożności dotarcia do sedna, które – w sensie mistycznym – wciąż im umyka; w śmierci bliskość oddala się, zachwyt blednie, człowiek jest sam. Śmierć obejmuje ramieniem.”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wraz z kolejnymi postaciami pojawiającymi się na kartach opowieści, poznajemy świat widziany z wielu perspektyw. Towarzyszymy myślom i uczuciom Klarysy, Ryszarda, Piotra oraz Septimusa, odkrywamy ich prawdziwe emocje, kryjące się za przybieraną codziennie przez każde z nich, maską przyzwoitości i pozornego szczęścia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Depresant – to pierwsze słowo które przyszło mi na myśl, a które chyba najdobitniej oddaje charakter książki. Proza Wirginii nie należy do lekkich i przyjemnych. Przepełniona emocjami, nakreślająca otaczający nas świat na wskroś dokładnie, rozkładająca ludzkie uczucia na czynniki pierwsze, wyostrza wszystkie zmysły czytelnika. Książka o utraconych marzeniach, o prozaiczności i kruchości ludzkiego życia, w końcu zaś o szukaniu sensu w codzienności, w zieleni liści czy zachodzie słońca. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Poprzez książkę „Pani Dalloway” Virignia chciała także pokazać, że w umyśle człowieka współdziałają pierwiastki męskie i żeńskie, a każdy wielki umysł jest androgyniczny – działają w nim dwie równe siły: rozum jako pierwiastek męski, imaginacja i intuicja jako pierwiastek żeński, co odnajduje swoje potwierdzenie w narracji Virginii oraz zakończeniu powieści. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A wydanie z 1961 roku - żółte, stare kartki, materiałowa okładka, wiele podkreśleń w środku, notatek innych czytelników – jednym słowem biblioteczna perełka ;) &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2877563823821272805?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2877563823821272805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/08/virginia-woolf-pani-dalloway.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2877563823821272805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2877563823821272805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/08/virginia-woolf-pani-dalloway.html' title='Virginia Woolf - &quot;Pani Dalloway&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SpkfwmCaqkI/AAAAAAAAALc/raa9TgdZo8w/s72-c/IMG_0009.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4794089529422256866</id><published>2009-08-20T23:39:00.005+02:00</published><updated>2009-11-01T19:32:50.719+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Anna Piwkowska'/><title type='text'>Anna Piwkowska - "Farbiarka"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/So3FnDunJsI/AAAAAAAAAK0/37k3-ubzdcA/s1600-h/Piwkowska_Farbiarka_500pcx.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5372167205329249986" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 161px; CURSOR: hand; HEIGHT: 244px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/So3FnDunJsI/AAAAAAAAAK0/37k3-ubzdcA/s320/Piwkowska_Farbiarka_500pcx.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Anna Piwkowska&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Tytuł:&lt;/span&gt; "Farbiarka"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Ilość stron&lt;/span&gt;: 46&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przyznaje, że poezja Anny Piwkowskiej, pomimo wydanych przez nią do tej pory siedmiu tomików wierszy, była mi zupełnie nieznana. Do sięgnięcia po „Farbiarkę” skusił mnie jednak opis z okładki tomiku : &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Kim jest farbiarka? Jakie miesza farby przy akompaniamencie cykad w południową noc? Anna Piwkowska opowiada historie zwyczajne i tajemnicze, które zdarzają się w świecie bogów, ludzi, zwierząt i kwiatów unoszonych przez czas. W świecie, któremu przemijanie nie odbiera sensu ani piękna, przeciwnie, czyni go tym bardziej godnym zachwytu i pożądania&lt;/em&gt;.”&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Bez wątpienia brzmi zagadkowo i intrygująco. Odczucie to nieprzerwanie utrzymuje się w czasie czytania wierszy, a mnie osobiście nie opuściło nawet po skończeniu ostatniego i zamknięciu tomiku. Poezja, której motywem przewodnim jest podróż, zarówno w głąb lądu jak i własnego wnętrza, do końca pozostaje naznaczona głównie osobistymi wspomnieniami oraz uczuciami poetki. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Spod pióra Piwkowskiej wyłaniają się opisy Krety pod osłoną nocy, zimnych poranków, zmierzchów nad piaszczystymi wybrzeżami. Na spotkanie wychodzą nam Persefona, Hipolit, Menelaos, a wraz z nimi snute opowieści, domysły, retoryczne pytania stawiane przeszłości.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ale żyjemy tu i teraz, a czas teraźniejszy to wciąż te same pytania, o sens, o miłość i śmierć. Pośród tych wątpliwości zaś kobieta, wciąż sentymentalna, marząca, powracająca do przeszłości, pragnąca miłości.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Elementem, który przebija się najmocniej w poezji Piwkowskiej jest przyroda, jej szczegółowe opisy, metaforyczne zestawienia. Spokój i harmonia, wachlarz gatunków, bogactwo barw i zapachów wynurzają się niemal z każdego wiersza, kuszą i uwodzą. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Swoim tomikiem poetka ofiaruje czytelnikom przedsmak tego jak można, a raczej jak powinniśmy zapamiętywać na pozór zwyczajne dni. Obawiam się jednak, że magia, którą wplata w swoją poezję Piwkowska, jest czymś, czego nie sposób do końca zrozumieć, prawdziwie poczuć. Specyficzna, bo bardzo osobista wydaje mi się być jej poezja. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I chyba nie byłabym sobą, gdybym nie zakończyła cytatem :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Tak i my kropkujemy wciąż kartki papieru,&lt;br /&gt;aby wypełnić pustkę obrazem lub wierszem.&lt;br /&gt;Tylko tam się spotyka człowiek ze swym bogiem.”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frag. wiersza ‘Zakopią nas, zakopią, w proch rozsypią’&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4794089529422256866?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4794089529422256866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/08/anna-piwkowska-farbiarka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4794089529422256866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4794089529422256866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/08/anna-piwkowska-farbiarka.html' title='Anna Piwkowska - &quot;Farbiarka&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/So3FnDunJsI/AAAAAAAAAK0/37k3-ubzdcA/s72-c/Piwkowska_Farbiarka_500pcx.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-9166453456688400322</id><published>2009-08-16T18:11:00.005+02:00</published><updated>2009-11-01T19:33:53.248+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Martin Lindstrom'/><title type='text'>Martin Lindstrom - "Zakupologia"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SogxkHA44sI/AAAAAAAAAKs/THKZX9sYGdo/s1600-h/Zakupologia-Prawdy-i-klamstwa-o-tym-dlaczego-kupujemy_Martin-Lindstrom,images_big,9,978-83-240-1180-3.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370597052067144386" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 143px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SogxkHA44sI/AAAAAAAAAKs/THKZX9sYGdo/s200/Zakupologia-Prawdy-i-klamstwa-o-tym-dlaczego-kupujemy_Martin-Lindstrom,images_big,9,978-83-240-1180-3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="color:#ffcc33;"&gt;&lt;strong&gt;Autor : Martin Lindstrom&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;div&gt;&lt;span style="color:#ffcc33;"&gt;&lt;strong&gt;Tytuł: "Zakupologia"&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#ffcc33;"&gt;&lt;strong&gt;Ilość stron: 196&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kolejna książka z serii „punkty przełomowe” - „Zakupologia – prawda i kłamstwa o tym, dlaczego kupujemy” tym razem zabiera nas za kulisy dotyczących wszystkich, lubianych bądź nie, zakupów. Towarzyszące im marketingowe chwyty stosowane w reklamach nie są już dla nas nowością, w mniejszym lub większym stopniu znane są każdemu. Jednak pomimo ich znajomości, naszym zakupowym działaniom wciąż daleko od racjonalności. Dlaczego? No właśnie, pora uchylić rąbka tajemnicy jaką skrywają nasze konsumenckie mózgi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Martin Lindstrom do większości swoich badań, mających pokazać, co tak naprawdę siedzi w głowie przeciętnego konsumenta, wykorzystywał funkcjonalny magnetyczny rezonans jądrowy fMRI ( z ang. functional Magnetic Resonance Imaging) oraz zaawansowaną wersję elektroencefalografu, znaną jako SST ( z ang. Steady State Typography) za pomocą których obserwował zmiany w mózgach osób poddawanych eksperymentom.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jednym z nich był eksperyment mający na celu sprawdzenie skuteczności ostrzeżeń umieszczanych na paczkach papierosów. Okazało się, że wcale nie zniechęcają one do palenia, wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej zachęcają do kupna kolejnej paczki. Na pytanie czy ostrzeżenia na paczkach robią na palaczach wrażenie, jeszcze przed eksperymentem, większość odpowiedziała : TAK, badania fMRI pokazały jednak, że pomimo widoku paczki z komunikatem ‘palenie zabija’ ochota na papierosa u większości badanych pozostawała wciąż tak sama lub też jeszcze bardziej wrastała. Niestety, w tym jak wielu innych przykłądach świadome odpowiedzi często znacznie różniły się w porównaniu z późniejszymi, podświadomymi działaniami w czasie zakupów. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Inną kwestią jaką porusza w swojej książce Lindstrom jest tzw. lokowanie produktu ( z ang. product placement ) czyli dyskretnie umieszczone loga produktów, czy to w programach telewizyjnych czy miejscach publicznych. Co ciekawe, czasami nawet logo nie jest już potrzebne, jeśli marka ma na rynku dobrą pozycję. Wystarczy jedynie odpowiedni kolor ścian czy kształt kanap, a nasz mózg już podświadomie rejestruje i mocniej utrwala markę z którą wiążą się wyżej wspomniane elementy np. Coca-Coli. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie bez znaczenia pozostaje także potrzeba posiadania tego, co mają inni, naśladowania w wielu dziedzinach i sytuacjach. Neurony lustrzane powodują, że nie tylko współczujemy osobie, której akurat dzieje się krzywda, czy czytając książkę, reagujemy tak, jakbyśmy robili dokładnie to, co bohater, ale przede wszystkich kupujemy to co posiadają inni ludzie mimo, iż świadomie się do tego nie przyznajemy. Podczas zakupów jednak podświadomość robi swoje i ze sklepu wychodzimy z czymś co już wcześniej u kogoś lub gdzieś widzieliśmy. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ważnymi kwestiami, które pośrednio wpływają na nasze zakupowe decyzje są także rytuały jedzenia, religia, przesądy w które wierzymy, czy przekonanie o przynoszących szczęście czy nieszczęście liczbach. Jako ciekawy przykład autor podaje fenomen batonika Kit Kat, który w Japonii, ze względu na podobieństwo do słów „Kitto Katsu”, które oznaczają „zwycięstwo bez porażki”, sprawił, że tamtejsi studenci zaczęli wierzyć, że jedzenie batonika przed egzaminem pomoże im uzyskać lepsze oceny. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wszystkie odkrycia jakich dokonał autor książki, poparte zostały konkretnymi przykładami zarówno tych marek, które odniosły sukces na rynku, jak i tych które niestety musiały pogodzić się z porażką. Jedne wbiły się w umysły konsumentów, inne nie biorąc pod uwagę złożoności ludzkiego umysłu, przegrały z konkurencją. Neuromarkting, stosunkowo młoda metoda badań konsumenckich zachowań, jak przekonuje Martin Lindstrom, już nie długo będzie podstawowym narzędziem przy tworzeniu marki, podstawowym i wydaje się, że najskuteczniejszym, by zdobyć popularność wśród konsumentów.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W czasie zakupów z pewnością nie mamy czasu, by zastanawiać się nad wszystkimi czynnikami, o których wspomina w swojej książce Lindstron. Działamy schematycznie i w czasie codziennych zakupów w kilka sekund podejmujemy decyzje o tym, co wrzucamy do koszyka. I właśnie o te parę sekund uwagi konsumenta codziennie walczy wiele marek. Coś przecież decyduje o tym która wodę do picia weźmiemy, pomimo tego, iż nie wiele się od siebie różnią. A nasz komentarz ‘wziąłem pierwszą z brzegu’ nijak ma się do rzeczywistości :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tak było i tak będzie. Książka „Zakupologia” na pewno nie uchroni nas przed niechcianymi zakupami czy ukrytymi sztuczkami producentów. Potraktować można ją jaką zbiór wielu ciekawostek, o których warto wiedzieć. ;) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I na koniec ‘apetyczny’ cytat :&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Weszliście kiedyś do fastfoodowej knajpy z zamiarem kupienia sobie przyjaznej dla arterii, pełnej zalet sałatki, a zamiast tego nabyliście cheesburgera z potrójnym bekonem i dodatkowymi frytkami? Zapach was skusił, prawda ? Świeży, smakowity, nieco przypominający węgiel drzewny, niezwykle kuszący aromat przeniknął całe wasze ciało. Byliście wobec niego całkowicie bezradni. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Zapach, który wówczas wdychaliście, nie pochodzi z rozpalonego, dymiącego grilla, lecz z aerozolu oznaczonego kodem typu RTX9338PJS – czyli „aromat identyczny z naturalnym zapachem świeżo przyrządzonego cheesburgera z bekonem” – wtłaczanego przez restaurację do przewodów wentylacyjnych. Mniam, już robię się głodny.” &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-9166453456688400322?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/9166453456688400322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/08/martin-lindstrom-zakupologia.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/9166453456688400322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/9166453456688400322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/08/martin-lindstrom-zakupologia.html' title='Martin Lindstrom - &quot;Zakupologia&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SogxkHA44sI/AAAAAAAAAKs/THKZX9sYGdo/s72-c/Zakupologia-Prawdy-i-klamstwa-o-tym-dlaczego-kupujemy_Martin-Lindstrom,images_big,9,978-83-240-1180-3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5243838499704284432</id><published>2009-08-05T15:30:00.004+02:00</published><updated>2009-08-05T15:46:00.764+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zadie Smith'/><title type='text'>Zadie Smith - "Białe zęby"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SnmK6fDV7GI/AAAAAAAAAKk/0rlrcbWrDBk/s1600-h/Biale-zeby_Zadie-Smith,images_big,19,978-83-240-1195-7.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366473168361221218" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 153px; CURSOR: hand; HEIGHT: 217px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SnmK6fDV7GI/AAAAAAAAAKk/0rlrcbWrDBk/s200/Biale-zeby_Zadie-Smith,images_big,19,978-83-240-1195-7.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Autor: Zadie Smith&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Tytuł: "Białe zęby"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Liczba stron: 518&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ta obszerna, bo ponad pięćsetstronicowa książka Zadie Smith to niebanalny, nakreślony bardzo precyzyjnie i bogato obraz Londynu, miasta emigrantów, które stanowi wyśmienitą mieszankę kultur, religii oraz obyczajowości. Otwierając książkę „Białe zęby” wkraczamy w świat ludzi wschodu i zachodu, których życie niejako zazębia się, poglądy ulegają przetasowaniu. Sam czytelnik zaś poznając losy głównych bohaterów na przestrzeni całego XX wieku, staje się świadkiem wielopokoleniowych przemian, w dużej mierze uwarunkowanych historycznie. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pierwszą osobą , którą poznajemy jest Archibald, czterdziestosiedmioletni Anglik, którzy zamierza popełnić samobójstwo. Jak na nieudacznika przystało, nawet próba odebrania sobie życia kończy się fiaskiem. Stanowi jednak nowy początek, przez przypadek bowiem w sylwestrową noc poznaje on swoja drugą już, młodszą o trzydzieści lat żonę, ciemnoskórą Jamajkę, Clarę. Clara, chcąc odciąć się od rodziny zagorzałych Świadków Jehowy, decyduje się na ślub z Archibaldem, dając mu w potomstwie córkę Irie. W dalszej kolejności poznajemy także najlepszego przyjaciela Archibalda, Samada. Ten z kolei to emigrant z Bangladeszu, muzułmanin, który wciąż walczy z cielesnymi pokusami, by nie narazić się gniewowi Allaha. Samad zostaje ojcem dwójki bliźniąt – Millata i Magida, jednak z obawy przed zepsuciem jednego z synów, bez zgody żony, Alsany, wysyła Magida do rodzinnego miasta na wschód, by tam chłopiec mógł wychowywać się w duchu Islamu. Swoistej mieszanki dopełnia jeszcze rodzina Brytyjczyków, Chelfenów, którzy wywierają znaczący wpływa na życie obu rodzin oraz kształtowanie poglądów ich dzieci. Marcus Chalfen, ojciec rodziny to pasjonat genetyki, pracujący nad Super Myszą, która ma pomóc w walce z rakiem. Jego projekt jednak wzbudza wiele kontrowersji, zarówno ze strony wyznawców Jehowy jak i ugrupowania Strażników Odrodzenia Muzułmanów, którego członkiem jest syn samego Marcusa. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wszystkie trzy rodziny są jednak w pewien sposób na siebie skazane, chcąc czy nie chcąc tworzą swojego rodzaju wielką rodzinę, odwiedzają się, spędzają razem czas. Oczywiście konflikty oraz kłótnie to nieodzowny element każdego dnia, sprzeczne w wielu kwestiach poglądy sprawiają, że dojście do porozumienia to nie lada wyczyn. Młodzi buntują się, próbują manifestować swoją niezależność, starsze pokolenie zaś konsekwentnie trzyma się swoich zasad. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Autorka książki stosuje w powieści liczne retrospekcje, powracając do korzeni poszczególnych rodzin, opowiada ich historie, pokazuje jak wielki wpływa na ich życie miało miejsce, w którym przyszli na świat. Jak wiele zbiegów okoliczności sprawiło, że żyją tak a nie inaczej. Gdyby nie wspólna walka w czasie II wojny światowej, Archibald oraz Samad zapewne nigdy nie zostali by przyjaciółmi, tak wiele przecież ich dzieli.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pomimo sporej objętości, książkę czyta się przyjemnie i z zaciekawieniem. Nie brakuje w niej humoru oraz błyskotliwych uwag. Jedynie niekiedy zbytnie odbieganie od głównego wątku do tych mniejszych, w gruncie rzeczy nie zawsze istotnych, sprawia, że można się pogubić i stracić wątek od którego tak na prawdę wyszły rozważania autorki. Na uwagę zasługuje jednak ogromna wiedza historyczna oraz religijna jaką wykazała się Zadie Smith. Z literacką wyobraźnią splatają się bowiem historyczne fakty, czy też wplecione w wypowiedzi bohaterów cytaty z Biblii. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A tytuł ? no właśnie. Na początku myślałam, że mowa tu o zębach Clary, których opis bardzo często pojawia się w książce. Ostatecznie wydaje mi się jednak, że ‘korzenie’ tytułu dotyczą nieco innej kwestii. Tu posłużę się cytatem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wiekowy żołnierz, pan Hamilton, którego odwiedzają Magid, Millat i Irie, w czasie dyskusji z dziećmi na temat higieny jamy ustnej, wypowiada takie oto zdanie : ( chwilę wcześniej wspominając, że sam w młodości nie dbał o zęby ) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„ Musicie wiedzieć, prawda, że czyste białe zęby nie zawsze są rzeczą pożyteczną i pożądaną. Kiedy na przykład byłem w Kongu, jedynym sposobem, żeby wytropić w ciemnościach czarnucha, było, prawda, wypatrywanie bieli jego zębów. Straszna sprawa. A było tam ciemno jak w de u Murzyna, cholernie ciemno. I ginęli, prawda, przez te swoje białe zęby. Biedne sukinsyny. A z kolei jak spojrzeć na rzecz z drugiej strony, to nie mnie udało się dzięki temu przeżyć, prawda.”&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Bardzo jestem jednak ciekawa, czy właśnie w tym tkwił pomysł na tytuł książki – zęby jako jeden z czynników warunkujących być albo nie być, metaforyczne sięganie do korzeni zębów a przez to do korzeni przeszłości ? ;)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5243838499704284432?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5243838499704284432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/08/zadie-smith-biae-zeby.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5243838499704284432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5243838499704284432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/08/zadie-smith-biae-zeby.html' title='Zadie Smith - &quot;Białe zęby&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SnmK6fDV7GI/AAAAAAAAAKk/0rlrcbWrDBk/s72-c/Biale-zeby_Zadie-Smith,images_big,19,978-83-240-1195-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3654397071040390685</id><published>2009-07-18T13:33:00.006+02:00</published><updated>2009-07-18T14:24:55.746+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Doris Lessing'/><title type='text'>Doris Lessing - "Piąte dziecko" i "Podróż Bena"</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SmG3B6cKWEI/AAAAAAAAAKE/GSAga3xrZsw/s1600-h/doris.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359766275042728002" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 260px; CURSOR: hand; HEIGHT: 201px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SmG3B6cKWEI/AAAAAAAAAKE/GSAga3xrZsw/s320/doris.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Autor: Doris Lessing&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Tytuł: "Piąte dziecko"&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;Liczba stron: 141&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;Tytuł: "Podróż Bena"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;Liczba stron: 175&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Znana powieść Doris Lessing „Piąte dziecko” w końcu doczekała się także i mojej lektury. Po przeczytaniu „Piątego dziecka” ciekawość wzięła górę i zmusiła mnie do sięgnięcia także po „Podróż Bena”, która stanowi kontynuacje historii. Już na wstępie mogę krótko podsumować : pierwszej części mówię ‘tak’ , drugiej niestety ‘nie’.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;&lt;strong&gt;W książce „Piąte dziecko”&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; poznajemy Bena, chłopca, który jak tytuł książki wskazuje, przychodzi na świat jako piąte dziecko Harriet i Dawida. Szczęśliwe do tej pory małżeństwo, wystawione zostaje na wielką próbę rodzicielskiej miłości. Ben różni się bowiem od starszego rodzeństwa, jest inny, co w odbiorze ludzi z otoczenia oznacza jednocześnie ‘gorszy’. Pod wątpliwość poddane zostaje jego człowieczeństwo, wyglądem przypomina bowiem trolla czy wielkiego skrzata. Chłopiec nie okazuje żadnych uczuć, krzywdzi innych, nie jest dostosowany do życia w społeczeństwie. Pojawia się więc pytanie, co zrobić z takim stworem?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Obok problemu osamotnienia i odrzucenia Bena ze społeczeństwa, ważną kwestią jest także sytuacja w jakiej znalazła się Harriet, matka chłopca. Społeczeństwo, a przede wszystkim bliska rodzina wywiera na niej presję, nakłania do oddania Bena do zakładu, do pozbycia się go raz na zawsze. Harriet walczy ze swoim macierzyńskim instynktem, który mimo wszystko nie pozwala jej porzucić Bena. Rodzina winą za ‘nieudane’ dziecko obarcza właśnie Harriet, zupełnie zapominając o Dawidzie, który ucieka od odpowiedzialności za życie syna. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Zaczyna się więc walka na wiele frontów. Rodzeństwo toczy bój o spokój, Harriet o życie Bena, sam Ben zaś o zrozumienie i akceptacje. Z tej bitwy jednak, jak nie trudno się domyśleć, wielkim przegranym jest niestety Ben. Pocieszającym pozostaje fakt, że wygranych nie ma wcale, a słowo ‘rodzina’ rozpada się na pojedyncze sylaby. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#000099;"&gt;&lt;strong&gt;Fabuła książki "Podróż Bena”&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; zaczyna się w chwili gdy chłopiec przekracza osiemnasty rok życia. Los rzuca go na ‘pożarcie’ świata i innych ludzi. Od tej pory musi radzić sobie sam. Spotyka na swojej drodze wciąż nowych ludzi, niektórzy stają się mu bliscy, inny oszukują go i wykorzystują jego ‘inność’. Ben zaczyna być traktowany jak przedmiot przekazywany z rąk do rąk. Nie potrafi uwolnić się od ludzi, którzy wciąż nim manipulują. Dzieje się więc w życiu Bena sporo, niestety trochę za szybko i trochę na siłę.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ben zaczyna jawić się w wyobraźni czytelnika rzeczywiście jako potwór Yeti czy też pierwszy z gatunku homo sapiens. Nie sposób jednak zapomnieć, że przecież urodziła go normalna, współczesna kobieta. Fakty te trochę się gryzą, a sama książka nabiera nieco baśniowego zabarwienia. Historia sporo traci na autentyczności, przez co problem akceptacji, jaki chciała przedstawić czytelnikowi autorka książki również się zatraca. Nawet próba odczytania historii Bena jedynie jako symbolu czy przenośni życia, w moim odczuciu nie sprawdziła się. Owszem, zakończenie powinno zmusić do refleksji, jednak cała otoczka ‘odkrywania korzeni’ Bena wśród skalnych malowideł (a przecież wiemy skąd pochodzi [!] ) sprawiła, że chciałam ją jak najszybciej skończyć ;) . &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Mam jeszcze małe zastrzeżenia co do przekładu książek. Obie części czytało mi się jakoś twardo, sztywno, bez spójności. Wystarczyło, że mimowolnie umknęło mi jedno zdanie, a czytając drugie już nie wiedziałam co się dzieje ;) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Niestety, nie porwał mnie styl noblistki Doris Lessing ;)&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3654397071040390685?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3654397071040390685/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/07/doris-lessing-piate-dziecko-i-podroz.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3654397071040390685'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3654397071040390685'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/07/doris-lessing-piate-dziecko-i-podroz.html' title='Doris Lessing - &quot;Piąte dziecko&quot; i &quot;Podróż Bena&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SmG3B6cKWEI/AAAAAAAAAKE/GSAga3xrZsw/s72-c/doris.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1250985810510155125</id><published>2009-07-08T14:26:00.010+02:00</published><updated>2009-07-14T23:29:52.721+02:00</updated><title type='text'>Czytelniczy łańcuszek</title><content type='html'>Mały od-recenzencki przerywnik, czyli czytelniczy łańcuszek. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję papierowej-latarni za zaproszenie i zgodnie z zasadami blogowo-książkowej społeczności odpowiadam na pytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#339999;"&gt;&lt;em&gt;1)&lt;/em&gt; &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#339999;"&gt;Wybierając książkę, czym się sugerujesz. Bardziej opinią internautów i znajomych czy własną intuicją ?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze to tematyką, w drugiej kolejności sugestiami i propozycjami innych, a także tym co nowe na rynku książki. W tym ostatnim oczywiście pomocne okazują się opinie internautów, wszelkie recenzje, reklamy czy wzmianki prasowe. Rzadko zdarza mi się wybrać książkę o której nigdy wcześniej nic nie słyszałam, która w jakiś sposób nie zakodowała się w mojej pamięci. Nawet jeśli jest to nikły przebłysk 'gdzieś chyba o niej czytałam/słyszałam/widziałam ją już'&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;&lt;span style="color:#339999;"&gt;2) Zdarza się, że wypożyczasz/kupujesz książkę tylko ze względu na okładkę ?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Raczej nie. Okładka co najwyżej powoduje, że sprawdzam o czym książka tak naprawdę jest i dopiero wówczas jeżeli mnie zaciekawi to wypożyczam/kupuje.&lt;br /&gt;Ale przyznaje, że dobra okładka to już spory sukces książki, zawsze wywoła zainteresowanie, nawet jeśli sama książka już równie ciekawą nie jest ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#339999;"&gt;3) Czy jest jakaś książka z dzieciństwa, do której wracasz do dziś ?&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Niestety nie ma takiej książki. Nie lubiłam czytać jak byłam mała. Cieszę się, że wyleczyłam się z tej niechęci. ;) W końcu tyle było do stracenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tego co zauważyłam, prawie wszyscy brali udział w powyższym łańcuszku, także mój wpis chyba poniekąd zakończy tą zabawę. Nie mam już kogo zaprosić ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S ZMIANY WPROWADZONE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książko-landia pod nową osłoną. !&lt;br /&gt;Dziękuję za komenatrze i motywacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s 2 Przyzwyczajenie robi swoje, ale myślę, że jest w porządku ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1250985810510155125?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1250985810510155125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/07/czytelniczy-ancuszek-prosba.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1250985810510155125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1250985810510155125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/07/czytelniczy-ancuszek-prosba.html' title='Czytelniczy łańcuszek'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7452963634510228881</id><published>2009-07-03T16:07:00.005+02:00</published><updated>2009-07-08T13:40:59.837+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='J.M Coetzee'/><title type='text'>J.M. Coetzee - "Hańba"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sk4R27GgEdI/AAAAAAAAAJ0/NtjVIJ66HKA/s1600-h/Hanba_John-Maxwell-Coetzee,images_big,13,978-83-240-1148-3.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5354236642265666002" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 206px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sk4R27GgEdI/AAAAAAAAAJ0/NtjVIJ66HKA/s320/Hanba_John-Maxwell-Coetzee,images_big,13,978-83-240-1148-3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="color:#ff6600;"&gt;&lt;strong&gt;Autor: J.M. Coetzee&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;div&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;&lt;strong&gt;Tytuł: "Hańba"&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;&lt;strong&gt;Liczba stron: 265&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Książka „Hańba” była moim pierwszym spotkaniem z prozą Coetznee`go. Podwójna Nagroda Bookera oraz nagroda Nobla w 2003 roku nie pozostawiały wyboru. Zapoznanie się ze stylem i słowami pisarza, który może poszczycić się tyloma prestiżowymi nagrodami było obowiązkowe. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;David Lurie, główny bohater powieści to szanowany, pięćdziesięciodwuletni wykładowca na uniwersytecie w Kapsztadzie, który pomimo swojego wieku nie odmawia sobie seksualnych, przelotnych przyjemności. Rozwiedziony z żoną, korzysta w usług prostytutek. Podziwia jednak każdą kobietę z którą ma do czynienia, ubiera ich ciała w wyszukane porównania i metafory. W końcu urzeknięty urodą jednej ze swoich studentek, młodą Melanie, nawiązuję z nią romans. Układ jaki łączy tych dwoje nie zostaje jednak do końca wyjaśniony, ich relacje są dość specyficzne, nie jasne, pełne niedopowiedzeń. Jak można się domyśleć, kariera Luriego na uniwersytecie kończy się bardzo szybko. Naznaczony tytułową hańbą, opuszcza swoje miasto i udaje się na farmę do swojej córki Lucy. Jako wielbiciel poezji romantycznej pragnie napisać Operę, a jego główną inspiracją jest dzieło Byrona. Na miejscu nie zaznaje jednak spokoju. Tragedia do jakiej dochodzi w domu jego córki, sprawia, że także i ona żyć musi z piętnem hańby. Dziwne i niezrozumiałe układy jakie występują pomiędzy mieszkańcami wioski dodatkowo wywołują u Luriego frustrację oraz rodzą poczucie winy za krzywdę która spotkała jego córkę. Być może to forma zapłaty za swoje grzechy ? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;„Hańba” to przeplatanka wielu problemów, pytań o istniejące czy też nie, granice moralności czy etyki. Każdy z bohaterów kieruje się innymi wartości, wyznaje różne zasady, nie koniecznie poprawne w odczuciu czytelnika. Lurie bawi się kobietami, Lucy odtrąca mężczyzn, deklarując swoją homoseksualność, z kolei Petrus, sąsiad Lucy to poligamista, dla którego każda kolejna żona to nowy nabytek w postaci dodatkowych hektarów ziemi. Panujące w Afryce specyficzne obyczaje skłaniają jednak do zadania sobie pytania o nasz poziom tolerancji i zrozumienia wobec decyzji innych ludzi. A hańba z jaką żyją Lurie i Lucy ? Czy to rodzaj kary za dotychczasowe życie czy też lekcja na przyszłość ? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Książka, pomimo łatwego języka, czasami nawet ozdobionego licznymi poetyckimi wtrąceniami, w zrozumieniu jej szerokiej problematyki, nie jest pozycją łatwą. Pisana z perspektywy narratora, który wie o każdej myśli i pobudce głównego bohatera, Luriego, nie pozwala czytelnikowi poznać myśli czy motywów działania Melanii. Dlatego też jednoznaczna ocena bohaterów jest bardzo trudna. Dodatkowo, atmosfera wielu niedopowiedzeń oraz lekkiej, wyczuwalnej tajemnicy sprawia, że wszystkie odczucia związane z powieścią sprowadzają się w moim osobistym odczuciu tylko do jednego słowa - INTRYGUJĄCA.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;I właśnie to ostatnie słowo sprawia, że sięgnę też po inne książki Coetzee`go, by móc się do jego twórczości ustosunkować. Po lekturze „Hańby” jest to trudne.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;P.S - FILM "Hańba"&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czekałam na napisanie recenzji, do czasu, aż zobaczę jej ekranizację. I jak zazwyczaj bywa, nie dorównuje ona samej książce. O ile perypetie oraz ciąg zdarzeń w życiu głównych bohaterów zostały zachowane, o tyle zachowanie Luriego obdarte z narracji, sprawia, że traci on wiele w oczach widzów. Jak to w filmie, widać tylko okładkę, bez treści. Romans między Luriem a Melani pokazany jest w sposób bardzo płytki. Czytając książkę odnosi się wrażenie, że mimo wszystko jest czymś ważnym w życiu Luriego, a czego nie można stwierdzić na podstawie filmu. Ekranizacja więc niczym szczególnym mnie nie zaskoczyła. Nawet emocji więcej było na kartach książki, niż w samym filmie. Bez lektury książki, całą problematykę chyba jeszcze trudniej zrozumieć. Zakończenie również nieco się różni, mała zamiana kolejności scen sprawia, że sens zakończenia trochę się zatraca. No ale żyją w błogiej nieświadomości osoby, które ‘Hańbę” jedynie widziały, a książki nie przeczytały ;) &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7452963634510228881?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7452963634510228881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/07/autor-j.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7452963634510228881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7452963634510228881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/07/autor-j.html' title='J.M. Coetzee - &quot;Hańba&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sk4R27GgEdI/AAAAAAAAAJ0/NtjVIJ66HKA/s72-c/Hanba_John-Maxwell-Coetzee,images_big,13,978-83-240-1148-3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6485232942066330625</id><published>2009-06-28T13:41:00.002+02:00</published><updated>2009-06-28T13:54:22.654+02:00</updated><title type='text'>Jacek Antczak - "Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SkdZjIAdtQI/AAAAAAAAAJs/tcuqmDas3_E/s1600-h/Reporterka-Rozmowy-z-Hanna-Krall_Jacek-Antczak,images_big,15,978-83-60336-15-1.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352345142132847874" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 207px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SkdZjIAdtQI/AAAAAAAAAJs/tcuqmDas3_E/s320/Reporterka-Rozmowy-z-Hanna-Krall_Jacek-Antczak,images_big,15,978-83-60336-15-1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;&lt;strong&gt;Autor: &lt;span style="color:#9999ff;"&gt;Jacek Antczak&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;div&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;&lt;strong&gt;Tytuł: &lt;span style="color:#9999ff;"&gt;"Reporterka - Rozmowy z Hanną Krall"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt; : &lt;span style="color:#9999ff;"&gt;162&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Jakie tematy są dla pani tabu ? o czym lub o kim pani nigdy nie napisze ?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;- Nigdy nie napisze o sobie samej w pierwszej osobie. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Nigdy więc o sobie nie napisała. Zdaje się również, że nie wiele o sobie opowiedziała. A może to wina pytań które były jej stawiane? W końcu były to dziennikarskie wywiady, nie zaś reportaż. Z tego ostatniego zapewne dowiedzielibyśmy się o wiele więcej o życiu reporterki. Tylko czy ktokolwiek pokusiłby się o napisanie reportażu o życiu Hanny Krall? Któż mógłby zrobić to lepiej niż ona sama ?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Póki co mamy jednak do dyspozycji książkę Jacka Antczaka. Ta niewielka objętościowo publikacja to swoisty wywiad rzeka, zbiór wielu pytań i odpowiedzi, spotkań i życiowych doświadczeń najbardziej znanej i cenionej polskiej reporterki Hanny Krall.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Odpowiedzi, jakich udziela swoim pytającym Krall są jednak niezwykle precyzyjne, wyważone i przemyślane. Krótko i na temat wypowiada się na temat swoich reporterskich przygód, tego czego ją nauczyły, jak pozwoliły doskonalić swój warsztat. To bowiem główny temat książki. Nie dowiemy się więc wiele o prywatnym życiu kobiety Hanny Krall, w zamian za, bardzo wiele o życiu Hanny Krall – reporterki. Opowiada o tym, co w zawodzie reportera ważne, jak słuchać ludzi, jak z nimi rozmawiać, aby chcieli podzielić się z nami swoim życiem. Szczegóły, jak sama przyznaje, stanowią o reporterskim kunszcie, bardzo często to właśnie w nich tkwi sukces dobrego reportażu. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Hanna Krall wspomina także swoje reporterskie początki, nie zawsze udane, jednakże zawsze mobilizujące do dalszej pracy. Nie łatwo było pracować i trwać przy swoim w czasach Polski komunistycznej, w czasach „mielenia” wielu książek i publikacji. Hanna Krall doczekała się jednak uznania. Bez wątpienia najbardziej kojarzona jest z reportażem „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Jak jednak doszło do spotkania z Markiem Edelmanem i dlaczego zdecydowała się o nim pisać ? Ich pierwsze spotkanie miało mieć zupełnie inny przebieg, zakończyło się jednak długimi rozmowami o życiu w getcie, drukiem książki, i wreszcie dobrą, wspólna znajomością.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wspomnienie tego, jak i wielu innych spotkań pokazuje, jak dobrym i cierpliwym słuchaczem jest Hanna Krall. Do swojej pracy podchodzi zarówno z wielkim zaangażowaniem jak i dystansem. Jak sama przyznaje nie ‘żyje’ życiem osób o których pisze. A pisze reportaże, bo to właśnie życie podsuwa najlepsze tematy. Co ciekawe, do notatek używa wyłącznie kartki i długopisu, nie lubi dyktafonów, żadnych elektronicznych urządzeń, a nawet pisania na komputerze. Drugi człowiek i jego historia, to jest najważniejsze. No i kolor firan czasem też się przyda ;) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Książka Jacka Antczaka to obowiązkowa lektura dla każdego, kto interesuje się twórczością Hanny Krall, kogo pasjonuje i ciekawi życie reporterki. W jednej książce znaleźć można wszystko to, co gdzieś w pojedynczych wywiadach Hanna Krall pragnęła przekazać na przestrzeni lat swoim czytelnikom. Na końcu książki zamieszczone są także wypowiedzi innych osób na temat twórczości Hanny Krall, wśród nich także Ryszarda Kapuścińskiego.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I na koniec jeszcze jedna, mądra uwaga Hanny Krall :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;- Kiedy się słucha ludzi, nigdy nie jest się do końca pewnym, co jest prawdą, a co zmyśleniem&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Intuicja mnie ostrzega, gdy ktoś próbuje zmyślać albo dopowiadać, albo upiększać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- Dlaczego ludzie oszukują ?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Robią to, czego im nie wolno – upiększają życie. Tak prowadzą opowieść, jak powinna się, według nich, ułożyć. Ludzie upiększają swoje życie, ale dzięki kłamstwom można poznać ich marzenia.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6485232942066330625?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6485232942066330625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/06/jacek-antczak-reporterka-rozmowy-z.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6485232942066330625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6485232942066330625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/06/jacek-antczak-reporterka-rozmowy-z.html' title='Jacek Antczak - &quot;Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SkdZjIAdtQI/AAAAAAAAAJs/tcuqmDas3_E/s72-c/Reporterka-Rozmowy-z-Hanna-Krall_Jacek-Antczak,images_big,15,978-83-60336-15-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2818064108921283862</id><published>2009-06-13T10:32:00.005+02:00</published><updated>2009-06-13T11:28:53.070+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malcolm Gladwell'/><title type='text'>Malcolm Gladwell - "Poza schematem"</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SjNozWLSiTI/AAAAAAAAAJk/4tEhLu-JAB0/s1600-h/e1f04ceea341ecc412330be620958cc5.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5346732413954459954" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 203px; CURSOR: hand; HEIGHT: 267px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SjNozWLSiTI/AAAAAAAAAJk/4tEhLu-JAB0/s320/e1f04ceea341ecc412330be620958cc5.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Malcolm Gladwell&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: Poza schematem&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 260&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ludzie sukcesu zawsze wzbudzali zainteresowanie. Byli i nadal są tą niewielką grupą której udało się żyć inaczej, tworzyć i zdobywać to co dla przeciętnych ludzi jest nieosiągalne. Co jednak zdecydowało o tym, że odnieśli w swoim życiu sukces, że są najlepsi w swojej dziedzinie ?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W swojej książce Malcolm Gladwell, według magazynu "Time" jeden ze stu najbardziej wpływowych myślicieli i naukowców, analizując życie ludzi sukcesu, ukazuje drogę jaką musieli oni przebyć, ile szczęśliwych zbiegów okoliczności wykorzystać, by na końcu móc cieszyć się sławą i bogactwem. Sukces bowiem nie bierze się z niczego. Tak samo jak nie wystarczy sam talent, czy wysoki iloraz inteligencji. Nie wystarczy „dobrze się urodzić” i tezę tą Gladwell potwierdza w swojej książce wiele razy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czego więc potrzebowała grupa The Beatles czy Bill Gates, by odnieść tak wielki sukces ? Podstawa to dziesięć tysięcy przepracowanych godzin, które według wielu naukowców stanowią o prawdziwym profesjonalizmie. By móc jednak ćwiczyć przez trzy godziny dziennie, codziennie, i to przez 10 lat trzeba mieć ku temu odpowiednie warunki. Bill Gates miał to szczęście – w latach sześćdziesiątych mógł korzystać z komputera i programować. Grupa The Beatles wykorzystała z kolei okazje do koncertowania w Hamburgu co pozwoliło jej przez długi czas ulepszać swój muzyczny warsztat.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Co ciekawe, by odnieść sukces w sporcie, również i w tym przypadku nie wystarczy tylko talent czy pracowitości. O sukcesie w sporcie decydować może także rok urodzenia, miesiąc a nawet dzień. I nie chodzi tu oczywiście o dobry układ planet czy gwiazd, a o schemat według którego dokonuje się naboru do drużyn.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie bez znaczenia pozostaje także dziedzictwo kulturowe i związane z nim zachowania oraz wychowanie. Jako przykład negatywnego uwarunkowania kulturalnego Malcolm przytacza liczne katastrofy lotnicze. Brak porozumienia pomiędzy kapitanem lotu a oficerem, które było jedną z przyczyn wielkich tragedii, nie wynikało jednak z ewentualnej bariery językowej między załogą. Przyczyn należy doszukiwać się właśnie w kulturowych schematach, w których żyje większość ludzi.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W swojej książce Gladwell porusza także temat dotyczący systemu edukacji, któremu początkowo jesteśmy przyporządkowani, a który bardzo często z racji swojego schematu krzywdzi zdolne osoby. Nie dziwi więc fakt, że wiele osób odnoszących w życiu sukces nie uczęszczało do szkoły, nie ukończyło studiów. Po prostu – nie żyło według schematu, co umożliwiło im realizacje swoich życiowych pasji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka Malcolma Gladwella nie jest kolejnym poradnikiem, który mówi co robić by opływać w milionach, być lubianym, cenionym i sławnym. Bez zbędnego owijania w bawełnę, Gladwell przytacza fakty, by później wyciągnąć z nich konkretne wnioski. Obok życiorysów znanych nam ludzi sukcesu, znajdziemy w niej także zarys kultur poszczególnych krajów, trochę historii, wszystkich elementów które wpływają na nasze całe życie, by w ostateczności zadecydować także o naszym ewentualnym sukcesie. Wciągająca i mądra lektura, poszerzająca horyzonty, uzmysławiająca wiele rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A recepta na sukces ? Szczęście, odpowiednie miejsce w odpowiednim czasie, sprzyjające okoliczności oraz otaczający nas ludzie. W drugiej kolejności pracowitość i wytrwałość, a na końcu talent. Dopiero wszystkie te elementy, połączone w odpowiednich proporcjach stanowić mogą o naszym przyszłym sukcesie. Mogą, ale oczywiście nie muszą ;) &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2818064108921283862?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2818064108921283862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/06/malcolm-gladwell-poza-schematem.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2818064108921283862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2818064108921283862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/06/malcolm-gladwell-poza-schematem.html' title='Malcolm Gladwell - &quot;Poza schematem&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SjNozWLSiTI/AAAAAAAAAJk/4tEhLu-JAB0/s72-c/e1f04ceea341ecc412330be620958cc5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2318276665031368825</id><published>2009-06-05T14:09:00.004+02:00</published><updated>2009-06-05T14:22:47.500+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marek Edelman'/><title type='text'>Marek Edelman - "I była miłość w getcie"</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SikL_xWioQI/AAAAAAAAAJM/fWTMWTClXQs/s1600-h/byla+mi%C5%82o%C5%9B%C4%87.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343815623059349762" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 201px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SikL_xWioQI/AAAAAAAAAJM/fWTMWTClXQs/s320/byla+mi%C5%82o%C5%9B%C4%87.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Autor:&lt;/span&gt; Marek Edelman&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Tytuł:&lt;/span&gt; "I była miłość w getcie"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 195&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Wspomnienia Marka Edelmana z czasów II wojny światowej znane są już czytelnikom z reportażu „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall. Ostatni żyjący przywódca powstania w getcie warszawskim jeszcze raz jednak wraca do dawnych, naznaczonych nieludzkim okrucieństwem lat czterdziestych ubiegłego wieku. Tym razem zwraca uwagę na rzecz najważniejszą – miłość. &lt;em&gt;„Dlaczego nikt mnie nie pyta, czy w getcie była miłość? Dlaczego nikogo to nie interesuje? O miłości w getcie ktoś powinien zrobić film. To ona pozwalała przetrwać.”&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;„I była miłość w getcie” to zbiór, jak sam Edelman przyznaje, „strzępów pamięci”, wspomnień które powoli znikają. Pamięć zawodzi gdy przywołać należy pewne daty, imiona i okoliczności. Pomimo tego, Edelman pamięta jeszcze okres wczesnej młodości, wraca do wspomnień z czasów szkolnych, trudnych wówczas warunków do nauki, nawiązywania pierwszych, prawdziwych przyjaźni. Wydaje się, że kluczowy w relacji Edelmana temat miłości jest rzeczą którą utkwiła w jego pamięci najmocniej. Być może dlatego, że pomimo głodu, chłodu i zanikającego w murach getta człowieczeństwa, istniała, w dodatku szczera i prawdziwa. Miłość rodzicielska, miłość przyjacielska, miłość partnerska, każda dawała siłę i nadzieję, wymagała poświęceń i co najważniejsze – wielkiej odwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Skończyła się Wielka Akcja i 44 tysiące osób dostało numerki życia. Wśród nich pani Tenenbaumowa. Kiedy wszyscy z numerkami wyszli na stronę ‘do życia’, ktoś zauważył, że pani Tenenbaumowa leży w łóżku, a na stoliku stoją puste butelki po luminalu oraz list i jej numerek życia. Pani Tenenbaumowa napisała w tym liście, że swój numerek życia oddaje córce i że popełniła samobójstwo”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Deda (...) rozkwitła w tej miłości. Przez trzy miesiące żyła z tym chłopcem w wielkim szczęściu w mieszkaniu po aryjskiej stronie. Nic innego nie było po niej widać, tylko tę miłość. Każdy bez wyjątku, kto ją wtedy widział, mówił, że promieniała szczęściem. Marysi, która do niej przychodziła, powiedziała, że to są najszczęśliwsze miesiące w jej życiu. Ciepło, które dawał jej chlopiec, sprawiło, że zapomniała o gettcie. To szczęście trwało trzy miesiące. Potem – może się skończyły pieniądze – gospodarze wydali ją i jej chłopca”.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz historii dotyczących miłości, Edelman prowadzi czytelnika także po ulicach warszawskiego getta, przedstawia panujący na nich terror. Opisuje Umschlagplatz, po polsku – plac przeładunkowy, gdzie obok kalafiorów i kapusty, towarem przeładunkowym było także życie, życie tysiąca Żydów wysyłanych wagonami do Treblinki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Relacja Marka Edelmana, tak samo jak w przypadku „Zdążyć przed Panem Bogiem”, także i tutaj niezmiennie prosta i prawdziwa, bez zbędnych ocen i komentarzy. Przedstawione fakty pozbawione są literackich ubarwień, zbędnych epitetów. Niejednokrotnie jednak widać, że Edelman zmęczony jest ciągłym wracaniem do tamtych czasów. Ucina pewne wspomnienia, trudno mu mówić o pewnych kwestiach, a tym bardziej tłumaczyć swoje zachowanie, tak było „koniec i kropka”. Trudno mu się jednak dziwić. Książka zawiera także fotografie z getta. Chociaż nie są podpisane, zapewne niektóre znajdujące się na nich osoby to bohaterowie opowieści Edelmana.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Do powstania kolejnego świadectwa, tym razem jednak nie tylko o nienawiści i złu traktującego przyczyniła się Paula Sawicka. &lt;em&gt;„Od ponad ćwierć wieku Marek Edelman mówi do mnie o przeszłości. Słucham też, jak odpowiada na pytania ludzi ciekawych relacji świadka historii”.&lt;/em&gt; Sawicka słuchała więc i zapisywała cenne wspomnienia Marka Edelmana, by ostatecznie nadać im formę wspomnień o chwytającym za serca tytułem „I była miłość w getcie”. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2318276665031368825?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2318276665031368825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/06/i-bya-miosc-w-getcie-marek-edelman.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2318276665031368825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2318276665031368825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/06/i-bya-miosc-w-getcie-marek-edelman.html' title='Marek Edelman - &quot;I była miłość w getcie&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SikL_xWioQI/AAAAAAAAAJM/fWTMWTClXQs/s72-c/byla+mi%C5%82o%C5%9B%C4%87.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6493548166398104378</id><published>2009-05-26T17:31:00.005+02:00</published><updated>2009-05-28T15:24:36.599+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barbara Skarga'/><title type='text'>Barbara Skarga - "Tercet metafizyczny"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ShwPsPSQeUI/AAAAAAAAAI8/PajSbPehtRE/s1600-h/tercet.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340160510846335298" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 165px; CURSOR: hand; HEIGHT: 269px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ShwPsPSQeUI/AAAAAAAAAI8/PajSbPehtRE/s320/tercet.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc9933;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Barbara Skarga&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc9933;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: "Tercet metafizyczny"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc9933;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 228&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Z Przedmowy: &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Książeczkę tę można potraktować jako parafrazę z Heideggera. To on wygłosił w semestrze zimowym 1929/1930 wykłady pod tytułem „Podstawowe pojęcia metafizyki. Świat, Skończoność, Samotność”. Niech jednak czytelnik się nie łudzi. Nie otrzyma przedstawienia treści jego dzieła, streszczenia wywodów filozofa ani ich analizy. Nie idę drogami jego rozważań ani tez”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;I rzeczywiście, czytając nową książkę Barbary Skargi odkrywamy bogaty świat metafizyki, podążając jednak śladami rozmyślań polskiej filozofki. Poddaje ona własnej ocenie oraz osobistym rozważaniom kwestie poruszane w dziele Heideggera. „Tercet metafizyczny” podzielony jest na sześć podrozdziałów, zatytułowanych kolejno : Mój świat, Świat społeczny, Świat i emocje, Ja i My, Samotność, Skończoność. W każdym z nich rozmyślaniom oraz analizie poddane zostały podstawowe elementy ludzkiego życia. Jak tworzymy swój własny świat, jaki mamy na niego wpływ oraz jak on sam, niezależnie od naszej woli kształtuje nas samych? Jak odnaleźć się w świecie w którym przyszło nam żyć, w miejscu którego nie wybieramy, a które z „góry” każdemu z nas jest narzucone ? Jak wyglądają i jakie skutki mają wzajemne międzyludzkie relacje, kto w jakim stopniu kogo kształtuje? W końcu zaś jaki sens ma samotność w życiu każdego człowieka, czemu tak często do niej uciekamy? Oczywiście nie są to rzeczy nowe. Pytania, które stawia autorka w swojej książce znane są każdemu i przez każdego zapewne nie raz stawiane. O ile łatwo takie pytania postawić, o tyle ze znalezieniem konkretnych odpowiedzi jest już nieco trudniej. To niewyczerpalne źródło interpretacji, z którego czerpie Skarga, stanowi jednak dla osób głodnych metafizycznych doznań ucztę idealną. Autorka potrafi przy tym umiejętnie prowadzić czytelnika po ścieżkach swoich analiz i rozmyślań, przekazywać swoje myśli w sposób prosty, jasno i przejrzyście. Łatwo więc wpaść w tok rozumowania Skargi i bezkarnie poddać się zarówno jej jak i własnej refleksji.&lt;br /&gt;Nie jest to jednak pozycja opierająca się głównie na filozoficznych, nie do końca mających swoje potwierdzenie w życiu rozważaniach. Wiele z tego co przedstawia czytelnikowi Skarga odnajduje swoje racjonalne wytłumaczenie, ma swoje namacalne odbicie w rzeczywistości. Kto więc lubi odbywać dalekie podróże, zarówno w głąb siebie samego jak i otaczającego go świata, a przy tym sięgać do głębszych pokładów wyobraźni, powinien uczynić „Tercet metafizyczny” jedną z swoich obowiązkowych lektur. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;I na koniec cytat właśnie o wyobraźni, pomocnej ale i zgubnej ;) : &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Wyobraźnia więc już z góry zadecydowała, jak na realność nam daną patrzeć będziemy i jak w niej będziemy działać. Jest cenna, gdy tworzy bajkowy cudowny świat, świat niesamowitej fantazji, który bawi i nęci, ale nie można zapomnieć, że konstruuje również utopijne światy przyszłości, kierując się w wyborze swych wizji nie rzeczowymi argumentami, lecz raczej pragnieniem realizacji takich lub innych wartości lub jakąś zmitologizowaną prawdą”.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc9933;"&gt;Moja subiektywna ocena:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;8/10&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6493548166398104378?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6493548166398104378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/05/barbara-skarga-tercet-metafizyczny.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6493548166398104378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6493548166398104378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/05/barbara-skarga-tercet-metafizyczny.html' title='Barbara Skarga - &quot;Tercet metafizyczny&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ShwPsPSQeUI/AAAAAAAAAI8/PajSbPehtRE/s72-c/tercet.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-2099433250171792487</id><published>2009-05-20T19:38:00.004+02:00</published><updated>2009-05-20T19:44:24.305+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='E.-Emmanuel Schmitt'/><title type='text'>Eric Emmanuel Schmitt - "Odette i inne historie miłosne"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ShRAlWGiNhI/AAAAAAAAAIs/YJ_UiH8NHc4/s1600-h/odetteiinnehistoriemilosne.jpg"&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5337962468673205778" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 179px; CURSOR: hand; HEIGHT: 286px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ShRAlWGiNhI/AAAAAAAAAIs/YJ_UiH8NHc4/s320/odetteiinnehistoriemilosne.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Eric-Emmanuel Schmitt&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: Odette i inne historie miłosne&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 242&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Lekkie, proste i przyjemne - tak najprościej określić można historie miłosne, które zaserwował swoim czytelnikom Eric-Emmanuel Schmitt. Osiem krótkich opowieści, każda w zamierzeniu zupełnie inna, traktująca o innym problemie, umiejscowiona w innych okolicznościach. Niestety łatwo wyczuć lekki schemat według którego rozgrywa się każda kolejna historia oraz ku nie uciesze czytelnika, przewidzieć rozwój zdarzeń oraz zakończenie. Historie utrzymane są jednak w baśniowej atmosferze, a dodatkowa lekkość pióra autora sprawia, że pomimo zbytniej idealizacji, każda kolejna historia prosi się o doczytanie do końca. Wydawać by się mogło, że tytułowa „Odette” powinna być tą wyróżniająca się historią. Ta zaś, traktująca o niezwykłej miłości zwykłej kobiety i sławnego pisarza nie zrobiła na mnie największego wrażenia. Zaskoczyła mnie ostatnia z historii pt. „Najpiękniejsza książka świata”, która w odróżnieniu od pozostałych rozgrywa się w sowieckim łagrze, miejscu gdzie jakby się wydawało na cudowność i baśniowość nie ma miejsca. To opowiadanie zdecydowanie różni się od pozostałych i najbardziej zapada w pamięć, być może ze względu na swój dość nietypowy charakter.&lt;br /&gt;Jedyny minus wszystkich opowiadań to bardzo szybki rozwój akcji, momenty chwilowego napięcia przemijają jeszcze zanim czytelnik zdąży wtopić się w zaistniałe niedopowiedzenia. Na tle „Odette i innych historii miłosnych” zdecydowanie lepiej wypadają wcześniejsze książki Schmitta. Dla każdego jednak kto lubi przez chwile oderwać się od rzeczywistości, poczytać o idealnej miłości, o pięknych chwilach i szczęśliwych zakończeniach, prostymi słowami i bez zbędnych literackich upiększeń – Polecam. Lektura na jeden piękny, ciepły wieczór ;) &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Subiektywnym okiem :&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;Moja ocena 7/10&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-2099433250171792487?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/2099433250171792487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/05/eric-emmanuel-schmitt-odette-i-inne_20.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2099433250171792487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/2099433250171792487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/05/eric-emmanuel-schmitt-odette-i-inne_20.html' title='Eric Emmanuel Schmitt - &quot;Odette i inne historie miłosne&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ShRAlWGiNhI/AAAAAAAAAIs/YJ_UiH8NHc4/s72-c/odetteiinnehistoriemilosne.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-690751119898212332</id><published>2009-05-11T17:48:00.005+02:00</published><updated>2009-06-07T11:33:16.542+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jerzy Pilch'/><title type='text'>"Marsz Polonia" - Jerzy Pilch</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SghKp4cC-WI/AAAAAAAAAIU/5PQqFUpu-oc/s1600-h/marsz+polonia.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5334595842005465442" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 166px; CURSOR: hand; HEIGHT: 293px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SghKp4cC-WI/AAAAAAAAAIU/5PQqFUpu-oc/s320/marsz+polonia.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Autor: Jerzy Pilch&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tytuł: "Marsz Polonia"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Liczba stron: 190&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na jednych „Marsz Polonia” zrobił wrażenie, na innych wręcz przeciwnie. Przychylam się niestety ku tej drugiej grupie. Było w prozie Pilcha dużo i o wiele za dużo, co w efekcie zakończyło się lekkim, wyczuwalnym chaosem.&lt;br /&gt;Początek książki, opatrzony lekko ironiczną jak na Pilcha przystało narracją, zapowiada ciekawy rozwój wydarzeń. Oto kończący pięćdziesiąt dwa lata narrator postanawia sprawić sobie „szczupły prezent urodzinowy koło trzydziestki”. Przy okazji poszukiwań mamy okazje bliżej poznać naszego bohatera, jak i jego wcześniejsze miłosne perypetie. Niecny i nieco wyrachowany plan naszego bohatera za sprawą jednego sms-a, ustępuje jednak miejsca innym atrakcjom. Zaproszenie na bal u Beniamina Bezetzn`ego, które dostaje na swoją komórkę, sprawia, że fabuła książki nieco zmienia swój charakter. Od tej pory czytelnik uczestniczy w tytułowym marszu, marszu opatrzonym chaosem, komizmem i satyrą. Jak to w Polsce bywało i bywa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Co by zresztą dziś, w dzień Wojska Polskiego i Niebieskiego, w dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej Sianokosów, w rocznicę Bitwy pod Radzyminem i Cudu Techniki Wywiadowczej nad Wisłą – co by w taki dzień święty miało być niemożliwe?”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istotnie, teraz już wszystko jest możliwe. Nasz bohater przerywa podróż, zatrzymuje się u Państwa Kowalewiczów, u których groteska i absurd stanowią podstawowy element codziennego życia. Parę perypetii i w oka mgnieniu, znajdujemy się wraz z naszym narratorem na wspomnianym balu. Tu znowu polskości co niemiara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;em&gt;Nagle w licznym na poboczu stojącym znalazłem się tłumie, obok mnie górnik w górniczym mundurze, hutnik w hutniczych okularach, szlachciura w szlacheckim kontuszu; dalej uwodziciel patriota brutalnie rwący (na strzępy) nawet na oko niezłą Matkę Polkę: paletko wiatrem podszyte, ale pod paletkiem medalik z Matką Boską&lt;/em&gt;.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała rzecz tkwi jednak w meczu, jaki odbyć ma się pomiędzy uczestnikami toczącego się spotkania, a rodziną państwa Kowalewiczów, którzy jak się okazuje, mieszkają gdzieś nieopodal. Bój oczywiście o przyszłą Polskę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„ – &lt;em&gt;Zaproponowaliśmy mecz. Arka Noego kontra Wieża Babel. My kontra oni.&lt;br /&gt;- Na odwrót – uśmiechnął się Stollo – my jesteśmy Wieża, oni Arka.&lt;br /&gt;- Jak to ? – Matka Polka zdumiała się w najwyższym stopniu.&lt;br /&gt;- My jesteśmy mieszańce, kosmopolici, zbieranina, w sumie – Wieża Babel. Oni są naród, jedność, ocalenie, czyli Arka. „&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;I tak toczy się walka pomiędzy dwoma obozami Polaków, o władze, o przyszłość polskiego narodu. Nasz narrator jednak to znika, to pojawia się ponownie, to znów przebywa w zupełnie nowym miejscu. Nie sposób doszukiwać się jakiejś logiki zdarzeń, wszystko dzieje się gdzieś w odrealnionym, dalekim od rzeczywistości miejscu i przestrzeni. Wydaje się, że jedynie samemu autorowi w niektórych miejscach książki wiadomo, o co tak naprawdę CHODZI.&lt;br /&gt;Czytając „Marsz Polonia” nie sposób nie wyczuć Gombrowiczowskiej kreacji. Zestawiłam sobie absurd meczu z „Marszu Polonia” z pojedynkiem między Tomaszem (będącym uosobieniem Ojczyzny), a Ignacym ( będącym uosobieniem Synczyzny), mającym miejsce w „Trans-Atlantyku”. Zarówno tam jak i tu toczy się bitwa między starym a nowym systemem, między tradycją a nowoczesnością. W „Marsz Polonia” ma to także swoje odzwierciedlenie w ścieraniu się upadającego komunizmu z wkraczającym do Polski kapitalizmem. Wynaturzeniu ulegają przy okazji polskie kompleksy, zachowania i przywary.&lt;br /&gt;Książki nie czytałam ani z zaciekawieniem, ani z zachwytem. Zaczęłam, a z racji tego, postanowiłam, że skończę, wciąż licząc na jakieś miłe zaskoczenie. Ku mojej uciesze, znalazło się kilka momentów, w których dzięki trafnym ironiom i uwagom autora lekko się uśmiechnęłam. O wiele bardziej jednak podobała mi się pozycja „Pod Mocnym Aniołem”, gdzie proza Plicha zrobiła na mnie duże wrażenie. „Marsz Polonia” nie skreśla go jednak z mojej listy godnych uwagi pisarzy. Zamierzam sięgnąć także po „Moje pierwsze samobójsto”. Mam nadzieje, że zrekompensuje mi lekki niedosyt jaki odczuwam po skończeniu „Marszu Polonia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Moja subiektywna ocena: 5/10&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-690751119898212332?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/690751119898212332/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/05/marsz-polonia-jerzy-pilch.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/690751119898212332'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/690751119898212332'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/05/marsz-polonia-jerzy-pilch.html' title='&quot;Marsz Polonia&quot; - Jerzy Pilch'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SghKp4cC-WI/AAAAAAAAAIU/5PQqFUpu-oc/s72-c/marsz+polonia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7899486501945334136</id><published>2009-04-28T14:32:00.005+02:00</published><updated>2009-04-28T17:39:59.801+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wisława Szymborska'/><title type='text'>Wisława Szymborska - "Tutaj"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sfb5Wu800rI/AAAAAAAAAIM/CmZ3mNwM6Yg/s1600-h/tutaj.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5329721377995150002" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 175px; CURSOR: hand; HEIGHT: 282px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sfb5Wu800rI/AAAAAAAAAIM/CmZ3mNwM6Yg/s320/tutaj.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Autor: Wisława Szymborska&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Tytuł: Tutaj&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#3366ff;"&gt;Liczba stron: 40&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Wiersz nie jest tekstem, który wystarczy przeczytać tylko raz. Odczytanie poezji, a przede wszystkim jej przesłania wymaga kilkakrotnej lektury. W przypadku tomiku „Tutaj” Wisławy Szymborskiej, ów mechanizm działa jednak nieco inaczej. Czytasz wiersz i chcąc nie chcąc, musisz przeczytać jeszcze raz. Ale nie dlatego, że czegoś nie zrozumiałeś. Po prostu – nie możesz się nadziwić, że w tak prosty sposób można ująć i przekazać tak głębokie treści. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Nowy tomik Wisławy Szymborskiej z tytułowym wierszem „Tutaj” wprowadza czytelnika w świat banalnych, a jakże ważnych i ponadczasowych prawd dotyczących ludzkiej egzystencji. Codzienność - zwykła, prozaiczna, podobnie jak w poprzednich tomikach Szymborskiej, również i w tym, jest podstawowym i niewyczerpalnym źródłem poetyckich inspiracji. Ponownie urzekają proste, pozbawione patosu słowa, zestawienia ludzkich emocji z przedmiotami codziennego użytku. Człowiek opatrzony w wszystkie potrzebne mu przybory, wciąż pozostaje jednak jednostką słabą, uwięzioną w odwiecznej tajemnicy życia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;"&lt;em&gt;Nie wiem jak gdzie,&lt;br /&gt;ale tutaj na Ziemi jest sporo wszystkiego.&lt;br /&gt;Tutaj wytwarza się krzesła i &lt;strong&gt;smutki&lt;/strong&gt;,&lt;br /&gt;nożyczki, skrzypce, &lt;strong&gt;czułość&lt;/strong&gt;, tranzystory, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;zapory wodne, &lt;strong&gt;żarty,&lt;/strong&gt; filiżanki."&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;"I jakby tego było mało,&lt;br /&gt;kręcisz się bez biletu w karuzeli planet,&lt;br /&gt;a razem z nią, na gapę, w zamieci galaktyk,&lt;br /&gt;przez czasy tak zawrotne, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;że nic tutaj na Ziemi nawet drgnąć nie zdąży."&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;( frag. „Tutaj” ) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W tomiku nie brak także humoru oraz dystansu do ludzkiego życia. Poetkę wciąż zadziwia świat, pomimo sporej świadomości, niczym małe dziecko obserwuje, porównuje, stawia naiwne pytania. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Może cię mija Archimedes w dżinsach,&lt;br /&gt;caryca Katarzyna w ciuchu z wysprzedaży,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;któryś faraon z teczką, w okularach.”&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;( frag. „Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach” )&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Wszystkie wiersze, pomimo łączącej je tematyki, pisane są jednak z różnych perspektyw. W tomiku znajdziemy zarówno lirykę opisową obserwowanego przez poetkę życia, osobiste monologi przepełnione refleksją nad własnym życiem, zabawne dialogi prowadzone z wartościami metaforycznymi, z którymi rozmawiać nie sposób. Wyszukany konceptyzm, odnaleźć możemy przede wszystkim w wierszu „Pomysł”, który urzekł mnie najbardziej.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Przyszedł mi pewien pomysł&lt;br /&gt;na wierszyk? Na wiersz?&lt;br /&gt;To dobrze – mówię – zostań, pogadamy. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Musisz mi więcej o sobie powiedzieć.”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;( frag. „Pomysł” ) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jak jednak wygląda i kończy się dialog z Pomysłem? Oczywiście jak na poetkę przystało, przewrotnie, niebanalnie i z zaskakującą puentą. Ta ostatnia zaś to stały element każdego liryku Szymborskiej, nie brakuje go więc także w tomiku „Tutaj”. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;„Tutaj” zawiera dwadzieścia wierszy, każdy z nich wyjątkowy, każdy inny i niepowtarzalny. Jak zawsze, prostota ujęcia tematów przez poetkę wzmaga siłę wyrazu. Nie trzeba górnolotnych słów, by przekazać rzeczy najważniejsze, by choć przez chwilę poddać się refleksji, ale przede wszystkim szczerze i bez pretensji uśmiechnąć się do życia.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Zdecydowanie polecam !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaje, że recenzja bardziej subiektywna niż obiektywna, a to dlatego, że poezję Szymborskiej uwielbiam. Trudno więc o rozsądny dystans ;) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7899486501945334136?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7899486501945334136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/04/wisawa-szymborska-tutaj.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7899486501945334136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7899486501945334136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/04/wisawa-szymborska-tutaj.html' title='Wisława Szymborska - &quot;Tutaj&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/Sfb5Wu800rI/AAAAAAAAAIM/CmZ3mNwM6Yg/s72-c/tutaj.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-60340322566116742</id><published>2009-04-25T22:10:00.004+02:00</published><updated>2009-04-28T14:53:49.889+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='. książkowe nabytki'/><title type='text'>Stosik</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SfNuOal-JOI/AAAAAAAAAIE/fZSMcTjWQ9E/s1600-h/ksiazki+001.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328723978045236450" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SfNuOal-JOI/AAAAAAAAAIE/fZSMcTjWQ9E/s400/ksiazki+001.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Kilka dni oraz mniejszych jak i większych okazji a moja półka ozdobiona nowymi książkami.&lt;br /&gt; Stosik cieszy oko oraz motywuje do szybkiego powrotu do blogowych obowiązków.&lt;br /&gt;Jednocześnie jest więc zapowiedzią tego, o czym wkrótce będzie można tu przeczytać :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od góry :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Wisława Szymborska - "Tutaj"&lt;br /&gt;2) Marek Edelman - "I była miłość w gettcie"&lt;br /&gt;3) Kraus&amp;amp;McLaughlin - "Niania w Nowym Jorku"&lt;br /&gt;4) Antologia erotyki&lt;br /&gt;5) Jerzy Pilch - "Marsz Polonia"&lt;br /&gt;6) Eric-Emmanuel Schmitt - "Odette i inne historie miłosne"&lt;br /&gt;7) Barbara Skarga - "Tercet metafizyczny"&lt;br /&gt;8) Myla Goldberg - "Sezon na słówka"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-60340322566116742?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/60340322566116742/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/04/stosik_25.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/60340322566116742'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/60340322566116742'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/04/stosik_25.html' title='Stosik'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SfNuOal-JOI/AAAAAAAAAIE/fZSMcTjWQ9E/s72-c/ksiazki+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-6285233838187680760</id><published>2009-04-05T12:19:00.005+02:00</published><updated>2009-04-05T21:21:54.283+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Anna Janko'/><title type='text'>Anna Janko - "Dziewczyna z zapałkami"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SdiHkQj4vFI/AAAAAAAAAH0/QD_YAUuMeIo/s1600-h/dziewczyna_z_zapalkami.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321152016728767570" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 160px; CURSOR: hand; HEIGHT: 277px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SdiHkQj4vFI/AAAAAAAAAH0/QD_YAUuMeIo/s320/dziewczyna_z_zapalkami.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Autor&lt;/span&gt; : Anna Janko&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: Dziewczyna z zapałkami&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 264&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;Tematyka :&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;strong&gt;pisane samym życiem, piórem poety &lt;/strong&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Wydaje się, że niezwykły charakter książki „dziewczyna z zapałkami” najlepiej oddać mogą jedynie słowa ubrane w poetyckie formy, głębokie i nietuzinkowe metafory. To one kreują przedstawioną w książce fabułę, a ściślej mówiąc uwypuklają wnętrze autorki, Anny Janko. To właśnie pod osłoną poetyckości lokuje ona swoje niespełnione marzenia, gorzki żal, szczątki wypalonego jak zapałka życia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Książka Anny Janko to rozliczenie z własną przeszłością, losem kobiety pracującej, matki i żony czasów PRL-u. To opis życia w klatce, do której przez szpary między prętami dochodziły jedynie złudne podmuchy świeżego powietrza. Bohaterka książki poddaje analizie swoje młodzieńcze życie, wynikające z niego błędy oraz niewykorzystane okazje. Wczesna decyzja o małżeństwie okazała się w krótkim czasie wielką pomyłką, błędem, który trudno wymazać, a który z każdym dniem jeszcze bardziej boli i uwiera, stając się wręcz życiowym garbem. Miłość gdzieś uleciała, samozapłon unicestwił jej istnienie. Rutyna codziennego życia - pranie, gotowanie, prasowanie, i tylko ewentualna zamiana kolejności, to życie w którym tkwiła Anna, życie w którym nie ma miejsca na poezję, na spełnienie. Pisanie pozwala jednak chociaż na chwile uzupełnić pustkę literackiego nienasycenia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Notuje wspomnienia, wywołuje obrazki z przeszłego życia, trochę jak Andersenowska dziewczynka z zapałkami, która rozświetla sobie płomykiem zimny swój los.”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W końcu jednak autorka budzi się ze snu, postanawia opowiedzieć swoje życie, by móc naprawdę je przeżyć. Kura domowa, jaką do tej pory była zmienia się niczym brzydkie kaczątko, w łabędzia, wypływając na jeziora przyszłego, szczęśliwego życia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Nie da się w pełni przekazać, zobrazować uczuć, jakim dzieli się z czytelnikiem autorka książki. Wyznania, miejscami szczere aż do bólu, nie pozwalają na obojętność. Można się uczyć na cudzych błędach, i chyba również to chciała przekazać nam w swojej opowieści Anna Janko - by nie trwać w pustce, by nie bać się zmian, by żyć w zgodzie ze sobą.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I chociaż nie mam trzydziestu lat, męża ani dwójki dzieci, w pełni utożsamić się mogę z autorką w jednej kwestii - wrodzonej nadwrażliwości. Być może dlatego książkę przeczytałam w jeden dzień, być może dlatego tak bardzo mnie poruszyła. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;I na zakończenie jeszcze raz tytułowe zapałki : &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Gdy już wszystko pokończę wieczorem, siadam przy stole w kuchni, przy uprzątniętym, do czysta wytartym, i – zapalam zapałki. Przez chwilę patrzę, jak drewienko lekko wilgotnieje tuż za rozbłyskiem siarki, jak się potem rozpala, czernieje i skręca. Gdy ogienek już mi parzy palce, zdmuchuję go i zapalam następną zapałkę. I znów wpatruję się w mały gniewny płomyk. Od spodu błękitnawy, w środkowej partii niemal przezroczysty, górą złoto-rudy, rosnący tak szybko.”&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Subiektywnym okiem :&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Książka zdecydowanie dla kobiet&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; : 9/10&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-6285233838187680760?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/6285233838187680760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/04/anna-janko-dziewczyna-z-zapakami.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6285233838187680760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/6285233838187680760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/04/anna-janko-dziewczyna-z-zapakami.html' title='Anna Janko - &quot;Dziewczyna z zapałkami&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SdiHkQj4vFI/AAAAAAAAAH0/QD_YAUuMeIo/s72-c/dziewczyna_z_zapalkami.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-4391045928083772681</id><published>2009-03-23T22:36:00.006+01:00</published><updated>2009-03-24T22:57:33.115+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Franz Kafka'/><title type='text'>Franz Kafka - "Proces"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ScgCXH0rU8I/AAAAAAAAAHk/WipvGW8a7Os/s1600-h/59855.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316501956371108802" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 150px; CURSOR: hand; HEIGHT: 246px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ScgCXH0rU8I/AAAAAAAAAHk/WipvGW8a7Os/s320/59855.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#00cccc;"&gt;Autor : Franz Kafka &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#00cccc;"&gt;Tytuł : Proces&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;Powrót do klasyki, odświeżenie powieści, która choć znana, nie poznana przez każdego.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzisz się rano, w swoim pokoju zastajesz dwoje obcych ludzi od których dowiadujesz się, że jesteś aresztowany. Żądasz więc wyjaśnień, jesteś przecież człowiekiem prawa, nie masz nic na sumieniu, nie widzisz racjonalnego powodu dla wydania jakiegokolwiek wyroku. Strażnicy oświadczają, że nie mogą udzielić Ci żadnych informacji, możesz jednak żyć tak jak dawniej, jesteś w gruncie rzeczy wolny, możesz chodzić do pracy, robić na co masz ochotę. Absurdalna sytuacja w której się znalazłeś zmusza Cię jednak do działania – chcesz udowodnić swoją niewinność, choć wciąż nie wiesz o co tak naprawdę walczysz i co masz udowadniać. Koszmar. Wpadasz w machinę biurokracji, czujesz się osaczony, każdy kogo spotykasz na swojej drodze wie o twoim procesie. Coś tu nie gra. Każda minuta mija na myśleniu o procesie, który toczy się gdzieś poza Tobą, poza moralnymi regułami, w świetle fikcyjnego prawa. Zaczynasz prowadzić walkę z samym sobą, z prawem, w końcu z samym Bogiem. Niestety wyrok zapadł już dawno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak w skrócie prezentuje fabuła „Procesu” Franza Kafki. Postać Józefa K., głównego bohatera książki jest jednocześnie odzwierciedleniem losów każdego człowieka.&lt;br /&gt;Rodzimy się by umrzeć, czy możemy więc w jakikolwiek sposób walczyć z przeznaczeniem, z wytoczonym nam przez Boga procesem ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odczytywać i interpretować dzieło Kafki można na wiele sposobów. Problem wolności jednostki to jednak najważniejsza kwestia poruszana w powieści. Wolności, która w sprzeczności ze swoją definicją jest jednak ograniczona, poddana ciągłym nadzorom – ludzkim oraz boskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przy okazji czytania „Procesu” zupełnie przypadkiem natrafiłam na wiadomość o nowym przekładzie powieści, co prawda żadna to nowość, ale ( niestety czy stety ? ) sama miałam okazję przeczytać tą starszą wersję. Jestem jednak niezmiernie ciekawa jak prezentuje się nowe wydanie książki, której okładka posłużyła mi do tego wpisu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A oto fragment z portalu ksiazki.wp :&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Otworzyć wszystkie możliwości interpretacji, niczego nie przesądzając&lt;/em&gt; - taki cel postawił sobie Jakub Ekier, autor nowego polskiego przekładu Procesu Franza Kafki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Proces” to powieści, która ukazała się już po śmierci autora. Kafka zniszczył wiele swoich rękopisów. „Proces” ocalił jego przyjaciel Max Brod, któremu Kafka czytał po kilka stron powieści. Brod zabrał manuskrypt i ukrył przed Kafką, prawdopodobnie dzięki temu Proces przetrwał. Brod uratował stos powyrywanych z zeszytów kartek, zapisanych dwustronnie, pogrupowanych w stosiki opatrzone prowizorycznymi tytułami. Kafka nie zostawił spisu treści, nie dał wskazówek co do tego, które części uważa za nieukończone. Po śmierci Kafki Brod poukładał rozdziały wedle swojego rozumienia powieści, kończył akapity, ujednolicał nazwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tej przygotowanej przez Broda wersji "Procesu" opierano wszystkie kolejne wydania i tłumaczenia aż do początku lat 90., kiedy w Niemczech ukazało się krytyczne wydanie powieści oparte na rękopisach. Edytorzy tego wydania zmienili kolejność rozdziałów przyjętą przez Broda. Jakub Ekier, doceniając rolę przyjaciela Kafki, tego, który ocalił jego twórczość, w nowym przekładzie uznaje jednak chronologię rozdziałów przyjętą przez nowszych badaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy nowym przekładzie klasycznego dzieła zawsze pojawia się pytanie po co to robić, skoro zżylismy się już ze starym przekładem, wrósł on w tkankę języka. Najważniejszym powodem jest fakt, że polski przekład opublikowany w 1936 roku nie jest doskonały, ani zbyt wierny oryginałowi. &lt;em&gt;Autorką tłumaczenia była Józefa Szelińska, choć przez lata przypisywano je Bruno Schulzowi. Schulz dokonał jednak tylko korekty gotowego już tłumaczenia, nie miał zbyt wielkiego wpływu na ostateczny jego kształt&lt;/em&gt; - powiedział Jakub Ekier&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowe tłumaczenie ukazało się na przełomie października i listopada 2008 r. nakładem Świata Książki.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#00cccc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#00cccc;"&gt;Subiektywnym okiem :&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jedyna rzecz której mi brakowało w książce to emocje, odniosłam wrażenie, że jest ich całkowiecie pozbawiona, suche fakty, czysty schemat bez żadnych uczuć. Chyba, że właśnie w tym tkwi całe przesłanie i klasyka ksiązki . &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-4391045928083772681?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/4391045928083772681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/03/franz-kafka-proces.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4391045928083772681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/4391045928083772681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/03/franz-kafka-proces.html' title='Franz Kafka - &quot;Proces&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/ScgCXH0rU8I/AAAAAAAAAHk/WipvGW8a7Os/s72-c/59855.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7508941599994666436</id><published>2009-03-09T13:44:00.009+01:00</published><updated>2009-03-09T14:10:34.615+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Leszek Kołakowski'/><title type='text'>Leszek Kołakowski - "O co nas pytają wielcy filozofowie.Trzy serie"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SbUQQRfGoRI/AAAAAAAAAHU/0uSU0EwBCcc/s1600-h/b41d1fd738dba079d6840ea1ea821ad3.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311169207311180050" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 158px; CURSOR: hand; HEIGHT: 255px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SbUQQRfGoRI/AAAAAAAAAHU/0uSU0EwBCcc/s320/b41d1fd738dba079d6840ea1ea821ad3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Leszek Kołakowski&lt;/strong&gt; &lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: "O co nas pytają wielcy filozofowie.Trzy serie"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Liczba stron:&lt;/span&gt; 260&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Postanowiłam powrócić choć na chwilę do metafizycznej szkoły wielkich filozofów. Zagłębić się w ich myśli, podjąć refleksje nad ludzkim życiem, może poznać coś nowego, może zrozumieć więcej. Niestety, nie znalazłam odpowiedzi na żadne pytanie, które zadaje czytelnikowi autor wykładów – polski filozof Leszek Kołakowski. Wydaje się, że pytania te nasuwają się wszystkim, którzy mieli styczność z myślą poszczególnych filozofów. Filozofowie stawiają nam pytania, jednocześnie nie dając na nie żadnej odpowiedzi. Nikt bowiem jeszcze nie znalazł jednoznacznej odpowiedzi o sens i cel świata. Ten zaś wciąż uparcie milczy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;„O co nas pytają wielcy filozofowie” to zbiór krótkich wykładów poświęconych najbardziej znanym filozofom, począwszy od Sokratesa, Platona czy Arystotelesa, poprzez myśl Świętego Augustyna, Wilhelma Ockhama, Kartezjusza, Pascala, a na osobie Kanta, Hegela, Schopenhauera czy Nietzschego kończąc. Sam autor przyznaje, iż :&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„Dobrych podręczników, słowników czy encyklopedii jest pod dostatkiem. Nie zamierzam ‘streszczać’ Platona, Kartezjusza czy Husserla, byłaby to śmieszna ambicja. Chciałbym mówić o wielkich filozofach w taki sposób, by u każdego wyłowić jedną myśl, która dla niego samego jest ważna, należy do filarów domu, jaki zbudował, a zarazem dla nas, teraz jest zrozumiała, jakaś strunę w naszym umyśle potrąca”.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Istotnie, poruszane w wykładach Kołakowskiego kwestie daleko odbiegają od typowych książkowych definicji. Właściwie nie znajdziemy w nich głównych założeń każdego z filozofów, jedynie esencję tego co najistotniejsze. Zauważyć przy tym możemy jak bardzo zmieniała się myśl filozoficzna na przestrzeni wieków, w jakim stopniu filozofowie czerpali od innych inspiracje, stawiając ludzkości wciąż nowe pytania. Książka Leszka Kołakowskiego to jednocześnie bogaty zbiór myśli i sentencji, które z pewnością przykują uwagę czytelnika. Zapewne nie jedna osoba odnajdzie w nich także odbicie swoich własnych pytań, wątpliwości i codziennych refleksji nad światem. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Z pewnością jest to pozycja nie tylko dla miłośników filozofii, ale także dla wszystkich których nurtują pytania o istnienie Boga, o sens naszego pochodzenia, o rolę przypadku w życiu człowieka, o to skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy. Podczas lektury książki, choć na chwilę możemy stać się filozofami własnego życia, przemyśleć parę spraw, zadać samemu sobie kilka istotnych pytań. Nie oczekujmy jednak jednoznacznych odpowiedzi, możemy się jedynie pokusić o próbę odnalezienia ich we własnym sercu i sumieniu. &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;I na koniec jeszcze parę cytatów : &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;„ Mogłoby się wydawać nawet, że czas jest realnością psychologiczną: że cokolwiek jest rzeczywiste, jest takim tylko przez odniesienie do naszego postrzegania.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„ Co więcej, również myśli nasze, uczucia czy pragnienia nie są czym innym, niż ruchami atomów w naszym ciele, w nerwach czy w sercu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„ Z dogmatami religijnymi należy się tak obchodzić jak z gorzkimi pigułkami, które lekarze przepisują: połykać, ale nie rozgryzać.” &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„To co w życiu dobre, dostrzegamy w przeszłości i w marzeniach o przyszłości, lecz nie w tym co teraźniejsze.”&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Subiektywnym okiem:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc33cc;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; : Mądrość zawsze wysoko cenię ;)&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7508941599994666436?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7508941599994666436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/03/leszek-koakowski-o-co-nas-pytaja-wielcy.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7508941599994666436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7508941599994666436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/03/leszek-koakowski-o-co-nas-pytaja-wielcy.html' title='Leszek Kołakowski - &quot;O co nas pytają wielcy filozofowie.Trzy serie&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SbUQQRfGoRI/AAAAAAAAAHU/0uSU0EwBCcc/s72-c/b41d1fd738dba079d6840ea1ea821ad3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-1649169040863876234</id><published>2009-03-06T18:20:00.005+01:00</published><updated>2009-03-06T19:15:09.713+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sylvia Plath'/><title type='text'>Sylvia Plath - "Szklany klosz"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SbFdtDssiKI/AAAAAAAAAGo/qxmUBfvCp70/s1600-h/szklany_klosz.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310128464314796194" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 171px; CURSOR: hand; HEIGHT: 264px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SbFdtDssiKI/AAAAAAAAAGo/qxmUBfvCp70/s320/szklany_klosz.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Autor: Sylvia Plath&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Tytuł: "Szklany klosz"&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Liczba stron : 256 &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;strong&gt;Tematyka : &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;pisane samym życiem&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;       „Szklany klosz” to przedmiot, pod którego osłoną główna bohaterka, a zarazem autorka książki spędziła całe swoje życie. Z jednej strony stanowił szczelną ochronę przed zewnętrznym światem, z drugiej zaś dusił i powoli zabijał. Był pułapką z której jedynym wyjściem był zwycięski pojedynek rozumu nad duszą. Ten pierwszy przegrywał jednak każdą bitwę. W ostatecznej wojnie poniósł największa klęskę, śmiertelną klęskę.&lt;br /&gt;          Sylvia Plath, autorka swojej pierwszej i jedynej powieści „szklany klosz”, wydanej na początku pod pseudonimem, pokazuje jak wrażliwym może być świat młodej kobiety, jak bardzo bogatym w uczucia, które niezrozumiałe a przez to niszczone przez innych doprowadzić mogą na skraj załamania, depresji, aż w końcu samobójstwa. Pod postacią Esther Greenwood, głównej bohaterki książki, Sylvia ukrywa swoje prawdziwe życie, swoje początki młodej, dziennikarskiej kariery. Bohaterkę książki poznajemy w chwili rozpoczęcia stażu w redakcji czasopisma dla kobiet w Nowym Jorku, gdzie przybywa ona dzięki wygranej w konkursie literackiem. Esther nie potrafi jednak cieszyć się ze swojego sukcesu, czuje się obca wśród innych ludzi, nie stać ją na drobne szaleństwa czy przelotne miłosne przygody jakich dopuszczają się jej koleżanki. Pogoń za „amerykańskim snem”, w którą została zaangażowana, w pewnej chwili toczy się jakby obok. Esther niezmiennie towarzyszy poczucie głębokiej pustki, bezsensu i wewnętrznej rozpaczy. Nic jednak nie ma swojego racjonalnego wytłumaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Było mi obojętnie i bardzo pusto – tak musi być w oku cyklonu. Absolutna cisza w samym środku szalejącego żywiołu”&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;        Ważną, choć niezwykle obcą w życiu Esther kwestią byli także mężczyźni. Bohaterka wspomina swoja dawną miłość, którą zupełnie bez powodu odrzuciła. Od tej pory nie potrafi pokochać nikogo, odtrąca każdego mężczyznę, wypiera się potrzeby miłości. Po skończonym stażu i powrocie do domu, destrukcyjne emocje kumulują się jeszcze bardziej. Esther nie dostaje się na letni kurs pisarski, nie widzi sensu w niczym co robi. Codzienne czynności, chociażby mycie włosów stają się dla niej zbędnym rytuałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Dlaczego nie mogę czytać i dlaczego wszystko, co inni ludzie robią, wydaje mi się idiotyczne, bo cały czas myślę o tym, że na końcu czeka mnie śmierć”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      Nie pomagają także wizyty u psychologa, schowana po swoim szklanym kloszem sama skazuje się na śmierć. W końcu dopuszcza się najgorszego - próby samobójczej. Zostaje z niej jednak szczęśliwie uratowana. Po wielu terapiach, pobycie w szpitalu psychiatryczny i elektrowstrząsach zaczyna nowe życie. Czy aby na pewno jest ono jednak tym nowym, lepszym etapem ?&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&lt;p&gt;       Życie Sylvii Plath samo napisało prawdziwe zakończenie tej historii. Tragedia jaką była kolejna, udana już próba samobójcza poetki, sprawiła, że usłyszał o niej niemal cały świat. Stała się legendą, ikoną i bohaterem amerykańskiej literatury, a wydane pośmiertnie wiersze sprawiły, że wpisała się w kanon najlepszych poetów XX wieku.&lt;br /&gt;       Wydaje mi się, że po „szklany klosz” warto sięgnąć uprzednio zapoznając się z życiorysem autorki. Książka zyskuje wówczas na przekazie i autentyczności opisywanych zdarzeń. Esther udało się bowiem wydostać spod zimnych ścian kloszu, Sylvii już niestety nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;      Dopełnieniem, a także w pewnym sensie kontynuacją książki jest film „Sylvia”&lt;/strong&gt; ,&lt;/span&gt; który pokazuje życie poetki od chwili kiedy poznaje ona swojego przyszłego męża, a więc nie długo po opuszczeniu szpitala i odzyskania psychicznej równowagi, aż do końca jej dni. Film to także, obok biografii Sylvii, przejmujący i niezwykle poruszający obraz upadku kobiety. Kobiety, którą zabiła własna wrażliwość i towarzysząca jej pustka, pustka kryjąca się pod szklanym kloszem.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Subiektywnym okiem:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Moja ocena : 8/10&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-1649169040863876234?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/1649169040863876234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/03/sylvia-plath-szklany-klosz.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1649169040863876234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/1649169040863876234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/03/sylvia-plath-szklany-klosz.html' title='Sylvia Plath - &quot;Szklany klosz&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SbFdtDssiKI/AAAAAAAAAGo/qxmUBfvCp70/s72-c/szklany_klosz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5190688154813853759</id><published>2009-02-23T20:08:00.011+01:00</published><updated>2009-02-23T20:26:52.929+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='B.Nowacka-Z.Ziątek'/><title type='text'>"Ryszard Kapuściński - biografia pisarza"</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SaL3TmxGEFI/AAAAAAAAAGg/PpuNMyrUbEQ/s1600-h/ryszard-kapuscinski-biografia-pisarza---zygmunt-ziatek-beata-nowacka.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306075227191906386" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 161px; CURSOR: hand; HEIGHT: 230px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SaL3TmxGEFI/AAAAAAAAAGg/PpuNMyrUbEQ/s200/ryszard-kapuscinski-biografia-pisarza---zygmunt-ziatek-beata-nowacka.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: " Ryszard Kapuściński - biografia pisarza"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Beata Nowacka i Zygmunt Ziątek &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt; : 402&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;„&lt;em&gt;Ryszard Kapuściński – kiedyś brawurowy reporter wojenny, wszechstronny ekspert mający klucz do wielu zagadek świata i wrażliwy poeta podający w wątpliwość własne istnienie – to trzy wzajemnie dopełniające się aspekty tej bogatej osobowości.”&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka Beaty Nowackiej i Zygmunta Ziątka to obszerne i wnikliwe studium życia i twórczości Ryszarda Kapuścińskiego. Biografia pozwala poznać jego ścieżkę kariery na tle ówczesnych zmian politycznych na świecie, a także kształtowania się reporterskiej osobowości samego pisarza.&lt;br /&gt;Sylwetka Ryszarda Kapuścińskiego nakreślona w „Biografii pisarza” pokazuje jak wielkim „cesarzem reportażu”, ale także, a może przede wszystkim, jak wielkim był człowiekiem. Życie pisarza, pełne pasji i poświęceń opisywać można by było w wielotomowych książkach. Autorzy biografii zrobili to na zaledwie czterystu stronach, nie ujmując jednak niczego z dorobku pisarza. Podobnie jak twórczość Kapuścinskiego, tak samo jego biografia nasycona jest literackością, która sprawia, że czyta się ją niemal jak powieść. Poznajemy, nie zawsze pomyślne losy pisarza, przekrój jego całej twórczości, zdobyte nagrody i wyróżnienia, a wszystko to opatrzone odautorskim komentarzami, a także wypowiedziami samego Kapuścińskiego. Jego książki, przełożone na trzydzieści dwa języki są niezaprzeczalnym dowodem jego wielkiego talentu i wielkiego oddania swojej pasji. Być może kluczem do tak wielkiego dziennikarskiego sukcesu był fakt, że on sam o niego nie zabiegał. Podróżował, bo chciał pokazać innym świat, szerzyć dobro i dać świadectwo jak bogatym duchowo jest życie reportera. Co najważniejsze jednak, autor „Cesarza” , a więc jednocześnie i jego biografia nie kończy się wraz z jego śmiercią. Autorzy przedstawiają również jak wielką stratą było odejście pisarza oraz jak wielką falę zainteresowań jego twórczością ów fakt wywołał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Skalę dynamiki tej popularności, którą cieszył się Kapuściński, można by opisać, używając metafory kuli śniegowej. Co będzie teraz ? W jakim stopniu te fascynacje okażą się trwałe? Nie wiadomo..."&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że pytanie to można potraktować jednak jako czysto retoryczne ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka z którą warto się zapoznać, tak po prostu. Osobowość, której warto poświęcić trochę uwagi i czasu. Polecam wszystkim, zarówno tym którzy jego twórczość znają już bardzo dobrze, jak i tym dla których będzie to pierwsze spotkanie z pisarzem. Wydaje mi się jednak, że znajmość jego książek pozwala w lepszym stopniu zrozumieć pewne kwestie poruszane w biografii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce brakowało mi jedynie zdjęć, myślę, że chociaż pare byłoby dobrym dopełnieniem jego biografii. Ciekawy jest jednak projekt okładki, który nie rzuca się tak bardzo w oczy, a który przedstawia portret Kapuścińskiego pod siatką delikatnie zarysowanych równoleżników. Ich interpretacja w kontekście działalności reportera jest jednoznaczna ;) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;em&gt;Subiektywnym okiem :&lt;/em&gt;&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Wciąga?&lt;/span&gt; : Myślę, że zainteresowanych osobą Kapuścińskiego z pewnością tak, czyli mnie wciągnęła jak najbardziej ;) &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Zostaje w pamięci?:&lt;/span&gt; Nie ma innego wyjścia&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; : 8/10&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5190688154813853759?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5190688154813853759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/02/ryszard-kapuscinski-biografia-pisarza.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5190688154813853759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5190688154813853759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/02/ryszard-kapuscinski-biografia-pisarza.html' title='&quot;Ryszard Kapuściński - biografia pisarza&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SaL3TmxGEFI/AAAAAAAAAGg/PpuNMyrUbEQ/s72-c/ryszard-kapuscinski-biografia-pisarza---zygmunt-ziatek-beata-nowacka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5641124025781581533</id><published>2009-02-14T13:41:00.007+01:00</published><updated>2009-02-14T14:13:42.378+01:00</updated><title type='text'>Kreativ Blogger</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SZa8aAhc2SI/AAAAAAAAAGY/rJEZI4W77f4/s1600-h/untitled.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5302632766278261026" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SZa8aAhc2SI/AAAAAAAAAGY/rJEZI4W77f4/s320/untitled.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Byłam mile zaskoczona, kiedy zobaczyłam swoje imię na blogu &lt;strong&gt;Shalava. :)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyróżniam więc kolejne osoby, są to blogi :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) &lt;a href="http://porcelanka.wordpress.com/"&gt;http://porcelanka.wordpress.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2) &lt;a href="http://brahdelt-czytelnia.blogspot.com/"&gt;http://brahdelt-czytelnia.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3)&lt;a href="http://nenya89.blogspot.com/"&gt;http://nenya89.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;4)&lt;a href="http://matyldabo.blogspot.com/"&gt;http://matyldabo.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;5)&lt;a href="http://bazgradelko.blox.pl/"&gt;http://bazgradelko.blox.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;6)&lt;a href="http://czytatnik.blog.pl/"&gt;http://czytatnik.blog.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;7)&lt;a href="http://isbn.blox.pl/"&gt;http://isbn.blox.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejność przypadkowa ;)&lt;br /&gt;Chyba najcześciej odwiedzam przez co najbardziej zapadły mi w pamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zasady przyznawania wyróżnienia:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- na swoim blogu umieszczamy logo Kreativ Blogger, oraz informujemy, kto przyznał wyróżnienie&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- nominujemy 7 blogów lub więcej do nagrody i podajemy link każdego z tych blogów&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- informujemy wyróżnionego o nominacji w komentarzach na jego blogu&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-5641124025781581533?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/5641124025781581533/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/02/kreative-blogger.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5641124025781581533'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/5641124025781581533'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/02/kreative-blogger.html' title='Kreativ Blogger'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SZa8aAhc2SI/AAAAAAAAAGY/rJEZI4W77f4/s72-c/untitled.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-8166408493768412520</id><published>2009-02-13T12:45:00.007+01:00</published><updated>2009-04-05T22:22:43.075+02:00</updated><title type='text'>Agnieszka Maciąg - "Zielone pantofle"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SZVfEYRxPqI/AAAAAAAAAGQ/vIs9AvQa1o8/s1600-h/pantofle.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5302248665139723938" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 164px; CURSOR: hand; HEIGHT: 253px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SZVfEYRxPqI/AAAAAAAAAGQ/vIs9AvQa1o8/s320/pantofle.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: Zielone pantofle&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Autor&lt;/span&gt; : Agnieszka Maciąg&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 109&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Poezja &lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div&gt;Z okładki tomiku :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„ Nad Zielonymi pantoflami unosi się – życzliwie i z wysoka patronując tej poezji – duch&lt;/em&gt; Niebieskich migdałów&lt;em&gt; i&lt;/em&gt; Różowej magii.&lt;em&gt; Nie tylko dlatego, że wiersze Agnieszki Maciąg także tworzą mocny, sugestywny fascynujący „portret kobiety z epoki” ( jakże innej kobiety, w jakże odmiennym czasie zanurzonej, a przecież w tym, co najistotniejsze, w swej „wiecznej kobiecości” – jakże podobnej ). Także i dlatego, że język poetycki Zielonych pantofli z podobnych źródeł zdaje się wyrastać : walory wierszy Agnieszki Maciąg to uroda lirycznego paradoksu, ironii, dowcipu i niespodzianki, konkretnego zmysłowego obrazu i –poetyckiego skrótu, przewrotnej puenty, błyskotliwej gry nastrojami i sensami... Uroda Pocałunków i Krystalizacji.”&lt;/em&gt; Bronisław Maj ( poeta, krytyk literacki )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam w zwyczaju przepisywać rekomendacji książek, tym razem jednak zrobiłam wyjątek. A to tylko dlatego, że z przytoczonymi powyżej słowami nie zupełnie się zgadzam. Rekomendacja trochę przesadzona, przechwalona i przesłodzona. Owszem, wszystko to o czym wspomina Bronisław Maj, możemy znaleźć w tomiku Agnieszki Maciąg, jednak w dużo mniejszych dawkach, bez większych emocji. Poezja łatwa, prosta, spokojna. Przyjemna w odbiorze przy pierwszym przeczytaniu, po nim jednak odłożona na półkę pokrywa się kurzem. Mimo wszystko, nie są to wiersze do których się powraca.&lt;br /&gt;Nie wiem, być może to wina mojego „poetyckiego oka”, które nie potrafi dostrzec tych wszystkich, ukrytych gdzieś w wierszach walorów ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wychodząc z założenia, że poezja to rzecz niezwykle osobista, nie sposób się z nią identyfikować w stu procentach. Pomimo braku zachwytu z moje strony nad wierszami Agnieszki, znalazła się jedna „wierszowa perełka” która spodobała mi się najbardziej. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;„miód”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jestem miodem&lt;br /&gt;szczelnie zamkniętym&lt;br /&gt;w zimnym słoiku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dotykasz gładkich krawędzi&lt;br /&gt;podziwiasz światło&lt;br /&gt;odbite w szkle&lt;br /&gt;ale nie czujesz&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;mojej słodyczy &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-8166408493768412520?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/8166408493768412520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/02/agnieszka-maciag-zielone-pantofle.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8166408493768412520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/8166408493768412520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/02/agnieszka-maciag-zielone-pantofle.html' title='Agnieszka Maciąg - &quot;Zielone pantofle&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SZVfEYRxPqI/AAAAAAAAAGQ/vIs9AvQa1o8/s72-c/pantofle.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-7670004701820670740</id><published>2009-02-05T11:05:00.005+01:00</published><updated>2009-02-05T11:14:28.193+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Banville'/><title type='text'>John Banville - "Mefisto"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SYq7kdpGizI/AAAAAAAAAF4/fZ0dTqdU2lw/s1600-h/61069_mefisto_200.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5299254146661518130" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 173px; CURSOR: hand; HEIGHT: 275px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SYq7kdpGizI/AAAAAAAAAF4/fZ0dTqdU2lw/s320/61069_mefisto_200.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt; : "Mefisto"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Autor&lt;/span&gt; : John Banville&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 234&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Tematyka &lt;/span&gt;: Subtelne dotknięcie chaosu&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;       Gabriel Swan – główny bohater książki, postrzega świat inaczej. Codziennie ogląda go przez pryzmat cyfr i matematycznych wzorów. Uważa, że wszystko co nas otacza można przypisać jakiemuś logicznemu ciągowi liczb, zawrzeć w matematycznym schemacie.&lt;br /&gt;Do świata matematycznego geniusza Gabriela wprowadza nas John Banville, irlandzki pisarz, określany magikiem prozy. Rzeczywiście trudno odmówić mu precyzji i z jaką łączy w swojej książce elementy językowe z opisem rozgrywającej się matematycznej gry. Pisać o naukach ścisłych pięknym, wyszukanym i czasem wręcz poetyckim językiem? Czytając książkę Johna Banville możemy się przekonać, że doprawdy – można.&lt;br /&gt;Bohatera książki poznajemy gdy ten uczęszcza jeszcze do szkoły. Już wtedy jego wielki potencjał zostaje dostrzeżony. Na początku jego „inność” dziwi, zdaje się, że otoczona zostaje jakąś wielką tajemnicą. Gabriel nie doprasza się o uznanie czy podziw nad jego osobą. Wydaje się, że żył by tak jeszcze wiele lat gdyby do jego miasteczka nie wprowadzili się trzej nowi mieszkańcy. Nikt nie wie kim są, co ich wzajemnie łączy, ani dlaczego tak nagle zaprzyjaźniają się z Gabrielem. Nowo przybyli : pan Kasperl, młoda Sophie i Felix - wzbudzający swoim zachowaniem najwięcej emocji. Powoli zaburzają oni nie tylko życie miasteczka, ale również wewnętrzny świat Gabriela. Subtelne dotknięcie chaosu, przeradza się w pasmo nieszczęść i tragedii. Liczby tracą swoją moc. Gabriel zaczyna dostrzegać, że życia nie da się zdefiniować jednym, uniwersalnym wzorem. I pomimo, iż na pewnym etapie traci kontakt z swoimi nowymi przyjaciółmi, zostaje wplątany w inny towarzyski trójkącik. Jednym z jego ramion jest człowiek dobrze mu już znany. Zdawać by się mogło, że życie Gabriela zatacza wielkie koło. Czy uda mu się jednak wyrwać z tego zaklętego kręgu? Może matematyczna dusza i wielki potencjał pomogą mu znaleźć odpowiedź na dręczące ludzkość pytania o sens istnienia?&lt;br /&gt;Książka Johna Banville to proza nasiąknięta lekkim kryminałem, elementami poezji, oraz magiczną aurą. Pełno w niej niedomówień i niejasności. Nic nie jest w pełni zrozumiałe, pewne kwestie zostają urwane, oddalone na drugi plan, aż w końcu pozostawione same sobie. Wciąż czuć zawieszoną w próżni tajemnice oraz niedosyt, niemożność jej odkrycia. Oderwanie od rzeczywistości towarzyszy czytelnikowi od początku do końca ( niekończącej się ) powieści. Narracja prowadzi czytelnika za rękę, odczytanie jej sensu pozostaje zaś kwestią indywidualną. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Subiektywnym okiem :&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Wciąga ?&lt;/span&gt; : Specyficzny rodzaj powieśći, wciągają same słowa, nie koniecznie treść jaką ze sobą niosą.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Zostaje w pamięci ?&lt;/span&gt; : poczucie chaosu - owszem ;) &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; : 7,5 / 10&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-7670004701820670740?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/7670004701820670740/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/02/john-banville-mefisto.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7670004701820670740'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/7670004701820670740'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/02/john-banville-mefisto.html' title='John Banville - &quot;Mefisto&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SYq7kdpGizI/AAAAAAAAAF4/fZ0dTqdU2lw/s72-c/61069_mefisto_200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3792949585528690393</id><published>2009-01-28T22:09:00.008+01:00</published><updated>2009-01-30T20:04:45.110+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wojciech Cejrowski'/><title type='text'>Wojciech Cejrowski - "Gringo wśród dzikich plemion"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SYDMIpSrFzI/AAAAAAAAAFw/iEEdm8SEZuA/s1600-h/gringo.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296457610682898226" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 169px; CURSOR: hand; HEIGHT: 233px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SYDMIpSrFzI/AAAAAAAAAFw/iEEdm8SEZuA/s320/gringo.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt; : "Gringo wśród dzikich plemion"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Autor:&lt;/span&gt; Wojciech Cejrowski&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 260&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Tematyka :&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;strong&gt;egzotycznie - zagranicznie - klimatycznie&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Gringo - czyli „biały” turysta wśród plemion Ameryki Południowej, Gringo - czyli sam Wojciech Cejrowski. W swojej książce zabiera on czytelnika na wyprawę po dzikich terenach kontynentu amerykańskiego. Wyruszamy więc w podróż z jedną tylko różnicą – poczuciem pełnego komfortu i bezpieczeństwa samego czytelnika ;)&lt;br /&gt;Gdyby nie poczucie humoru z jakim autor opisuje swoje podboje i spotkania z prawdziwymi Indianami, książka z pewnością do lekkich i przyjemnych lektur by nie należała. Naturalizm opisów, obecny na każdej stronie, prócz swoich edukacyjnych walorów, osoby wrażliwe z pewnością może wystarczająco obrzydzić ;).&lt;br /&gt;Obyczaje rdzennych Indian, dla których pojęcie czasu, pieniędzy czy wstydu nie istnieje, żyją według własnych zasad, niezrozumiałych dla innych ludzi. I nie chodzi tu tylko o sam fakt życia w oderwaniu od cywilizacji czy wstawaniu wraz ze wschodem słońca, lecz o sposób obcowania z drugim człowiekiem. Indianom się „nie odmawia” jak twierdzi Cejrowski. Wszystko po to by dowiedzieć się więcej o nich samych i rzecz oczywista – by przeżyć. A warunki w jakich odbywał swoje podróże, czego można się domyśleć do łatwych nie należały. Czytając książkę odnosi się jednak wrażenie, że dla samego Cejrowskiego nie ma granic nie do pokonania – w przenośni jak i dosłownie. Nie straszne mu były tropikalne lasy Amazonki, Gwatemala, Honduras czy wreszcie Darien – prowincja Panamy, gdzie jako pierwszy Polak pokonał dżungle, dochodząc do Kolumbii. Nie wystarczyła jednak sama odwaga, a metod dzięki którym udało się poznać te wszystkie tereny Cejrowski miał bez liku. Przekroczenie granicy na książeczkę zdrowia to rzecz która najbardziej utkwiła mi w pamięci. Oprócz tych zabawnych sytuacji o których wspomina w swojej książce, są również i takie które szokują. Aż trudno uwierzyć, że człowiek może tyle razy ocierać się o śmierć i za każdym wychodzić z tego starcia obronną ręką.&lt;br /&gt;Książka zdecydowanie inna niż wszystkie, napisana lekko i z humorem. Czułam jednak pewien niedosyt co do opisu owych dzikich plemion. Myślałam, że książka będzie w dużej mierze poświęcona właśnie im, jednak większą jej część zajmują przygody związane z przemieszczaniem się Cejrowskiego po Południowej i Środkowej Ameryce, niż sam opis miejsc do których dotarł. Przypisy „tłumacza” i trafne w nich uwagi i komentarze oraz piękne fotografie wypełniają jednak mój niedosyt. ;). Ciekawym świata - polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po książkę sięgnęłam ze względu na programy Cejrowskiego emitowanie w TV. Te bardzo mi się podobały, tak samo jak cięty język i humor samego Wojciecha. Z ciekawości sięgnę więc również po „Rio Anaconde”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec pozwolę sobie przytoczyć fragment samej książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Co trzeba zrobić, żeby pojechać na wyprawę do tropikalnej puszczy, spotkać ostatnich wolnych Indian, zamieszkać pośród nich, zamiast majtek nosić przepaskę biodrową, a jedzenie zdobywać strzelając z dmuchawki ?&lt;br /&gt;Gdy ktoś mnie o to pyta, odpowiadam krótko :&lt;br /&gt;- Sprzedaj lodówkę i jedź !&lt;br /&gt;Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inny podnoszą pewnego dnia wzrok znad książki, wstają i ruszają na spotkanie swoich marzeń.”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko ilu ma również tyle determinacji i odwagi ? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Subiektywnym okiem :&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;wciągą?&lt;/strong&gt; : Jedne części bardziej, inne mniej&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;zostaje w pamięci?&lt;/strong&gt; : myślę, że tak&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;moja ocena&lt;/strong&gt; : 7/10&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3792949585528690393?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3792949585528690393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/01/wojciech-cejrowski-gringo-wsrod-dzikich.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3792949585528690393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3792949585528690393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/01/wojciech-cejrowski-gringo-wsrod-dzikich.html' title='Wojciech Cejrowski - &quot;Gringo wśród dzikich plemion&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SYDMIpSrFzI/AAAAAAAAAFw/iEEdm8SEZuA/s72-c/gringo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-3867679145947390424</id><published>2009-01-01T20:51:00.008+01:00</published><updated>2009-01-02T12:00:54.071+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Umberto Eco'/><title type='text'>Umberto Eco - "Interpretacja i nadinterpretacja"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SV0hCvlmgDI/AAAAAAAAAFo/11mZPvsi784/s1600-h/Eco_interpretacjainadinterpretacja_500pcx.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5286417868620464178" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 127px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SV0hCvlmgDI/AAAAAAAAAFo/11mZPvsi784/s200/Eco_interpretacjainadinterpretacja_500pcx.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt; : "Interpretacja i nadinterpretacja"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Autor:&lt;/span&gt; Umberto Eco&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 169&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Książka „Interpretacja i nadinterpretacja” to zbiór siedmiu wykładów autorstwa Umberto Eco oraz Richarda Rorty`ego, Jonathana Culler`a i Christine Brooke-Rose, dotyczących znaczenia oraz sensu interpretacji utworów literackich. To także próba pokazania przez najwybitniejszych teoretyków literatury, jak wielką sztuką jest odnalezienie „złotego środka” przy odczytywaniu oraz interpretowaniu każdego literackiego dzieła. Warto zauważyć, że temat ten jest w europejskich kręgach literackich bardzo istotny, przede wszystkim zaś wśród angielskich uczonych. Pomimo jakby się mogło zdawać ogromnej teoretycznoliterackiej wiedzy społeczeństwa, temat odpowiedniej interpretacji wciąż wzbudza sporo emocji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przeciętny czytelnik z pewnością nie doszukuje się w każdej czytanej książce szczegółów, które dla badacza literatury stanowią nieraz główne źródło zrozumienia intencji autora. I choć nie zawsze wysnuwane wnioski są słuszne, stanowią podstawę do dyskusji nad ową nadinterpretacją tekstu. W swoich wykładach Eco istniejącą nadinetreptacje popiera przykładem własnych książek, takich jak „Imię Róży” czy „Wahadła Foucaulta” , w których to krytycy doszukali się szczegółów, o których sam autor nie miał pojęcia. Niektóre z nich rzeczywiście były trafne, chociaż sam Eco nie był ich świadomy, inne zaś całkowicie rozminęły się z jego pisarskimi intencjami. Z drugiej jednak strony, czy nie o to właśnie chodzi podczas lektury książki, by odnajdywać w nich własne, indywidualne wnioski, by zaspokoić czytelniczą wyobraźnie, nie kierując się przy tym wyznaczonymi przez innych schematami? Jak powinna wyglądać odpowiednia relacja między światem autora a czytelnika? W końcu zaś czy doszukiwanie się w tekstach odpowiednich znaczeń ma w ogóle jakiś sens? &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Sam Eco bowiem stwierdza dość przewrotnie, iż &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;„ Z&lt;em&gt;a każdym razem , gdy odkryjemy jakieś rzekome znaczenie, możemy być pewni , że nie jest prawdziwe, prawdziwe leży głębiej, a kiedy je odkryjemy , możemy być pewni , że i ono nie jest prawdziwe i tak w nieskończoność; przegranymi są hylicy, którzy kwitują lekturę stwierdzeniem:„Zrozumiałem”. Prawdziwy Czytelnik to ten, kto zrozumie, że tajemnicą tekstu jest jego pustość&lt;/em&gt;.” &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Myślę, że teza postawiona przez Eco, znajdzie wśród wielu osób poparcie. Jeśli więc samo poszukiwanie znaczenia jest sprawą poniekąd daremną to czy na pytanie o istnienie granicy między interpretacją a nadinterpretacją , da się znaleźć jednoznaczną odpowiedź? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Czytając „Interpretacje oraz nadinterpretację” wydaje się, że rozważaniom na temat istoty odbioru i interpretacji tekstu, nie ma końca. Każdy z autorów wyraża swoje zdanie, negując jak i popierając niektóre kwestie wygłoszone przez jego kolegów. Uświadamia jednak jak skomplikowaną rzeczą jest zarówno praca pisarza, jak i wypowiadających się na temat jego dzieła, krytyków. I choć znajdujące się w książce referaty mają charakter w dużej mierze techniczny i naukowy, dla każdego miłośnika literatury są lekturą godną uwagi. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Subiketywnym okiem :&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Wciąga?&lt;/span&gt; : osoboście, ze względu na wspomniany naukowy charakter książki, czytanie wymagało u mnie czasu i skupienia.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Zostaje w pamięci?&lt;/span&gt; : Po jednorazowej lekturze trudno dokładnie odtworzyć w pełni jej treść&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#009900;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; : 7,5/10&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3833186743208822613-3867679145947390424?l=bezoprawy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bezoprawy.blogspot.com/feeds/3867679145947390424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/01/umberto-eco-interpretacja-i.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3867679145947390424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3833186743208822613/posts/default/3867679145947390424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bezoprawy.blogspot.com/2009/01/umberto-eco-interpretacja-i.html' title='Umberto Eco - &quot;Interpretacja i nadinterpretacja&quot;'/><author><name>Justyna K.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14274190747269009293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-PLI6PKh2VSo/TyZg-rCe9uI/AAAAAAAAAYo/1I8jlPJehF4/s220/list08%2B072.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SV0hCvlmgDI/AAAAAAAAAFo/11mZPvsi784/s72-c/Eco_interpretacjainadinterpretacja_500pcx.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3833186743208822613.post-5593220862270131979</id><published>2008-12-23T19:56:00.004+01:00</published><updated>2008-12-23T20:31:46.457+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Yann Martel'/><title type='text'>Yann Martel - "Życie Pi"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SVE34jTUJnI/AAAAAAAAAFg/RYbW2uyWiVo/s1600-h/MartelzyciePi__zilustracjami_500pcx.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283065282570757746" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 155px; CURSOR: hand; HEIGHT: 236px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_q7pFns3rwiM/SVE34jTUJnI/AAAAAAAAAFg/RYbW2uyWiVo/s320/MartelzyciePi__zilustracjami_500pcx.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Tytuł&lt;/span&gt;: "Życie Pi"&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Autor&lt;/span&gt;: Yann Martel &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6600;"&gt;Liczba stron&lt;/span&gt;: 381&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Długo czekałam, by w końcu móc przeczytać i doczekałam się ;) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;„Życie Pi” to powieść, która w swojej niezwykłej prostocie, pokazuje jak skomplikowanym mechanizmem jest życie, otaczający nas świat i żyjące pod jego dachem stworzenia. To my decydujemy jaką przybierze ono formę, nadajemy mu nowe znaczenia, kształtujemy rzeczywistość. W zależności od sytuacji z jaką przyjdzie nam się zmierzyć, możemy go dowolnie zmieniać, udoskonalać, jak i usuwać jego poszczególne elementy. Wszystko to przy pomocy jednego tylko narzędzia - naszej psychiki, i w jednym tylko celu - przetrwania.&lt;br /&gt;Główny bohater książki, Piscine Molitor Patel, syn właściciela zoo, od najmłodszych lat żył i wychowywał się w towarzystwie dzikich zwierząt. Wiedział jakie niebezpieczeństwo z ich strony grozi człowiekowi i co należy robić, by nie wywoływać ich agresji. Jako mieszkaniec Indii, Pi był także wyznawcą hinduizmu. Nie było to jednak przeszkodą, by poznać Chrystusa, a także modlić się w synagodze. Pi mocno wierzył w Boga, nie widząc nic niestosowanego w wyznawaniu trzech największych religii świata jednocześnie.&lt;br /&gt;I właśnie na towarzystwo dzikich zwierząt oraz samego Boga, Pi był skazany przez 227 dni swojego życia. Rejs z Indii do Kanady, gdzie przenieść miała się cała jego rodzina, nie doczekał się swo
